09.03.2018

Czy warto litować się nad idiotami?

Karolina Plinta
Kle Mens, kadr z wideo „Trójca”, 14'24, 2017, źródło: kle-mens.pl
Czy warto litować się nad idiotami?
Kle Mens, kadr z wideo „Trójca”, 14'24, 2017, źródło: kle-mens.pl
Kle Mens chciała zrobić pracę transgresywną, a wyszło na odwrót. Chciała prowokować polskie społeczeństwo, a oburzyła tajemniczego wariata z internetu i jego followersów. Popisała się ignorancją, którą miał usprawiedliwić fakt, że pochodzi z nizin społecznych i brak jej wiedzy.

Ostatnio znów sporo myślę o sztuce zaangażowanej i jej efektach. Obecne czasy, a szczególnie realia polityczne w Polsce, na pozór zdają się zaangażowanym działaniom sprzyjać, choć w praktyce, jak wiemy, dobra zmiana w polityce nie sprowokowała wielkich zmian w sztuce, co w niektórych może budzić melancholię za jakimiś bardziej radykalnymi gestami czy manifestami. Jakoś ta nasza sztuka musi w końcu odpowiadać na wyzwania rzucane przez współczesność, jeśli więc jakaś artystka lub artysta decydują się na krytyczne działanie, powinniśmy ich choćby za ten prosty fakt docenić, co nie?

Na to teoretycznie proste pytanie trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć, szczególnie jeśli popatrzymy na ostatnie ostre dyskusje wywołane przez sztukę w Polsce. Weźmy na przykład aferę wokół wystawy Błogosławiona w czerni w BWA Zielona Góra – nowy projekt laureatki ostatniej edycji Gepperta, czyli Kle Mens. O problematyczności sztuki Kle Mens pisałam już wcześniej, głównie akcentując kiczowość jej malarstwa – efekciarstwo, emfazę i wpisane w nie wyrachowanie. Sztuka Kle Mens jest obliczona na prowokowanie i faktycznie prowokuje, ale nowa dyskusja wywołana jej twórczością skłania do refleksji nad bardziej ogólnymi problemami związanymi ze sztuką krytyczną, raczej nie nowymi, ale ciągle mogącymi budzić konfuzje. Chodzi bowiem o ocenę pracy jako aktu politycznego, na który składają się intencje artystki, interpretacja tych intencji i efekt końcowy w postaci konfliktu czy kontrowersji.

Niedługo po otwarciu wystawy Kle Mens zaatakował ją bloger Tony Cochan – były więzień zafiksowany na temacie blackface w polskiej sztuce, który zarzucił artystce rasizm.

Gwoli przypomnienia: nowy projekt artystyczny Kle Mens znów odnosił się do religijnej przeszłości artystki i, jak rozumiem, miał na celu przewrotną grę z kobiecą tożsamością i transgresywną próbę przekroczenia konserwatywnych, polskich norm; miał być formą „zagarnia na nosie” polskim nacjonalistom, którzy boją się Innego, a zarazem modlą do czarnej dziewczyny. Artystka wcieliła się więc w postać Czarnej Madonny i w swoich nowych pracach występuje ze skórą pomalowaną na czarno. Niedługo po otwarciu wystawy zaatakował ją bloger Tony Cochran – były więzień zafiksowany na temacie blackface w polskiej sztuce, który zarzucił artystce rasizm. Za Cochranem wystawę szybko zaczęli krytykować inni zagraniczni internauci, a dyskusja toczyła się głównie na Facebookowym profilu BWA Zielona Góra. Jej efektem było obniżenie oceny galerii do trzech punktów, fejsową opinię o BWA rzucili się więc ratować inni polscy artyści – nie tyle w geście solidarności z artystką, co galerią, w której przecież sami mieli wystawy.

Kle Mens, „Błogosławiona w czerni”, widok wystawy, BWA Zielona Góra, źródło: kle-mens.pl
Kle Mens, kadr z wideo „Trójca”, 14'24, 2017, źródło: kle-mens.pl
Kle Mens, kadr z wideo „Litany”, 10’15’’, 2017, źródło: kle-mens.pl
Kle Mens, „Błogosławiona w czerni”, widok wystawy, BWA Zielona Góra, źródło: kle-mens.pl

Kle Mens do rasizmu się nie przyznała i nadal twierdzi, że jej pracę należy interpretować w lokalnym kontekście, do którego się odnosiła. Odmienną opinię ma Cochran i zagraniczni internauci, którzy pracę zobaczyli w internecie (głównie są to filmy, można je obejrzeć na stronie artystki, powiedzmy więc, że można mniej więcej zapoznać się z tymi pracami bez względu na to, gdzie się przebywa). Kto ma w tym sporze rację i co to oznacza dla samego dzieła? Czy prace Kle Mens faktycznie są rasistowskie, czy też nie, skoro intencje artystki były inne?

Wartościowanie sztuki odbywa się na wielu poziomach, podobnie jej jakość zależy zwykle od więcej niż jednego aspektu. W przypadku sztuki zaangażowanej, która ma budzić społeczną debatę, jednym z takich kryteriów jest dla mnie świadomość. Dzięki świadomości artysta potrafi zaprojektować swoje dzieło tak, by wywoływało ono określone wrażenia i skutek, zgodne z jego intencjami.

W rozwikłaniu tej zagadki może być pomocne chwilowe oderwanie się od problemu blackface i etycznych ocen tego zjawiska. Stosowanie etycznych kryteriów do oceny dzieła artystycznego może być mylące, czego starają się dowieść tacy badacze jak Jacques Rancière’a czy Claire Bishop. W historii sztuki znajdziemy też wiele prac politycznie niepoprawnych, które mimo to są znakomite. Z ostatnich przykładów warto pomyśleć o Spojrzeniu Artura Żmijewskiego, pracy wideo pokazywanej na documenta 14 w Atenach. Jest to praca na dobrą sprawę rasistowska (w filmie widzimy chociażby scenę malowania czarnej twarzy imigranta na biało), ale czy znaczy, że z tego względu możemy ocenić ją jako projekt kiepski, zły, nieudany?

Wartościowanie sztuki odbywa się na wielu poziomach, podobnie jej jakość zależy zwykle od więcej niż jednego aspektu. W przypadku sztuki zaangażowanej, która ma budzić społeczną debatę, jednym z takich kryteriów jest dla mnie świadomość. Dzięki świadomości artysta potrafi zaprojektować swoje dzieło tak, by wywoływało ono określone wrażenia i skutek, zgodne z jego intencjami. Dla przykładu, Spojrzenie miało mówić o rasizmie, kolonializmie i społecznych nierównościach i faktycznie to robiło. I w tym sensie jest to dobra praca – nie można zarzucić jej bezmyślności. Ponad dekadę temu w manifeście stosowanych sztuk społecznych Żmijewski postulował, żeby artyści przestali być genialnymi idiotami i to akurat stwierdzenie nie wydaje mi się przeterminowane.

Kle Mens, „Madonna Lactans”, olej na desce, 36 x 60 cm, 2017, źródło: kle-mens.pl

Oczywiście, efekty artystycznej bezmyślności bywają ciekawe. Tu dobrym przykładem jest płonąca tęcza Julity Wójcik, która wbrew intencjom artystki stała się symbolem LGBT. Wójcik, sama się tego nie spodziewając, musiała więc w pewnym momencie zostać rzeczniczką tego ruchu, a jej praca stała jedną z ikonicznych prac definiujących aktualną atmosferę polityczną w Polsce. Wszystko to jednak przez przypadek i z tego powodu trudno ocenić pracę Wójcik, jej autorski koncept, jako dobry. Dopiero to, co zrobili z Tęczą odbiorcy było ciekawe.

Takiego szczęścia w nieszczęściu nie ma Kle Mens. Chciała ona zrobić pracę transgresywną, a wyszło na odwrót. Chciała prowokować polskie społeczeństwo, a oburzyła tajemniczego wariata z internetu i jego followersów. Popisała się ignorancją, którą miał usprawiedliwić fakt, że pochodzi z nizin społecznych i brak jej wiedzy (taki argument pojawił się podczas internetowej dyskusji). Efektem końcowym tego „prodżektu” była żenująca gównoburza na fejsie galerii, podobna do przepychanek pod blokowiskiem, w której uczestnicy sami nie wiedzą, o co się biją.

Kle Mens w jednym ze swoich wpisów podsumowujących aferę:

„Przyjaciele, znajomi i nieprzyjaciele! Kontrowersje kontrowersjami, ataki atakami, ale trzeba przyznać że zrobiłam wystawę która budzi emocje.”

Trudno jej z tego tytułu pogratulować.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaKle Mens
WystawaBłogosławiona w czerni
MiejsceBWA Zielona Góra
Czas trwania16.02–11.03.2018
KuratorElaine Tam
Strona internetowabwazg.pl
Indeks

Zobacz też