20.03.2016

Taka sytuacja

Konferencja prasowa w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej poświęcona przyszłości Kina Centrum. W samo południe zjawiają się dyrektor Wacław Kuczma oraz Marek Żydowicz. Nie mam przepustki prasowej, ale idę, ponieważ od kilku dni strona internetowa z repertuarem kina świeci pustkami. Przez ostatnie dwa tygodnie udało mi się być na dwóch niezłych filmach Barany. Islandzka opowieść (polecam) oraz na seansie Aferim! (również polecam) podczas Kinodania (czyli seansu „za piątaka”). Teraz, oprócz zestawu filmów na temat twórczości Kobro, które towarzyszą wystawie Układ otwarty, zamkniętego pokazu filmu Wielki Gatsby dla uczniów liceum oraz spotkania z twórcami filmu Śpiewający obrusik, przez ostatni tydzień niewiele więcej się dzieje. Idę zaniepokojona.

Na sali zebrało się spore grono dziennikarzy, którzy od kilku dni piszą o pogłoskach dotyczących likwidacji kina kierowanego przez Katarzynę Jaworską, szefową festiwalu filmowego Tofifest. Z sali padają pytania dziennikarzy dotyczące rzekomej niechęci obecnego kierownictwa względem Jaworskiej, co szczerze mówiąc nie za bardzo mnie interesuje, ani nie ma też większego sensu, ponieważ jeśli nawet faktycznie taki konflikt istnieje, to nie sądzę, żeby którakolwiek strona przyznała się do niego publicznie. Choć oczywiście ze strony Żydowicza i Kuczmy padają zarzuty względem pracy Jaworskiej, której na sali nie ma.

Ciężko streścić ich wywód, ale głównym zarzutem jest brak dyskusji i spotkań z twórcami poprzedzających projekcje filmowe oraz skupienie się wyłącznie na repertuarze proponowanym przez dystrybutorów. Od tej chwili będzie inaczej – zapowiada Żydowicz – bowiem pokazywane będą filmy związane z wystawami, odbywać się będą rozliczne spotkania oraz przeglądy filmów (np. ukraińskich). Świetnie, myślę sobie, ale jedna rzecz mnie niepokoi, czy w kinie będą pokazywane filmy aktualnie znajdujące się w dystrybucji, bo uważam, że szczególnie w Toruniu, gdzie nie ma innego kina studyjnego, jest to ważne. Zadaję więc pytanie i próbuję argumentować, że moi studenci chodzą do tego kina, bo taniej i bardziej ambitny, aktualny repertuar. W odpowiedzi słyszę, że jak chcą chodzić do kina, to powinni przestać szlajać się po barach, bo na imprezowanie to mają pieniądze, a na ambitny film to już nie. A poza tym, czy ja byłam kiedyś w kinie studyjnym? Czy ja znam jakieś zagraniczne kino studyjne, gdzie przed projekcją nie ma prelekcji? Nie sądzę, że należy rezygnować ze wszystkich uciech, aby móc sobie pozwolić na kino i owszem, znam takie kina studyjne.

Każda kolejna minuta tego spotkania sprawia, że przestaję się martwić o Kino Centrum, ale zaczynam z niepokojem myśleć o całej instytucji. Z sali padają kolejne pytania, a ponieważ najlepszą strategią obrony jest atak, dyrektor Kuczma mówi o fatalnych wystawach w CSW w ostatnich latach, o tym, że skończy ze spiskiem, który narzuca miłośnikom sztuki blagierski „postkonceptualizm” i inne modne bzdury, że potrzebne jest nowe otwarcie na sztukę bardziej przystępną, której nie trzeba tłumaczyć.

Mieszkam w Toruniu od trzech lat i w tym czasie widziałam niemalże wszystkie wystawy w CSW, niektóre kilka razy, często w towarzystwie studentów. Przynajmniej trzy z nich uważam za bardzo dobre. Wystawa Arena posłużyła mi jako punkt wyjścia do rozmowy o polityczności i krytycznym wymiarze sztuki współczesnej. Na wystawie prac Gustava Metzgera – z jedną grupą studentów rozmawiałam o kontrkulturze i o początkach sztuki technologicznej, z inną (na zajęciach z filozofii) przycupnęliśmy przy pracy Eichmann i Anioł, żeby porozmawiać o tezie o banalności zła Hanny Arendt. Dzięki wystawie Kozłowskiego byłam w stanie wytłumaczyć studentom, co to jest konceptualizm (na zajęciach ze sztuki współczesnej), ale również zwrot językowy u Wittgensteina (na filozofii). Nie wspomnę już o wystawach i wydarzeniach towarzyszących festiwalowi Tormiar, który została zlikwidowany, pomimo tego, że powinien być produktem regionalnym, pod szczególnym nadzorem.

Największym sukcesem ostatnich lat jest wystawa Bryana Adamsa!

Panie Dyrektorze Kuczma, jeśli nie jest Pan w stanie docenić zespołu, który pracował na na sukces CSW w ostatnich latach, to jest to z Pana strony krótkowzroczność. Oni nie mogą bronić swojego dobrego imienia, ponieważ zaraz okaże się, że nie chcą z Panem współpracować i nie cieszą się Pana zaufaniem. Ale lud pamięta. Wszystkie warsztaty (dla seniorów, młodzieży i matek), wykłady towarzyszące „trudnym” wystawom i darmowe oprowadzania.

Wiem, że sądzi Pan, że jak „odejdą fejsbukowicze i twitterowcy (zwani też przez Pana internetowym podziemiem), to nic się nie stanie, bo przyjdą na ich miejsce inni”. Ale proszę pamiętać, że nas, sympatyków sztuki nie ma znowu tak wielu i nie będzie nas łatwo zastąpić, nawet jeśli postanowi Pan prezentować sztukę lekkostrawną. Niewykluczone, że pewnego dnia, w samo południe stanie Pan po środku rozległego hallu w CSW, rozejrzy się wokoło i okaże się, że jest Pan tam jedyną osobą.

Joanna Walewska – adiunkt w Katedrze Kulturoznawstwa na Wydziale Filologicznym UMK. Absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2012 roku obroniła doktorat na Wydziale Filozoficznym. Wcześniej pracowała na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ w Zakładzie Technologii Gier.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też