03.05.2019

Czego pragną Nowe Kobiety? Jan Możdżyński w Galerii Szarej

Zofia Krawiec
Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Czego pragną Nowe Kobiety? Jan Możdżyński w Galerii Szarej
Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Styl malarski Możdżyńskiego powoduje, że psie maski, łańcuchy i kajdany wyglądają komiksowo. Gadżety do ostrych praktyk seksualnych przypominają tutaj bardziej zabawki dla dzieci. Ostatecznie więc wystawa, która czerpie przecież z ikonografii pornograficznej, wygląda wyjątkowo grzecznie, a nawet dziecinnie.

BDSM, czyli zespół praktyk seksualnych konotowanych takimi słowami jak „związanie”, „dyscyplina”, „dominacja” i „uległość”, ma dziś ciekawą pozycję. Jeszcze wiek temu, kiedy wyobrażenie o nim budowano w oparciu o teksty Markiza de Sade’a i Leopolda von Sacher-Masocha, uznawany był przez psychoanalityków za patologię, zjawisko spokrewnione z nekrofilią lub wampiryzmem, dzisiaj na dobre wydostał się z podziemia dewiacji seksualnych, żeby zagrzać miejsce w mainstreamie, na stronach magazynów modowych, a także wśród tematów literackich bestsellerów oraz popularnych filmów.

Nie tak dawno, bo w 1978 roku, ukazała się książka Dziewięć i pół tygodnia opublikowana pod pseudonimem Elizabeth McNeill. Książka opowiada o młodej, dobrze wykształconej, niezależnej kobiecie z klasy średniej, mieszkającej w Nowym Jorku, która wieczorami realizuje swoje pragnienia o byciu poniżaną, bitą i zakuwaną w kajdanki. Książka opublikowana jako pamiętnik autorki wywoła wstrząs, co było zaskakujące, ponieważ od dekady trwała już przecież rewolucja seksualna. Istotnym składnikiem burzy, jaką wywołało Dziewięć i pół tygodnia, był fakt, że ukazała się w momencie, w którym feministki toczyły walkę o wyrównanie przywilejów dla kobiet i mężczyzn – odzyskanie kontroli i władzy nad własnym życiem i ciałami. Dużym wyzwaniem było więc przyjęcie książki o bohaterce, która w związku z chęcią pozbyła się kontroli weszła w pozycję wymagającego opieki dziecka, a także czerpała przyjemność z cierpienia – w czasach, kiedy kobiety walczyły o to, żeby wreszcie cierpieć mniej. Tak jakby miała być ona podtrzymaniem stereotypu, że relacje kobiet z mężczyznami muszą opierać się na dominacji. Ale o tym za chwilę.

Jan Możdżyński, „Erotyczne nieprzystosowanie”, olej na płótnie, 120 x 100 cm, 2019, fot. Łukasz Dziedzic / Galeria Szara
Jan Możdżyński, „Reorientacja pożądania”, olej na płótnie, 150 x 120 cm, 2019, fot. Łukasz Dziedzic / Galeria Szara
Jan Możdżyński, „PUSSY DESTROYER 2000”, olej na płótnie, 140 x 100 cm, 2019, fot. Łukasz Dziedzic / Galeria Szara
Jan Możdżyński, „Obopólna zgoda”, olej na płótnie, 150 x 100 cm, 2019, fot. Łukasz Dziedzic / Galeria Szara

Strapon Stories, wystawa Jana Możdżyńskiego w Galerii Szarej w Katowicach, również podejmuje temat praktyk BDSM. Tytułowy strapon to pas ze sztucznym penisem. Słowo to tłumaczone jest na język polski często jako „proteza penisa”. Przeznaczona dla kobiet, umożliwia im penetrowanie mężczyzny bądź drugiej kobiety. Wystawa w założeniu ma więc opowiadać o odwróceniu ról płciowych w kontekście seksualnym, z naciskiem na dominację kobiet, na co należy patrzeć także w szerszym kontekście kulturowym. Można by pomyśleć, że jest to fantazja rodem z filmów si-fi w stylu Seksmisji. Niestety, jest tylko jedno miejsce, w którym mężczyźni chętnie oddają władzę kobietom. Jest to sypialnia. Za chwilę wytłumaczę, dlaczego dominacja kobiet w sypialni ma w rzeczywistości niewiele wspólnego z realną dominacją kobiet w świecie jako takim.

Niestety, jest tylko jedno miejsce, w którym mężczyźni chętnie oddają władzę kobietom. Jest to sypialnia.

Wystawę otwiera portret postaci w zielonej masce psa i z łańcuchem na szyi zatytułowany Droga do akceptacji. Odnosi się do praktyki puppy play, polegającej na tym, że człowiek ubiera kostium pieska lub tylko przedstawiającą go maskę i zachowuje się jak posłuszny czworonóg. Praktyka ta wiąże się z oddaniem władzy nad sobą i jest pokrewna odgrywaniu roli niewolnika. Tytuł oddaje afirmatywny ton wystawy. Wiadomo już, że będzie polegała na akceptacji odmienności i swobodnej ekspresji seksualnej, co jest bardzo ważne. Z drugiej strony, czy naprawdę praktyki BDSM wciąż domagają się społecznej akceptacji? Dopiero co premierę na Netflixie miał nowy serial Bonding, opowiadający o studentce dorabiającej wieczorami jako domina. Z kolei wydane w 2011 roku 50 twarzy Greya, czyli książka w jawny sposób odwołująca się do BDSM, sprzedało się w większym nakładzie niż ostatnia część Harry’ego Pottera.

Styl malarski Możdżyńskiego powoduje, że psie maski, łańcuchy i kajdany wyglądają komiksowo. Gadżety do ostrych praktyk seksualnych przypominają tutaj bardziej zabawki dla dzieci. Ostatecznie więc wystawa, która czerpie przecież z ikonografii pornograficznej, wygląda wyjątkowo grzecznie, a nawet dziecinnie. Weźmy na przykład obraz Nieszkodliwy perwert, przedstawiający kinkstera, czyli uczestnika subkultury BDSM. Sam perwert wygląda bardziej jak wyjęty z ilustracji do książki z bajkami niż z imprezy fetyszystów. Jego głowa przypomina rozłupany egzotyczny owoc, a na szyi wisi coś w rodzaju szypułki od truskawki.

Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy

Z kolei na Erotycznym nieprzystosowaniu widać kobiecą postać w fioletowych kabaretkach, która na pierwszy plan wystawia dłoń zabarwioną krwią menstruacyjną. Zielona ręka z połyskującą obrączką należy pewnie do jakiegoś podglądającego ją mężczyzny. Napięcie w obrazach Możdżyńskiego rozgrywa się na linii rozpiętej między dziecięcą formą a ostrym seksualnym kontentem.

Elementem, który niestety knebluje usta temu ciekawemu malarstwu, jest tekst towarzyszący wystawie. Dzisiaj, kiedy co druga nastolatka w mediach społecznościowych ma selfie w dusiku (ang. choker, naszyjnik, który przypomina obrożę), określanie podejmowania tematu BDSM jako „powrotu do transgresyjnego aktywizmu” wydaje się patetyczne i po prostu śmieszne.

Ton całej wystawie nadaje praca Krzesło do Queeningu. Do tego obrazu dochodzi się po przejściu wszystkich sal Galerii Szarej, tak jakby wystawa wymuszała na widzach wtajemniczenie w kolejne etapy struktury BDSM. Krzesło do Queeningu przedstawia mebel umożliwiający siadanie partnerowi na twarzy, gdy ten równocześnie ma stymulować genitalia swojej partnerki. Pozycja ta, nazywana też „pozycją na królową”, znana jest już od czasów starożytnego Egiptu, stosowana była głównie przez kobiety z wyższych klas, które miały dostęp do męskich niewolników. Swoją popularność zawdzięcza także temu, że pozwala na doświadczenie satysfakcji seksualnej bez ryzyka zajścia w ciążę. Na obrazie Możdzyńskiego krzesło do queeningu przypomina bardziej narzędzie niż erotyczny mebel, znowu – upodabniając się do zwierzaka z komiksów dla brzdąców. Ten popularny także dziś sprzęt, kojarzący się z „kobietami górującymi nad mężczyznami”, artysta przekształca w metaforę dominacji kobiet w kulturze, widząc w nim, jak można przeczytać w tekście do wystawy, „narzędzie emancypacji kobiet”.

Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Jan Możdżyński, „Strapon Stories”, widok wystawy
Żeby oddać władzę nad sobą i czerpać z tego przyjemność, trzeba najpierw na jakimś poziomie ją w ogóle posiadać.

Na dobrą sprawę jednak zależności między władzą a pozycją w BDSM są bardziej skomplikowane i przebiegają dokładnie odwrotnie. To stereotyp, że pornografia feministyczna to ta, w której kobieta odgrywa dominującą rolę, np. batoży partnera czy siada mu na twarzy. Jak zauważa Eva Illuz w Hardkorowym romansie: „W BDSM role ulegają ponownemu utrwaleniu, choć w sposób niekoniecznie pokrywający się z rolami płciowymi, jak bowiem wynika z niektórych badań, często to właśnie dysponujący władzą mężczyźni przyjmują rolę masochisty w związku BDSM”. Pozycja dominy, czyli przejęcie całkowitej kontroli nad partnerem, zwykle wiąże się z wzięciem za partnera, za jego ból i rozkosz, całkowitej odpowiedzialności. Czyli łączy się po prostu z dużym nakładem wysiłku i pracy. Według badań (m.in. tych, którymi posługuje się Eve Illuz) w rolę uległą w BDSM wchodzą chętnie osoby, które na co dzień czują, że na ich barkach spoczywa za dużo odpowiedzialności, z kolei pozycję dominującą zajmują chętniej te, które odczuwają deficyty władzy i kontroli. Wraz z rozwojem feminizmu, wzrostem ilości Nowych Kobiet, negocjujących nowe pozycje w życiu społecznym, walczących o zmiany ról w domach i poza nimi, pojawiło się coraz więcej przemęczonych odpowiedzialnością i władzą kobiet, które chętnie wchodziły właśnie w uległe role w związkach BDSM, dzięki którym mogły chociaż na chwilę odpuścić kontrolę i paradoksalnie odpocząć. Istotny jest też kontekst wolności do oddania władzy. Żeby oddać władzę nad sobą i czerpać z tego przyjemność, trzeba najpierw na jakimś poziomie ją w ogóle posiadać.

Żeby zrozumieć tę zależność, wystarczy przypomnieć sobie słowa, którymi bohaterka książki Dziewięć i pół tygodnia, Elizabeth, opisywała swój związek. Co robił on: „Karmił mnie. Przynosił wszystkie zakupy, gotował wszystkie posiłki, zmywał wszystkie naczynia. A także ubierał i rozbierał, zanosił buty do szewca, czytał gazety, mył, suszył, czesał włosy drogą szczotką, którą również bił, kupował i zakładał tampony, kąpał, zmywał makijaż”. Co robiła ona: „NIC”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJan Możdżyński
WystawaStrapon Stories
MiejsceGaleria Szara, Katowice
Czas trwania12.04 - 25.05.2019
Strona internetowawww.galeriaszara.pl
Indeks

Zobacz też