SZUM
SZUM Wspieraj nas!
  • Działy
    • News
    • Krytyka
    • Rozmowy
    • Do zobaczenia
    • Na dobry początek
    • Eseje
    • Kwartalnik
    • Patronite
  • Archiwum
  • Podcast
  • Redakcja
  • Stawki
  • Sklep
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Wspieraj nas!
Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!
NR 23/2026 Krytyka 05.06.2026 16 min

Czy inny Krakers jest możliwy? Wokół 15. edycji Cracow Art Week

Portret Dominik Wrześniak
udostępnij — facebook   twitter/x   link
pobierz .pdf
Krakers nie proponuje rozwiązania, które pozwoliłoby krakowskiej scenie wybrnąć z impasu – stanowi apoteozę działania na bieżąco, bez wieloletnich planów i perspektyw rozwojowych.
„Spolia”, widok wystawy, Strych nad Zegarem, fot. Joanna Rytter

Na Krakersie, od czasu jego pierwszej edycji w 2012 roku, wiele się zmieniło. Czy jednak na pewno? Zwiększenie skali, a wraz z tym rezygnacja z nazwy Cracow Gallery Weekend na rzecz Cracow Art Week w 2019 roku, wprowadzenie (skądinąd dobrze przyjętej) sekcji Laboratorium w roku następnym, współpraca z dużymi instytucjami (w tym roku MOCAK-iem), poważni partnerzy komercyjni… Patrząc przez pryzmat tych przekształceń łatwo dojść do zwodniczego wniosku, że Krakers jest imprezą ewoluującą, w naturalny sposób zmieniającą swoją tożsamość wraz z coraz większym rozmachem organizatorów.

Słowem właściwszym niż „ewolucja” byłaby jednak „mutacja” – proces niekontrolowany, który nie prowadzi do istotowej przemiany. Poszczególne aspekty Krakersa mogą ulegać przekształceniu, ale jego genom pozostaje ten sam: są nim nadmiar, źle rozumiany egalitaryzm i fasadowość. Zarzuty te wybrzmiewają w większości artykułów poświęconych imprezie, nawet tych koncentrujących się raczej na przeglądzie poszczególnych wystaw niż metaanalizie całego festiwalu. Krakers tworzy bowiem w Krakowie iluzję żywej, inkluzywnej sceny artystycznej, z której jak z rogu obfitości wysypują się kolejne warte uwagi inicjatywy. Wrażenie to buduje liczba wystaw, performansów i wydarzeń towarzyszących wchodzących w skład imprezy, niemożliwej do zobaczenia w całości. W rzeczywistości obraz krakowskiego życia artystycznego okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowany.

1
Krytyka 05.08.2022

Wielość – siła czy PR? KRAKERS 2022

Portret Marta Kudelska

Piętnasta, okrągła edycja Krakersa nie wytycza dla krakowskiego tygodnia sztuki nowych, obiecujących ścieżek rozwoju. Problemy strukturalne zauważone już ponad dekadę temu przez Piotra Polichta i Magdalenę Kownacką nie zostały rozwiązane11 Zob. P. Policht, Cyrulik małopolski: Samozaoranie. Cracow Gallery Weekend KRAKERS 2016, „Magazyn Szum”, 07.05.2026, https://magazynszum.pl/cyrulik-malopolski-samozaoranie-cracow-gallery-weekend-krakers-2016/, dostęp: 15.05.2026 oraz M. Kownacka, Kreacja i naturalizm. Strategie i cele realizacji wydarzeń typu „gallery weekend” na przykładzie Berlina, Warszawy i Krakowa, „Magazyn Szum”, https://magazynszum.pl/kreacja-i-naturalizm-strategie-i-cele-realizacji-wydarzen-typu-gallery-weekend-na-przykladzie-berlina-warszawy-i-krakowa/, dostęp: 15.05.2026 ↩︎, ba, w roku 2026 wydają się już na stałe wpisane w charakter imprezy. To znaczy: trudno dziś wyobrazić sobie Krakersa, który nie byłby splotem przypadkowo zestawionych ze sobą wydarzeń, działających bardziej efektem skali niż ideową spójnością – tak to po prostu u nas wygląda. A mogłoby wyglądać inaczej22 Dorocie Jędruch dziękuję za sugestie jak ugryźć temat Krakersa, by się nim nie udławić. ↩︎.

Każdy tańczy do innej muzyki, czyli problem motywu przewodniego

Krakers zawsze ma swoje hasło, do którego powinny nawiązywać wszystkie prezentowane w ramach przeglądu wystawy. W teorii jest to pomysł słuszny – trudno inaczej zadbać o spójność imprezy, w której udział biorą równocześnie efemeryczne projekty site-specific i usankcjonowane w świecie sztuki instytucje, a wystawy ogląda się zarówno w profesjonalnie oświetlonych white cube’ach, jak i obskurnych piwnicach. Jeśli chcemy przeglądu, w ramach którego podjęty zostanie artystyczny namysł nad konkretną tematyką, zaproponowanie uczestnikom ogólnego tematu wydaje się krokiem naturalnym.

Krok ten wymaga jednak konsekwencji, z której organizatorzy Krakersa nigdy nie byli znani. Niesławny brak selekcji prowadzi do ideowej kakofonii, z której trudno wyłapać jakąkolwiek spójną narrację, nadrzędną myśl porządkującą cały projekt. Problemem nie jest rzecz jasna to, że uczestnicy Krakersa nie tworzą wystaw „na zadany temat”, kaligraficznie odtwarzając szlaczki z podsuniętego przez organizatorów elementarza, a raczej zupełne ignorowanie ich wytycznych, które nie spotyka się z żadnymi konsekwencjami. Problem ten dotyczy zwłaszcza galerii komercyjnych, które w dużej mierze traktują festiwal jako okazję do bezpłatnej promocji swojej działalności. Na tegorocznym Krakersie przykładów tego problemu nie brakuje.

Jan Fejkiel, „Buy Art not Cocaine”, Jan Fejkiel Gallery, fot. Martyna Szulakiewicz-Gaweł
Olga Pawłowska, „Spacer przed snem”, Galeria Dystans, fot. Joanna Rytter
Ewa Kierska, „Zebrane w całość. Ewa Kierska w swojej pracowni”, Galeria Dyląg, fot. Martyna Szulakiewicz-Gaweł
Andrzej Niedoba, „Wy – kolejone”, Zofia Weiss Gallery, fot. Joanna Rytter

Jan Fejkiel Gallery prezentowała wystawę fotografii autorstwa swojego założyciela, Buy Art not Cocaine, składającą się z kilkunastu nijakich ujęć dokumentujących zaniedbaną stronę Krakowa, opatrzonych krótkim, pisanym jakby od niechcenia opisem na stronie festiwalu. Choć Fejkiel nawiązał do tematu wydarzenia, skupionego w tym roku na pojemnej figurze łowcy-zbieracza, jest to nawiązanie w najlepszym razie leniwe i niepogłębione. W Galerii Dystans próba dialogu z krakersowym motywem nie została nawet podjęta – byłoby czymś karkołomnym szukać związków z problematyką proponowaną przez organizatorów w skądinąd interesującym technicznie, stimmungowym malarstwie Olgi Pawłowskiej. Wystawa Andrzeja Niebody w Galerii Zofii Weiss wpisała się w tematykę Krakersa tylko częściowo. Obok kolorystycznych płócien dokumentujących proces degradacji kolei w latach 90., bliskich rozważaniom Tomasza Rakowskiego z książki Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy, pokazano na niej również abstrakcyjne kompozycje artysty, których z łowiectwem-zbieractwem (również metaforycznym) powiązać nie sposób. Wreszcie, Galeria Dyląg zaproponowała zwiedzającym niewielki pokaz monograficzny Ewy Kierskiej, zorganizowany w anturażu nawiązującym do pracowni artystki. Jeśli za realizację motywu przewodniego uznamy fakt „zebrania” przedmiotów ważnych dla malarki w jednym miejscu, to oznacza to tylko tyle, że nie znaczy on w praktyce nic.

Poszczególne aspekty Krakersa mogą ulegać przekształceniu, ale jego genom pozostaje ten sam: są nim nadmiar, źle rozumiany egalitaryzm i fasadowość.

Wszystko da się oczywiście skojarzyć ze wszystkim i ktoś może uznać powyższy przegląd za czepialstwo. Cóż właściwie z tego, że nie każdy (instytucjonalny) uczestnik zdecydował się poważnie rozważyć problem podany przez organizatorów? Rodzi to przede wszystkim pytania o sens nadawania Krakersowi tematów ramowych. Warszawski FRINGE, który daje się pod pewnymi względami porównywać z inicjatywą krakowską, od samego początku funkcjonuje bez podobnego rozwiązania. Dla formuły masowego przeglądu, w którym selekcja jest symboliczna i sprowadza się do stwierdzenia zgodności inicjatywy z najbardziej fundamentalnymi zasadami organizatora (tutaj akurat FRINGE i Krakersa w praktyce różni niewiele), znacznie trafniejszym rozwiązaniem okazuje się pozostawienie twórcom wolnej ręki niż pozorowana spójność.

Rozwiązaniem alternatywnym byłoby zaostrzenie kryteriów selekcji i radykalne ograniczenie liczby przyjmowanych projektów. W gąszczu blisko 70 wystaw pokazywanych na tegorocznym Krakersie były bowiem perełki, które w obecnej formule wydarzenia nikną w morzu przeciętności.

Ćwiczenie w niemożliwym, czyli próba opowieści o Krakersie 2026

Potraktowanie motywu przewodniego imprezy na serio i zagranie zgodnie z regułami proponowanymi przez organizatorów festiwalu przyczyniło się do powstania kilku interesujących wystaw, które w twórczy sposób zinterpretowały figurę paleolitycznego łowcy-zbieracza. Postać ta, wykorzystana blisko dwie dekady temu przez Tomasza Rakowskiego do opisania zjawiska potransformacyjnej degradacji (i sposobów radzenia sobie z nią), zainspirowała twórców do namysłu m.in nad procesami gentryfikacyjnymi, kryzysem klimatycznym, fast fashion, zachłannością współczesnego kapitalizmu i doświadczeniami migracyjnymi. Poniższy, skrótowy przegląd motywów wyjątkowo wyraźnie obecnych na tegorocznym Krakersie, potraktować można jako wybór egzemplów – przykładów błyskotliwego zrealizowania tematu wyjściowego, a co za tym idzie – apologię utrzymania (dobrze zrealizowanego) tematu jako takiego.

„Spolia”, widok wystawy, Strych nad Zegarem, fot. Joanna Rytter
„Spolia”, widok wystawy, Strych nad Zegarem, fot. Joanna Rytter
„Spolia”, widok wystawy, Strych nad Zegarem, fot. Joanna Rytter

W programowe założenie tegorocznego Krakersa wyjątkowo sprawnie wpisali się kuratorzy i artyści ze Strychu nad Zegarem, dobrze już znanego festiwalowej publiczności. Większość z pokazywanych na wystawie Spolia dzieł pochodziła z jakiejś formy recyklingu, co znalazło swój punkt kulminacyjny w wystawieniu znalezionego na śmietniku obrazu pod przewrotnym, nadanym przez kuratorów Michała Iwanickiego i Mikołaja Sazonova tytułem Awans społeczny. Spolia wpisały się równocześnie w szerszy, obecny od kilku lat w przestrzeni publicznej (nie tylko artystycznej) trend powrotu do rzemiosła, doceniania pracy wykonywanej własnoręcznie przez odpowiednio przeszkolonych fachowców. W świecie bullshit jobs i korporacyjnego wypełniania tabelek w Excelu coraz więcej osób tęskni za materialnością, możliwością wzięcia do ręki wytworu własnej pracy. O tym, w kontrze do masowego kiczu, błyskawicznego porzucania przedmiotów uszkodzonych i pogardy dla materiałów w jakikolwiek sposób zdewaluowanych, opowiadały Spolia. Podobny nacisk na technikę dostrzegalny był także na wystawie Fatum w Galerii Floriańska 22, gdzie grupa powiązanych z krakowską ASP artystów (Marlena Biczak, Kacper Bożek i Paweł Krzywdziak) zaprezentowała grafikę jako medium różnorodne, pokazując przy tym rzadko eksponowane publicznie matryce, stanowiące zapis rzemieślniczego wymiaru ich pracy. Formalne mistrzostwo – kategoria, która wydawała się dawno przebrzmiała i pretensjonalna – powraca jako zaskakujące remedium na bolączki nowoczesnej produkcji masowej.

Dla formuły masowego przeglądu, w którym selekcja jest symboliczna i sprowadza się do stwierdzenia zgodności inicjatywy z najbardziej fundamentalnymi zasadami organizatora, znacznie trafniejszym rozwiązaniem okazuje się pozostawienie twórcom wolnej ręki niż pozorowana spójność.

Obok nacisku na materialność dzieł i pochodzenie użytych materiałów drugim wątkiem, szczególnie wyraźnie obecnym na tegorocznym Krakersie, była refleksja klimatyczna. Przybierała ona postać zarówno dekonstrukcji obecnego systemu ekonomicznego, prowadzącego świat ku niechybnej zagładzie, jak i bardziej ekokrytycznego spojrzenia na relację człowieka z przyrodą. W tym drugim kluczu pomyślany został kameralny Smutek ogrodów, zorganizowany przez Bogumiła Książka i Jana Eustachego Wolskiego w przestrzeni zielonej otaczającej salwatorską Willę Fatale. Prezentowane na wystawie dzieła powstały w ścisłym związku z zastaną naturą, niekiedy ją dopełniając, niekiedy – stając w kontrze do jej logiki. Odkrywanie prac ukrytych na peryferiach ogrodu, trudnych do wyłowienia przy pierwszym oglądzie przestrzeni sprawiającej wrażenie całkowicie „naturalnej”, prowokowało do refleksji nad stosunkiem człowieka do świata przyrody. Czy powinien on „czynić sobie ziemię poddaną”, czy też wchodzić z nią w relację symbiotyczną? Czy łowca-zbieracz może stać się dla nas wzorem innego podejścia do natury? Takich rozważań, wyraźnie osadzonych w obecnych realiach politycznych i ekologicznych, było na tegorocznym Krakersie więcej.

Związana z figurą łowcy-zbieracza topika wędrówki również znalazła na festiwalu swoje reinterpretacje. Prowadzący koczowniczy tryb życia prehistoryczny człowiek nie mógł gromadzić zbyt wielu artefaktów – nosił więc z sobą to, co niezbędne. O potrzebie wyboru z morza przedmiotów tych najbardziej znaczących, które „można unieść w walizce” mówiła poruszająca wystawa Wszystko co uniesiesz prezentowana przy św. Krzyża 14. Autorzy ekspozycji (Jagoda Dobecka, Magdalena Tryba, Agata Jarosławiec, Maja Krysiak, Krzysztof Maniak, Paweł Sobczak, Mikołaj Szpaczyński i występująca również w roli kuratorki Alicja Klimek) wyszli zresztą poza dosłowne rozumienie „noszenia” i „zbierania”, włączając w nią prace podchodzące do problemu bardziej metaforycznie. Gdybym miał z piętnastego Krakersa wybrać jedną pracę, która wywarła na mnie największe wrażenie, byłaby to prezentowana tutaj instalacja And there is pansies, that’s for thoughts Jagody Dobeckiej. Artystka opowiedziała o żałobie po śmierci brata w naiwnej, a przez to szczególnie uderzającej formie – odwiedzający zostali zaproszeni do obejrzenia wykonanej przez nią urny w kształcie bratka. Znajdowały się w niej nasiona, wymowny symbol nadziei na to, że śmierć nie oznacza bezpowrotnej utraty, a z trudnej pamięci mogą narodzić się podlewane łzami kwiaty. Nie ma tu miejsca, by pisać o literackich (tytuł zaczerpnięty z Hamleta) czy mitologicznych konotacjach tej pracy, była ona w każdym razie jedną z najciekawszych i najbardziej wzruszających, jakie zobaczyłem w czasie krakersowej tułaczki.

„Smutek Ogrodów”, widok wystawy, Villa Fatale, fot. Kamil Kożuch
„Smutek Ogrodów”, widok wystawy, Villa Fatale, fot. Kamil Kożuch
„Wszystko co uniesiesz”, widok wystawy, ul. św. Krzyża 14, fot. Patryk Olczyk
Jowita Mormul, „Kluczowe pytania”, Zpafgallery, fot. Martyna Szulakiewicz-Gaweł

Warto wreszcie, pozostając w temacie „przeprowadzek na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy lub świat” wspomnieć o projekcie Jowity Mormul Kluczowe pytania, którego dokumentacja została pokazana w Zpafgallery. Artystka wykonała fotografie tytułowych kluczy znajdujących się w posiadaniu jej rodziny, otwierających drzwi do domów, które – czasem z własnej woli, a czasem z przymusu – opuściła. Może mniej w nich głębi niż w pracach prezentowanych na wystawie Wszystko co uniesiesz, ale problematyka tożsama – co możemy wziąć ze sobą, gdy trzeba „podnieść się i odejść”, a co musimy, być może bezpowrotnie, zostawić za plecami.

Wszechobecna na jubileuszowym Krakersie tematyka społeczno-ekonomiczna wybrzmiała szczególnie wyraźnie na zorganizowanej w Subterii Need for Speed, ekspozycji problematyzującej kapitalistyczną obsesję wzrostu. Jej kuratorki (Adrianna Gajdziszewska, Zuzanna Śmigielska i Aleksandra Hurek) zgrabnie nawiązały do tematu przewodniego imprezy, zauważając relatywną nowość koncepcji nieustannego rozwoju ekonomicznego, która przez większość historii pozostawała człowiekowi obca. Kapitalistyczne przyspieszenie znalazło swoją krytykę w pracach proponujących zmianę paradygmatu myślenia (nie tylko o sztuce): w miejsce logiki „więcej, szybciej mocniej” wyciszenie i refleksję nad kondycją świata pogrążonego w kryzysie. Jest w tym niezamierzony, a przy tym ironiczny metakomentarz do sytuacji samego Krakersa, który w imię „więcej” skłonny jest poświęcać „lepiej”. Jakkolwiek nie nazwalibyśmy rzeczywistości ekonomicznej, w której żyjemy – kapitalizmem inwigilacji, technofeudalizmem itd. – formacja ta ma swoją długą historię, również w naszym kraju, który przystąpił do niej w cokolwiek nieuporządkowany sposób w latach 90. O przełomowych początkach lokalnego wolnego rynku w wyjątkowo zabawny sposób mówiła wystawa Polska-Chiny w dwie godziny kolektywu KMWT, w której znowu – może to kwestia zaburzonej optyki – widzę nieświadomy prztyczek w kierunku Krakersa. W tekście kuratorskim czytamy bowiem: „W świecie braku stabilności architekturą przetrwania staje się tymczasowość”33 Tekst kuratorski za: https://cracowartweek.pl/polska-chiny-w-dwie-godziny/, dostęp: 15.05.2026. ↩︎. Brzmi znajomo?

Klęska urodzaju, czyli propozycja dewzrostowa dla Krakersa

Natłok wydarzeń na Krakersie rodzi problemy natury organizacyjnej. Żeby zobaczyć wszystkie wystawy wchodzące w skład programu głównego, trzeba być ponadprzeciętnie zdeterminowanym i bezrobotnym, a i te cnoty mogłyby nie wystarczyć. Nie da się w niecały tydzień zwiedzić siedemdziesięciu wystaw, w większości otwartych po kilka godzin dziennie. Ktoś mógłby powiedzieć, że to problem wydumany, bo przecież istotą przeglądu nie jest zapoznanie się ze wszystkim, co ma do zaoferowania, a jedynie z tym, co wzbudza nasze zainteresowanie. Zgrzyt pojawia się jednak na poziomie samej idei Krakersa, który w teorii nie jest (nie powinien być) skierowany do wąskiego grona ludzi ze środowiska – ci zapewne po spojrzeniu na program wiedzą od razu, na co chcą pójść, a co mogą bez żalu ominąć. Nie jest to również wydarzenie o rysie komercyjnym, jak Warsaw Gallery Weekend, bo i Kraków ma w przestrzeni galeryjnej znacznie mniej do zaoferowania niż Warszawa. W Krakersie od początku miało chodzić o „oswajanie” sztuki współczesnej i jej promocję w przestrzeni miasta – otwieranie hermetycznego świata na odbiorcę, który nie spenetrowałby go w innych okolicznościach.

1
Krytyka 20.11.2020

Pożar na Wiśle. Cracow Art Week Krakers 2020

Hubert Gromny

W obecnym kształcie Krakers misji tej nie realizuje. Ogrom propozycji o skrajnie nierównym poziomie i różnym stopniu przystępności działa na odwiedzającego paraliżująco. Co zobaczyć w ciągu pięciu kwietniowych dni, mając do dyspozycji parę wolnych godzin? Wystawę, która jest najbliżej miejsca pracy, a może projekt realizowany przez instytucję o znajomo brzmiącej nazwie? Skąd mam wiedzieć, że najbardziej spójny i ciekawy projekt znajdę na jakimś strychu, a nie w uświęconych tradycją galeriach? Krakers nie stosuje systemu wyróżnień, nie przyznaje laurów za najlepszą wystawę – może to i dobrze, bo nagrody są źródłem niekończących się kontrowersji. Przyjęta przez organizatorów perspektywa całkowitej równości, w której żaden z projektów nie jest wysuwany na przód peletonu, rodzi jednak efekt odwrotny do zamierzonego. W połączeniu z ubogą polityką informacyjną – w tym brakiem rozróżnienia między galeriami komercyjnymi a inicjatywami offowymi – taka perspektywa nie ubogaca doświadczenia odwiedzającego, a w istotny sposób je ogranicza.

„Need for speed”, widok wystawy, Subteria, fot. Patryk Olczyk
„Need for speed”, widok wystawy, Subteria, fot. Patryk Olczyk
„Polska Chiny w dwie godziny”, KMWTW, fot. fot. Martyna Szulakiewicz-Gaweł
„Polska Chiny w dwie godziny”, KMWTW, fot. fot. Martyna Szulakiewicz-Gaweł

Dewzrostowe propozycje niektórych osób artystycznych i kuratorskich tegorocznego Krakersa warto więc odnieść do samej imprezy, stawiając na większą spójność, selektywność i promocję inicjatyw odważnie problematyzujących istotne tematy. Takie podejście rozwiązałoby wiele problemów Cracow Art Week: przypadkowego doboru uczestników, nikłego finansowania projektów spoza sekcji Laboratorium, przytłaczania odbiorców nadmiarem propozycji o nierównym poziomie kuratorskim i artystycznym. Warto wobec tych wyzwań zaczerpnąć z formuły festiwali typu biennale, na których o wewnętrzną spójność programową dba zewnętrzny kurator, nadający całości określony ton.

1
Krytyka 27.04.2018

Condo czy safari? O dwóch weekendach galerii

Portret Karolina Plinta

Nie jest to oczywiście rozwiązanie pozbawione wad. Demokratyzm Krakersa, jakkolwiek wadliwy i piętrzący wyzwania, ma swoją inherentną wartość – daje szansę pokazania wystawy w ramach rozpoznawalnej imprezy właściwie każdemu, kto ma na nią pomysł (zwłaszcza poprzez sekcję Laboratorium). Problemem Krakersa nie są jednak efemeryczne kolektywy zamieszkujące kazamaty Starego Miasta, które chcą robić sztukę i korzystają z Krakersa jako szansy do pokazania się światu artystycznemu Krakowa. Problemem są uczestnicy nadużywający w złej wierze dobrodusznej, a przez to fantomowej selekcji, niechętni lub niezdolni do zaangażowania się na serio.

Mniejszy Krakers wyjdzie wszystkim na dobre. Organizatorom, którym z pewnością odejmie trochę przyziemnych zmartwień, zmotywowanym uczestnikom, którzy skorzystają na większej uwadze publiczności, a także – proszę o wybaczenie – krytykom chcącym o Cracow Art Week pisać. Wyjadą z Krakowa z lżejszymi głowami i mniej obolałymi stopami.

Co widać przez szczeliny, czyli Krakers wobec krakowskiej sceny sztuki współczesnej

Krakers jest więc tworem amorficznym. Niewykluczone, że taka natura wydarzenia w niezamierzony sposób odsłania trudną sytuację krakowskiej sceny sztuki współczesnej. Mieczysław Porębski pisał o obrazach socrealistycznych Andrzeja Wróblewskiego, że niezgodne z oficjalną linią władzy treści „wychodzą [z nich] jakby mimo woli”44 Cytat za: W. Bałus, Efekt widzialności. O swoistości widzenia obrazów, granicach ich odczytywania i antropologicznych aspektach sztuki, Kraków 2013, s. 173. ↩︎. Podobnie z analizy Krakersa wypływają, mimo woli, smutne wnioski dotyczące instytucjonalnego zaplecza krakowskiej sztuki.

Nie znajduje ona oparcia w sieci galerii komercyjnych, które w stolicy pozwalają na organizację inicjatyw skierowanych do zamożnego odbiorcy zainteresowanego kolekcjonowaniem sztuki współczesnej. Znacznie słabsze od stołecznych galerie krakowskie traktują Krakers w najlepszym razie po macoszemu, doczepiając do niego swoje działania nijak nie związane z bieżącym motywem czy postulowanym charakterem imprezy, zaś kadłubowe domy aukcyjne czy nobliwe antykwariaty, stanowiące ważny element obiegu sztuki w dawnej stolicy, w ogóle w wydarzeniu nie partycypują. Krótkotrwałe mariaże Krakersa z rynkiem, których przejawem była współpraca z Allegro w 2019 roku, nie zaowocowały wypracowaniem stałej formuły, która pozwoliłaby poprzez festiwal napędzać popyt na nową krakowską sztukę. Być może format komercyjnego gallery weekendu nie ma racji bytu w mieście, w którym bogate mieszczaństwo obraz do salonu kupi prędzej w antykwariacie z tradycją niż w nowoczesnej galerii sztuki.

„Zbieracze i Deweloperzy”, widok wystawy, Nasz Ogródek im. Dereka Jarmana, fot. Martyna Szulakiewicz-Gaweł
„Brikolerzy. Architekci resztek”, widok wystawy, Art Agenda Nova, fot. Joanna Rytter
Łukasz Surowiec, „Szkic pomnika ofiar eksmisji. Rzeczy bez miejsca, pamięci osób dotkniętych wykluczeniem mieszkaniowym”, instalacja w przestrzeni publicznej, fot. Joanna Rytter
„What’s in my bag?!”, widok wystawy, Art Industry Standard, fot. Patryk Olczyk

Scena ta pozostaje zawieszona pomiędzy uświęconymi czasem przestrzeniami, nowymi, kameralnymi instytucjami z miejsca stającymi się ważnymi punktami życia artystycznego, oraz działaniami środowisk akademickich związanych z miejscową ASP i Uniwersytetem Komisji Edukacji Narodowej – a niezmiennie słabymi aktorami rynkowymi. Krajobrazu tego dopełniają liczne pop-upy, które przez chwilę mogą odgrywać nawet wiodącą rolę na krakowskiej scenie tylko po to, by wcześniej lub później zakończyć zupełnie swoją działalność. Lektura tekstów o kolejnych edycjach Krakersa przypomina spacer po opuszczonym cmentarzu, a padające w nich nazwy kolejnych galerii, instytucji i przestrzeni – inskrypcje nagrobne.

Mniejszy Krakers wyjdzie wszystkim na dobre. Organizatorom, którym z pewnością odejmie trochę przyziemnych zmartwień, zmotywowanym uczestnikom, którzy skorzystają na większej uwadze publiczności, a także – proszę o wybaczenie – krytykom chcącym o Cracow Art Week pisać.

Taki sposób działania, oparty na kilku stałych punktach, wokół których orbitują inicjatywy spontaniczne, ciągle zawiązujące i rozwiązujące się kolektywy czy grupy, może pozorować wrażenie młodzieńczo żywotnej sceny. Pytanie brzmi jednak, czy w dłuższej perspektywie chaos pomaga, czy raczej szkodzi miejscowemu środowisku. Czym innym jest bowiem ferment twórczy, a czym innym działanie w warunkach braku instytucjonalnego wsparcia, skazującego oddolne inicjatywy na efemeryczność. „W świecie braku stabilności architekturą przetrwania staje się tymczasowość”. MOCAK, równolatek Krakersa, nie stał się filarem środowiska, a jego nowy kryzys sugeruje, że na zmianę tego stanu rzeczy przyjdzie nam jeszcze poczekać. Nadzieję na lepszą przyszłość dają inicjatywy Cricoteki, Bunkra Sztuki czy Muzeum Fotografii, które nie wyczerpują jednak potrzeb i możliwości krakowskiego ośrodka.

Krakers nie proponuje rozwiązania, które pozwoliłoby wybrnąć z impasu – stanowi apoteozę działania na bieżąco, bez wieloletnich planów i perspektyw rozwojowych. Środowisko wciąż zbiera szanse i łowi okazje, funkcjonując w zastanawiająco prekarnych warunkach. Dziś sztuka wydarza się jednak gdzie indziej, a Krakers tego stanu rzeczy ani nie chce, ani, w obecnym kształcie, nie może zmienić.

Dominik Wrześniak – historyk i krytyk sztuki, edukator muzealny współpracujący z Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, magistrant w Instytucie Historii Sztuki UJ. Publikował teksty krytyczne w magazynie „Restart”. Naukowo zajmuje się sztuką polską dwudziestego wieku.

Więcej

Przypisy

Stopka

Wystawa
Cracow Art Week KRAKERS 2026
Czas trwania
23-30.04.2026
Fotografie
Kamil Kożuch, Patryk Olczyk, Joanna Rytter, Martyna Szulakiewicz-Gaweł
Strona internetowa
cracowartweek.pl/
Indeks
Adrianna Gajdziszewska Agata Jarosławiec Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie Aleksandra Hurek Alicja Klimek Andrzej Nieboda Bogumił Książek Dominik Wrześniak Ewa Kierska Galeria Dyląg Galeria Dystans Galeria Floriańska 22 Galeria Zofii Weiss Jagoda Dobecka Jan Eustachy Wolski Jan Fejkiel Gallery Jowita Mormul Kacper Bożek Kolektyw KMWT KRAKERS Krzysztof Maniak Magdalena Tryba Maja Krysiak Marlena Biczak Michał Iwanicki Mikołaj Sazonov Mikołaj Szpaczyński Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK Olga Pawłowska Paweł Krzywdziak Paweł Sobczak Strych nad Zegarem Subteria Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie Zofia Weiss Gallery Zpafgallery Zuzanna Śmigielska

Najczęściej czytane

1
Krytyka 26.06.2026

Przodowniczki pracy. „Twoje ciało to pole pracy” Ali Savashevich w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu

Portret Łucja Staszkiewicz
2
Krytyka 26.06.2026

Dlaczego potrzebujemy Filipki? „Gender Is Over” Filipki Rutkowskiej w Galerii Studio

Portret Karolina Plinta
3
Na Dobry Początek 29.06.2026

29 czerwca – 5 lipca

Redakcja
4
Krytyka 03.07.2026

Na otarcie łez. „Wraz z Innymi” Izabeli Kowalczyk

Portret Anka Wandzel
5
Do zobaczenia 26.06.2026

„Nie woda nie ziemia” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

Redakcja
6
Do zobaczenia 30.06.2026

„Sztuka o sztuce. Prace z kolekcji II Galerii Arsenał w Białymstoku” w Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim

Redakcja

Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!

REKLAMA
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Wspieraj nas!
Czy inny Krakers jest możliwy? Wokół 15. edycji Cracow Art Week — SZUM
REKLAMA
Logo: SZUM

Magazyn SZUM

Fundacja Kultura Miejsca
Wydział Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 39
00-347 Warszawa

redakcja@magazynszum.pl

ISSN 2956-817X

Media społecznościowe

  • facebook
  • instagram
  • spotify
  • apple podcasts
  • podcast RSS

Wspieraj nas!

Polityka prywatności

Kontakt

Przeszukaj SZUM

‹ › ×

    ‹ › ×
      Nasz serwis korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
      Zapoznaj się z naszą polityką prywatności