28.08.2015

Ojciec modernizm uczył dzieci swoje

Gabriela Sułkowska
Ojciec modernizm uczył dzieci swoje
Marcin Wicha zabiera głos wiedząc, że zarówno za powszechne estetyczne barbarzyństwo, jak i za designerski snobizm odpowiedzialni są projektanci, niedostatecznie uczciwi i pracowici. I to właśnie im udziela rad chociażby na to, jak własną wizję profesjonalisty przeforsować wobec upartego klienta i przebić się za barykadę frazesów typu „gusta są różne”.

Książka Jak przestałem kochać design autorstwa Marcina Wichy – grafika, twórcy komentarzy rysunkowych dla prasy, felietonisty i eseisty, objawia talent, który w połączeniu z charakterystyczną formą wydania (nomen omen: wyd. Karakter), ma szansę pozytywnie wpłynąć na poziom czytelnictwa w kraju. Krakowski Bunkier Sztuki nie pomieścił wszystkich chętnych na spotkanie z autorem. Pozornie nudna i nijaka okładka, przewrotny design no-design, przyciąga uwagę wbrew teoriom domorosłych specjalistów od marketingu przywoływanym przez Wichę; sytuuje się na post-graficznej, post-designerskiej pozycji.

Marcin Wicha, Jak przestałem kochać design, okładka projektu Przemka Dębowskiego

projekt okładki: Przemysław Dębowski

Jak przestałem kochać design prowadzi nas przez PRL i współczesność pasażem handlowym, gdzie zastanowić możemy się nad sobą podobnie, jak w Pasażach Waltera Benjamina XIX-wieczny modernistyczny Paryż miał przyglądać się samemu sobie w powierzchni materii, którą wyprodukował. Wicha to raz zdystansowany spacerowicz komentujący rzeczywistość językiem chłodnej obserwacji, raz kolekcjoner zdający sprawę z osobistych, dotkliwych doświadczeń podczas prezentowania zbioru wybranych obiektów i obrazów. Wokół nich osnute zostają anegdoty, które stanowią pouczający wykład historii grafiki i wzornictwa (w tym godny polecenia rozdział na temat ewolucji ludzików Lego); czytając je, można parskać ze śmiechu i dumać na zmianę.

Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że Wicha zastosował pewien rodzaj podwójnego kodowania: lekka powierzchnia zebranych tu tekstów zapewni im popularność, lecz ten prosty styl jest wyrafinowany, konstrukcja tomu – kunsztowna, niedomówienia stwarzają przestrzeń do czytania między wierszami. Przyjemnie jest odkrywać w miarę lektury, że kompozycja tej książki ma stanowić realizację etosu dobrego projektanta. Zarzut dotyczący redakcji tomu mógłby dotyczyć nieznacznego przeładowania rzeczonej kolekcji przedmiotów; pierwsza część to zbyt duża liczba rozdziałów, z których wysnuć można podobny wniosek. Niemniej to uwagi pod adresem redaktora, bo jak oskarżyć kolekcjonera, miłośnika o to, że jego zbiór mieści w sobie zbyt wiele, rozrasta się nieregularnie?

Śmierć ojca autora, doświadczenie boleśnie subiektywne i potencjalnie uniwersalne, przedstawione z perspektywy kłopotu jaki sprawić może nabycie gustownej urny, w sposób znaczący dla całości otwiera ten zbiór tekstów. Jak przestałem kochać design to bowiem udane połączenie elementów prywatnej historii z opowieścią o przeżyciach wspólnoty. Nostalgia za modernizmem, czy też pewną ideologią projektowania przeplata się z refleksją nad tym, co obecnie mówi o nas nasz stosunek do przedmiotów.

Dzieciństwo autora przypadło na okres sprzed transformacji ustrojowej, więc czasy rzeczywistości siermiężnej, czy estetycznie zaniedbanej (bigośnice były wówczas najwyżej „nawet ładne”). W sferze marzeń pozostawało panowanie zasady less is more (z wyboru) i eleganckiej formy wynikającej z funkcji. Idealizowany w młodości modernizm porównuje Wicha ostatecznie do nadopiekuńczego rodzica, który, co prawda, zatroszczył się o naszą wygodę, projektując nawet moment, gdy odkręcamy fiolkę z lekami, ale stał się zbyt pewny swojej wiedzy, co do naszych potrzeb; wkomponował nas sobie w wizualizację nowoczesności jako idealnie podporządkowaną „skalę ludzką”.

 „Gdy upadł mur berliński w świecie Lego zapanował indywidualizm. Uniwersalny robotnik został zastąpiony przez gwiazdę filmową (…). To była lekcja kapitalizmu: możesz być kim chcesz. A chcesz być celebrytą lub postacią z serialu.” fot. Tomek Frycz (dzięki uprzejmości wyd. Karakter) / fot. G. Sułkowska

„Gdy upadł mur berliński w świecie Lego zapanował indywidualizm. Uniwersalny robotnik został zastąpiony przez gwiazdę filmową (…). To była lekcja kapitalizmu: możesz być kim chcesz. A chcesz być celebrytą lub postacią z serialu.” fot. Tomek Frycz (dzięki uprzejmości wyd. Karakter) / fot. G. Sułkowska

Wiatr zmian rozwiewa złudzenia. Autor rozpoczyna pracę projektanta, gdy raczkujący kapitalizm stwarza pole do estetycznego rozpasania. Na wolnym rynku abstrakcyjny klient napędza mit energetycznej (jaskrawej, agresywnej) identyfikacji wizualnej jako gwarancji sukcesu. Stopniowo popularyzuje się słowo „design” i tylko słowo, bo przedmioty z nim skojarzone nabierają rangi ekskluzywnych, onieśmielają, jak ławka w galerii Pani Kulczyk. Skoro „design” wiele kosztuje, to na co dzień trzeba nam brnąć przez grzęzawisko rzeczy niezaprojektowanych. Zwykłe życie to tor przeszkód od niewygodnego automatu z biletami po nieczytelne karty wyborcze. Rzeczy bywają raczej modne niż trwałe, szybko się je konsumuje i wymienia. Wicha żartuje i operuje elipsami, ale nie tłumi goryczy.

Opisywani mistrzowie oszczędnego stylu, na przykład Bauhaus, ironiczni graficy „polskiej szkoły plakatu” ale też język opozycji lat 70., suchy, rzeczowy, ze wstrętem do piany przekazu propagandowego, wyraźnie inspirują pisanie Wichy. Tej książki przyjemnie się używa, czyli bardzo dobrze się ją czyta. Szkic na miarę satyrycznego obrazka nierzadko wystarczy za rozbudowany wykład własnej opinii. W parze z estetyczną wrażliwością idzie alergia na wodolejstwo, wyczulenie na słowa, ich nadużycia i ideologiczny wymiar. Idole młodości pomagają Wisze zbroić się przeciwko bełkotliwej mowie kapitalizmu i internetu oraz przed zalewem zabiegających o naszą uwagę obrazów (też tych przedstawiających śmieszne koty).

Henryk Tomaszewski, Wystawa rzeźb Henry Moore’a – zdaniem Wichy „przykład genialnego wykorzystania przestrznei negatywnej. (…) Wszystko wydaje się potrzebne.” (ilustracja dzięki uprzejmości wyd. Karakter)

Henryk Tomaszewski, plakat do wystawy rzeźb Henry Moore’a – zdaniem Wichy „przykład genialnego wykorzystania przestrznei negatywnej. (…) Wszystko wydaje się potrzebne.” (ilustracja dzięki uprzejmości wyd. Karakter)

„Na ASP o tym nie mówią ale graficy pracują w języku, dlatego nigdy nie są bezradni. Bo jesteśmy tu. Właśnie w tym miejscu. W tym czasie i z tymi ludźmi.” pisze Wicha i trzeba przyznać, że w swojej książce daje wyraz wyczucia momentu jej wydania. Mam na myśli aktualną modę na modernizm, akcje, które można by organizować pod wspólnym hasłem „łapy precz od modernizmu” (m.in. ostatnie „NIE dla planów zburzenia pawilonu Emilia”, czy wcześniejszą obronę Hotelu Cracovia) ale też popularność memów, które obśmiewają korporacyjny żargon i styl życia pracowników korporacji, oraz problem cyber-rozproszenia uwagi. Co najważniejsze jednak, cytowany powyżej apel Wichy do kolegów po fachu kończą zdania: „Dopóki mamy coś do powiedzenia o sprawach, które nas interesują – jesteśmy oryginalni. I potrzebni”. Dzięki temu przekonaniu możemy czytać Jak przestałem kochać design, świetne teksty napisane przez grafika, świadectwo odświeżającego przekraczania granic dziedzin twórczej wypowiedzi.

Mogłoby wydawać się, że niektóre fragmenty tej książki stanowią pouczenie dla osób pozbawionych smaku, dla brand managera piegusków, dla urzędników decydujących o finansowaniu projektów w przestrzeni publicznej itd.; jednak myślę, że szanse na ich skuteczną reformację są marne. Marcin Wicha zabiera głos wiedząc, że zarówno za powszechne estetyczne barbarzyństwo, jak i za designerski snobizm odpowiedzialni są projektanci, niedostatecznie uczciwi i pracowici. I to właśnie im udziela rad chociażby na to, jak własną wizję profesjonalisty przeforsować wobec upartego klienta i przebić się za barykadę frazesów typu „gusta są różne” (wskazówka jest cenna, dlatego nie zdradzam jej i odsyłam do książki).

O ile jednak takie zmagania to problemy wybranych jednostek, Jak przestałem kochać design zamykają rozdziały stanowiące w pewnym sensie powrót do wyjściowej, rozwijanej w cieniu śmierci, uniwersalnej refleksji na temat naszego stosunku do przedmiotów, też tych osobistych, które zostają z nami jako pamiątki po zmarłych. Design alienuje. Kochajmy rzeczy wiążąc z nimi wspomnienia i odciskając na nich swoje ślady.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

AutorMarcin Wicha
TytułJak przestałem kochać design
Wydawnictwo Karakter
Data i miejsce wydania2015
Indeks

Zobacz też