09.04.2021

Rysa na suficie. „Jej Magnificencja Rektora” Iwony Demko w Galerii Sztuki Wozownia

Karolina Plinta
Iwona Demko, „Specjały”
Rysa na suficie. „Jej Magnificencja Rektora” Iwony Demko w Galerii Sztuki Wozownia
Iwona Demko, „Specjały”
„Jej Magnificencja Rektora” to pokaz, który zostawia widzki i widzów z mieszanymi uczuciami. Szczere zaangażowanie i wiara w feministyczną sprawę mieszają się tu z naiwnością i stereotypizacją, która, choć planowana, nie zawsze przynosi pozytywne efekty. Bywa jednak, że dzięki swojej nieskończonej determinacji Demko udaje się trafić w sedno, i tak właśnie postrzegam jej postartystyczne działania na krakowskiej ASP.

Wobec sztuki Iwony Demko trudno być obojętnym. Jednych będzie zachwycać i bawić, w innych wywoła ciarki wstydu. Ta specyficzna, trudna do zignorowania maniera wynika z radykalnej strategii artystki – jej nieposkromionego uwielbienia dla różu, kiczu i kobiecości, którą epatuje w sposób wręcz kampowy. Jak sama podkreśla, lubi to robić szczególnie tam, gdzie kobiecość nie jest mile widziana i może być postrzegana jako infantylna. I trzeba przyznać, że udaje się jej osiągnąć ten efekt. Wiąże się to ze sporym ryzykiem – sukces strategii może w tym wypadku iść ramię w ramię z niezrozumieniem i ośmieszeniem. Artystka jednak nie wydaje się tym zniechęcona, więcej – ostatnimi czasy można odnieść wrażenie, że Iwony Demko w sztuce jest jakby coraz więcej. I nie tylko dlatego, że artystka lubi multiplikować swój wizerunek, głównie dzięki pomocy Photoshopa. Jeszcze do niedawna znana głównie w Krakowie, Demko w ciągu ostatnich kilku lat zrobiła wiele, żeby wyjść z lokalnej bańki i na swój sposób jej się to udało. Trzeba też przyznać, że niektóre z jej działań miały charakter bardzo pożyteczny, drogę Demko przez sztukę chciałby się więc określić jako historię sukcesu. Jak to jednak bywa w przypadku radykalnych strategii, mogą one dawać zarówno dobre, jak i bardziej problematyczne efekty, co widać na najnowszej wystawie artystki w Galerii Sztuki Wozownia.

W sztuce Demko wagina może być rozumiana jako brama, przez którą przychodzimy na świat, symbol szczęścia i matriarchalnego porządku, stanowiącego alternatywę dla patriarchalnej opresji.

Na temat sukcesu naprowadza już sam tytuł pokazu – Jej Magnificencja Rektora – który można potraktować jako sygnał aspiracji Demko, ale także komentarz na temat realiów na polskich uczelniach artystycznych, w których stanowiska rektorskie wciąż w przytłaczającej większości piastowane są przez mężczyzn. Demko te realia zna od podszewki – od 13 lat pracuje na Wydziale Rzeźby krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 2020 roku wystartowała w konkursie na stanowisko rektora/ki. Była jedną z dwóch kandydatek (obok czterech kandydatów) i były to pierwsze w historii tej uczelni wybory rektorskie, w których wzięły udział kobiety. Dla Demko było to działanie na pograniczu sztuki i aktywizmu – startowała z przeświadczeniem, że nie ma szans wygrać (i nie wygrała), ale liczył się pionierski gest samego podjęcia wyzwania. Start w konkursie można też postrzegać jako zwieńczenie jej działań wokół krakowskiej ASP, które trwają mniej więcej od 2016 roku i skupiały się dotąd na przypominaniu zapomnianych historii pierwszych studentek uczelni.

Pozorna sztuka porażki Agata Pyzik o subtelnym uroku porażki, czyli refleksja na temat „Przedziwnej sztuki porażki” Jacka Halberstama CZYTAJ!

Wszystko zaczęło się od artykułu na temat Zofii Baltarowicz-Dzielińskiej, pierwszej studentki krakowskiej akademii, opublikowanym przez Demko w „Wiadomościach ASP” (październik 2018). Przy okazji nie obyło się bez przepychanek – artykuł był pisany z myślą o dziale „historia”, tymczasem został umieszczony w dziale „wspomnienia”, a ówczesny rektor ASP, profesor Stanisław Tabisz, nie zgodził się na umieszczenie zdjęcia Baltarowicz-Dzielińskiej na okładce. W rezultacie Demko postanowiła wyprodukować własne wydanie „Wiadomości ASP”, w którym razem z innymi autorkami wykreowała alternatywną rzeczywistość: numer był poświęcony w całości obchodom 100-lecia kobiet na ASP, a w środku znaleźć można było m.in. wzmiankę o władzach uczelni, w 99% składających się z kobiet. Demko była oczywiście jej Magnificencją Rektorą, a jedyny wydrukowany egzemplarz „Alternatywnych Wiadomości ASP” prezentowany jest z reguły w towarzystwie różowego biureczka alter-rektory Demko.

Iwona Demko, „Alternatywne Wiadomości ASP”
Iwona Demko, „Alternatywne Wiadomości ASP”

Co istotne, ta zabawa w wydawniczą spekulację poskutkowała ustanowieniem prawdziwego jubileuszu kobiet na krakowskiej ASP – w listopadzie 2018 senat uczelni przyjął wniosek, aby 2019 rok był „Rokiem Kobiet z ASP”. Z tej okazji zorganizowano szereg projektów i imprez, o których bardzo szczegółowo informuje Wikipedia, co poniekąd znowu jest zasługą Demko i jej popularyzatorskich zapędów. Możemy zresztą przekonać się o tym na wystawie w Wozowni, gdzie gości wita flaga biało-różowa, inspirowana flagami Marii Pinińskiej-Bereś, i kod QR odsyłający do biogramów artystek wyprodukowanych przez Demko i jej współpracowniczki w ramach Roku Kobiet.

Wystawa dzieli się zasadniczo na dwie części – niewielki pokoik pamięci alternatywnej i znacznie obszerniejszy gabinet Jej Magnificencji Rektory. Pierwsza salka swoim wyglądem faktycznie odsyła to staroświeckich „kącików pamięci” – znajdziemy tu między innymi powiększone skany autobiografii Balatrowicz-Dzielińskiej, pamiątkowe fotografie czy miseczkę zagadkowo lewitującą na postumencie. Lewitowanie miski ciągle nie jest dla mnie kwestią wyjaśnioną (może to inspiracja trikami wizualnymi Jakuba Woynarowskiego?), wiadomo za to, że naczynie to substytut oryginalnej ceramiki wykonanej przez Janinę Reichert-Toth, uczennicę Konstantego Laszczki. Oryginał uległ zniszczeniu podczas jednej z prezentacji w Krakowie – w ramach oszczędności światła portier odłączył prąd od lewitatora i miska się stłukła, a rano wyrzuciła ją do śmieci sprzątaczka. Demko nie zdążyła wygrzebać skorup ze śmietnika i dzięki tym nieszczęśliwym okolicznościom praca Reichert-Toth symbolicznie podzieliła los wielu kobiecych dzieł sztuki zaginionych na śmietniku historii. Żeby wyrównać rachunki krzywd, na ścianie obok zawisł cykl Realna niemożliwość, na którym widzimy scenki z życia europejskich akademii artystycznych, w większości pochodzące z pierwszej połowy XX wieku. Na oryginalnych fotografiach do patrzących uśmiechali się tylko i wyłącznie mężczyźni, których Demko zastąpiła wizerunkami wybitnych artystek, nie zapominając oczywiście także i o swojej twarzy. Sentymentalną atmosferę dopełnia tutaj wideo Come Back, na którym widzimy odradzający się z popiołów skan indeksu Zofii Baltarowicz-Dzielińskiej.

Iwona Demko, „Własny pokój”
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski

Prezentujący się raczej skromnie pokoik pamięci blednie zupełnie w porównaniu do krzykliwego umeblowania gabinetu rektory, który co prawda jest selektywnym wyborem prac Demko, ale daje w miarę wyczerpujący obraz tej twórczości. Centralne miejsce w sali zajmuje wspomniane już różowe biurko, na którym znaleźć można było jedyny drukowany egzemplarz „Alternatywnych Wiadomości ASP”, uzupełniony o fejkowe wydania różnych gazet codziennych, nagłaśniających przypadki dyskryminacji studentek na akademiach artystycznych. Nie zabrakło także osobliwych gadżetów, jak maseczka w kształcie waginy albo abstrakcyjne pluszowe formy zamknięte pod szklanymi kloszami. W pobliżu na manekinie prezentowane są różowe gronostaje rektory (w których można sobie zrobić selfie) i kapelusz-but w stylu Salvadora Dalego. Do realiów akademickich odsyła także cykl Feminatywy – mieniące się odcieniami różu obrazy przedstawiające sfeminizowane tytuły uczelniane, od studentki do rektory. Feminatywy można rozumieć jako językowy manifest, a jego wymowa zaakcentowana została dodatkowo dwuczęściowym wideo, w którym najpierw pojawia się ojciec Demko, przedstawiający się w żeńskich formach, a następnie widzimy montaż archiwalnych nagrań, w których z kolei różne kobiety przedstawiają się w formie męskiej.

Nawet umiarkowanie sympatyzując z mężczyznami, można założyć, że ich rzeczywistość jest odrobinę bardziej złożona niż sugeruje artystka; niewykluczone też, że sporo kobiet może mieć problem, żeby utożsamić się z zaproponowaną przez Demko wizją kobiecości.

Wszechobecne na wystawie motywy waginalne i wysoka kondensacja różu odsyłają do głównej filozofii Demko – inspirowanego badaniami Catherine Blackledge waginatyzmu, czyli obsesyjnego kultu waginy (termin powstał z połączenia słów „wagina” i „fanatyzm”). W sztuce Demko wagina może być rozumiana jako brama, przez którą przychodzimy na świat, symbol szczęścia i matriarchalnego porządku, stanowiącego alternatywę dla patriarchalnej opresji. Kult waginy realizuje się w tym przypadku wyjątkowo dosłownie – pierwszym manifestem waginatyzmu była praca dyplomowa Demko, w ramach której przygotowała ona pstrokaty ołtarz w formie gigantycznej waginy. Na wystawie w Wozowni nie zobaczymy co prawda tego niezwykłego obiektu, za to do formy ołtarzowej nawiązuje sporych rozmiarów wizerunek matki Demko – upozowanej na boginię i dumnie zasiadającej w waginalnej mandorli. Po bokach tej świętej ikony dla kontrastu powieszone zostały dwie księżowskie stuły z wyszytymi na nich cytatami ojców Kościoła, które nie pozostawiają wątpliwości co do mizoginistycznego wydźwięku ich nauk. O tym, jak głęboko zakorzeniony jest mizoginizm w kulturze, opowiada także seria Bez lukru – ciasteczka z odbitymi na nich cytatami z Arystotelesa („Mężczyzna bowiem z natury jest więcej uzdolniony do władania aniżeli kobieta”), świętego Augustyna („Mężczyzno, jesteś panem, kobieta jest twoją niewolnicą”), Hegla („Przeznaczeniem dziewczyny jest istotnie rzecz mówiąc tylko małżeństwo”) i Janusza Korwin-Mikkego („Kobiety nie mogą być inteligentne, dba o to mechanizm ewolucji naturalnej”).

Ciało, erotyzm, śruby i vagina dentata. O twórczości Teresy Tyszkiewicz Esej Zofii Machnickiej z publikacji towarzyszącej wystawie „Teresa Tyszkiewicz: dzień po dniu” w Muzeum Sztuki w Łodzi CZYTAJ!

W starciu z patriarchalnym betonem pomocna znów okazuje się wagina – która nie tylko odsyła do alternatywnych wzorców porządku społecznego, ale ma również funkcję odstraszającą i zawstydzającą. Tuż obok ciasteczkowego cyklu wyeksponowany został więc baner z pamiętną pracą 408 223 podniesień spódnic, czyli Mój sen o Czarnym Proteście – na której widać zwielokrotnioną postać Demko, stojącą na rynku w Krakowie z podniesioną wysoko spódnicą. Jej gest nawiązuje do pradawnego rytuału ana-suromai, czyli zawstydzania sromem, od którego zresztą wzięło się dzisiaj powiedzenie „sromotny wstyd” – rozumiane jednak opacznie. Swoją drogą, Demko swoich genitaliów na tej grafice jednak nie pokazała, zastępując je w każdej swojej kopii ciemnym owalnym kształtem. Nie wiem, czy to przez gest prewencyjnej autocenzury, czy prymitywizmu wykonania grafiki, czy też absurdalności pomysłu zwielokrotnienia własnego wizerunku – a może ze względu na wszystko razem? – tak czy siak, 408 223 podniesień spódnic zdaje się mijać z postawionym przez artystkę celem. Zamiast zawstydzać, wywołuje raczej uśmieszek; estetyczne doznanie płynące z jego oglądania można porównać do buszowania po Demotywatorach. Równie pociesznie prezentują się ustawione obok strajkowe transparenty, które poza popularnymi hasłami („Myślę, czuję, decyduję”;, „Zło bobrem zwyciężaj”; „Nigdy nie będziesz szła sama” itd.) ozdobione zostały różowymi elementami jakby wziętymi z garderoby Demko – kawałkami bluzek, koronkowych tkanin, falbanek i koralików.

Iwona Demko, z cyklu „Obrazy strajkowe”

Uwaga o garderobie bynajmniej nie jest przesadzona – waginistyczny projekt Demko jest wszak działaniem totalnym, które pochłania różne sfery życia artystki, w tym jej wygląd. Demko chodzi ubrana zawsze na różowo, w kusych spódniczkach, na wysokich obcasach i w waginistycznej biżuterii – bywa, że nawet swoje odrosty farbuje na różowo. Na wystawie zobaczymy jedną z jej bardziej niezwykłych kreacji, czyli Garsromkę – różową garsonkę ozdobioną waginalnym motywem, powstałym na podstawie zdjęć wagin przesłanych Demko przez znajome kobiety. Alternatywą dla tego wycyzelowanego wizerunku był instagramowy projekt #realselfiefeminism, w którym Demko prezentowała się programowo źle – bez makijażu, źle wykadrowana, demonstracyjnie pokazująca oznaki starzenia się i eksploatacji swojego organizmu. W podobne tony uderzyła wówczas jej koleżanka Agata Zbylut, która z kolei zaczęła przerabiać swoje ciało w Photoshopie i niczym polska wersja Orlan skupiła się na temacie operacji plastycznych i agresywnych zabiegów upiększających. Ich działania były bezpośrednią odpowiedzią na instagramową kampanię Zofii Krawiec i jako takie celnie punktowały niektóre jej słabości czy też elementy dyskusyjne (takie jak promowanie feminizmu poprzez atrakcyjny wizerunek młodej i pięknej kobiety). Inna sprawa, że Demko i Zbylut swoje strategie same doprowadziły do skrajności, wchodząc na poziom specyficznej pocieszności, jeśli nie komizmu. Dobrym przykładem jest tutaj ich wspólne działanie wykonane podczas Kongresu Marzycielek, zorganizowanego przez Galerię EL w 2020 roku. Artystki zachęcały wówczas mieszkańców do robienia sobie selfie z formami przestrzennymi i wrzucania ich do sieci – nie wiem na ile ten pomysł został podchwycony przez mieszkańców, za to pobyt artystek w Elblągu zaowocował serią ich własnych zdjęć, na których prężą się one ponętnie na tle form przestrzennych. Zdjęcia w obfitej ilości można podziwiać na Wikipedii pod hasłem o Biennale Form Przestrzennych, a efekt tej różowej kolonizacji jest, co tu nie mówić, dosyć zaskakujący i absurdalny.

Iwona Demko, „#realselfiefeminism”

Na wystawie w Wozowni zdjęć z Elbląga nie zobaczymy, jest za to przykład innego „dialogu” z awangardą – cykl dzieł nawiązujących do malewiczowskiego Czarnego kwadratu. Jak malewiczowski kwadrat był pionierskim dziełem suprematyzmu, tak różowe kwadraty Demko są manifestem supremacji kobiecości. „Czarny kwadrat na białym tle to odbicie biało-czarnego, uproszczonego, ujętego w schematy świata męskiego” – tłumaczy swój koncept artystka. Alternatywą dla tej łopatologicznej wizji świata są różowe kwadraty w różnych wariantach. Do jednego artystka przylepiła na przykład szpilki, które zahaczają obcasami o różowe płótno obrazu – praca dedykowana jest kobietom, których obcas zawsze się o coś zahaczy. Są kwadraty cekinowe (dla kobiet cierpliwych), futrzaste (dla marznących), z ciążowym brzuchem (dla ciężarnych) czy takie, którym puściły oczka. Last but not least, jest też obowiązkowy różowy kwadrat z waginą.

Pomijając fakt, że pewnie sporo osób byłoby skłonnych pokłócić o malewiczowską wizję sztuki i czy naprawdę kluczowe były w niej kolory czarny i biały, to co jeszcze możne zastanawiać, to uproszczona wizja świata, jaka wyłania się z pracy Demko. Nawet umiarkowanie sympatyzując z mężczyznami, można założyć, że ich rzeczywistość jest odrobinę bardziej złożona niż sugeruje artystka; niewykluczone też, że sporo kobiet może mieć problem, żeby utożsamić się z zaproponowaną przez Demko wizją kobiecości. Przyglądając się jej pracom, chciałby się raczej zapytać o potencjał stereotypu, jego granice i sposoby wykorzystania, które mogą dać interesujące rezultaty artystyczne. Tylko czy zadaje je sobie artystka? Wydaje się, że różowy świat Demko sam nie jest wolny od uproszczeń. Pokazywana na wystawie praca Socjalizacja (2010) składa się z trzech postumentów, na których wyeksponowane są trzy mózgi – srebrny, przedstawiający mózg przed socjalizacją, różowy – po sformatowaniu na kobietę, oraz niebieski, sformatowanego mężczyzny. Rozumiem, że takie przedstawienie kwestii płci jest celowo karykaturalne i ma być krytyką tożsamościowego dualizmu, jednak schematyczność tej pracy wydaje się zbyt daleko posunięta – bo czy naprawdę rodzimy się ze „srebrnym”, nie naznaczonym żadnymi kodami mózgiem, który dopiero podczas dorastania kształtuje się w wyznaczonym przez społeczeństwo kierunku? Zdaje się, że w samym środowisku LGBTQ trwają spory na ten temat.

Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski
Iwona Demko, „Jej Magnificencja Rektora”, widok wystawy, fot. Kazimierz F. Napiórkowski

Kwestia złożoności konstruktu jakim jest płeć i ewoluujących dynamicznie norm społecznych – oraz napięcia i oporu, jakie te przemiany generują – waginistycznej perspektywie Demko zdają się trochę umykać. Jej założenia są niby słuszne, ale także odrobinę oldschoolowe, zanurzone przede wszystkim w rozpoznaniach drugiej fali, z mocnym postfeministycznym akcentem w postaci celebracji różu. W świecie Demko kobieta to ta, która zmaga się z nadmiarem obowiązków domowych i musi walczyć o swoją karierę, a mężczyzna to ten zły – mroczny patriarcha lub przemocowiec, którego należy karcić za złe zachowanie (umoralniający wywód skierowany do męskich niegodziwców leci na jednej z prezentowanych w galerii prac wideo) lub ewentualnie można sobie z jego głowy zrobić pluszowe trofeum wiszące na ścianie (seria takich pamiątek zawisła w gabinecie rektory). Oczywiście, w koturnowej polskiej rzeczywistości znajdziemy sporo przykładów potwierdzających diagnozy Demko, natomiast w kontekście dyskursu artystycznego wypadają one trochę infantylnie. Nie pomaga tu nawet założenie, że jej sztuka jest infantylna celowo – to nadal nie jest interesujące. Doskonałą metaforą doświadczenia wizyty na wystawie w Wozowni jest jedna z prac Demko, ustawiona tuż przy wejściu – jest to ukryty pokoik Barbie, do którego możemy zajrzeć przez dziurkę, żeby zobaczyć w nim imponującą kolekcję feministycznych mini-lektur i samą Barbie, która miga do nas ostrzegająco różowym światełkiem, dobywający się z jej krocza. Jest trochę śmiesznie, a trochę dziwacznie.

Pozorna sztuka porażki Agata Pyzik o subtelnym uroku porażki, czyli refleksja na temat „Przedziwnej sztuki porażki” Jacka Halberstama CZYTAJ!

Jej Magnificencja Rektora to pokaz, który zostawia widzki i widzów z mieszanymi uczuciami. Szczere zaangażowanie i wiara w feministyczną sprawę mieszają się tu z naiwnością i stereotypizacją, która, choć planowana, nie zawsze przynosi pozytywne efekty. Bywa jednak, że dzięki swojej nieskończonej determinacji Demko udaje się trafić w sedno, i tak właśnie postrzegam jej postartystyczne działania na krakowskiej ASP. Potraktowany jako performans start w wyborach rektorskich to nie tylko próba przebicia szklanego sufitu, ale także opowieść o złożoności patriarchalnego systemu, który każdy z nas ma zakodowany w głowie. „Nikt na akademii nie spodziewał się, że potrafię napisać sensowny program” – opowiada Demko w prezentacji poświęconej jej udziałowi w wyborach rektorskich. A jednak potrafiła i zebrała nawet sporo głosów (zajęła trzecie miejsce). Nie wygrała, ponieważ nie potrafiła przełamać nieśmiałości i zawalczyć o stanowisko na serio, co oznaczałoby nie tylko kampanię internetową, ale i kuluarowe lobbowanie. Znamienne, do wygranej zabrakło Demko także głosów jej uczelnianych koleżanek, które po prostu nie wierzyły, że Demko może wygrać, więc oddały swoje głosy na mężczyzn. Stereotypy, którymi tak chętnie żongluje artystka, w jakimś stopniu ciągle są przeciwko niej. Na tym suficie pojawiła się jednak pierwsza rysa.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaIwona Demko
WystawaJej Magnificencja Rektora
MiejsceGaleria Sztuki Wozownia, Toruń
Czas trwania26.02–28.03.2021
Kuratorka / KuratorMarta Smolińska
Fotografiedzięki uprzejmości Galerii Sztuki Wozownia
Strona internetowafacebook.com/galeriawozownia
Indeks

Zobacz też