22.02.2019

Jeśli stoisz w miejscu, cofasz się. „S.P.A.” Norberta Delmana w Galerii Foksal

Janek Owczarek
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Jeśli stoisz w miejscu, cofasz się. „S.P.A.” Norberta Delmana w Galerii Foksal
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
„S.P.A.” Norberta Delmana sprawia wrażenie wystawy, którą artysta mógłby przygotować równie dobrze cztery lata temu. Wszystko wydaje się być powtórką – zarówno na poziomie koncepcji wystawienniczej, poszczególnych prac, jak i poruszanej problematyki.

Gdybym miał wytypować kilka prac Norberta Delmana charakteryzujących jego twórczość, miałbym problem. W jego sztuce pojedyncze dzieła z reguły nie wysuwają się na pierwszy plan, oglądane osobno znaczą niewiele. Z łatwością natomiast przypomniałbym sobie wystawy, które zrealizował albo projekty, w których uczestniczył – kilkumiesięczny trening fizyczny pod okiem kulturystów (rezydencja artystyczna w Edinburgh Sculpture Workshop), wystawa na siłowni (Sweat is fat crying, 2016), wystawa w Audi (WY 3208G, 2015), zamiana galerii sztuki w strzelnicę (Przystosowanie obronne, 2015). No i powracający stale temat – poddawane działaniom i ćwiczeniom fizycznym ciało, często własne. Delman działa kompleksowo. Jego wystawy z reguły bywały pomyślane jako zamknięte całości, nie zbiór osobnych prac do oglądania. Jako takie funkcjonowały niemal zawsze niczym rozbudowane komentarze do interesujących artystę mechanizmów generujących indywidualne, pokoleniowe, artystyczne i społeczne spięcia oraz niepokoje.

Najnowsza wystawa Delmana S.P.A. w Galerii Foksal jest jego pierwszym indywidualnym pokazem od dwóch lat. Trochę czasu minęło, artysta – rocznik 1989 –  nie należy też do grona artystycznych młodzieniaszków. W związku z tym można było oczekiwać, że pokusi się jeśli nie o jakąś świeżą propozycję, to przynajmniej o ciekawe podsumowanie swojej dotychczasowej praktyki i domknięcie poruszanych od dłuższego czasu wątków. Tymczasem S.P.A. sprawia wrażenie wystawy, którą Norbert Delman mógłby przygotować równie dobrze cztery lata temu. Wszystko wydaje się być powtórką – zarówno na poziomie koncepcji wystawienniczej, poszczególnych prac, jak i poruszanej problematyki.

Gabinet artysty jest zwykły, przeciętny, może nawet prowincjonalny. Taka sytuacja mogłaby sprzyjać bardziej bezpretensjonalnym wyborom, zdaje się jednak, że Delman preferuje mocno wykoncypowane podejście. W niektórych przypadkach wychodzi obronną ręką, momentami jednak balansuje na granicy czytelności.

Już sam pomysł uczynienia z galerii gabinetu odnowy biologicznej doskonale koresponduje ze wcześniejszymi projektami Delmana polegającymi na organizowaniu wystaw poza galeriami lub zamienianiu ich w jakieś inne przestrzenie. Pomimo wyrażonych w kuratorskim tekście deklaracji, galeria na czas trwania wystawy wcale nie zamieniła się w żaden zdrowotny gabinet. Artysta wykorzystując konkretne sprzęty oraz gesty kieruje się oczywiście kluczami wizualnymi przynależnymi do tego typu miejsc, lecz właściwie tylko do tego sprowadzają się wszelkie zapewnienia o „zamienianiu przestrzeni galerii Foksal” w salon spa. Nie jest to zarzut. Powinniśmy być przygotowani na umowne, aluzyjne czy symboliczne traktowanie przez artystów poruszanych tematów. Wykonany na wernisażu performans Delmana, podczas którego poddał się uciążliwemu i podobno bardzo bolesnemu zabiegowi masowania ciała bawolą kością, był prawdopodobnie jedyną okazją, aby w jakikolwiek sposób przekonać się o funkcjonalnych aspektach tego „salonu”. Podobno sam zabieg jest dla organizmu bardzo wycieńczający, stąd decyzja Delmana by ograniczyć się tylko do jednego pokazu. Rozumiem to, zdrowie jest najważniejsze. Szkoda tylko, że w żaden sposób (kość bawoła?) nie zasygnalizowano, że jakikolwiek masaż się tutaj wydarzył lub mógłby się wydarzyć. Tym bardziej, że jak się okazuje, stanowi on znaczeniowy zwornik całej wystawy.

Jeśli akurat przegapiliśmy występ artysty pozostaje nam oglądanie zgromadzonych w sali obiektów. Delman komponuje je oszczędnie, nie stara się odwzorowywać żadnego konkretnego gabinetu. Wybiera raczej niezbędne sprzęty, które wspólnie tworzą uproszczoną i aluzyjną scenografię przestrzeni typu spa. Mamy więc stół do masażu, ręczniki, sztuczne świece czy kamienie mocy. Artysta dodatkowo podbija ezoteryczny klimacik miejsca malując ściany na bordowo, wyciszając oświetlenie czy rozpalając zapachowe kadzidełka. Całość nie wygląda zbyt spektakularnie, ale nie taki jest cel. Delman na szczęście nie popada w proste zachwyty nad minimalistyczną, medyczną estetyką oraz futurystycznym dizajnem, z którym można kojarzyć dzisiejsze salony spa. Gabinet artysty jest zwykły, przeciętny, może nawet prowincjonalny. Taka sytuacja mogłaby sprzyjać bardziej bezpretensjonalnym wyborom, zdaje się jednak, że Delman preferuje mocno wykoncypowane podejście. W niektórych przypadkach wychodzi obronną ręką, momentami jednak balansuje na granicy czytelności.

Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Artysta zdaje się sugerować, że być może ostatecznym i jedynym sposobem na rozładowanie spiętego i tym samym toksycznego społeczeństwa jest zaaplikowanie mu jeszcze większej dawki bólu i udręki. Czy taka akceleracjonistyczna strategia ma sens? Jak aplikować ją do realnych społecznych problemów? Jaka w tym wszystkim jest rola sztuki? Na tego typu pytania nie otrzymamy odpowiedzi.

Dla przykładu, seria kilku ręczników została zadrukowana wzorem uzyskanym z przetworzonych cyfrowo zdjęć siniaków na plecach Delmana powstałych w wyniku wspomnianego wcześniej masażu Gua Sha. Artysta zawiesza je płasko na ścianie, co przywodzi na myśl formę całunu, jak również modne kilka lat temu postinternetowe prace z tkanin. Gest formalnie ciekawy, jednak całkowicie niwelujący ich funkcjonalny charakter. I znowu – wcale nie chodzi o to, żeby móc z tych ręczników skorzystać. Może warto byłoby po prostu podkreślić potencjalną użyteczność tych przedmiotów, na przykład prezentując je w mniej sztywnej manierze? To samo dotyczy parawanu przedstawiającego wizerunek artysty poddawanego akupunkturze. Wiadomo, że można się za nim przebrać, ale na ekspozycji pełni rolę czysto scenograficzną. Jego znaczenie i status nie różni się szczególnie od zawieszonych na ścianie grafik prezentujących mapę ludzkiego układu limfatycznego. Norbert Delman wypada zdecydowanie lepiej, kiedy porzuca tego typu „rekwizytowe” podejście. Ciekawie prezentuje się wykonana z kilku materiałów instalacja, która w zamierzeniu ma łączyć w sobie wszystkie występujące w naturze żywioły. Jest zarazem fontanną wodną, stojakiem na kadzidełka oraz mapką do akupunktury Su Jok zakładającej, że określone punkty na dłoniach odpowiadają konkretnym narządom i częściom ludzkiego ciała. Ezograżyna lubi to!

Kluczowym punktem ekspozycji jest jednak ustawiony pośrodku galerii stół do masażu. To jedyny moment, w którym idee stojące za działalnością gabinetów odnowy biologicznej i zabiegami oczyszczania ciała zostają zestawione z jakimiś zewnętrznymi zjawiskami. Norbert Delman decyduje się na ciekawy gest i pod miejscem przeznaczonym na głowę masowanego pacjenta umieszcza ekran wyświetlający dwa filmiki na psychodelicznym, transowym tle. Jeden z nich to dokumentacja z przywoływania przez wynajętego szamana czakramu, który podobno znajduje się na warszawskim Starym Mieście. Drugi to z kolei zmontowane treści donejtów z któregoś patostreama. Tym samym Delman jest chyba pierwszym artystą, który pochyla się na tym internetowym zjawiskiem, jednak przedstawia je w tak zawoalowany sposób, że bez stosownego komentarza właściwie nie wiemy, na co patrzymy. Wydaje się, że w większym stopniu niż konkretne patologiczne zachowania niedawnych gwiazd polskiego YouTube’a interesuje go perspektywa współodpowiedzialności tysiąca odbiorców i zarazem sponsorów tych treści.

Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy
Norbert Delman, „SPA”, widok wystawy

Co to wszystko ma wspólnego z gabinetami spa i masażami? Należy zaznaczyć, że przywoływana praktyka Gua Sha nie należy do miłych i relaksujących zabiegów. Masowane bawolą kością ciało zostaje wprowadzone w stan zapalny, przez co organizm zostaje zmuszony do samooczyszczenia. Artysta zdaje się sugerować, że być może ostatecznym i jedynym sposobem na rozładowanie spiętego i tym samym toksycznego społeczeństwa jest zaaplikowanie mu jeszcze większej dawki bólu i udręki. Czy taka akceleracjonistyczna strategia ma sens? Jak aplikować ją do realnych społecznych problemów? Jaka w tym wszystkim jest rola sztuki? Na tego typu pytania nie otrzymamy odpowiedzi. Wydaje mi się, że zastosowana przez Norberta Delmana metafora została na wystawie rozmyta i zagubiona gdzieś pomiędzy przekombinowaną układanką pojedynczych obiektów oraz wątków poruszanych przez niego wcześniej już kilkakrotnie. Po budowaniu sylwetki na siłowni czy boksowaniu w worek treningowy Delman ląduje w salonie odnowy biologicznej. Swoją najnowsza wystawą niczego nie przewartościowuje, z niczym nie zrywa, dopisuje po prostu kolejny przypis do nużącej powoli opowieści. Popularne powiedzonko sportowców głosi: jeśli stoisz w miejscu, cofasz się. Kto jak kto, ale Norbert Delman powinien wiedzieć o tym najlepiej.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaNorbert Delman
WystawaS.P.A.
MiejsceGaleria Foksal, Warszawa
Czas trwania4.02–22.03.2019
KuratorKatarzyna Krysiak
FotografieBartosz Górka
Strona internetowagaleriafoksal.pl
Indeks

Zobacz też