08.03.2016

Miłość na użytek publiczny. O „Miłosnym performansie” w Galerii Labirynt

Daria Skok
Miłość na użytek publiczny. O „Miłosnym performansie” w Galerii Labirynt
Jak sama autorka i kuratorka zarazem przyznała, książka i wystawa powstały, bo sama się zakochała. Są jej własnym miłosnym performansem, pracą powstałą dla narzeczonego.

Otwarta 14 lutego w Galerii Labirynt wystawa Miłosny performans czytana może być na co najmniej trzech płaszczyznach. Z tego powodu warta jest uwagi, nawet pomimo słabej atrakcyjności części prezentowanych prac. Szczególnie ważnym będzie pytanie o budowanie kanonu, jaki kryje się pod słodko-gorzką otoczką miłosnych opowieści. Integralną częścią Miłosnego performansu jest książka o tym samym tytule, autorstwa kuratorki wystawy, Zofii Krawiec. Bez znajomości publikacji, bądź jej fragmentów, którymi opatrzone zostały eksponaty, wystawa przedstawia się jako mało ciekawy zbiór artefaktów na zadany temat. W tej oderwanej od kontekstu formie, poza atrakcyjnością sytuacyjną – doskonały pomysł na walentynkową randkę – nie budzi we mnie większych emocji. Nie wzbudziłaby ich pewnie bez względu na dobór nazwisk, bo prezentowane prace nie są obiektami typowo wystawienniczymi. Sytuacja zmienia się jednak, gdy na oprawione fotografie czy obiekty spojrzymy z innej perspektywy. To, jak napisała kuratorka, miłosne performansy. Przedmioty powstałe z miłości do ukochanej osoby, powstałe by wyrazić uczucie bądź odreagować jego rozpad. To efemerydy. Wspomnienia i miłość wystawione na użytek publiczny. Liczą się zatem gest, idea, intencja artysty.

Robert Kuśmirowski, Miłosne listy, 1996-1997

Robert Kuśmirowski, Miłosne listy, 1996-1997

Narracja w Galerii Labirynt została rozsypana. Prace, niezależnie od przyjęcia punku odniesienia, nie układają się ani według chronologii życia artystów, ani według linearnej miłosnej opowieści, jak to ma miejsce w książce. Tam narracja uporządkowana została tak, by poszczególne prywatne miłosne historie złożyły się na uniwersalną opowieść o uczuciu – prace odpowiadają kolejnym stadiom relacji: zakochanie, związek, rozpad uczucia, rozstanie bądź śmierć partnera. Zaczyna się od oszałamiającego zakochania i jego przeróżnych odcieni, od prac Ady Karczmarczyk, Zofii Kulik, Roberta Kuśmirowskiego, Roberta Stańczaka i Wilhelma Sasnala. Następne prace – między innymi Zbigniewa Warpechowskiego, Jerzego Truszkowskiego, Teresy Gierzyńskiej i Anety Grzeszykowskiej – opowiadają o dziwnych, trudnych, a czasem nawet toksycznych relacjach w jakie przerodzić się potrafi miłość. Opowieść wieńczą dwa przykłady zakończenia związku: sportowe rozliczenie się z przeszłością, czyli Boks Honoraty Martin i Maćka Salomona oraz śmierć, reprezentowana przez tatuaż Aleksandry Ska, który po śmierci Leszka Knafelskiego jest jej tajemnym talizmanem łączącym ją z ukochanym. Cztery prace najmocniej zapadły mi w pamięć – wspomniany Boks, nagie zdjęcia Anety Grzeszykowskiej i Janka Smagi, nostalgiczny, ale i przewrotny film Wilhelma Sasnala o Ance i Pełne Ady Karczmarczyk.

Ada Karczmarczyk, Miłosny Performans Ady Karczmarczyk dla Oskara Dawickiego, 2012

Ada Karczmarczyk, Miłosny Performans Ady Karczmarczyk dla Oskara Dawickiego, 2012

Zdjęcia Grzeszykowskiej i Smagi powstały jeszcze na studiach. W niechlujnych kadrach czarno-białych fotografii para uprawia seks – bez metafor i bez sentymentów. Przynajmniej takie było ich założenie. Bo te czarno-białe fotografie, tu czy tam ucięte, tam rozmazane, wyglądają całkiem estetycznie i chyba wbrew woli autorów – poetycko. W filmie Sasnala o Ance uwiodła mnie niewymuszona nostalgia. Ujęcia Anki w różnym wieku i okolicznościach mieszają się z ilustracjami pochodzącymi z podręcznika do przysposobienia obronnego: rysunek techniczny i Anka, rysunek strzelby i Anka w okularach przeciwsłonecznych, i tak dalej, a co jakiś czas pojawia się napis: Przysposobienie obronne nie przysposobiło mnie do obrony przed Tobą. W tle leci Je t’aime… moi non plus Serge’a Gainsbourga i Jane Birkin. Największym zaskoczeniem było dla mnie Pełne Ady Karczmarczyk, pracy o której do tej pory jedynie czytałam. Ada Karczmarczyk to artystka, do której do tej pory miałam ambiwalentny stosunek – niektóre jej działania budziły we mnie zachwyt, inne wręcz przeciwnie. Pełne ujęło mnie bardzo konsekwentnie rozplanowanym działaniem, formą na tyle ujmującą i wiarygodną, że chciało się wierzyć w historię kompulsywnej miłości i naiwność autorki. Konceptem balansującym na granicy rzeczywistości i fikcji. I wieloma wymiarami tej możliwej rzeczywistości… Jak zwykle w przypadku Karczmarczyk nie sposób rozgraniczyć tego, co artystka robi „na serio” od kreacji. Nie sposób opowiedzieć się po jednej bądź drugiej stronie, bo nie wiadomo, czy którakolwiek ze stron w ogóle jest prawdziwa.

Ada Karczmarczyk, Miłość to czy performans, fot. Natalia Wierzbicka

Ada Karczmarczyk wykonuje piosenkę Miłość to czy performans, fot. Natalia Wierzbicka

By przejść do najbardziej nurtującego problemu, jakim jest próba stworzenia przez kuratorkę alternatywnego, prywatnego kanonu sztuki współczesnej, rozpocznę od posłużenia się dwoma cytatami. Dlatego atrakcyjnym pomysłem wydaje mi się odczytywanie sztuki współczesnej przez pryzmat historii miłosnych artystów […] Chciałam napisać książkę o sztuce współczesnej zrozumiałą dla każdego[…] 1tak napisała autorka we wstępie do publikacji. Pragnienie nakreślenia prywatnej historii sztuki współczesnej wydaje się być nieskrywane, a woal miłosnej narracji zdaje się być sprytnym zagraniem. Na wystawie znalazły się miłosne performansy artystów różnych generacji, od tworzących w latach 60. do dwóch artystek urodzonych w latach 80. Na ścianach zobaczyć można było pozostałości miłosnych działań tuzów neoawangardy: Zbigniewa Warpechowskiego, Zofii Kulik, Teresy Gierzyńskiej, Jerzego Truszkowskiego. Nieco młodsze pokolenie reprezentowali Aleksandra Ska, Wilhelm Sasnal, następnie Wojciech Puś, Aleka Polis, Aneta Grzeszykowska. Pokolenie najmłodsze zaś symbolizowały dwie artystki – Honorata Martin i Ada Karczmarczyk. Dobór nazwisk budzi pytanie dlaczego akurat te? Dlaczego zabrakło kilku nazwisk według mnie kluczowych, gdy mowa o historii sztuki współczesnej, na rzecz słabszych. Wśród kanonu awangardy lat 60. i 70. zabrakło mi zdjęć Natalii LL i Andrzeja Lachowicza, natomiast obyłabym się spokojnie bez rysunku Edwarda Dwurnika. Zamiast czysto estetycznego filmu Pusia chętnie zobaczyłabym Krzysztofa Junga i jego przedstawienia masturbujących się, samotnych mężczyzn czy prace Michała Sosny, a nawet Karola Radziszewskiego. No, ale ostatecznie ja tu tylko oglądam, to kurator buduje i kreuje swoje prywatne kanony. Odbiorca czy krytyk w sztuce zawsze będzie mieć swoje miłości i antypatie. Bez względu na to, jakie nazwiska reprezentowałyby pokolenia tworzące w latach 60.-90., każde kolejne nadpisane nazwisko będzie gestem coraz bardziej znaczącym, oznaczającym wpisanie młodego artysty w poczet uznanego powszechnie kanonu. W przypadku tej wystawy, gestem niosącym największą odpowiedzialność był według mnie wybór reprezentantek najmłodszego pokolenia. To wybór w pewnym sensie nobilitujący. Wybór kuratorki padł na Honoratę Martin i Adę Karczmarczyk, dwa bieguny polskiej sztuki najnowszej. To jednak postać Ady Karczmarczyk została szczególnie zaznaczona – nie tylko prezentowaną pracą, ale także występem podczas wernisażu. Niewielkie zdjęcie Boksu Martin i Salamona zniknęło wśród sąsiednich prac.

Teresa Gierzyńska, Dwurnika, 1981; Pieszczotki; Koniec i początek, 2003; Kartka Edwarda dla Teresy; List Edwarda dla Teresy

Teresa Gierzyńska, Dwurnika, 1981; Pieszczotki; Koniec i początek, 2003; Kartka Edwarda dla Teresy; List Edwarda dla Teresy

Na koniec pozostała jeszcze jedna perspektywa spojrzenia na Miłosny Performance. Jak sama autorka i kuratorka zarazem przyznała, książka i wystawa powstały, bo sama się zakochała. Są jej własnym miłosnym performansem, pracą powstałą dla narzeczonego. Co się zaś tyczy języka samej publikacji, w stu procentach zgadzam się z Karolem Sienkiewiczem i odsyłam do jego bloga, bo nie ma sensu powielać tego, co Sienkiewicz zrobił doskonale. Wspomnę jedynie, że i mnie zaskoczyła usilna próba nadania wstępowi formy akademickiego stanu badań, który w Miłosnym performansie jest pustą wydmuszką. Nie niesie przecież żadnej wartości naukowej, a w przypadku publikacji o podobnym charakterze obyłoby się bez wciśniętych na siłę przypisów. Książka znacznie lepiej by wypadła, gdyby wstęp zrzucił ten pseudobadawczy kostium i przystawał formą do kolejnych rozdziałów. Na koniec, żeby nie było tak krytycznie, powiem, że na duży plus zasługuje konceptualne podejście do sztuki, gdzie sam przedmiot odsyła do intencji, gestu czy wspomnienia.

Miłosny performans, od lewej: Wilhelm Sasnal, Przysposobienie obronne, 1998; Dorota Buczkowska i João Vilhena, Common line, 2013; Robert Kuśmirowski, Miłosne listy, 1996-1997; Ada Karczmarczyk, Miłosny Performans Ady Karczmarczyk dla Oskara Dawickiego, 2012; Roman Stańczak, Całun, 1994

Miłosny performans, widok wystawy, od lewej: Wilhelm Sasnal, Przysposobienie obronne, 1998; Dorota Buczkowska i João Vilhena, Common line, 2013; Robert Kuśmirowski, Miłosne listy, 1996-1997; Ada Karczmarczyk, Miłosny Performans Ady Karczmarczyk dla Oskara Dawickiego, 2012; Roman Stańczak, Całun, 1994

Z. Krawiec, Miłosny performans, Tarnów 2016, s. 12, s. 16.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artysta Ada Karczmarczyk, Wilhelm Sasnal, Zofia Kulik, Robert Kuśmirowski, Roman Stańczak, Jan Smaga, Aneta Grzeszykowska, Teresa Gierzyńska, Edward Dwurnik, Jerzy Truszkowski, Aleka Polis, Dorota Buczkowska, João Vilhena, Wojciech Puś, Ewa Partum, Zbigniew Warpechowski, Honorata Martin, Maciej Salamon, Aleksandra Ska, Leszek Knaflewski
WystawaMiłosny Performans
MiejsceGaleria Labirynt w Lublinie
Czas trwania14.02 - 20.03.2016
KuratorZofia Krawiec
FotografieDiana Kołczewska
Strona internetowalabirynt.com
Indeks

Zobacz też