10.06.2022

„Trouble in Paradise” w Muzeum Architektury

Aleksy Wójtowicz
Tekst opublikowany w magazynie Szum 36/2022
widok wystawy „Trouble in Paradise”, Muzeum Architektury we Wrocławiu
„Trouble in Paradise” w Muzeum Architektury
widok wystawy „Trouble in Paradise”, Muzeum Architektury we Wrocławiu
W Trouble in Paradise wciąż mowa jest raczej o problemach niż o świetlanej przyszłości; a jeżeli już o przyszłości, to takiej, która zastyga w makietach pod światłem jarzeniówek.

„Rzecz dzieje się w Polsce, to znaczy nigdzie” – pisał Alfred Jarry we wstępie do Ubu Króla. Najprawdopodobniej Jarry nigdy Polski nie widział, a jeśli już ją sobie wyobrażał, to robił to pewnie przez pryzmat sztubackiej fantazji karmionej lekcjami historii i ówczesnymi mapami, na których tego kraju nie było. Jednak to właśnie Polska stała się dla niego dogodnym miejscem do umieszczenia purnonsensownej fabuły, w której samozwańczy władca rozwiązuje problemy poprzez wrzucanie oponentów do jamy. Jak pisano później, rzecz wcale nie dotyczyła wyłącznie sprawy polskiej, ale ogólnej kondycji współczesności, w której wspólne życie staje się chaosem wzniecanym przez despotycznych samozwańców i podtrzymywanym dzięki osobliwym strategiom zarządzania kryzysami. Nieprzypadkowo w kontekście próby określenia kondycji „współczesnego” 17. Biennale Architektury padło pytanie „jak żyć razem?”, które zostało postawione w obliczu katastrofy klimatycznej i wyzwań związanych z projektowaniem i budowaniem dla wspólnoty. W odpowiedzi na nie polski kolektyw projektowy PROLOG +1 postanowił opowiedzieć o polskim nigdzie. Czyli o wsi. I to wsi możliwie dalekiej od eksportowego wizerunku przepełnionego samofolkloryzacją, o którym niegdyś pisała Ewa Klekot. Tytułowe Trouble in Paradise to także próba metaforycznej diagnozy i odważna propozycja na przyszłość. A tego rodzaju propozycje – mówiąc słowami jednego z kuratorów przedsięwzięcia, Rafała Śliwy – „wykonują dwa kroki do przodu, by postawić pytanie, czego oczekujemy od wsi w dalszej perspektywie”; są architektoniczną prowokacją, która ma uwidocznić jednocześnie skalę zaniedbania i wielość wyzwań w kontekście wsi i wiejskości. A także w obszarze (re)definicji tych pojęć, a co za tym idzie – wskazać na potrzebę uaktualnienia (urealnienia?) własnej tożsamości.

widok wystawy „Trouble in Paradise”, Muzeum Architektury we Wrocławiu
widok wystawy „Trouble in Paradise”, Muzeum Architektury we Wrocławiu

Próba wyjścia poza orientalizujące spojrzenie to jedna kwestia, druga to potrzeba takiego myślenia o projektowaniu wspólnego, wiejskiego życia, które wykraczałoby poza dyskurs wszechmodernizacji.

Biorąc pod uwagę statystyki – kwestia wsi jest sprawą arcypolską. Ponad 90% powierzchni kraju stanowią wsie (a zatem nie-miasta), a ponad połowa kraju to powierzchnie wykorzystywane przez rolnictwo. Pomimo niskiej produktywności i rozdrobnienia tego sektora gospodarki znajdujemy się w czołówce europejskich producentów żywności roślinnej i zwierzęcej. W perspektywie katastrofy klimatycznej ta zależność zdefiniuje najbliższą przyszłość kraju, w którym żyjemy. Kuratorzy i osoby zaproszone do udziału w projekcie zauważają jednak, że wobec przemian ostatniego trzydziestolecia zawężenie pojęcia wsi do jej służebnej funkcji (i antytezy tego, co miejskie) jest co najmniej niewystarczające. Nadal ścierają się tu dwie instrumentalizujące perspektywy – wiecznej Arkadii i ucieleśnienia stereotypu polnische Wirtschaft; swojskiej sielskości i powiatowej „śmieciowej przestrzeni” reprezentowanych kolejno przez kuszące „Słowianki” z kurnych chat i roszczeniowych Innych, mieszkających w postpegeerowskich bloczkach. Próba wyjścia poza to orientalizujące spojrzenie to jedna kwestia, druga to potrzeba takiego myślenia o projektowaniu wspólnego, wiejskiego życia, które wykraczałoby poza dyskurs wszechmodernizacji. W kontekście Trouble in Paradise – wystawy prezentowanej zarówno na 17. Biennale, jak i we wrocławskim Muzeum Architektury – problemem jest przede wszystkim możliwa recepcja utopijnych projektów i ram, w jakich są one prezentowane.

Precz z komuną! Polskie modernizacje i widma wiejskich dóbr wspólnych Esej Łukasza Molla z 2021 roku CZYTAJ!

Panorama polskiej wsi jest ekstraktem z wstydliwego „polskiego doświadczenia”, backstage’em wyciągniętym na światło dzienne w celu unaocznienia opowieści o tym, „jak jest”.

Wrocławska ekspozycja ponawia rozwiązanie zastosowane na biennalowej wystawie: opiera się na kontraście pomiędzy ramą (diagnozą) a propozycjami dla przyszłości. Centralną przestrzeń złożoną z sześciu projektów – autorstwa niemieckiego Atelier Fanelsa, węgierskiego GUBAHÁMORI + Filip + László Demeter, brytyjskiego Rural Office for Architecture, polskiego RZUTu, belgijskiego Traumnovelle i rosyjsko-austriacko-szwajcarskiej inicjatywy KOSMOS – okala kontekst w postaci kilkunastometrowej kurtyny. Panorama polskiej wsi to projekt Michała Sierakowskiego, Pawła Starca i Jana Domicza, który sprawia wrażenie rzuconego na tkaninę widoku z kamery sferycznej o nieprzyzwoitej rozdzielczości. Pomyślcie o aucie Google StreetView, które zboczyło z drogi, wjechało na błotnistą miedzę i wyzionęło ducha pośrodku pola – ostatnim tchnieniem jest właśnie widok wszechogarniającej polskiej prowincji. Jednak widok ten, w odróżnieniu kuriozów z map Google’a wyszukiwanych przez Jona Rafmana, to statyczny pejzaż á la szkoła düsseldorfska, w którym nie dzieje się nic niezwykłego – przynajmniej dla odbiorcy znającego „polskie doświadczenie” od podszewki. Sierakowskiemu, Starcowi i Domiczowi udało się stworzyć realistyczną, spójną panoramę złożoną z setek zdjęć prowincji. Sąsiadują tu ze sobą gierkowskie bloczki, nowoczesne zakłady produkcji rolnej, dworkoza uciekinierów z miast i tak zwany trzeci krajobraz. Ktoś bieglejszy w tworzeniu eufemizmów powiedziałby, że oto mamy przed sobą wizualny palimpsest, w którym nakładają się na siebie dekady historyczne, ukazując piętno nieustającej transformacji przestrzenno-społecznej. I miałby rację, podobnie jak ktoś, kto przypomniałby sobie Rema Koolhaasa i jego „śmieciową przestrzeń”, o której holenderski architekt pisał jako o „sumie naszych osiągnięć”.

Panorama polskiej wsi jest ekstraktem z wstydliwego „polskiego doświadczenia”, backstage’em wyciągniętym na światło dzienne w celu unaocznienia opowieści o tym, „jak jest”. Obiektywizm w kontekście fotomontażu to dość ryzykowne pojęcie, jednak niech o wrażliwym oku twórców Panoramy świadczy poczucie realnej swojskości, jakie wzbudza ten wypreparowany krajobraz. Panorama zbudowana została na kanwie umiejętnie dobranych kontrastów i chaosu miarkowanego w takim stopniu, aby wiarygodnie symulował polską rzeczywistość. W ten sposób polskie nigdzie staje się polskim wszędzie. Jest horyzontem, ale i punktem odniesienia dla centralnej części biennalowej ekspozycji w polskim pawilonie. […]

Pełna wersja recenzji jest dostępna w 36. numerze SZUMU.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 36/2022

Zobacz też