SZUM
SZUM Wspieraj nas!
  • Działy
    • News
    • Krytyka
    • Rozmowy
    • Do zobaczenia
    • Na dobry początek
    • Eseje
    • Kwartalnik
    • Patronite
  • Archiwum
  • Podcast
  • Redakcja
  • Stawki
  • Sklep
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Wspieraj nas!
Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!
NR 20/2026 Krytyka 15.05.2026 10 min

Mamo, możemy mieć Japonię w domu? „Wschód słońca na Zachodzie” w Pawilonie Czterech Kopuł

Portret Karolina Ćwieląg
udostępnij — facebook   twitter/x   link
pobierz .pdf
Wschód słońca na Zachodzie jako wystawa nie opowiada żadnej historii – poza tą, że trzech Japończyków tworzyło (i nadal tworzy) w Europie.
Keiji Uematsu, „Sytuacja, szkło i kamień”, 1976–2026; „Spadająca woda, Wznosząca się woda”, 2014/2026, dzięki uprzejmości artysty, baudoin lebon; fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Nie miałam jeszcze okazji zobaczyć w Polsce wystawy sztuki japońskiej, która funkcjonowałaby inaczej, niż jako etnologiczne studium przypadku. Z tą myślą trafiam na wystawę Wschód słońca na Zachodzie w Pawilonie Czterech Kopuł. Duet kuratorski (Iwona Dorota Bigos oraz Martin Schibli) postawił sobie za cel prezentację sylwetek trzech artystów urodzonych i wychowanych w Japonii (Kōji Kamoji, Keiji Uematsu, Yoshi Nakajima), których drogi życia zaprowadziły do krajów europejskich.

Wystawę otwiera dźwięk szumu wody oraz budząca pytania o skuteczność grawitacji rzeźba Keijego Uematsu Sytuacja – kamień, szkło. To pozornie niepasujące do siebie struktury, które tworzą harmonię – stare i dobre, klasyczne the best of wabi-sabi. Wrażenie robi również instalacja wideo tego samego artysty, Spadająca woda. Wznosząca się woda, pokazana na dwóch ścianach pierwszej sali. Narastający dźwięk wodospadu pobudza zmysły, by zaraz potem kompletnie zamilknąć i zostawić nas sam na sam z własnymi myślami. Klucz leży tu w tym, że to nie banał, a naturalna prostota, co zdaje się być sekretem twórczości japońskich artystów i artystek. Korzenie tego podejścia sięgają o wiele dalej niż europejski minimalizm – kontemplacyjna rola natury jest w Japonii kultywowana od wieków między innymi poprzez system religijny szintoizmu.

Sztuka dwóch artystów, którzy rozwijali swoją twórczość po dwóch stronach żelaznej kurtyny – Kamoji w Polsce, Uematsu w RFN – współgra ze sobą w formie i wyrazie.

W kolejnej sali zewsząd słychać zapętlony głos kobiety odliczającej czas w języku japońskim. Pomieszczenie zdaje się wypełniać narastająca presja, której nie jesteśmy w stanie do końca nazwać. W kontrze do natury postawiony zostaje więc motyw czasu. Eksploruje go również Keiji Uematsu, wykorzystując szeroką gamę przenikających się środków wyrazu. W serii fotografii Pozycja horyzontalna, Pozycja wertykalna i Pozycja pod kątem prostym wykorzystuje swoje ciało i kawałek drewna jako rekwizyty, konfrontując je z analogicznymi fotografiami, na których znajduje się jedynie deska. W zestawieniu z pracami takimi jak eksponowany obok Kamień, widzimy jak ogromną rolę w praktykach twórczych artysty odgrywają żywioły. Dobór materiałów w jego pracach jest nieprzypadkowy – również i on czerpie z natury, w tym przede wszystkim jej surowości, zestawianej między innymi z ludzkim ciałem. Tematem jego twórczości stają się także fenomeny i przedmioty otaczające nas na co dzień. W czternastominutowym wideo Kompresja – związki materii obserwujemy, jak przy użyciu prasy Uematsu próbuje zgnieść po kolei powietrze, glinę, kamień, dynię, lód i żarówkę (ta ma funkcjonować jako symbol światła).

Prace Uematsu zostały zestawione z instalacjami Kōjiego Kamojiego – Zachód słońca, Deszcz oraz dwa Księżyce – które w podobny, kontemplacyjny sposób podejmują zagadnienia wszechświata i przemijania. Wszystko to przy minimalnym wykorzystaniu materiałów. Ascetyczność formy i środków wyrazu to dominująca cecha prac Japończyka. Prezentowane w następnej sali po raz pierwszy instalacje z cyklu Drzewo i wiatr, choć misterne i skomplikowane, wykonane są w całości wyłącznie z drewna. Nacisk położony zostaje tu na medytacyjność procesu tworzenia. Uzupełniają to pokazane w gablocie szkice oraz pokaźna kolekcja rysunków z lat 2011–2025. Medium rysunku jest Kamojiemu wyjątkowo bliskie ze względu na jego elementarną prostotę, na co zwraca uwagę w wypowiedziach, uzupełniających prezentację.

Keiji Uematsu, „One stone”, 2026; „Kamień lina człowiek”, 1974; „Pozycja horyzontalna”, 1973–2016, dzięki uprzejmości artysty, baudoin lebon; fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Koji Kamoji, „Tęcza”, 1965, kolekcja autora; „Słońce”, 1962, kolekcja prywatna; „Miasto i dwa słońca”, 1964–1965, Muzeum Sztuki, Łódź; „Laguna”, 1964–1967, kolekcja autora; „Bez tytułu”, 1967, kolekcja Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki; fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Aranżacja wystawy wykorzystuje specyficzną architekturę Pawilonu Czterech Kopuł: mnogość zakamarków i zróżnicowane formaty pomieszczeń. Największym wyzwaniem projektowym była z pewnością Kopuła Zachodnia. Mamy tu do czynienia nie tylko z kwestią kształtu samej kopuły, ale także czterema rozgałęzieniami. Każde zaaranżowane zostaje inaczej, kreując w nich odrębne mikroświaty. Z prawej strony prezentowane są prace Kamojiego, krążące wokół jednego z największych problemów społecznych w Japonii – samobójstw (jisatsu). Często wynikające ze stygmatyzacji chorób psychicznych, narzuconej konieczności „zachowania twarzy” (tatemae)11 Tatemae to jedna z dwóch obowiązujących w kulturze japońskiej postaw wobec życia społecznego. Zakłada przestrzeganie formalnie ustalonych zasad, nieważne w jakim stopniu są one akceptowane przez jednostkę. W opozycji do tego podejścia leży honne, czyli prawdziwe, wewnętrzne odczucia, które nie powinny być otwarcie wyrażane ze względu na konieczność zachowania harmonii w społeczeństwie. ↩︎ czy izolacji społecznej i samotności. Równie często poprzedzone dramatycznymi wydarzeniami, czego wyrazem jest praca Matka i syn. Jednocześnie delikatne w formie i gwałtowane na poziomie treści kolaże-asamblaże wytrącają z równowagi, którą Kamoji zbudował w poprzednich salach.

Na kartach notatników Nakajimy znalazły się także ilustracje, a czasem po prostu plamy farb, szybko kreślone kształty i linie. Choć praca jest naprawdę świetna, całkowicie odstaje od twórczości dwóch pozostałych artystów.

Zaraz obok zaproszeni zostajemy do obejrzenia rozgrywanej właśnie partii go (również igo). Nie jest to jednak klasyczna odmiana japońskiej planszówki, ponieważ z graczem-Kamojim rywalizuje – jak sam to ujął – „czasoprzestrzeń/nieskończoność”. Zamiast wypełnienia jak największej powierzchni planszy swoimi kamykami, artysta szuka miejsca idealnego, w którym do wygranej wystarczy tylko jeden kamyk. Pracom Kamojiego towarzyszy tu nagranie z performensu Uematsu Kamień, gwóźdź, sznur, światło, w którym artysta metodycznie tworzy kolejne wycinki przestrzeni przy użyciu materiałów wymienionych w tytule. Ciężko stwierdzić, czy sugeruje to, że chce dołączyć do partii go z wszechświatem. Ma on bowiem swoją własną wersję gry prowadzonej z czasoprzestrzenią. Jej głównym przedmiotem jest grawitacja. Cel jest dość prosty – przesuwanie granicy między ciężarem a nieważkością, przeciwdziałanie równowadze i udowodnienie, że we wszystkim można dostrzec piękno. W jednym z takich eksperymentów Uematsu bawi się materiałami, czego wynikiem jest instalacja Trzy płyty żelazne i trzy szklane. W innym zaś – rzeźbiarskim Dotykiem wirującej spirali – przedmiotem analizy staje się forma, która wbrew swemu ciężarowi dąży do uniesienia się.

Yoshio Nakajima otwiera swoją narrację instalacją Po koronawirusie (2024–2025). Przestrzeń poświęcona pracy wypełniona jest czerwonymi plamami farby, które sprawiają wrażenie rzucanych na białą ścianę w uniesieniu twórczym. Kolor może jednak podsuwać inne skojarzenia, lecz artysta oraz osoby kuratorskie nie zdecydowali się na żaden komentarz przybliżający wymowę pracy. Centralnym punktem instalacji są podwieszone pod sufitem zeszyty wypełnione charakterystycznymi dla Nakajimy hasłami, przede wszystkim UNBEAT! To nazwa kolektywu założonego przez artystę w 1957 roku, a jednocześnie jego manifest wyzwolenia spod ograniczeń systemowych. Na kartach notatników znalazły się także ilustracje, a czasem po prostu plamy farb, szybko kreślone kształty i linie. Choć praca jest naprawdę świetna, całkowicie odstaje od twórczości dwóch pozostałych artystów – nie jest to jednak urozmaicenie, a raczej dysonans.

Keiji Uematsu, „Trzy płyty żelazne i trzy szklane”, 1977, dzięki uprzejmości artysty, baudoin lebon; fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Yoshio Nakajima, „Po koronowirusie”, 2024–2025, fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Sztuka dwóch artystów, którzy rozwijali swoją twórczość po dwóch stronach żelaznej kurtyny – Kamoji w Polsce, Uematsu w RFN – współgra ze sobą w formie i wyrazie. Obaj mogą być sytuowani w obrębie nurtu mono–ha („szkoła rzeczy”), który formalnie wyłonił się w Japonii w latach 60., chociaż w przypadku indywidualnych twórców trudno o precyzyjne ramy czasowe. Kamoji oraz Uematsu są tego najlepszymi przykładami – obaj w centralnym miejscu stawiają relację między przedmiotem a jego otoczeniem; Uematsu chętnie eksploruje także to, jak przedmiot współpracuje z ciałem. U każdego praktyki te wychodzą z indywidualnych doświadczeń i objawiają się w rożny sposób; nie brakuje także subtelnych odniesień do japońskich tradycji. Nakajima tymczasem jest o wiele silniej związany z ruchem artywistycznym i posługuje się zupełnie innymi środkami wyrazu. Japończyk czynnie współpracował z artystami Fluxusu, blisko było mu także do flagowej na scenie japońskiej awangardy Grupy Gutai. I choć ruchy te były silnie nastawione na kontestowanie granic między życiem a sztuką – więc w tej kwestii artysta sytuuje się na jednej osi z Kamojim i Uematsu – sam język formalny pozostaje zupełnie odmienny. Sprawia to – a może sposób ekspozycji? – że narracja wystawy staje się zagmatwana. Tym bardziej, że w kolejnej sali znów zastajemy prace wspomnianej wyżej dwójki. Uematsu kontynuuje wystawianie grawitacji na kolejne próby – Elementy narożne. Inwersja I – Przestrzeń pionowa to ogromny miedziany stożek umieszczony na niekształtnym kawałku granitu. Stożek jest skierowany wierzchołkiem w dół, przez co masa metalu utrzymuje się jedynie na cienkiej jak igła podstawie. Z drugiej strony zaprezentowano jedną z najbardziej znanych prac Kamojiego – Przeciąg z roku 1975. Podwieszone na nitce, jeden po drugim, kwadratowe fragmenty japońskiej bibułki z wyciętymi środkami zieją pustką, wzburzane przez każde najmniejsze drgnienie powietrza. Kiedy artysta pokazywał tę pracę w 2018 roku podczas wystawy Cisza i wola życia w Zachęcie, nadpisał jej tytuł słowem Starość, dodając kolejną warstwę znaczeniową. Kontekst ten płynnie prowadzi do wyeksponowanego obok rysunku, który na pierwszy rzut oka nie odbiega od innych szkiców Japończyka. Jest jednak czymś zupełnie zaskakującym. To odpowiedź na prośbę Waldemara Andzelma, by Kamoji narysował swój nagrobek – i to właśnie on znajduje się na rysunku. Towarzyszy mu tekst. Wyjątkowo wzruszył mnie jego początek: Kiedyś bardzo tęskniłem za pionem, pionem przestrzeni / Teraz bardziej blizki (sic) jest mi poziom, wiatr, który wieje przez łąkę. Potrzebna jest nieprzebrana wrażliwość, by tak pięknie mówić o własnym odejściu.

1
Do zobaczenia 22.05.2019

„Koji Kamoji. Cisza i wola życia” w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha

Redakcja

Ja zaś, im dalej szłam przez wystawę, tym bardziej tęskniłam za jej początkiem. Szczególnie, kiedy przestrzeń wokół nagle zgęstniała od tekstu. Niespodziewanie bowiem charakter wystawy zupełnie się zmienia. W kolejnych salach, na drewnianych (jakżeby inaczej) tabliczkach możemy zapoznać się z życiorysami każdego z trzech artystów. Dlaczego duet kuratorski zdecydował się wyeksponować wątki biograficzne dopiero na końcu wystawy? Dlaczego w ogóle – choć utrzymuje, że nie mamy do czynienia z retrospektywami – zdecydował się je wyeksponować?

Koji Kamoji, „Przeciąg”, 1975, kolekcja autora; fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Koji Kamoji, „Rysunki”, 2011–2025, kolekcja autora; fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Keiji Uematsu, „Dotyk wirującej spirali”, 2008, dzięki uprzejmości artysty, baudoin lebon; w tle: Yoshio Nakajima, „Po koronowirusie”, 2024–2025, fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Yoshio Nakajima, Instalacja „Wrocławiowi” (fragment); fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
O ile punkt wyjścia do stworzenia tej wystawy jest jasny, o tyle obietnica dialogu między twórcami – złożona w tekście kuratorskim – nie została spełniona.

Na dziedzińcu Pawilonu Czterech Kopuł wystawa dociera do końca, za jej epilog odpowiada zaś Nakajima. Chociaż artysta zajmuje się przede wszystkim performansem i happeningiem, tutaj dominuje jego malarstwo. Ogromna kolekcja wiszących obrazów na bawełnianych materiałach (28 sztuk) zgrupowana została z czterema rolkami papieru wypełnionymi jego malarskimi historiami i specjalnymi obrazami-asamblażami stworzonymi w ramach wernisażu jako jedna (!) instalacja o jakże skromnym tytule – Wrocławiowi. Ponad trzydzieści obrazów to niemało, ale połączenie ich w jedną instalację wyrządza im ogromną szkodę i ogranicza ich wydźwięk. Dlaczego nie zdecydowano się rozwinąć podpisów przy konkretnych dziełach? O ile Nakajima-performer został przedstawiony – poprzez dokumentację i notatki biograficzne – nad wyraz skrupulatnie, o tyle znaczenie jego malarstwa pozostaje zagadką. Jednocześnie wiele prac Kamojiego oraz Uematsu zostało opatrzone ich komentarzami, dzięki czemu bliżej poznajemy sposób myślenia każdego z nich. To kolejna niespójność między sposobami prezentacji twórczości całej trójki; dodatkowo potęguje to obecny na wystawie dysonans.

1
Do zobaczenia 01.08.2019

„Mono no aware” w Trafostacji Sztuki

Redakcja

O ile punkt wyjścia do stworzenia tej wystawy jest jasny, o tyle obietnica dialogu między twórcami – złożona w tekście kuratorskim – nie została spełniona. Zamiast tego Wschód słońca na Zachodzie oferuje raczej elementy dyskusji między Kamojim i Uematsu, alienuje natomiast Nakajimę. „Metaforyka i poetyckość”, o których mówił podczas konferencji prasowej dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu Piotr Oszczanowski22 https://trojka.polskieradio.pl/artykul/3653752,wschod-slonca-na-zachodzie-czyli-japonska-awangarda-we-wroclawiu (dostęp 14 maja 2026). ↩︎, jest wprawdzie czytelna w pojedynczych pracach, jednak kompletnie zanika jako motyw przewodni całości.

Ostatecznie wystawa nie opowiada żadnej historii – poza tą, że trzech Japończyków tworzyło (i nadal tworzy) w Europie. Nie ma tu właściwie żadnego elementu, który nadawałby tej ekspozycji dodatkowej głębi. Może przez odrzucenie taktyki poszukiwania we wszystkim „japońskości” na rzecz „europeizacji” wystawą tą próbowano odejść od dobrze znanego, archetypicznego przedstawiania artystów tego pochodzenia. Zarazem ta „europeizacja” pozostaje właściwie niesproblematyzowana, za to często powiela postkolonialne (a idąc dalej wręcz neokolonialne) klisze na czele z samą ideą podziału według logiki Wschód-Zachód. Niemniej jednak Wschód słońca na Zachodzie to niepowtarzalna okazja, by zobaczyć nie tylko kultową już twórczość Kamojiego, ale poznać także dwie fascynujące sylwetki Uematsu i Nakajimy, których prac nie mieliśmy jeszcze okazji oglądać w Polsce w tak obszernym wyborze.

Karolina Ćwieląg – absolwentka Studiów nad Japonią w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, obecnie studentka Sztuki współczesnej w Instytucie Sztuki i Designu UKEN oraz Relacji międzykulturowych w Instytucie Studiów Międzykulturowych UJ. Interesuje się szczególnie zagadnieniami dotyczącymi kontekstów kulturowych, doświadczeń migracji i sztuki zaangażowanej. Porusza się w przestrzeni pomiędzy badaniami nad sztuką i naukami społecznymi.

Więcej

Przypisy

Stopka

Osoby artystyczne
Koji Kamoji, Yoshio Nakajima, Keiji Uematsu
Wystawa
Wschód słońca na Zachodzie
Miejsce
Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Pawilon Czterech Kopuł
Czas trwania
1.03–31.05.2026
Osoba kuratorska
Iwona D. Bigos, Martin Schibli
Fotografie
Magdalena Lorek
Strona internetowa
mnwr.pl/category/oddzialy/pawilon-czterech-kopul/
Indeks
Iwona D. Bigos Karolina Ćwieląg Keiji Uematsu Koji Kamoji Martin Schibli Muzeum Narodowe we Wrocławiu Pawilon Czterech Kopuł Yoshio Nakajima

Najczęściej czytane

1
News 11.05.2026

Adam Budak odwołany ze stanowiska dyrektora MOCAK-u

Redakcja
2
Eseje 08.05.2026

„Sztuki plastyczne” czy „sztuki wizualne”?

Portret Łukasz Białkowski
3
Krytyka 08.05.2026

Sceny, migawki, ludzie. „Scena z miasta. Wrocław niezależny lat 90.” w BWA Wrocław

Portret Rafał Księżyk
4
Na Dobry Początek 04.05.2026

4-10 maja

Redakcja
5
Na Dobry Początek 11.05.2026

11-17 maja

Redakcja
6
Do zobaczenia 05.05.2026

„Kocham cię” Jędrzeja Bieńki w MCSW Elektrownia w Radomiu

Redakcja

Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!

REKLAMA
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Mamo, możemy mieć Japonię w domu? „Wschód słońca na Zachodzie” w Pawilonie Czterech Kopuł — SZUM
REKLAMA
Logo: SZUM

Magazyn SZUM

Fundacja Kultura Miejsca
Wydział Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 39
00-347 Warszawa

redakcja@magazynszum.pl

ISSN 2956-817X

Media społecznościowe

  • facebook
  • instagram
  • spotify
  • apple podcasts
  • podcast RSS

Wspieraj nas!

Polityka prywatności

Kontakt

Przeszukaj SZUM

‹ › ×

    ‹ › ×
      Nasz serwis korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
      Zapoznaj się z naszą polityką prywatności