10.04.2020

Miłość na środkach uspokajających. „&I<3U2” w Galerii Studio

Zofia Krawiec
„&I<3U2”, widok wystawy
Miłość na środkach uspokajających. „&I<3U2” w Galerii Studio
„&I<3U2”, widok wystawy
Tytuł wystawy wskazuje na ewolucję relacji romantycznych w kontekście specyfiki współczesności, czyli coraz mocniej obecnych w naszych życiach nowych technologii i aplikacji randkowych. Znaczna część prezentowanych na wystawie prac nie odnosi się jednak do tego kontekstu. Na wystawie pokazane są wyłącznie prace kobiet i to na ich perspektywie skupia się kuratorka.

Romantyczna miłość jest kulturowym fetyszem. Jest też jednym z najbardziej ulubionych i dochodowych motywów kapitalizmu, sprzedaje bieliznę, biżuterię, bilety do kina, zagraniczne wycieczki, samochody. I można by tak wymieniać w nieskończoność, bo właściwie czego miłość nie jest w stanie sprzedać? Ludzie z miłości również zabijają: siebie samych albo innych, kiedy czują się szaleńczo zazdrośni lub odrzuceni. Mimo tych oczywistych przykładów, świadczących o tym, jak ogromny wpływ ma miłość na nasze życie, bardzo rzadko jest ona traktowana poważnie jako temat teoretycznych rozważań. Dlaczego się tak dzieje? Być może przez lęk, że w mówieniu o miłości i w szczerym odsłonięciu swojej prywatności, prędko osuniemy się w banał lub pretensjonalność i staniemy się śmieszni. Dużo bezpieczniej jest więc zasłonić się ironią. W tym sensie mówienie na poważnie o miłości wydaje się bardzo niewspółczesne. To jednak język nienawiści, a nie miłości jest najmocniej obecny w internecie i coraz mocniej przenika do debaty publicznej.

Przez wieki to głównie mężczyźni mieli prawo do mówienia o miłości, gdyż to oni głównie mieli prawo do swobodnej ekspresji poprzez twórczość. Choć jednocześnie to kobietom przypisywano emocjonalność i skłonność do nadmiernego rozmyślania o miłości.

Z tych powodów napisałam książkę Miłosny performans i wykuratorowałam wystawy pod tym samym tytułem. Tematu tego dotyka również wystawa otwarta dzień przed Walentynkami w Galerii Studio, zostałam więc poproszona o sprawdzenie, czy mówi ona o miłości w inny sposób niż moja książka, czy coś dodaje albo odsłania coś nowego? Pierwsze wyzwanie stawia odbiorcy już sam tytuł – trzeba zmobilizować swoje umiejętności kryptologiczne, ewentualnie pójść na skróty i poprosić służby wywiadowcze o pomoc w jego rozszyfrowaniu. &I<3U2 można przetłumaczyć jako „And I love you too”. Szkoda, że tytuł nie jest trochę bardziej intuicyjny. Ten przypomina raczej pozbawiony emocji wzór matematyczny niż emocjonalne wyznanie. Rozumiem jednak, że tytuł wskazuje na ewolucję relacji romantycznych w kontekście specyfiki współczesności, czyli coraz mocniej obecnych w naszych życiach nowych technologii i aplikacji randkowych. Znaczna część prezentowanych na wystawie prac nie odnosi się jednak do tego kontekstu. Na wystawie pokazane są wyłącznie prace kobiet i to na ich perspektywie skupia się kuratorka. To ograniczenie wydaje się zasadne, ponieważ przez wieki to głównie mężczyźni mieli prawo do mówienia o miłości, gdyż to oni głównie mieli prawo do swobodnej ekspresji poprzez twórczość. Choć jednocześnie to kobietom przypisywano emocjonalność i skłonność do nadmiernego rozmyślania o miłości. Przykładem może tu być Stendhal, który zastanawiając się nad różnicami w podejściu do miłości u obu płci, pisał, że kobiety 90% czasu w ciągu dnia poświęcają na myślenie o miłości, mężczyźni zaś 20% swojego czasu poświęcają uczuciom miłosnym, a całą resztę pracy.

„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy

Pocałunki nie zawsze znaczą to samo

Jedną z prac pokazywanych na wystawie w galerii Studio jest wideo Jolanty Marcolli Kiss z 1975 roku, w którym artystka w zapętlonym ujęciu wysyła pocałunek w kierunku widza. Jest tutaj też praca Ewy Partum Ich liebe dich (tłum. Kocham cię) z 1984 roku, w której artystka wyznając swojemu ówczesnemu kochankowi miłość, pozostawiła na kartce odcisk swoich pomalowanych czerwoną szminką ust, dołączając zapis tomografu mózgu przeprocesowującego zakochanie. Jednak wystawa nie wspomina, że odbicie ust było także jej charakterystycznym „podpisem”, mocno związanym z myśleniem Partum o sztuce konceptualnej. W swoich pracach pokazywała, że idea sztuki, czyli to co najważniejsze według konceptualizmu, jest uwięzione w artystce/artyście. „Podpis” czerwoną szminką nie miał więc do końca charakteru erotycznego, nie był również afirmacją kobiecości.

Miłość na użytek publiczny. O „Miłosnym performansie” w Galerii Labirynt Daria Skok recenzuje wystawę kuratorowaną przez Zofię Krawiec CZYTAJ!

Podkreślając swoją kobiecość, Partum zwracała uwagę na to, że płeć twórczyni/twórcy warunkuje i wypływa na sztukę, którą tworzy (w taki sam sposób jak Marshall McLuhan w 1967 roku ujawnił, że środek przekazu sam jest przekazem). Z tego też powodu uważała, że jest lepszą artystką niż jej koledzy po fachu, którzy w swojej sztuce w ogóle nie problematyzowali swojej płci, uważając się po prostu za uniwersalnych ludzi z uniwersalnymi doświadczeniami. Partum podkreślała swoją kobiecość, żeby ją zdemaskować i odrzucić. Miłosne wyznanie w jej wykonaniu to więc paradoks. Jej „ślad” miał być tak naprawdę sposobem na oczyszczenie jej pracy z niej samej, sprowadzenie pocałunku do czystej idei. Kochanek, prawdopodobnie ciesząc się z tego, że dostał namiętne wyznanie, w rzeczywistości dostawał pracę, w której jej nie było. Co można potraktować jako opierającą się na silnym instynkcie samozachowawczym strategię artystki, którą kieruje lęk przed byciem wchłoniętą przez związek, strach przed utratą autonomii.

„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy
„&I<3U2”, widok wystawy

Sztuka jako terapia

Na wystawie znajduje się też jedna z moich ulubionych prac – Zadbaj o siebie Sophie Calle, której powstanie było sposobem na terapeutyczne przepracowanie bolesnego rozstania. Kochanek Sophie Calle zerwał z nią przez maila, kończąc swoją wiadomość frazą „dbaj o siebie”, która w kontekście porzucenia przez internet (co najmniej wątpliwe, że nadawcy rzeczywiście zależy na uczuciach adresatki) wydaje się w swojej unikowości i formalności wręcz irytująca. Formą zadbania o siebie i swoje zdrowie psychiczne było dla Calle poproszenie stu siedmiu innych kobiet, w różnym wieku i o różnej profesji, o zinterpretowanie dla niej listu od byłego chłopaka. Jednym ze sposobów uśmierzania bólu złamanego serca jest obsesyjne zagłębienie się w meandry wygasającej relacji, skutkujące chęcią zamęczania wszystkich dookoła swoimi opowieściami. Kto kiedykolwiek był w tej sytuacji co Calle, wie co mam na myśli. Na wystawie został zaprezentowany mały wycinek z tej pracy, czyli interpretacje, które dla Calle przygotowała sędzina i historyczka specjalizująca się w XVIII wieku. Jednak nie przez to praca dramatycznie traci na swojej intensywności oddziaływania, ale przez kontekst, w jakim została zaprezentowana i przez sąsiedztwo znacznie słabszych prac, mocno przy tym wyeksponowanych. W efekcie praca Zadbaj o siebie, której siła opiera się na zagłębieniu się we własną słabość i bezsilność, na obsesyjnej pasji i szaleńczej fiksacji na obiekcie pożądania, prezentuje się tutaj jakby podano jej pigułki regulujące poziom serotoniny albo środki uspokajające.

Demokracja narcystyczna Agata Araszkiewicz o politycznym aspektach miłości narcystycznej CZYTAJ!

Niezrozumiała jest decyzja dublowania prac na wystawie. Przy samym wejściu wisi Break-up text painting Allison L. Wade. Jest to chmura obrazów, na których artystka namalowała teksty wiadomości otrzymanych od swoich kolejnych partnerów. Te same wiadomości są również prezentowane na wielkich płachtach inwazyjnie przecinających obie sale ekspozycyjne w centralnych punktach. I tak np. obok pracy Sophie Calle, która opowiada o utracie i żałobie, wisi powielony tekst sprzed drzwi, w formie płachty z napisem „You’re free. Congratulations”.

Jednym z mocniejszych punktów wystawy jest świetny, pogłębiony tekst Agaty Araszkiewicz, w którym postuluje ona konieczność rozmontowania mitu miłości, ponieważ te mity, które przenikają do naszej świadomości i determinują prywatne kontakty, utwierdzają dominację mężczyzn w relacjach intymnych.

Podobnie dziwnie wyeksponowany został świetny i intymny cykl fotografii Teresy Gierzyńskiej, z niezrozumiałych powodów przedzielony pracami Agaty Bogackiej You don’t trust me, you don’t have to read it. Nie ma sensu wkładać w cykl prac jednej artystki, który jest spójną wypowiedzią, prac innej artystki, ponieważ obie na tym tracą. W cykl O niej Gierzyńskiej wpisują się m.in. zdjęcia Dwurnika. Mąż artystki, Edward Dwurnik, poproszony o to przez Teresę, podpisał się na jej nagich plecach, tak jak podpisuje się rzecz – swoją własność. Zdjęcia Gierzyńskiej są odważną wypowiedzią na temat kobiecej seksualności splecionej z masochistyczną miłością do artysty, przez co uświadamiają, jak trudna była pozycja kobiety-artystki w męskocentrycznym PRL-u. Zakończeniem cyklu jest fotografia Koniec i początek, która powstała po tym, kiedy artystka zdecydowała się zakończyć trudną relację.

Praca Fifty Dates of Grey (2014–2015) Indrani Ashe opowiada o pięćdziesięciu randkach, na które artystka umówiła się korzystając z Tindera (w Polsce coś analogicznego zrobiła Joanna Jędrusik w wydanej rok temu książce 50 twarzy Tindera). Wystawa prezentuje wielki wykres strukturyzujący refleksje artystki, który trudno jednak rozczytać – bez wyjaśniającego go opisu wygląda po prostu jak enigmatyczna fototapeta czerpiąca z estetyki sztuki internetowej.

Stosunki miłosne jako stosunki feudalne

Jednym z mocniejszych punktów wystawy jest świetny, pogłębiony tekst Agaty Araszkiewicz, w którym postuluje ona konieczność rozmontowania mitu miłości, ponieważ te mity, które przenikają do naszej świadomości i determinują prywatne kontakty, utwierdzają dominację mężczyzn w relacjach intymnych. Pełen błyskotliwych filozoficznych spostrzeżeń tekst, w duchu feministycznej krytyki miłości, zawiera porównania stosunków miłosnych do stosunków feudalnych, czyli relacji hierarchicznych, takich w których obowiązuje nierówna dystrybucja władzy. Tekst jednak funkcjonuje tutaj właściwie jako osobna praca, niejako w oderwaniu od wystawy, do której poza pracą Ani Nowak (opowiadającej o syndromie Tokotsubo, potocznie nazywanym „syndromem złamanego serca”) wprost się nie odnosi. Podobnie kuratorka wystawy nie wchodzi w dialog z tym tekstem. Zabrakło mi też tutaj wypowiedzi o wpływie miłości na twórczość artystek. Czy odbija się na niej pozytywnie, czy raczej destrukcyjnie? Czy zmagają się z zazdrością swoich partnerów? Wystawa o intymności aż prosi się o pogłębione przemyślenia i wskazanie powiązań między pracami, tymczasem ślizga się ona po powierzchni interpretacji, pozostawiając uczucie niedosytu.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaIndrani Ashe, Agata Bogacka, Sophie Calle, Teresa Gierzyńska, Christa Joo Hyun D’Angelo, Jolanta Marcolla, Natasza Niedziółka, Ania Nowak, Ewa Partum, Fabiana Sala, Kama Sokolnicka, Maria Stangret, Ewa Surowiec, Allison L. Wade
Wystawa&I<3U2
MiejsceGaleria Studio, Warszawa
Czas trwania14.02–3.05.2020
Kuratorka / KuratorPaulina Olszewska
Strona internetowateatrstudio.pl
Indeks

Zobacz też