SZUM
SZUM Wspieraj nas!
  • Działy
    • News
    • Krytyka
    • Rozmowy
    • Do zobaczenia
    • Na dobry początek
    • Eseje
    • Kwartalnik
    • Patronite
  • Archiwum
  • Podcast
  • Redakcja
  • Stawki
  • Sklep
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Wspieraj nas!
Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!
NR 19/2026 Krytyka 08.05.2026 13 min

Sceny, migawki, ludzie. „Scena z miasta. Wrocław niezależny lat 90.” w BWA Wrocław

Portret Rafał Księżyk
udostępnij — facebook   twitter/x   link
pobierz .pdf
Publiczność na koncercie zespołów Maanalainen oraz Samba i Dżungla w klubie Amsterdam przy ul. Borowskiej, 1994. Zdjęcie: Stanisław Sielicki, fot. Alicja Kielan

Wystarczy rzut oka na ekrany i zdjęcia wypełniające ściany BWA Studio – wystawa Scena z miasta. Wrocław niezależny lat 90. to nie tyle jedna scena, ile natłok scenek z Wrocławia końca XX wieku. Akcje na głównych ulicach, szczelnie wypełnione wnętrza klubów, ludzie penetrujący i zadomowiający zapuszczone zakamarki… Wrocławscy artyści śmiało, jak nigdzie indziej w Polsce, wyprowadzili sztukę w przestrzeń miasta, bezpretensjonalnie badali, w jakie interakcje i rezonanse wchodzi ona z otoczeniem i społecznością oraz jak je odmienia. Nie ma na tej wystawie „dzieł”; jedyne materialne artefakty to plakaty z koncertów, ziny i kasety. O smaku całości decydują migawki, które chwytają ludzi w ruchu, ich działania w tych wszystkich miejscach. Ten ruch sprawia, że ludzie się mieszają i tak docieramy do wrocławskiej specyfiki, czyli fuzji środowisk artystów plastyków i performerów z poszukującymi muzykami. Coś takiego miało miejsce w Warszawie w początku lat 70., w „Galerii” i w klubie Sigma przy Krakowskim Przedmieściu, i u schyłku dekady w galerii Post i w klubie Remont. W stolicy były to epizody, tymczasem sytuacja wrocławska to dłuższy proces. Jego punktem zapalnym stała się przestrzeń pracowni Wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (PWSSP), gdzie w latach 80. przenikali się artyści grupy Luxus, pierwszy lider Kormoranów, Jacek „Ponton” Jankowski oraz muzycy Klausa Mitffocha i Miki Mousoleum na czele z Krzysztofem „Kamanem” Kłosowiczem. Tamten rozdział podsumowywała wystawa Czarna wiosna. Wokół wrocławskiej niezależnej sceny muzycznej lat 80., która miała miejsce w 2017 roku w Muzeum Współczesnym Wrocław. Obecną ekspozycję wypada więc potraktować jako ciąg dalszy, tym bardziej, że obie wystawy łączy osoba współkuratora, Pawła Piotrowicza, który jest równocześnie autorem kilku świetnych książek poświęconym tej scenie i wydawcą płyt z jej archiwaliami.

Scena z miasta pozostawia emblematyczną grupę Luxus z boku, pojawiają się tylko program i zdjęcia z ich wystawy Róża mózgów. W BWA Studio zaprezentowano natomiast sporo dokumentacji ukazującej dalsze poczynania muzyków z orbity grupy. Wystawa arcyciekawie uzupełnia wizerunek Kamana.

Od samego wejścia na wystawę rzuca się w oczy duży ekran z filmem, który ukazuje malowanie ulicy Świdnickiej. Jak najdosłowniej, kolorowymi farbami po chodniku i jezdni – wielka radość. W ten sposób zamalowano dwa kilometry jednej z głównych ulic Wrocławia. Inicjator tej akcji, Lech Twardowski zapisał w towarzyszącym jej manifeście:

  1. Założeniem jest, aby malarstwo, które powstanie, żyło zarówno własną energią, jak i było modelowane energią tych ludzi, którzy pojawią się na jezdni. Swobodny przepływ przechodniów daje taką gwarancję – obraz zaistniały w tak specyficznym miejscu wyzwoli reakcje, determinując zachowanie człowieka.
  2. Założeniem jest, aby przez tę chwilę, w której odbiorca przejdzie ten nowo wykreowany odcinek drogi, nastąpiło zetknięcie się z czymś, co nie jest ani witryną sklepową, ani elewacją budynku, a co stanowi natomiast nową, inną, jakość.

Akcja miała miejsce w 1991 roku i wywoływanie tej „nowej, innej jakości” znakomicie współgrało z otwarciem i nadziejami niesionymi przez transformację ustrojową. Ambicje Twardowskiego były na miarę tych wielkich przemian. Nie wystarczała mu ulica, chciał też przydać inną energię niebu nad Wrocławiem. Na wystawie można obejrzeć zapis z akcji Spadochrony, zrealizowanej w tym samym roku. Grupa skrzykniętych przez Twardowskiego artystów pomalowała czasze spadochronów, które potem rozciągnięto ponad wrocławskim Rynkiem.

Dariusz Brygier, „Major na Senatora”, 1989, 8’36” oraz Tomasz „Mniamos” Stępień, „Malowanie Świdnickiej”, 1991, 8′36′′, montaż: Mateusz Korsak, fot. Alicja Kielan
„Malowanie Świdnickiej”, 1991, 8′36′′, montaż: Mateusz Korsak, fot. Alicja Kielan

Dobrą, bo realistyczną kontrę wobec tych ambicji daje Major na senatora, film z ekranu vis-a-vis Malowania Świdnickiej. Jest na nim jeszcze więcej ruchu i radości, ale my już wiemy, jak się to skończyło. Mamy tu bowiem relację z kampanii wyborczej Waldemara „Majora” Fydrycha. Major! Wiadomo, człowiek, który śmiechem i krasnoludkami podkopał komunę. Uliczne akcje Pomarańczowej Alternatywy były przełomowym aktem wrocławskiej walki o przestrzeń, w owym czasie kontrolowanej przez opresyjny system polityczny. Uczestnikami happeningów stawali się przechodnie, towarzyszyła im dzika muzyka, m.in. Kormoranów i Kamana, stróże porządku byli natomiast wprawiani w dezorientację. Podczas pierwszych prawie wolnych wyborów w czerwcu 1989 roku, Major postanowił sprawdzić swój kapitał polityczny i w happeningowej, rzecz jasna, aurze kandydował do Senatu. Jego kampanii przyświecało hasło: „Głosując na mnie nie głosujesz na generała”. Chodziło o Jaruzelskiego, który wówczas ani myślał o wycofaniu się z rządzenia. Wyborcy natomiast ani myśleli, aby na poważnie wziąć Majora. Przegrał, nie trafił do Senatu, próbował jeszcze wejść do polityki w nowym wieku, bez powodzenia. Koniec końców, dobrze się stało, zważywszy, że nie tak dawno temu Fydrych objawił się z dziadersko-patriotycznym bełkotem w wywiadzie dla Telewizji Republika. Może zgorzkniał po tym, jak miasto Wrocław do cna utowarowiło krasnale.

Jarodzkiego i Majora w okresie pomarańczowym niejedno łączyło: wyprowadzenie na ulicę sztuki, która spaja radość i krytyczne zaangażowanie, a powstaje bez zadęcia, z tego, co pod ręką; ponadto inicjatywa mieszania środowisk i dyscyplin, a także utrzymanie kontrkulturowej czujności niezależnie od ustroju.

Konfrontując się z realiami politycznych i biznesowych gier w wolnej Polsce, niejednokrotnie, niczym mantrę, powtarzałem sobie hasło z szablonu Pawła Jarodzkiego: „Tylko sztuka cię nie oszuka”. Przez okoliczności gospodarki rynkowej musiałem je szybko zmodyfikować do: „Tylko frikowa sztuka cię nie oszuka”. Dla Jarodzkiego, lidera jak najbardziej frikowej grupy Luxus, szablon był ulubionym medium, ale rzeczywistość lat 90. podsumował bilbordem reklamowym z przesłaniem: „Kto nie kupuje, ten nie je”.

Kilka kroków od filmu z Majorem jest i sam Jarodzki, a dokładniej wideo z wernisażu jego jubileuszowej wystawy. Trzydziestolecie pracy twórczej lider Luxusu świętował w 1988 roku, nieprzypadkowo wtedy, gdy przypadały również jego… trzydzieste urodziny. Zmarłemu w 2021 roku artyście spodobałby się pomysł, że znalazł się tu nie za pośrednictwem dzieł, ale uchwycony w sytuacji towarzyskiej, pośród przyjaciół.

Jarodzkiego i Majora w okresie pomarańczowym niejedno łączyło: wyprowadzenie na ulicę sztuki, która spaja radość i krytyczne zaangażowanie, a powstaje bez zadęcia, z tego, co pod ręką; ponadto inicjatywa mieszania środowisk i dyscyplin, a także utrzymanie kontrkulturowej czujności niezależnie od ustroju. Oto wytyczne dla działań wrocławskiej sztuki, które kontynuowała ona w latach 90. Jak zmieniło się to w nowych realiach? Tego wypatruję na wystawie o tamtej dekadzie.

1
Krytyka 08.12.2023

Cudotwórstwo za grosik. Wrocław Off Gallery Weekend 2023

Portret Aleksy Wójtowicz

Scena z miasta pozostawia emblematyczną grupę Luxus z boku, pojawiają się tylko program i zdjęcia z ich wystawy Róża mózgów. W BWA Studio zaprezentowano natomiast sporo dokumentacji ukazującej dalsze poczynania muzyków z orbity grupy. Wystawa arcyciekawie uzupełnia wizerunek Kamana. Dwa filmy z koncertów ukazują go jako charyzmatycznego barda z gitarą, ale dla mnie sensacją jest zapis z wernisażu wystawy Arigato, który odbył się w 1997 roku w galerii Entropia. Wystawa ukazywała fascynację Kamana zen i kulturą Japonii, ale jego gitarowe improwizacje to coś zupełnie innego. Korzenne granie, ni to blues, ni to muzyka etniczna, a jeśli już etniczna, to z kraju, który uosabia Kaman, sam jeden. Gitarzyście towarzyszy na instrumentach perkusyjnych Zbigniew „Uhuru” Brysiak, muzyk, który zasłynął z tego, że potrafi budować niesamowity rytm w oparciu o sprzęt kuchenny czy przedmioty znalezione. Na przełomie lat 80. i 90. Brysiak współtworzył brzmienie – dodawał mu nowych przestrzeni – bodaj najciekawszej off jazzowej formacji tamtej epoki, Tie Break, skutecznie infekując zespół rytmami Afryki. Jego obecność w kontekście tej wystawy otwiera drzwi do jeszcze jednej niesamowitej historii. Wielka szkoda, że zabrakło tu choćby śladu po aktywności zmarłej w lutym 2026 roku Ireny Jagiełki, która też grywała z Kamanem i była nie tylko swobodnym elektronem sceny wrocławskiej, ale w ogóle – jako kobieta działająca na scenie muzyki free – jednostką unikalną.

Mapa Wrocławia, ok. 2000 roku, fot. Alicja Kielan
Zbiór druków ulotnych z akcji i niezależnych koncertów w latach 90. Archiwum Łukasza Medekszy, fot. Alicja Kielan
Koncert zespołu Kormorany w sklepie mięsnym przy ul. Kuźniczej (obecnie kawiarnia Kalaczakra) w ramach akcji Nieporozumienie, 1.11.1995 zdjęcie: Bartosz Wawryszuk, fot. Alicja Kielan

Kapitalnym filmowym archiwom galerii Entropia poświęcona jest na wystawie odrębna sala. Entropia, założona przez Alicję i Mariusza Jodków w 1988 roku i funkcjonująca przy Rzeźniczej 4 do dziś, słynęła jako miejsce, w którym działały biblioteka i czytelnia, odbywały się projekcje wideo i giełdy płyt. Już przed wejściem do sali poczuć można dreszcz emocji, a to za sprawą wywieszonych tam archiwalnych plakatów z zapowiedziami organizowanych przez galerię pokazów wideo. W Entropii można było obejrzeć m.in. koncerty Blurt, Last Exit, Angelic Conversation Dereka Jarmana i Coil, filmy z muzyką Johna Cage’a, Freda Fritha, Meredith Monk i z brzmieniami afrykańskiej mbiry. Taką playlistę warto zaaplikować sobie i dziś, a wyobrazimy sobie jak ów miks mógł zamieszać w głowie wygłodniałej sztuki młodzieży z czasów tuż po komunie i jeszcze sprzed internetu. Tamto wrzenie można również zobaczyć na filmach z przedstawień i wernisaży w Entropii, na których grają m.in. Kormorany, niekiedy snując pajęczynę free jazzowych improwizacji, a innym razem wylewając się ze zgiełkiem rytmów i pisków na ulicę przed galerią.

Pierwsze skłoty, zlokalizowane przy Oławskiej i Purkyniego, organizowali w 1990 roku artyści, a dopiero potem dołączali tam punkowcy. Jak wspominają świadkowie tamtych zdarzeń, wejście punków było początkiem końca tych miejsc.

Kormorany mają tu oddzielny zakątek projekcyjny i własną serię filmów. Słusznie, bo zespół, wszędobylski i nieustannie się przepoczwarzający w ciągu ostatnich blisko 40 lat, to bodaj najważniejsze ogniwo całej wrocławskiej sceny. Frapująca jest ich muzyka, która niespodziewanie potrafi przejść od kapryśnej psychodelii do podszytego napięciem industrialu. W dodatku, jeszcze w latach 80., Kormorany wytyczyły własną, odrębną ścieżkę opanowywania miejskiej przestrzeni. Ich specjalnością były iście psychogeograficzne dryfy, których kierunki wyznaczała pogoń za miejscami oferującymi szczególne warunki akustyczne, nawet jeśli były niedostępne i niebezpieczne. Grali zatem m.in. w wieżach ciśnień przy Wiśniowej i Na Grobli oraz w Jazie Opatowickim na Odrze. Wraz z nastaniem wolnej Polski Kormorany ruszyły ze swą muzyką ku centrum Wrocławia. Wnętrze opuszczonego sklepu mięsnego przy Kuźniczej czy basen miejski na Teatralnej to ich nowe koncertowe miejsca, o których przypomina Scena z miasta. Nie rozumiem jednak czemu zabrakło tak wymownego w kontekście lat 90. filmu z występu na dworcu Wrocław Główny, gdzie muzycy krążyli pośród bezdomnych. Wówczas ta obecność stała się znakiem nowych czasów, jako że wcześniej milicja nie wpuszczała ich do poczekalni. Ekspozycji doskwiera też brak najbardziej spektakularnej filmowej realizacji Kormoranów, niesamowitej Przepompowni, którą nakręcił w 1994 roku Mirosław Spychalski. Są za to krótkie filmy zdradzające ambicje zespołu na polu realizacji wizualnych, jednak nie była to jego najmocniejsza strona. Jeśli już, to najciekawiej wypadają obrazy powstałe w kooperacji z grupą Light Open Society oraz Bakteria, performance w dadaistycznych przebraniach z Galerii na Ostrowie. Tytuł daje do myślenia. Czy wobec galopującej komercjalizacji miejskiej przestrzeni Kormorany swą przyszłość upatrywały w kondycji bakterii? Ich losy potoczyły się inaczej, bo w połowie lat 90. zespół zrobił prawdziwą furorę grając na żywo podczas przedstawień w instytucjonalnych teatrach. W tamtych czasach rozstał się z Kormoranami Ponton, nie chcąc się wpasować w tak zorganizowaną formułę. Na Scenie z miasta został po nim jeszcze projekt serii czakr świata Kalijugi, które Kormorany wymalowały na dachu skłotu Oławska.

1
Eseje 09.12.2022

Gry z miejscami. Wrocławskie galerie: Katakumby (1977–1979), Zakład nad Fosą (1979–1990) i Ośrodek Działań Plastycznych (1981–1990 i 1990–1999)

Portret Anna Markowska

Właśnie! Scena z miasta poświęca całą ścianę sugestywnym zdjęciom ze skłotu przy Oławskiej. Pojawienie się skłotów było istotnym novum, które w wymiarze przestrzennym wniosły pierwsze lata transformacji. I znowu daje o sobie znać specyfika Wrocławia, bo pierwsze skłoty, zlokalizowane przy Oławskiej i Purkyniego, organizowali w 1990 roku artyści, a dopiero potem dołączali tam punkowcy. Jak wspominają świadkowie tamtych zdarzeń, wejście punków było początkiem końca tych miejsc. I nie chodzi tu bynajmniej o konflikt pomiędzy inteligenckim środowiskiem z okolic PWSSP a robotniczym „punkiem z Wrocka”, czy, dokładniej, z dzielnicy Krzyki. Znakiem nowych czasów było to, że niektórzy punkowi zadymiarze zasilili środowiska kibolskie i skinowskie, a na ulice i koncerty wyległy groźne bandy skrajnych prawicowców. Drugą stroną medalu była mobilizacja środowisk anarchistycznych, która doprowadziła do powstania Anti Nazi Frontu, zasilonego przez weteranów Pomarańczowej Alternatywy oraz powstanie swoistej samoobrony pozytywnych punków, Punks Banditen Brigade. Jednego z aktywistów Brygad, Łukasza Medekszę, widzimy na zdjęciu zespołu Stan Oskarżenia. Kurator Piotrowicz napisał o tym ruchu w jednej ze swoich książek, Wrocławska niezależna scena muzyczna 1979–1989, ale na wystawie nie ma śladu po tamtych niepokojach, może poza jedną fotką z ALERT Info Shop, czyli miejsca z ulicy Kuźniczej, które stało się centrum Anti Nazi Frontu i wsławiło zbrojnym odparciem najazdu skinów.

Podobnie jest z narodzinami wrocławskiej sceny rave – brak tego kontekstu to najpoważniejszy niedostatek wystawy. Przecież taneczne maratony przy elektronicznym bicie były wówczas najbardziej spektakularną muzyczną celebracją nowej epoki. Ponoć zawalili sami artyści-weterani sceny, nie dostarczywszy na czas materiałów na wystawę. Najwyraźniej dobrze się kiedyś bawili i pozostali w innym czasie. Zanim jeszcze nastała epoka skomercjonalizowanej i obrandowanej „kultury klubowej”, pierwsze polskie rave’y rodziły się z inicjatywy środowisk alternatywnych. W Warszawie pionierem był Skandal, ex-wokalista Dezertera, a we Wrocławiu DJ Mniamos, czyli Tomasz Stępień z industrialnej formacji SAD. Organizacja pierwszych tanecznych imprez poszła tropem wytyczonym przez Kormorany. Odbywały się one w niedostępnych wcześniej pozostałościach po hitlerowskiej Festung Breslau. Największa imprezownia, klub Kolor, mieściła się na terenie wielkiego bunkra-szpitala pod placem Nowy Targ, natomiast w bunkrze sztabu obrony twierdzy, zlokalizowanym we Wzgórzu Partyzantów, obok klubów rockowych działał również taneczny La Fete. Fajnie byłoby zobaczyć zdjęcia i z tamtych imprez.

„Scena z miasta. Wrocław niezależny lat 90.”, zdjęcia archiwalne z wernisaży i koncertów, fot. Alicja Kielan
Marta Niedbał, haft i sienniki, fot. Alicja Kielan
Paweł Starzec, fotografie dawnych klubów i skłotów oraz fotografie prywatnych archiwów, fot. Alicja Kielan
Paweł Starzec, fotografie dawnych klubów i skłotów, fot. Alicja Kielan

Innych zdjęć i filmów jest jednak cała masa, a wraz z nimi pojawiają się wspomnienia o innych znaczących zjawiskach z epoki. Oto zdjęcia z koncertów Fugazi i The Ex, światowych, nie bójmy się tego słowa, gwiazd muzyki niezależnej, które przyciągały tłumy. Ich organizatorem był Arek Marczyński (miga tu też jego zdjęcie), który w latach 80. odpalił najbardziej treściwy zin sceny punkowej, „Antena Krzyku”. Ten szyld w latach 90. posłużył znakomitej wytwórni niezależnej, a u schyłku dekady także odrodzonej gazecie, która poszerzyła tematykę na miarę nowych czasów, publikując m.in. teksty o Sun Ra czy Buckminsterze Fullerze. To również było poszerzanie przestrzeni, tyle że mentalnej.

Z rodzimych zespołów zwracają uwagę Serpent Beat i Psychoformalina, które w niesprzyjających postpunkowemu graniu latach 90. dzielnie rozwijały tradycje grania mrocznego i chłodnego. Jest też Program, radykałowie dźwięków zgrzytliwych i połamanych. Pojedyncze zdjęcia dokumentują też mniej lub bardziej ulotne kluby, które powstawały jak grzyby po deszczu w ramach „brania spraw we własne ręce” doby transformacji: m.in. Amsterdam, Podium i Rekwizytornia.

Brak historii sceny raverskiej to najpoważniejszy niedostatek wystawy. Przecież taneczne maratony przy elektronicznym bicie były wówczas najbardziej spektakularną muzyczną celebracją nowej epoki. Ponoć zawalili sami artyści-weterani sceny, nie dostarczywszy na czas materiałów na wystawę.

Właściwie to każde z obecnych tu zdjęć prowadzi do odrębnej opowieści. Jeśli miałbym wybrać, którą rozwinąć, to zdecydowanie tę z jedynego tu zdjęcia Lecha Janerki. Widzimy na nim artystę i jego zespół podczas koncertu w ramach Międzynarodowego Festiwal Wizualnych Realizacji Okołomuzycznych. WRO – to było coś! Promieniujący na całą Polskę powiew futuryzmu, materializacja pojęć, które wówczas u ambitnej młodzieży wywoływały wypieki: nowe media, sztuka wideo, instalacje, wszystko w kontekście muzyki. A to jak najbardziej element sceny niezależnej, gdyż imprezę od 1989 roku organizowała poza oficjalnym obiegiem instytucji kultury para kuratorów Violetta Kutlubasis-Krajewska i Piotr Krajewski.

I jeszcze ważna ulotka, przyczajona niepozornie w jednym z kątów wystawy. Dotyczy ona „audiowizualnego koncertu” z cyklu „Młodzi po stronie maszyn” opatrzonego mottem „Postindustrialna muzyka dla postindustrialnego społeczeństwa”, a odbywającego się w klubie Wagon na Dworcu Świebodzkim w grudniu 1999 roku. Wśród wykonawców wrocławska Job Karma, której muzycy stali się też aktywistami odpowiedzialnymi za organizację tej i kolejnych imprez w tym duchu. To zapowiedź jednej z najbardziej niesamowitych przygód niezależnej sceny w kolejnych latach – międzynarodowy Wrocław Industrial Festival, który w 2026 roku będzie obchodził 25-lecie, jest bezprecedensowym w skali światowej forum muzyki hałasu, transu i ekscesu, co całkiem nieźle puentuje lata potyczek o przestrzeń, które toczyli wrocławscy artyści.

Gdy szukam w głowie jakiejś mądrej i krzepiącej myśli, która mogłaby podsumować wrażenia z tej wystawy i zarazem sprowokowanej przez nią podróży do przeszłości, jedna fraza brzęczy nachalnie. To zdanie zasłyszane na filmie z wernisażu w galerii Lśnienie, która powstała w 1989 roku w akcie zeskłotowania, a potem przeistoczyła się w istniejącą do dziś przy Kiełbaśniczej Galerię Miejską. Jedna z rozbawionych uczestniczek, zapytana o wrażenia artystyczne, rzuca do kamery: „Co tu jest najważniejsze? Ludzie!”.

Rafał Księżyk – dziennikarz, redaktor i krytyk muzyczny. W latach dziewięćdziesiątych współtworzył magazyny „Brum”, „Plastik”, „Antena Krzyku”, „City Magazine” i „Aktivist”. Jest współautorem autobiografii Tomasza Stańki, Roberta Brylewskiego, Tymona Tymańskiego, Muńka Staszczyka, Kazika Staszewskiego, Marcina Świetlickiego, a także autorem dwóch zbiorów esejów – 23 cięcia dla Williama S. Burroughsa oraz Wywracanie kultury. O dandysach, hipsterach i mutantach. W 2020 roku opublikował monografię Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989 – 1993, a w 2023 Śnialnię. Śląski underground, która zdobyła Górnośląską Nagrodę Literacką „Juliusz”. W 2025 roku ukazała się jego najnowsza książka Fala. Rok 1984 i polski postpunk.

Więcej

Przypisy

Stopka

Wystawa
Scena z miasta. Wrocław niezależny lat 90.
Miejsce
Studio BWA Wrocław
Czas trwania
6.03–17.05.2026
Osoba kuratorska
Paweł Piotrowicz, Paweł Starzec
Fotografie
Alicja Kielan
Strona internetowa
bwa.wroc.pl/wydarzenie/scena-z-miasta-wroclaw-niezalezny-lat-90/
Indeks
BWA Wrocław Paweł Piotrowicz Paweł Starzec Rafał Księżyk

Najczęściej czytane

1
Rozmowy 01.05.2026

Dwie kostki RAM-u w plecaku. Rozmowa z duetem Eternal Engine

Portret Ewa Borysiewicz
2
Na Dobry Początek 27.04.2026

27 kwietnia – 3 maja

Redakcja
3
Krytyka 01.05.2026

Wspólne różnice. „Sny kobiet / Frauenträume” w Trafostacji Sztuki w Szczecinie

Portret Karolina Majewska-Güde
4
Na Dobry Początek 04.05.2026

4-10 maja

Redakcja
5
Do zobaczenia 01.05.2026

„Jajko” Rafała Zajko w Galerii Arsenał w Białymstoku

Redakcja
6
Patronite 01.05.2026

Spis treści #40

Portret Aleksy Wójtowicz

Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!

REKLAMA
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Sceny, migawki, ludzie. „Scena z miasta. Wrocław niezależny lat 90.” w BWA Wrocław — SZUM
REKLAMA
Logo: SZUM

Magazyn SZUM

Fundacja Kultura Miejsca
Wydział Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 39
00-347 Warszawa

redakcja@magazynszum.pl

ISSN 2956-817X

Media społecznościowe

  • facebook
  • instagram
  • spotify
  • apple podcasts
  • podcast RSS

Wspieraj nas!

Polityka prywatności

Kontakt

Przeszukaj SZUM

‹ › ×

    ‹ › ×
      Nasz serwis korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
      Zapoznaj się z naszą polityką prywatności