08.08.2016

Popłynęli. inSPIRACJE 11. „Oksydan”

Popłynęli. inSPIRACJE 11. „Oksydan”
Diana Grabowska, Z głowy

Diana Grabowska, Z głowy

Odbywający się w Szczecinie od 2005 roku festiwal inSPIRACJE powrócił po rocznej przerwie i w odświeżonej formule. Innowacją jest przede wszystkim o poszerzenie zakresu kompetencji wyłonionych w konkursie kuratorów, którzy od tej pory sami przedstawiają główny temat imprezy (w przeciwieństwie do ubiegłych lat, kiedy temat był narzucany z góry przez organizatorów). Tym samym wystawy stają się w większym stopniu realizacjami autorskimi, a odpowiedzialność za poszczególne wybory – artystów, prac, problematyk i interpretacji – niewątpliwie wzrasta.

Weronika Lucińska, Góra lodowa

Weronika Lucińska, Góra lodowa

Na kuratorów tegorocznych inSPIRACJI wybrano Lenę Wicherkiewicz i Roba Garretta. Pierwsza odpowiadała za główną wystawę festiwalową zatytułowaną Oksydan. Po płynno-empatycznej stronie życia, natomiast drugi sprawował pieczę nad pokazem konkursowym Immersions. Choć obydwie wystawy różnią się – przede wszystkim skalą i rocznikami uczestników – to łączyć ma je tematyka… wody. Szczeciński festiwal zdążył przyzwyczaić do specyficznych tematów-haseł wybieranych dla kolejnych edycji, w ostatnich latach były to na przykład: extreme, genesis, raj, apokalipsa czy glamour. Nie da się ukryć, że są one bardziej spektakularne niż te z cyklu krakowskiego MOCAK-u o „wszystkim w sztuce”, no ale akurat tego wystawowego łańcuszka chyba długo nikt i nic nie zdoła przebić.

Marco Angelini, Untitled

Marco Angelini, Untitled

A więc motywem przewodnim jest woda. No tak, jeśli Szczecin, to woda. Chyba jeszcze w gimnazjum myślałem, że Szczecin leży nad morzem (jeśli czyta to jakiś gimbus, to mogę z całą odpowiedzialnością zapewnić, że nie leży). Zapomnijmy jednak o gimnazjum oraz typowej wodzie. Na inSPIRACJACH otacza nas bowiem tajemniczy OKSYDAN. Brzmi poważnie i wzniośle, ale przy okazji dość pretensjonalnie – zwłaszcza że oksydan to po prostu określenie na wodę stosowane w chemii. Cóż, sztuka współczesna zbyt często lubuje się w tego typu udziwnieniach i wymęczonych porównaniach, zwłaszcza w warstwie tytułowej. Niestety inSPIRACJE w pewnym stopniu uległy takim grafomańskim tendencjom, czego przejawy i rozwinięcie można dostrzec w przestrzeniach samych wystaw.

Izabella Gustowska, Trucizna

Izabella Gustowska, Trucizna

Wystawę główną ulokowano na dwóch piętrach galerii 13 muz. Jak przystało na formułę festiwalową, prac do oglądania jest sporo, aż kilkadziesiąt. W sumie w wystawie bierze udział niemal dwudziestu artystów i artystek z różnych pokoleń, środowisk i o różnym artystycznym dorobku. Przeglądając listy uczestników z poprzednich edycji widać, że taka jest specyfika tego wydarzenia. Na przestrzeni lat pojawiali się w Szczecinie przy okazji inSPIRACJI twórcy rozpoznawani (na przykład Oskar Dawicki, Maurycy Gomulicki, Justyna Górowska, Ked Olszewski, Joanna Rajkowska, Aleksandra Ska, Małgorzata Szymankiewicz, Adam Witkowski, Jakub Julian Ziółkowski czy Artur Żmijewski) czy nawet klasycy (Przemysław Kwiek, Roman Opałka, Magdalena Abakanowicz, Stanisław Dróżdż, Józef Robakowski czy Leon Tarasewicz), ale zdecydowanie przeważały nazwiska szerzej nieznane. W tym roku proporcje są podobne, nazwiska uznanych (lub po prostu znanych) twórców można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki – Dorota Buczkowska, Izabela Gustowska, Koji Kamoji, Artur Malewski, Lena Szczęsna. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut – to nawet ciekawa sytuacja, kiedy pośród dziesiątek nieznanych realizacji można odkryć czy też natknąć się na coś nowego, co miło nas zaskoczy. A jednak nie tym razem.

Anna Brudzińska, Esencje natury XXXV

Anna Brudzińska, Esencje natury XXXV

Cóż bowiem oglądamy na Oksydanie? Przede wszystkim sporo zaprezentowanego wręcz cyklami malarstwa abstrakcyjnego, które całkowicie zdominowało przestrzeń pierwszego piętra galerii. Zgadzam się, że niefiguratywne, niejednoznaczne i organiczne kształty mogą budzić skojarzenia się z nieposkromionym żywiołem wody. Wręcz za wizualizację jej fizykalnych aspektów mogą uchodzić prace Anny Brudzińskiej (cykl Esencje natury) czy Leny Szczęsnej (cykl Aurora Borealis), w których plamy ulegają rozlewaniu, spływaniu czy rozmyciu. To, że z farbami na płótnie czy innym podłożu można wyprawiać najróżniejsze cuda, a efekt przywołuje na myśl motywy płynno-fizjologiczne wiadomo nie od dziś. Tyle samo odkrywczości zawiera powiedzenie, że piłka jest okrągła, a bramki są dwie. Tymczasem wygląda na to, że zachwycając się wodnistymi kształtami na obrazach, kuratorzy zatrzymali się w miejscu, z którego powinni w zasadzie zaczynać konstruowanie swojej narracji. Tym samym przeoczono szansę na odrobinę więcej dezynwoltury w postaci odważniejszych i ciekawszych zestawień. Konfrontacja z obrazami, w których ów „nieposkromiony”, „rozlewający się”, „zmienny” żywioł zostaje ujęty w „chłodne” i „analityczne” ramy (Marco Angelini, cykl Wodne malarstwo) to moim zdaniem trochę za mało.

Lena Szczęsna, Aurora Borealis

Lena Szczęsna, Aurora Borealis

Wątpliwie wypada także zbyt częste utożsamianie wszystkich tych abstrakcyjnych, nieostrych, płynnych stylistyk z poetyką jakoby kobiecą. Znowu – porównanie być może do obronienia, ale jednak oklepane i stereotypowe. Co dopiero, kiedy artystki aplikują do obrazów kształty przypominające hafty, koronki czy inne robótki ręczne (Olga Wolniak, Transmisja, 2015) albo wyszywanki z prawdziwego zdarzenia (Beata Ewa Białecka)? Podpowiem – woda jako „kobiecy żywioł” szybko załatwi sprawę.

Beata Ewa Białecka, Dolorosa

Beata Ewa Białecka, Dolorosa

Oglądając inSPIRACJE nie opuszczała mnie myśl, że milczenie jest złotem. Tymczasem Oksydan to raczej przegadana wystawa, na której kuratorzy – ja także skorzystam na moment z wodnych porównań – popłynęli z wywodem, zalewając falą rozcieńczonych przymiotników i opisów kolejne realizacje. Mamy więc tu do czynienia z „wodną terapią dotyczącą Szczecina i jego mieszkańców”, „sztuką w stanie permanentnej zmienności” „dynamicznym, spontanicznym, wolnym żywiołem”, „płynnością koloru”, „rozpłynięciem w wodnym żywiole”, „mocą wody jako kobiecego i oczyszczającego żywiołu”, „wodnymi, ciemnymi nurtami podświadomości” , „stanami fenomenalnymi i ulotnymi, niestałymi i procesualnymi”, „rozlewającym się swobodnie pigmentem” czy „krystaliczną formą, czystością linii i kształtów”. To tylko kilka wycinków z opisów, których sens nierzadko dotyczy dokładnie tych samych kwestii. Zdaje się, że rozrośnięta ponad miarę metafora wody ma tłumaczyć formę, treści prac i w ogóle wszystko (no prawie – nie ma na przykład nic o napływie uchodźców czy przepływach kapitału). A wiadomo, że jeśli chce się wyjaśniać wszystko, to tak jakby nie wyjaśniało się niczego.

Dorota Buczkowska, Still point de rosée

Dorota Buczkowska, Still point de rosée

Oczywiście nie wszystkie prace tak łatwo dają się przyłożyć do linijki kuratorów (formalnie i treściowo znacznie za nią wystając) i takie wypadki są bez wątpienia najlepszymi momentami ekspozycji. Dotyczy to przede wszystkim parteru, gdzie zgromadzono realizacje mające wyrażać biologiczne, podskórne i nierzadko mroczne wątki (oczywiście wszystko w kontekście wiadomo jakiej substancji). Tutaj na uwagę zasługuje przede wszystkim prezentowana w osobnym pomieszczeniu instalacja Koji Kamoji Ciało, będąca rekonstrukcją pracy z 1980 roku. Wiadomo, że żywioły natury stanowią dla artysty główną oś twórczości (woda szczególnie – zwraca się na przykład uwagę, że do Polski Kamoji dotarł statkiem), ale nawet pomijając te wszelkie buddyjskie aspekty mamy do czynienia z dziełem prawdziwie świeżym, niedomówionym, otwartym i nieprzestylizowanym. Dobrze wypada również rzeźba Tfuj Artura Malewskiego, czyli miś wielkości człowieka wykonany z kurzu zgarniętego z sopockich pokojów hotelowych oraz Mgła Doroty Buczkowskiej będąca próbą wytworzenia tego zjawiska atmosferycznego w przestrzeni galerii, co poniekąd się udało. Oprócz tego natrafiamy jednak na szereg słabszych realizacji: naiwnych i egzaltowanych (Barbara Horab, Hibernautki oraz Dysk), nazbyt dosłownych (Ked Olszewski, Portrety potłuczone) czy takich, które bez wyjaśniającej „podpórki” w zasadzie nie istnieją (Natalia Janus-Malewska, Ohlsdorf ).

Koji Kamoji, Ciało

Koji Kamoji, Ciało

Jeszcze do niedawna to właśnie festiwal inSPIRACJE wyznaczał główny rytm funkcjonowania sztuki współczesnej w Szczecinie. Od kilku lat się to zmienia. Akademia Sztuk Pięknych wyrosła na jedną z najlepszych (najlepszą?) uczelni artystycznych w kraju, pojawiły się nowe podmioty na mapie galeryjnej (Trafostacja, przeniesiona z Łodzi Zona Sztuki Aktualnej), powstały ciekawe inicjatywy oddolne (Obrońców Stalingradu 17). Słychać nawet wypowiadane półżartem głosy, że Szczecin staje się powoli „drugim Wrocławiem”. Choć cieszy, że inSPIRACJE nie chcą zasklepiać się w jednej, wypróbowanej formule, to akurat Oksydan nie stanowi większego artystycznego orzeźwienia. Nie uważam, że festiwal koniecznie musi współgrać z tym, co dzieje się w najbliższym otoczeniu w obszarze instytucji, wystaw czy inicjatyw. Jednak byłoby dobrze, gdyby inSPIRACJOM udało się utrzymać na tej względnie wzmożonej, szczecińskiej fali, zanim którąś z kolejnych edycji trzeba będzie okrasić tematem „posucha”.

Festiwal inSPIRACJE, widok wystawy

Festiwal inSPIRACJE, widok wystawy

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaAnna Brudzińska, Anna Dybowska, Olga Wolniak, Natalia Janus-Malewska, Małgorzata Wielek-Mandrela, Marco Angelini, Lena Szczęsna, Koji Kamoji, Ked Olszewski, Izabela Gustowska, Izabela Żółcińska, Dorota Buczkowska, Bożka Rydlewska, Artur Malewski, Anna Konik, Dagmara Horab, Anna Buczkowska, Beata Ewa Białecka, Paweł Kleszczewski, Kasia Zimnoch, Judyta Bernaś, Agata Wolniewicz, Agata Szymanek, Sonia Rammer, Weronika Lucińska, Julia Kurek, Urszula Kluz-Knopek, Martyna Jastrzębska, Andreas Guskos, Niko Guskos, Diana Grabowska
WystawaFestiwal inSPIRACJE
MiejsceSzczecin
Czas trwania24-26.06.2016
KuratorLena Wicherkiewicz, Rob Garrett
Strona internetowawww.inspiracje.art.pl
Indeks

Zobacz też