NR 4/2023
09.12.2022

Dobrze mieć samochód. 14. WARSZAWA W BUDOWIE: Bitwa o ulice

Piotr Puldzian Płucienniczak
Henryk Jerzy Chmielewski (Papcio Chmiel), „Kapitan Mewka”, 1970. Ze zbiorów Wojciecha Łowickiego
Dobrze mieć samochód. 14. WARSZAWA W BUDOWIE: Bitwa o ulice
Henryk Jerzy Chmielewski (Papcio Chmiel), „Kapitan Mewka”, 1970. Ze zbiorów Wojciecha Łowickiego
Dobrze mieć samochód. Bez własnego pojazdu nie sposób dotrzeć do Lelowa, by kupić rozlewaną w tym mieście śliwowicę. Możemy sobie wyobrazić mieszkankę Warszawy, która postanawia zakupić taki trunek: wsiada w samochód. Możemy sobie również wyobrazić mieszkankę Lelowa, która planuje zobaczyć wystawę w MSN: wsiada w samochód. Mieszkamy w różnych miejscach, ale łączy nas indywidualny środek transportu. Łączy nas benzyna, olej napędowy albo LPG. Czy to nie wspaniałe?

Dobrze mieć samochód, kiedy nie ma transportu publicznego, ścieżek rowerowych, chodników, a często nawet poboczy, jak w ogromnej części Polski. Karoseria jest jak zbroja albo skafander astronauty, który przemierza niegościnną przestrzeń między tym a tamtym miejscem. Samochód to wolność i bezpieczeństwo – które trudno zapewnić sobie na drodze innym sposobem – dlatego dobrze go mieć. Nawet w Warszawie, gdzie istnieje transport publiczny, ścieżki rowerowe i chodniki, samochód pozostaje na szczycie łańcucha podróżniczego. Należy zatem pogratulować kuratorom Warszawy w Budowie – Tomaszowi Fudali i Janowi Mencwelowi – że docenili indywidualną motoryzację i jej różnorodne implikacje.

Kuratorzy zgromadzili całą serię prac, w których artyści i artystki samochody dręczą i ćwiartują.

Jak wnioskuję z tytułu, kuratorzy chcieli przedstawić relację samochodu ze światem jako „bitwę o ulice”. Nie do końca im się to udało, ale to akurat bardzo dobrze. Sprawa jest bowiem znacznie bardziej złożona niż manichejskie zatargi między złem motoryzacji a dobrem pieszej wędrówki. Z perspektywy aktywistów (takich jak Jan Mencwel i ruch Miasto Jest Nasze) jest to być może bitwa: walka o uwagę publiczności i przychylność samorządów. Wydaje mi się jednak, że manicheizm zakłada równość szans. Dla większości bywalców i bywalczyń przestrzeni miejskich proces jest jednak jednokierunkowy: nieopancerzeni piesi są molestowani i spychani na trawniki bez możliwości kontrataku. Nie jest to żadna bitwa, raczej monotonny ruch walca drogowego albo rozścielacza asfaltu. Tymczasem – niejako wbrew własnym założeniom – tak to przedstawia wystawa.

Wernisaż wystawy „Walka o ulice” w ramach 14. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, fot. Ania Szałas / Sztuka do kawy
Wernisaż wystawy „Walka o ulice” w ramach 14. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, fot. Ania Szałas / Sztuka do kawy

Owszem, znajdują się na wystawie pojedyncze prace, które ukazują sprawczość pieszych użytkowniczek ruchu drogowego. Znajdziemy tu dokumentację Pieszych Mas Krytycznych (Barbara Jędrzejczyk), czyli pieszych protestów organizowanych w sprawie bezpieczeństwa oraz zdjęcia z akcji sadzenia słoneczników przed Ambasadą Rosji (Yulia Krivich). Oba te wydarzenia są wyrazami kruchości w obliczu zmechanizowanej przemocy, raczej gestami obrony i oburzenia niż śmiałymi ofensywami na teren wroga.

Prace piesze są delikatne, czarno-białe, pisane drżącą ręką i kursywą – trzeba poświęcić im więcej uwagi, żeby dotarło do nas to, o co chodzi.

Spodobały mi się badania artystyczne nad komfortem poruszania się przez Aleje Jerozolimskie. Kolektyw Architektoniczki prezentuje wyniki impresyjno-ekspresyjnego studium nad bezpieczeństwem kobiet w warszawskim Śródmieściu: nad tym, w jaki sposób wybierają one swoje szlaki, jak unikają ciemności i przeszkód. Witek Orski dokumentuje uwięzienie między nitkami autostrady. W podobnych duchu Paulina Pankiewicz i Grzegorz Powałka prezentują swoje wrażenia z podróży przez centrum miasta. Pieszy jest słaby. Ich niedookreślone i niedopowiedziane Widoki psychogeograficzne świetnie to ukazują.

Zgromadzone na wystawie prace z kategorii „pieszych” podkreślają miękkość organizmu, jego wątłość wobec twardego betonu i przegrzanej stali; przypominają o niedomaganiach, starzeniu, potrzebach i zamiłowaniach. Odbity od karoserii promień apokaliptycznego słońca powala piechura na chodnik, gdzie ten wyziewa ducha. W tym czasie kierowca zaciąga się e-papierosem o klasycznym smaku Wunder-Baum Zitrone. Czy można to w ogóle nazwać bitwą? Nie do końca. To katastrofa.

Wernisaż wystawy „Walka o ulice” w ramach 14. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, fot. Daniel Chrobak

Prace piesze są delikatne, czarno-białe, pisane drżącą ręką i kursywą – trzeba poświęcić im więcej uwagi, żeby dotarło do nas to, o co chodzi. Zakładają bardzo wrażliwy podmiot: osoby starsze, zagubione, niosące dziecko albo ciężkie zakupy. Piesi i piesze są jak miejskie koty, które przemykają między samochodami w poczuciu ciągłego zagrożenia. Kuratorzy sugerują, że pieszość to słabość, której trzeba doglądać. Niewątpliwie jest tak dla wielu osób, ale zaręczam własnym doświadczeniem, że nie dla wszystkich.

Skoro piesza podróż to kłopot, dobrze mieć samochód i jechać przez miasto z radością. Prace poświęcone motoryzacji są odmienne od tych, które zakwalifikowałem jako piesze: są pełne koloru, bywają głośne, zaskakujące i innowacyjne. Zajmują dużo miejsca. Nie trzeba się nad nimi zastanawiać, prędko dojeżdżamy do garażu konkluzji i zaciągamy się spaliną satysfakcji.

Nie ma już czasu na dyskusję. Wywiad z Tomaszem Fudalą i Janem Mencwelem „Jako pieszy widzę w mieście głównie karoserie. To, co jest zabrane to najczęściej chodnik. Jak są konsultacje społeczne, to odzywa się lobby samochodowe, że ktoś chce im miejsce zabrać. A może nie zabrać, tylko wyrównać szansę? Miasto nie jest z gumy, jak mówią aktywiści” – z kuratorami 14 WWB rozmawia Joanna Ruszczyk CZYTAJ!

Kuratorzy zgromadzili całą serię prac, w których artyści i artystki samochody dręczą i ćwiartują. Ada Zielińska pokazała fondue stopionych tylnych świateł, czyli fragment wieloletniego projektu polegającego na spalaniu samochodów. Maciej Salamon maluje opony, roznegliżowane silniki i samochodowe gadżety. Zuzanna Janin buduje z samochodu drona, a Mateusz Choróbski odlewa bak diesla z mosiądzu. Te wiwisekcje nie są nienawistnymi torturami. Wyczuwam w nich cute aggression, nieodpartą potrzebę ściskania, gryzienia i dręczenia rzeczy, które kochamy i bardzo nam się podobają (na przykład małe kotki). Samochód jest obiektem atrakcyjnym, wartościowym, przynoszącym ukojenie. Gra w nim motywująca do życia muzyka, a badania potwierdziły, że przy motywującej muzyce szybciej się jedzie.

Witek Orski, „Wyspa (za: J. G. Ballard, Wyspa)”, 2022, instalacja fotograficzna. Dzięki uprzejmości artysty
Wernisaż wystawy „Walka o ulice” w ramach 14. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, fot. Ania Szałas / Sztuka do kawy
Yulia Krivich, „Słoneczniki zamiast rosyjskich okupantów”, 2022, wydruk cyfrowy na papierze; dzięki uprzejmości artystki. Inicjatorki i inicjatorzy akcji: Marta Romankiv, Yulia Krivich, Asia Tsisar, Taras Gembik, Planeta, Kat Oleshko, Juliana Alimova, Nadia Snopek

Samochód daje wolność. Dlatego zatrzymani w ośrodku dla cudzoziemców zbudowali jaskrawą Ładę (praca Dominika Jałowińskiego i Piotra Wysockiego). Poruszające obrazy i teksty Patryka Różyckiego analizują emocje związane z dorastaniem na wsi i z niej wyjeżdżaniem. Samochód czasem nie jedzie i trzeba go popchnąć, ale właśnie scena ukazuje zażyłość ze środkiem transportu – tak jak kiedyś chłopi ostrożnie wyciągali konia, który ugrzązł w błocie. Dbamy o siebie nawzajem, stanowimy rodzinę. W pracy Różyckiego Fiat 126p parkuje obok papierosów i masturbacji; współtworzy świat życia, nie przeciwstawiając mu się.

Katka Blajchert i Urszula Kozak przechwytują estetykę garażowych kalendarzy i pozują przy własnych (bądź cudzych) wehikułach. Tym samym w przewrotny sposób afirmują autoseksualność: złożenie motoryzacji i atrakcyjności. Młoda kobieta, która nonszalancko opiera się o samochód z dumą prezentuje swoją niezależność. Jest wolna od kaprysów mężczyzn-kierowców, ma swobodę wyjazdu z prowincji do wielkiego miasta. Sama się utrzymuje, sama tankuje i sama wymienia żarówki w lampach. Prezentowane na zdjęciach Blajchert i Kozak kobiety są na przeciwnym biegunie mobilności niż te, których trasy analizują Architektoniczki. W tej drugiej pracy samochód symbolizuje uciemiężenie kobiet, zepchnięcie ich z drogi do zasikanych przejść podziemnych. W tej pierwszej jest symbolem feminizmu rozumianego jako upodmiotowienie kobiet. I nawet fakt, że ten samochód to 18-letni Citroen C2 w gazie tego nie zmienia.

No właśnie. Dociekliwy motoryzator zauważy, że w wymienionych wyżej pracach nie pojawiają się współczesne SUV-y, lecz zmęczone podróżą Nissany Primera, Audi 80, Volvo V70, może jakiś Saab 9000, którego produkcję wstrzymano zanim Polska weszła do NATO. Takie auta, które zawyżają normy emisji spalin oraz średnią wieku samochodu w Polsce (14 lat), są akurat na kieszeń współczesnej artystki.

Zdjęcia z zajęć jogi przeprowadzonych na placu Trzech Krzyży z okazji Światowego Dnia bez Samochodu (22.09.2022). Wydarzenie zapowiadało 14. edycję festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE – „Walka o ulice”. Fot. Sisi Cecylia
Patryk Różycki, „Już do Ciebie jadę”, 2021/2022, farba olejna na płótnie. Dzięki uprzejmości artysty.
Henryk Jerzy Chmielewski (Papcio Chmiel), Tytus, Romek i A’Tomek. Księga VII, 1972. Ze zbiorów Wojciecha Łowickiego.

Czy takim barwnym zainteresowaniem mogą cieszyć się kilkunastoletnie buciska? Mogły się cieszyć za czasów alkoholika Van Gogha, któremu współczesna policja natychmiast odebrałaby prawo jazdy. Film Jakuba Kanny zachwalający rozkosze jazdy rowerem (Odkryć ponownie mapę) jest sympatyczny, ale czy artysta zdoła rowerem zawieźć swojego psa do weterynarza (o psie traktuje bowiem druga jego praca)? Nie jest przypadkiem, że wspomniani wyżej osadzeni w ośrodku dla cudzoziemców zbudowali wraz z Jałowińskim i Wysockim samochód bez kół, a nie ramę od roweru.

Podsumowując: dobrze mieć samochód. Można pojechać na zakupy do Lelowa, uciec z więzienia albo przewieźć pracę na wystawę.

Świetna praca Marty Żakowskiej dokumentuje wszechobecność samochodów wśród dziecięcych zabawek i książeczek: samochodowa wykładzina, samochodowe książeczki, samochodowe śpioszki. Nie trzeba doszukiwać się w tym teorii spiskowych: ludzie, którym silnik spalinowy pomógł wyrwać się z potrzasku przekazują swoim dzieciom wiedzę o tym przydatnym urządzeniu.

Podsumowując: dobrze mieć samochód. Można pojechać na zakupy do Lelowa, uciec z więzienia albo przewieźć pracę na wystawę. I nawet jeśli ceny paliw rosną, to wciąż wygląda to naprawdę świetnie. Z perspektywy ludzi poza samochodem sprawa wygląda gorzej, ale oni nie mają takiej siły przebicia jak tona żelaza rozpędzona silnikiem spalinowym do 14 metrów na sekundę.

Bitwa o ulice to wystawa solidnie zagracona: prace znajdują się tuż obok siebie, na podłodze zalegają rozległe instalacje (Płonące słońce Konrada Janczego albo VOLVO V70 zamienione na 6 dronów Zuzanny Janin), ktoś rozstawił jakieś płyty parkingowe (Nie przeprowadzaj się samemu Jana Domicza), kto inny zostawił auto bez kół (wspomniana już dwukrotnie Łada Jałowińskiego i Wysockiego). Zwiedzający musi się spłaszczać i przeciskać jak piechur na osiedlowym parkingu. Na szczęście jest dość cicho (ale żeby usłyszeć nagrania ulicznego szumu Joanny Klikowicz, trzeba założyć słuchawki).

Wernisaż wystawy „Walka o ulice” w ramach 14. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, fot. Daniel Chrobak
Wernisaż wystawy „Walka o ulice” w ramach 14. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, fot. Daniel Chrobak

Dopiero kiedy wychodziłem z muzeum i obejrzałem się za siebie, zobaczyłem stojący na środku sali wiadukt samochodowy. Obiekt w niepełnej skali – bo ledwie mogą się w nim minąć dwa Smarty – ale umieszczony w hali MSN-u i tak robi wrażenie. Instalacja Krzysztofa Franaszka w fantastyczny sposób pokazuje wpływ samochodowej infrastruktury na nasze życia: nie do końca widać, dlaczego tak jest, ale na nic nie ma miejsca. Wszystko musi się zmieścić z boku, żeby przez środek mógł przejechać pojazd. Tymczasem fizycznego miejsca jest przecież sporo, co potwierdzą osoby, które były tu na innych wystawach.

Manualna czynność. Rozmowa z Katarzyną Józefowicz „Do niedawna wcale nie korzystałam z samochodu. Lubię obserwować, lubię jeździć autobusem, czego nikt nie potrafił zrozumieć. Teraz jeżdżę samochodem, ale jeżdżę też autobusem. Dla mnie taka przesiadka do samochodu to utrata czegoś. Samochód odcina od rzeczywistości” – z artystką rozmawia Katarzyna Szydłowska CZYTAJ!

Bitwa nie toczy się zatem o ulicę, ale raczej o definicję ulicy, o jej społeczną funkcję (przepustowość kontra świat życia).

I być może o to chodzi w tej bitwie: jest to spór perspektyw, niemożność uzgodnienia jednej definicji przestrzeni miejskiej przez ludzi mieszkających w mieście jako piesi/użytkowniczki transportu publicznego oraz ludzi mieszkających albo przejeżdżających przez nie jako kierowcy i kierowczynie. Bitwa nie toczy się zatem o ulicę, ale raczej o definicję ulicy, o jej społeczną funkcję (przepustowość kontra świat życia). Jednocześnie jednak to kuratorzy sami wybrali prace, które ukazują transportową przewagę auta nad ruchem pieszym i jego kulturową atrakcyjność, jakby nie mogli się temu oprzeć. Rozumiem to.

Rozpocząłem tekst od wspomnienia o Szydłowie i Lelowie. W książce Nie zdążę Olga Gitkiewicz opisuje w jaki sposób systemowa destrukcja transportu publicznego w Polsce wpłynęła na przerażający rozrost indywidualnej motoryzacji. W bitwie przeciwko pieszym stoją politycy centralni, samorządowcy, koncerny naftowe, a nawet kolejarze likwidujący połączenia. Nie jest tak, że kierowcy z Płońska złośliwie rozjeżdżają Warszawę. Jaki mają wybór? Gdzie mają pracować i jak dostać się do pracy? Nie znaczy to wcale, że musimy godzić się na rozjeżdżanie trawników, przeciwnie – ruch należy uspokajać, a parkingi regulować. Jednak stwierdzenie, że bitwa o Warszawę rozgrywa się między kierowcami a pieszymi, ma w sobie coś z sugestii, że ludzie mieszkający po drugiej stronie rzeki winni są naszych nieszczęść, kiedy zmowę cenową trzymają dziedzic z młynarzem. Indywidualny kierowca jest żołnierzem prezydenta miasta, wojewody, premiera. Rozbroić żołnierzy i osądzić generałów? Czemu nie.

 

Piotr Puldzian Płucienniczak – artysta, badacz społeczny. Kierownik oficyny Dar Dobryszyc.

Zostań naszym patronem_ką!

Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia w sztuce, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Od 2023 roku będziemy wyłącznie w internecie. Pomóż nam w robieniu SZUMU.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaArchitektoniczki, Ana Alenso, Diego Bianchi, Alexandra Bircken, Katka Blajchert, Papcio Chmiel, Mateusz Choróbski, Jan Domicz, Edward Dwurnik, Krzysztof Franaszek, Nicolas Grospierre, Barbara Gryka, Michał Grzymała, Dominik Jałowiński, Kornel Janczy, Zuzanna Janin, Alevtina Kakhidze, Jakub Kanna, Urszula Kozak, Adam Kozicki, Yulia Krivich, Kaja Kusztra, Mateusz Kwiatek, Miasto Jest Nasze, Witek Orski, Paulina Pankiewicz, Jerzy Porębski, Igor Przybylski, Patryk Różycki, Maciej Salamon, Maria Sołtys, Studentki i studenci School Of Ideas Uniwersytetu SWPS, Maria Toboła, Piotr Wysocki, Ada Zielińska, Marta Żakowska
WystawaWarszawa w Budowie 14: Walka o ulice
MiejsceMuzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
Czas trwania21.10.2022 – 15.01.2023
Kuratorka / KuratorTomasz Fudala, Jan Mencwel
FotografieDaniel Chrobak, Ania Szałas
Strona internetowawwb14.artmuseum.pl/
Indeks

Zobacz też