15.02.2019

Gdyby Grotowski był hipsterem. Krzysztof Garbaczewski w białostockim Arsenale

Karolina Plinta
Krzysztof Garbaczewski, zdjęcia: Szymon Rogiński, „Panta Rhei”, trzykanałowa projekcja wideo, 2017, aktor: Jan Dravnel
Gdyby Grotowski był hipsterem. Krzysztof Garbaczewski w białostockim Arsenale
Krzysztof Garbaczewski, zdjęcia: Szymon Rogiński, „Panta Rhei”, trzykanałowa projekcja wideo, 2017, aktor: Jan Dravnel
„Badania terenowe” to wystawa, w której można wyczuć zarówno poczucie humoru, jak i faktyczną ambicję, żeby przekroczyć artystyczne konwencje i dotrzeć do alternatywnych form doświadczania rzeczywistości. Stąd też może Garbaczewski zdecydował się na współpracę z galeriami sztuki, których status takie przekroczenie obiecuje.

Jakoś rok temu usłyszałam od znajomego, że zwrot performatywny w sztuce jest już passé. Że wszyscy to już znają, widzieli i pora na coś nowego, świeższego, bardziej hot. Z mojej perspektyw mody w sztuce jednak nie zmieniają się aż tak szybko, jak co poniektóre zblazowane jednostki by sobie tego życzyły. Więcej, niektóre trendy zdają się trwać nieznośnie długo (patrz: temat wellness i wystawa Norberta Delmana w Galerii Foksal) lub powracać niczym czkawka na fali rozmaitych społecznych dyskusji (najntisowy bio-art Diany Lelonek jako hit 2019 roku – czy to mogło się zdarzyć? Mogło!). Na tym tle eksperymenty z teatrem i tańcem nie wypadają najgorzej, szczególnie jako potencjalna innowacja w programach instytucji usytuowanych poza Warszawą. Ostatnio postawiła na nie także białostocka galeria Arsenał, która zaprosiła do siebie Krzysztofa Garbaczewskiego, reżysera chętnie współpracującego z artystami, znanego z upodobniania do eksperymentów z rożnymi formatami medialnymi, właściwie technomaniaka i futurysty. Kuratorowana przez Patrycję Ryłko wystawa Badania terenowe (która swoją pierwszą odsłonę miaław Gdańskiej Galerii Miejskiej w maju ubiegłego roku) daje wgląd w warsztat i metodologię Garbaczewskiego, a także jest próbą przeniesienia doświadczenia teatralnego do wnętrza galerii – czy szerzej, w obręb pola sztuki.

Garbaczewski sięga po wielkie tematy, teatralną klasykę, literaturę awangardową – i robi z tego wszystkiego wizualny kogel-mogel, mocno doprawiony współczesnymi teoriami krytycznymi i środkami psychoaktywnymi.

Pokazać teatr w galerii – fakt, jest to pewne wyzwanie. Trzeba się trochę nagimnastykować, żeby nie wyszła z tego szkolna wystawka złożona z kilku rekwizytów i rejestracji spektakli. W przypadku wystawy w Arsenale trochę tak jest, ale sytuację ratuje fakt, że obiekty zaprojektowane na użytek spektakli Garbaczewskiego często mają status graniczny, sytuując się gdzieś pomiędzy aranżacją a niezależną instalacją artystyczną. Gości Badań terenowych już na początku czeka dość efektowny gadżet – Serce Polskiego Teatru (2014) – bijący i skapujący „krwią” organ, wykonany na potrzeby spektaklu Poczet królów polskich przez Jana Strumiłło i Marcina Kędzierzawskiego. Tuż obok namalowany został pentagram.

Czyżby Garbaczewski sugerował, że w galerii odbywa się jakiś tajemny, teatralny rytuał? Nawet jeśli, to jest w tym geście coś komicznego, panuje tu raczej atmosfera niczym w horrorach klasy B. – serce jest przecież sztuczne, jego nagłe poruszenie może lekko przestraszyć, ale tak samo może nas wystraszyć szkielet wyskakujący z sufitu w tunelu strachu. Wchodząc w głąb galerii, natykamy się na psychodeliczny labirynt – Scenografię otwartą powstałą przy współpracy reżysera z Anastasią Vorobiovą, która jest tu tłem dla rejestracji spektakli Garbaczewskiego. W jednym z zakamarków labiryntu, tuż pod sufitem, wisi wielka „cybernetyczna” głowa Andrzeja Strumiłły, badacza kultur azjatyckich i amerykańskich, artysty i kuratora międzynarodowych plenerów rzeźbiarskich, organizowanych na posesji obok jego domu w Maćkowej Rudzie. Dla Garbaczewskiego Strumiłło to postać ważna, łącznik pomiędzy światem awangardy XX wieku i współczesnością, osoba, która ciągle pamięta tamte heroiczne czasy i chętnie o nich opowiada. Rzeźbę głowy wykonał jego wnuk Jan Strumiłło – jej mechaniczna forma ma odpowiadać założeniom scenograficznym spektakli Garbaczewskiego. Na ścianach obok zawieszone zostały jeszcze trzy grafiki Andrzeja Strumiłły – prace nowe, z 2017 i 2018 roku, ale będące kontynuacją cyklu Katalog rzeczywistości, rozpoczętego przez artystę w latach 70. Tytułową rzeczywistość Strumiłło widzi cokolwiek abstrakcyjnie – centralna grafika tryptyku, zatytułowana Różne Nic, na której widać czarne plamy i białe koło, obrazuje kontemplację czasu i pustki. Ściany labiryntu zostały z kolei pokryte tajemniczymi napisami w hindi i wyrazami miłości – do świata, ale i współpracowników Garbaczewskeigo,w tym wypadku Anastasi Vorobiovej („I LOVE NASTIA”).

Krzysztof Garbaczewski, „Badania terenowe”, widok wystawy, fot. Maciej Zaniewski
Krzysztof Garbaczewski, „Badania terenowe”, widok wystawy, fot. Maciej Zaniewski
Anastasia Vorobiova i Krzysztof Garbaczewski, „Scenografia otwarta”, 2019, technika mieszana, fot. Maciej Zaniewski
Krzysztof Garbaczewski, „Badania terenowe”, widok wystawy, fot. Maciej Zaniewski
Krzysztof Garbaczewski, „Badania terenowe”, widok wystawy, fot. Maciej Zaniewski
Aleksandra Wasilkowska, „Mapa świata”, fragment scenografii do  inscenizacji „Hamleta”, 2015, fot. Maciej Zaniewski

Fluorescencyjna, halucynogenno-futurystyczna estetyka labiryntu może nasuwać skojarzenia z obecnie dość popularnym w sztuce czerpaniem z ikonografii subkultur lat 90. – artystom-millenialsom melancholijne retro-migawki świetnie rymują się z bardziej ogólną refleksją na temat współczesnego, globalnego kapitalizmu (lub raczej jego wizualności, bo to jest w końcu specjalność artystów). Z tego powodu można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że Badania terenowe to wystawa pod jakimś względem postinternetowa, choć oczywiście Garbaczewski (rocznik 1983) ma na ową post-internetowość własny patent. Jak przystało na „poważnego” pana reżysera, mody wizualne i aktualne problemy społeczno-polityczne przefiltrowuje on przez kulturę wysoką. Sięga po wielkie tematy, teatralną klasykę, literaturę awangardową – i robi z tego wszystkiego wizualny kogel-mogel, mocno doprawiony współczesnymi teoriami krytycznymi i środkami psychoaktywnymi. Jakiś czas temu miałam okazję zobaczyć jego Chłopów w Teatrze Powszechnym – reymontowskie postaci zamieniły się tam w kosmiczne ludki rodem z rysunków Strumiłły, operujące językiem niby znanym, ale właśnie kosmicznie dziwnym. Chłopów można było odebrać jako satyrę z wyobrażenia o polskiej wsi, ugruntowanego dzięki chłopomańskiej twórczości artystów sprzed stulecia, ale stanowiły też dość aktualny komentarz na temat współczesnej obyczajowości Polaków, zanurzonej w pruderii i patriarchacie. Jak sam to określił Garbaczewski, jego podejście do kultury ludowej (nie mylić z kulturą chłopską!) jest hipsterskie – a hipster jest w końcu znany z dystansu do świata i poczucia ironii.

Na wystawie w Arsenale można zobaczyć wideo serię Badania terenowe – rejestrację ćwiczeń plenerowych w Maćkowej Rudzie, będących częścią przygotowań do Chłopów. W czasie pleneru aktorzy i reżyser przepracowywali temat natury, jej charakteru i współczesnego doświadczania. Wybór miejsca warsztatów – wiejska siedziba Strumiłły, dom-galeria zapełniona jego psychodelicznym malarstwem – nie wydaje się przypadkowy, to w końcu idealne otoczenie, w którym artystyczna bohema może mniej lub bardziej serio bawić się w „odczuwanie natury”. Dla samego Garbaczewskiego natura to twór sztuczny, do którego najłatwiej zbliżyć się poprzez technologie – to one właśnie umożliwiają nam uczestnictwo w metafizycznym rytuale, interesujących go badaniach terenowych.

Krzysztof Garbaczewski, „Badania terenowe”, film w procesie, 2017

Co prawda samo krążenie po kartonowym labiryncie zbliża do tego techno-rytuału w umiarkowany sposób, ale spragnieni bardziej immersyjnych doznań widzowie mogą zanurzyć się też w fantastyczny świat VR, dzieło kolektywu Dream Adoption Society, zainicjowanego przez Garbaczewskiego. Kanwą dla tej wirtualnej opowieści jest powieść Locus Solus Raymonda Russela, a oprowadza nas po niej Martial Canterel – artysta-naukowiec, którego głos słyszymy cały czas w offie. Złożony z kilku etapów wirtualny Locus Solus ze swoim literackim odpowiednikiem ma jednak związki czysto metaforyczne – dzieło Russela bazuje w końcu na opisie rzeczy znajdującym się w niesamowitym ogrodzie, w przypadku pracy DAS wędrujemy przez różne światy. Raz jesteśmy pod wodą, raz na wypełnionym mrocznymi rzeźbami pustkowiu, odwiedzamy pracownię naukowca, a czasem siedzimy zamknięci w lustrzanym kubie i przyglądamy się zwielokrotnionemu odbiciu otaczających na s mgławicowych ludzi-botów. Można powiedzieć, że przechodzimy w nim przez kolejne etapy wtajemniczenia (w jednym ze światów dostajemy do ręki broń, której trzeba będzie użyć), przez co wirtualne Locus Solus ma charakter cybernetycznej ceremonii.

Krzysztof Garbaczewski / Dream Adoption Society, „Locus Solus”, doświadczenie VR, 2017-2018
Krzysztof Garbaczewski / Dream Adoption Society, „Locus Solus”, doświadczenie VR, 2017-2018
Krzysztof Garbaczewski / Dream Adoption Society, „Locus Solus”, doświadczenie VR, 2017-2018
Krzysztof Garbaczewski / Dream Adoption Society, „Locus Solus”, doświadczenie VR, 2017-2018

Może w oczach Garbaczewskiego reżyser to nie tylko producent, ale także szaman, który zaprasza nas do przeżycia czegoś więcej niż po prostu spektaklu teatralnego? W tym sensie jego inspiracje teatrem Grotowskiego są jak najbardziej autentyczne.

Garbaczewski to reżyser znany ze swojego upodobania do technologicznych nowinek. W jego spektaklach, oprócz efektownych scenografii i instalacji (jak instalacja Aleksandry Wasilkowskiej, przygotowana do spektaklu Życie seksualne dzikich, którą pokazano także na Badaniach terenowych), często pojawiają się roboty, wielkie ekrany i kamery zapośredniczające kontakt aktora z widzem – z bohaterami jego sztuk spotykamy się więc tak, jak zwykle komunikujemy się z innymi ludźmi. Patrząc na te wszystkie efekty specjalne i deklaracje nowoczesności, poczuć można wręcz ukucie zazdrości – pieniądze na coś takiego mogły się znaleźć tylko w teatrze. Choćby VR – w sztukach wizualnych w Polsce na dobre nigdy nie zaistniał, sama oglądałam VR-owe dzieła raczej na zagranicznych wystawach, jak choćby Biennale w Berlinie kuratorowanym przez kolektyw DIS. Inna sprawa to stopień przepracowania medium – dotychczasowe eksperymenty artystów z VR uznawałam za umiarkowanie ciekawe. Trochę w nich było zabawy, dużo efekciarstwa, ale jako dzieła artystyczne były w zasadzie o niczym i ślizgały się po konwencjach gatunku science-fiction. Czy kolektywowi DAS uda się zdziałać na polu VR coś więcej, no cóż, zobaczymy – na razie po przejściu kilku światów, zakończonych zawieszeniem systemu, mój entuzjazm jest umiarkowany.

To, co wydaje się być może najciekawsze w Badaniach terenowych, to nie tyle futurystyczne wizje, co stosunek Garbaczewskiego do tradycji polskiego teatru. Ta materializuje się tutaj głównie pod postacią Jerzego Grotowskiego – figury dwuznacznej, dla jednych trącącej myszką, dla innych ciągle ważnej. Sam Garbaczewski przyznaje się do inspiracji metodami Grotowskiego, a w szczególności sformułowaną przez niego kategorią „ekologii międzyludzkiej” wynikającej z organicznej pracy nad sobą oraz badaniu pierwotnych relacji między aktorem a widzem w ich środowisku naturalnym. Stosunek Garbaczewskiego do tej metody jest rzecz jasna hipsterski – oglądając rejestracje z jego badań terenowych, widzimy grupę kuriozalnie przebranych aktorów-ufoludków niezdarnie przemierzających „naturalny”, sielankowy pejzaż. Dość znaczący wydaje się w tym kontekście wyświetlany obok film Karola Radziszewskiego Książę, opowiadający o Ryszardzie Cieślaku – najważniejszym aktorze Teatru Laboratorium. Grotowski najpierw go stworzył, a następnie porzucił, jak zresztą resztę swojej aktorskiej trupy. Jak to określiła występująca w filmie Teresa Nawrot, asystentka legendarnego reżysera i kochanka Cieślaka – Grotowski był bogiem, a jego trupa mogła co najwyżej ogrzewać się w blasku jego sławy. Sukces Grotowskiego miał też znaczenie polityczne – oklaskiwany za granicą Teatr Laboratorium stał się pupilkiem władzy i świadectwem, że w Polsce panuje wolność twórcza. Książę to jednak nie tylko opowieść o samolubnym reżyserze i jego ofiarach, ale i wykreowanej przez Grotowskiego sytuacji totalnej, w której zamazuje się granica pomiędzy tym co sztuczne i realne. Jak to określił sam Garbaczewski, o Grotowskim można myśleć jako o protoplaście Virtual Reality w performance.

Karol Radziszewski, „Książę”, 2014, film, 71’, fot. Maciej Zaniewski

Garbaczewski reprezentuje zupełnie inne pokolenie teatralne, swoją pozycję reżysera kreuje z lekkim przymrużeniem oka – na wystawie pokazany został choćby jego nagrobek, wykonany przez Aleksandrę Wasilkowską. Z narysowanej na nim sylwetki reżysera wydobywają się boskie światła, twarz zakryta jest maską, tajemnicza trzecia ręka wyciąga się ku niemu w błagalnym geście. Czy jednak ten żartobliwy portret to tylko kpina? Niewykluczone, że także deklaracja – może w oczach Garbaczewskiego reżyser to nie tylko producent, ale także szaman, który zaprasza nas do przeżycia czegoś więcej niż po prostu spektaklu teatralnego? I w tym sensie jego inspiracje teatrem Grotowskiego są jak najbardziej autentyczne.

Badania terenowe to wystawa, w której można wyczuć zarówno poczucie humoru, jak i faktyczną ambicję, żeby przekroczyć artystyczne konwencje i dotrzeć do alternatywnych form doświadczania rzeczywistości. Stąd też może Garbaczewski zdecydował się na współpracę z galeriami sztuki, których status takie przekroczenie obiecuje. Z perspektywy dyskusji o zwrocie performatywnym w sztukach wizualnych, jest to dosyć paradoksalna sytuacja – świat sztuki w końcu zakochał się w teatrze właśnie ze względu na jego konwencjonalność, którą perwersyjnie uwypukla i przepracowuje. Objazd Garbaczewskiego po galeriach uzmysławia, że polski teatr jest w zupełnie innym miejscu – tutaj ciągle na serio wierzy się w dzieło jako misterium, a reżyser może być jego kapłanem. Na swój sposób robi to wrażenie – artyści wizualni definiują się dzisiaj z reguły jako prekariusze, ot zwykli ludzie, a potencjał medialny takiej figury jest znikomy. Garbaczewski w swojej neo-szamańskiej stylizacji ma pewnie większe szanse na zostanie gwiazdorem, choć mam cichą nadzieję, że w tej awangardowości za bardzo nie odleci. W sztukach wizualnych jak nigdzie indziej dobrze wiemy, że mieszanie sztuki i życia jest dobre tylko w rozsądnych granicach. A na jej końcach czai się bełkot.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaKrzysztof Garbaczewski, Anastasia Vorobiova, Jan Strumiłło, Andrzej Strumiłło, Anna Strumiłło, Aleksandra Wasilkowska, Karol Radziszewski, Szymon Rogiński oraz Dream Adoption Society
WystawaBadania terenowe
MiejsceGaleria Arsenał w Białymstoku
Czas trwania20.01–17.03.2019
KuratorPatrycja Ryłko
FotografieMaciej Zaniewski
Strona internetowagaleria-arsenal.pl
Indeks

Zobacz też