25.06.2020

Pluszowy człowiek z blizną. 13. Konkurs Gepperta

Piotr Policht
Vojtech Kovarik, fot. Alicja Kielan
Pluszowy człowiek z blizną. 13. Konkurs Gepperta
Vojtech Kovarik, fot. Alicja Kielan
Tegoroczny Konkurs Gepperta odsłania przede wszystkim banalną prawdę – oprócz skilla liczy się też swoboda i szczerość. Jeśli ma on prezentować przekrój sceny, to wynika z niego, że wielu młodych malarzy ma przyzwoity warsztat, ogarnia Instagrama, Tzvetnika i ArtViewera, tyle tylko, że jeszcze nie zawsze ma coś do powiedzenia.

Cztery lata – tyle minęło od poprzedniej edycji Konkursu Gepperta, współorganizowanego przez BWA Wrocław i tamtejszą ASP. Ta dłuższa niż zazwyczaj przerwa – przez ponad dekadę konkurs funkcjonował jako biennale, między poprzednimi edycjami przerwa była zaś trzyletnia – mogłaby sugerować odświeżenie formuły. Jednak zamiast wizerunkowego rebootu organizatorzy konkursu postanowili wznowić go tam, gdzie skończyli. Tegoroczna edycja jest zarazem wyjątkowa, bo jubileuszowa – Geppertowi stuknęła niedawno trzydziestka – i z tej okazji zorganizowana na bogato. Zamiast prezentacji konkursowej otworzyła ją jeszcze pod koniec zeszłego roku wystawa dotychczasowych laureatów. Zapowiedziano ją co prawda jako przyczynek do metakonkursowej refleksji, ale powiedzmy sobie szczerze – chodziło raczej o fleksowanie się własną renomą i zatarcie złego wrażenie po edycji poprzedniej, w której ku powszechnemu zdziwieniu i rozbawieniu zwyciężyła Kle Mens, pokonując m.in. Tomasza Kręcickiego i Karolinę Jabłońską. Jubileuszowa wystawa przypomniała więc, że w historii konkursu zdarzały się trafniejsze wyroki – zwyciężały w nim Agnieszka Polska, Zorka Wollny czy Cezary Poniatowski.

13. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
13. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
13. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
13. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan

„Prezentacja najnowszych dokonań laureatów to możliwość krytycznego przyjrzenia się roli, jaką pełni ten konkurs, a w konsekwencji okazja do namysłu nad zmianami, które mogłyby pomóc w ulepszeniu jego formuły”, pisze kuratorka Alicja Klimczak-Dobrzaniecka, wraz z Anną Kołodziejczyk odpowiedzialna także za wystawę konkursową 13. edycji. To deklaracje tyleż szumne, co fasadowe: najdobitniej świadczy o tym fakt, że po owym namyśle postanowiono nie zmieniać nic. No, może poza paroma cennymi detalami – w tym roku nie próbowano już na siłę opatrywać konkursu wydumanym tytułem, nie wydano też katalogu z kolejnymi esejami mającymi na nowo definiować rolę malarstwa. Karty na stół, konkurs to konkurs, chodzi po prostu o przegląd najciekawszych młodych malarek i malarzy i nagrodzenie najlepszych.

Gwoździe do trumny. 12. Konkurs Gepperta Poprzednią edycję Konkursu Gepperta recenzuje Karolina Plinta CZYTAJ!

W kontekście konkurencji między dwoma konkursowymi filozofiami, można więc przecierać oczy ze zdumienia, widząc wśród uczestniczek tegorocznego Gepperta obecną na malarskich konkursach od lat Lenę Achtelik czy tym bardziej Martynę Czech – laureatkę Bielskiej Jesieni sprzed, bagatela, pięciu lat.

13. Konkurs Gepperta opiera się więc na tych samych założeniach, co dotychczas – najpierw grono ekspertów nominuje uczestników i wyłania finalistów, a następnie złożone z innych ekspertów jury rozdaje nagrody. Geppert chwali się więc tym, że jest zamknięty, wręcz ekskluzywny. W odróżnieniu od Bielskiej Jesieni, dla której od lat stanowi oczywistą konkurencję, to nie inkluzywna impreza dla każdego, a celebryckie party na zaproszenia. W Bielsku-Białej mamy więc radykalną otwartość i uproszczenie – minimum regulaminowych obostrzeń i klarowny proces nagradzania, w którym finalistów i zwycięzców wyłania ta sama komisja. We Wrocławiu – fokus na debiutantów i podwójny proces eliminacji ekspercko-jurorskiej. Ograniczenie wiekowe ma oczywiste plusy, sprzyja zarysowaniu wyraźnego generacyjnego pejzażu. Jednak jest też druga strona medalu. Podwójny system eliminacji sprawia, że tam, gdzie w Bielsku coś może spieprzyć się raz, tutaj może się spieprzyć dwa razy.

W kontekście konkurencji między dwoma konkursowymi filozofiami, można więc przecierać oczy ze zdumienia, widząc wśród uczestniczek tegorocznego Gepperta obecną na malarskich konkursach od lat Lenę Achtelik czy tym bardziej Martynę Czech – laureatkę Bielskiej Jesieni sprzed, bagatela, pięciu lat. Katowicka malarka została nawet wyróżniona voucherem w wysokości tysiąca złotych. Tylko pogratulować refleksu! Innym kwiatkiem są tu nominacje dla artystów co prawda faktycznie niedawno dopiero kończących akademie, ale już od dawna nie zajmujących się malarstwem, jak Róża Duda i Michał Soja oraz Mikołaj Szpaczyński. Oni także zgarnęli nagrody – Duda i Soja za wideo pokazywane w zeszłym roku w Project Roomie dostali nawet Nagrodę Dyrektora BWA Wrocław, co stawia pod znakiem zapytania nie tylko szybkość reakcji jury, ale i pojmowanie kategorii malarstwa – jak by nie patrzeć, ciężko się go doszukać w filmie krakowskiego duetu.

Lena Achtelik, fot. Alicja Kielan
Martyna Czech, fot. Alicja Kielan
Mikołaj Szpaczyński, fot. Alicja Kielan
Róża Duda i Michał Soja, fot. Alicja Kielan

Reszta na szczęście o wiele bardziej odpowiada konkursowym założeniom, choć jeśli ktoś spodziewał się reprezentatywnego przeglądu najciekawszych debiutantów, może się odrobinę rozczarować – nie znajdziemy tu na przykład obrazów Krzysztofa Grzybacza, Patrycji Cichosz czy Jana Eustachego Wolskiego, a raczej nazwiska całkiem dobrze znane, które już przewinęły się przez duże instytucje i stołeczne galerie czy inne konkursy: Yui Akiyamę (współkuratorkę dużej wystawy w Fundacji Stefana Gierowskiego), Zofię Pałuchę (współpracującą z Piktogramem), Krzysztofa Piętkę (wystawiającego w Monopolu), Jana Możdżyńskiego (reprezentowanego przez lokal_30), Pawła Baśnika (jednego z laureatów Bielskiej Jesieni), Marynę Sakowską czy Marcina Janusza (finalistów Artystycznej Podróży Hestii).

Yui Akiyama, fot. Alicja Kielan
Paweł Baśnik, fot. Alicja Kielan
Marcin Janusz, fot. Alicja Kielan
Zofia Pałucha, fot. Alicja Kielan
Krzysztof Piętka, fot. Alicja Kielan
Jan Możdżyński, fot. Alicja Kielan
Sympatię jury praca Google Igloos Małgorzaty Pawlak zaskarbiła sobie oczywiście tym, że skoro śnieg, to przecież katastrofa klimatyczna, a więc malarstwo zaangażowane i aktualne. I choć nie ulega wątpliwości, że katastrofa klimatyczna to najpoważniejszy współczesny kryzys i tym samym jeden z kluczowych tematów dla współczesnej sztuki, mam sporo wątpliwości, czy przemalowywanie igloo z przypadkowych zdjęć czyni pracę artystki równie ważką.

Wyraźna tożsamość każdego z nich niekoniecznie idzie jednak w parze z malarską świeżością. Zaprezentowane we Wrocławiu obrazy Akiyamy oscylują gdzieś pomiędzy późną Bridget Riley (Na wietrze, wśród ludzi) a Przemkiem Mateckim (Zamalować wstyd wstydem) i choć na tle innych reprezentantów abstrakcji wypadają na konkursie zdecydowanie najlepiej, czuć w nich nutę dekoracyjnego epigoństwa. Realistyczna technika Pałuchy najlepiej wypada w rysunkowych portretach postaci o oczach-goglach w formie samochodowych reflektorów, gdzie ciasna kompozycja i ziarnista faktura kredki dopełniają się nawzajem, jednak przeniesiona na wielkoformatowe i bardziej złożone kompozycyjne malarstwo staje się wylizana i traci pazur. Piętka z kolei wraz z wypracowywaniem wyrazistej stylistyki, opartej na psychodelicznych zestawieniach barwnych (vibe mocno Urbanowiczowski) oraz płaskich, półabstrakcyjnych kompozycjach zagubił poczucie kierunku i tak jak kiedyś malował proste autobiograficzne historie, tak teraz gustuje w opowieściach tyleż skomplikowanych, co pustych – pokazany we Wrocławiu obraz nosi dla przykładu tytuł Napięcie (codzienna psychoza niewidzialnego psychoplagiatora podglądana przez nastoletnią ciężarną papieżycę autoplagiatorkę). Zbliżony problem dotyczy Jana Możdżyńskiego – jego barwna, ilustracyjna poetyka współgra z konkretnymi tematami, jak w przypadku obrazów dotyczących praktyk BDSM i związanych z nimi relacji uległości i władzy, czy też serii nawiązującej do postaci Armor Kinga z Tekkena i queerowych wizerunków wrestlerów. Kiedy jednak przedstawiają wyimaginowane zabawki erotyczne czy pomniki o feministycznym w założeniu, choć mglistym znaczeniu (PUSSY DESTROYER, Pomnik Fantazmatów Pragnienia), lekki, kreskówkowy erotyzm w duchu Elli Kruglanskiej nagle zdaje się koturnowy, a opowieść o nienormatywnych praktykach seksualnych zamienia się w autofellatio ikonograficznej słuszności. Formalna stagnacja Możdżyńskiego staje się przy okazji widoczna w zestawieniu z innym uczestnikiem konkursu, Marcelim Adamczykiem, który posługując się nieco zbliżonymi formami pozbawia je konkretnych odnośników, a jednocześnie wysubtelnia formalnie, stosując krzykliwą i uwodzącą jednocześnie paletę rodem z Josha Smitha, łącząc wyrazisty rysunek z mglistymi tłami i estetykę koślawych graficiarskich tagów z wyważoną kompozycją.

Byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Bielska Jesień 2019 Ostatnią edycję Bielskiej Jesieni recenzuje Piotr Policht CZYTAJ!

Tematyczną słusznością zdaje się też podyktowany wybór zwyciężczyni tegorocznej edycji konkursu, którą została Małgorzata Pawlak, absolwentka Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie. Malowane na niewielkich, postrzępionych i nieco wymiętych kartkach papieru czarnobiałe przedstawienia igloo na bazie zdjęć z internetu same w sobie wyglądają dość bezpretensjonalnie, niestety artystka postanowiła zrobić o jeden krok za daleko i uzupełnić je jeszcze małym kopcem sztucznego śniegu, który krzyczy: „uwaga: malarstwo konceptualne!”. Sympatię jury praca Google Igloos zaskarbiła sobie oczywiście tym, że skoro śnieg (zwłaszcza sztuczny i przemalowany z Googli), to przecież katastrofa klimatyczna, a więc malarstwo zaangażowane i aktualne. I choć nie ulega wątpliwości, że katastrofa klimatyczna to najpoważniejszy współczesny kryzys i tym samym jeden z kluczowych tematów dla współczesnej sztuki, mam sporo wątpliwości, czy przemalowywanie igloo z przypadkowych zdjęć czyni pracę artystki równie ważką.

Małgorzata Pawlak, fot. Alicja Kielan
Vojtech Kovarik, fot. Alicja Kielan

Jak robić dobre malarstwo jednocześnie zaangażowane i pozbawione zadęcia pokazuje przykład czarnego konia tegorocznego konkursu, Czecha Vojtěcha Kovaříka, który mógł znaleźć się we wrocławskim konkursie dzięki temu, że w swojej edukacyjnej karierze otarł się o warszawską (!) ASP. Prezentowane na wystawie monumentalne płótno Clash of the Titans to część większej serii bazującej na klasycznych tematach, ożywiając je z gracją twórców włoskiego novecenta, choć o przeciwnym politycznym wektorze. Antyczni i mitologiczni bohaterowie na obrazach Kovaříka przeradzają się, jak ujął to nominujący artystę do konkursu Aleksy Wójtowicz, w karykaturalną wersję archetypów męskości. Muskularne figury ledwo mieszczą się na wielkoformatowych obrazach, wypełniając ich ramy, zastygłe w klasycznych pozach spinario czy Caravaggiowskiego Bachusa, a zarazem karykaturalnie skurczone jak kulturysta za kierownicą małego fiata.

Na tle wielu przyzwoitych technicznie prac Kovařík i Kielesińska wyróżniają się w konkursie przede wszystkim tym, że wiedzą nie tylko jak, ale też o czym i po co malować. Nie stosują rozbuchanych tytułów na trzy linijki, nawarstwionych historycznych odniesień czy technicznych fajerwerków.

Kovařík za swój obraz zgarnął nagrodę sponsorską Colartu, niedoceniona pozostała za to inna wyróżniająca się humorem i błyskotliwością praca, malarska instalacja Martyny Kielesińskiej Ogród. Specjalizująca się w found-footage’owych wideo i kreskówkowych obiektach Kielesińska przy okazji Gepperta wykonała z pozoru zaskakującą woltę stylistyczną. Na wystawie zaaranżowała skromny kącik nawiązujący do tytułowego ogrodu, choć nie jest to bynajmniej ogród rajski, ale wypełniony tanimi plastikowymi meblami, rozmokłymi na deszczu resztkami gazetek z supermarketu, opakowaniami po środkach czystości i z widokiem na pokryty eternitem garaż sąsiada – krótko mówiąc, dość reprezentatywny polski ogródek małomiasteczkowy z wczesnych lat dwutysięcznych. W wersji Kielesińskiej wypełniają go złożone z rurek, krzywe, pospinane dziesiątkami trytytek i trzymające się tylko na słowo honoru meble, a dekorują równie banalne obrazy z motywem róż i draperii, jakby wariacja temat martwych natur malowanych na zajęciach w podrzędnym liceum plastycznym.

Na tle wielu przyzwoitych technicznie prac Kovařík i Kielesińska wyróżniają się w konkursie przede wszystkim tym, że wiedzą nie tylko jak, ale też o czym i po co malować. Nie stosują rozbuchanych tytułów na trzy linijki, nawarstwionych historycznych odniesień czy technicznych fajerwerków. Tegoroczny Konkurs Gepperta odsłania więc przede wszystkim banalną prawdę – oprócz skilla liczy się też swoboda i szczerość. Jeśli ma on prezentować przekrój sceny, to wynika z niego, że wielu młodych malarzy ma przyzwoity warsztat, ogarnia Instagrama, Tzvetnika i ArtViewera, tyle tylko, że jeszcze nie zawsze ma coś do powiedzenia. Parafrazując Sokoła, nowe malarstwo to pluszowy człowiek z blizną.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaYui Akiyama, Lena Achtelik, Marceli Adamczyk, Martyna Baranowicz, Paweł Baśnik, Kacper Będkowski, Phantom of Snake / Aleksander Błaszkiewicz, Martyna Czech, Jagoda Dobecka, Róża Duda i Michał Soja, Marcin Janusz, Martyna Kielesińska, Anna Kołacka, Vojtech Kovarik, Mikołaj Kowalski, Edyta Kowalewska, Alicja Kubicka, Agnieszka Kucharska, Maciej Kusy, Jan Możdżyński, Maciej Nowacki, Małgorzata Pawlak, Zofia Pałucha, Mateusz Piestrak, Krzysztof Piętka, Kinga Popiela, Szymon Popielec, Maryna Sakowska, Mikołaj Szpaczyński, Katarzyna Szymkiewicz
Wystawa13. Konkurs Gepperta
MiejsceBWA Wrocław
Czas trwania20.05-30.08.2020
FotografieAlicja Kielan; dzięki uprzejmości BWA Wrocław
Strona internetowageppert.bwa.wroc.pl
Indeks

Zobacz też