25.02.2015

Krótka recenzja o zabijaniu sztuki. Krzysztof Mężyk w galerii F.A.I.T.

Krótka recenzja o zabijaniu sztuki. Krzysztof Mężyk w galerii F.A.I.T.
Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, galeria F.A.I.T.

Krzysztof Mężyk, bez tytułuChwile urojone, galeria F.A.I.T.

Chwile urojone, taki nosi tytuł nowo otwarta wystawa Krzysztofa Mężyka, którą obejrzycie w  F.A.I.T., reaktywowanej właśnie galerii i siedzibie fundacji kierowanej przez Gawła Kownackiego, który jest zarazem kuratorem przedsięwzięcia. Na wystawę Mężyka złożyły się cztery olejne płótna: dyptyk Bez tytułu, obrazy Zielony opadBez tytułu. Towarzyszył im rozbudowany koncept kuratorski, który organizował poprzedzający wernisaż performance.. Obrazy na swoją ekspozycję i odbiorcy na szansę obejrzenia tego znakomitego malarstwa poczekać musieli jednak… godzinę.

Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, galeria F.A.I.T.

Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, galeria F.A.I.T.

Rzecz o obrazach

Obrazy Mężyka to triumf malarskiej materii.  Płótna oprawione w ascetyczne cienkie listwy drewniane emanują siłą. Śmiało i szeroko kładzione plamy barwne tworzą kotłującą się, pełną emocji, ale i wewnętrznego konfliktu, kompozycje typu all-over. To malarstwo gestu i barw: głębokich zieleni, czystych i brudnych błękitów, przyprószonej czerni, czystych i świetlistych fiołków i róży. Raz cytrynowe, raz brudne żółcienie stawiają opór czerniom i szarościom, raz współgrają z turkusami. Mięsista materia gdzieniegdzie spotyka tę subtelną, gładką, niemal półprzezroczystą. W tych płótnach nie znajdziemy jednej choćby aluzji figuratywnej, mimo tego to malarstwo pełne treści – emocjonalnej, wewnętrznej, neurotycznej.

Krzysztof Mężyk, bez tytułu, performance

Krzysztof Mężyk, bez tytułu, performance w trakcie wernisażu

Chwile stracone

Podczas godzinnego performansu trzy płótna Mężyka obnoszone były pomiędzy ciasnymi ścianami i tłoczącymi się ludźmi przez performerów, teoretyków i aktorów, w większości związanych ze środowiskiem krakowskich intermediów. Obnoszone były na stelażach z drewnianych listew,  w kółko i bez ustanku. Przy dźwiękach pokawałkowanych tekstów Lyotarda czytanych przez Krzysztofa Zarzeckiego, aktora Starego Teatru. „Obrazy Mężyka kojarzą się z malarstwem lat 50-tych i 60-tych. To wówczas artyści (przynajmniej ich część), a może bardziej Ci, którzy potem o malarstwie pisali, zajmowali się sposobami przedstawiania i odczuwania wzniosłości”1, tak o wystawie napisał kurator.  To nie były chwile urojone, to były chwile stracone. Chwile niweczące wzniosłość, jaką można było wykrzesać z tych obrazów, a o którą zabiegał kurator. Bo jest to malarstwo mocne, silne, piekielnie dobre. Broniące się i nie znoszące rozbuchanego intelektualizowania. To ostatnie doprowadziło do nudy, zmęczenia i irytacji, malarstwo zaś zabiło.

„Obrazy Mężyka kojarzą się z malarstwem lat 50-tych i 60-tych”. Czyli jakim? Z dogorywającą awangardą, rodzącym się  pop-artem, minimalizmem, postduchampizmem? A może z hiperrealizmem, który raczkuje w latach sześćdziesiątych? Każdemu, komu sztuka współczesna nie jest obca, przed oczami staje abstrakcyjny ekspresjonizm, Gorky, Motherwell, Baziotes. Tymczasem myśl, rzucona przez kuratora nieodpowiedzialnie, niedopracowana, nierozwinięta, świadczyć może o braku merytorycznego zaplecza, którego pozory zapewne starał się stworzyć.

Ikona poroniona

Tymczasem na otwarciu wystawy mamy procesję, spotkanie ikony z wiernymi. Mamy malarstwo niefiguratywne, abstrakcyjne, osadzone na majestacie. Triumf współczesności, triumf postmodernizmu. Czymże jednak była ikona noszona na spotkanie z wiernymi? W tradycji wschodniej, do której znajdujemy odwołanie w tekście kuratorskim, ikona była Acheiropoietonem, obrazem nie ręką ludzką uczynionym. Obrazem otoczonym kultem, stanowiącym prawowity wzór, formułę ikonograficzną zawierającą „prawdziwy wizerunek”, który należało naśladować. Jego prawowitość brała się z wiary w jego nadprzyrodzone powstanie. Pierwszymi acheiropoietonami były: odbicie twarzy Chrystusa posłane królowi Abgarowi w tradycji wschodniej (mandylion) i odbicie twarzy Chrystusa na chuście świętej Weroniki, stanowiące zachodni odpowiednik mandylionu. Acheiropoietony konstytuowały wizerunki Chrystusa i Matki Boskiej (np. Matka Boska Śnieżna, według tradycji namalowana przez św. Łukasza). Wróćmy jednak do performansu.

Krzysztof Mężyk, bez tytułu, performance

Krzysztof Mężyk, bez tytułu, performance w trakcie wernisażu

Obnoszenie obrazów wśród widzów, procesja wśród wiernych. Uczynienie ikon z malarstwa Mężyka, niby przewrotne postawienie na piedestale sztuki abstrakcyjnej (i Lyotardowska wzniosłość w tle, wyrwana z kontekstu, brzmiąca jak grafomańskie rojenia). Uczynienie Mężyka ikoną sztuki.  Gdzie w tej antyinstytucjonalnej, poniekąd niezależnej działalności miejsce dla ikony?  Mieszczący się przy Alejach Słowackiego F.A.I.T. jest nie tylko terytorialnie wyłączony z komercyjnego obiegu sztuki, ale także przez swoją działalność skupiony na sztuce nurtu podskórnego, świeżego. W tym kontekście próba ustanowienia piedestału, bądź lokalnej ikony nie udźwignęła nawet ironicznego kostiumu. Bo do tego trzeba lekkości, dystansu, tu zaś powiało przerostem formy nad treścią – tą kuratorską, bo kolejny raz zaznaczam, że wszelkie moje zarzuty nie dotyczą jakości malarstwa.

Działalność artystyczna, szczególnie ta performatywna, lokalizowana w trzypokojowym mieszkaniu z kuchnią, przywodzi na myśl działalność z zakresu sztuki powojennej czy krytycznej, kiedy to Kantor mieszkaniach czy innych nieprzystosowanych do tego pomieszczeniach wystawiał spektakle, czy kiedy Zofia Kulik i Przemysław Kwiek organizowali artystyczne przedsięwzięcia w prywatnych mieszkaniach. Szkoda, że F.A.I.T. nie postawił na tę skromniejszą, ale mającą więcej klasy i paradoksalnie – treści – formułę.

Krzysztof Mężyk, bez tytułu, performance

Krzysztof Mężyk, bez tytułu, performance w trakcie wernisażu

Malarstwo urojone

Wśród postmodernistycznych rytuałów zagubiły się obrazy. Gdzie tu było ich miejsce? Dzień dobry, czy tu są jakieś obrazy, czy tylko malarstwo urojone wśród autolaurek kuratora? Mnogość kontekstów załatanych jak patchwork. Schizofrenia treści.  Cztery świetne obrazy i intelektualna beza z lukrem.  Proporcje zostały zaburzone, tu nie prezentowało się sztuki, a osobę kuratora. Gdzie tu malarstwo? Te feerie barw i faktur, sploty i zwroty – emocji i kolorów. Malarstwo przesycone wewnętrznym konfliktem. Malarstwo będące spotkaniem z człowiekiem. Pełne gwałtownych uczuć, poczucia alienacji, granic, ich przekraczania. Pełne mocy, pełne walki. To malarstwo broni się samo, emanuje. Performans zaś i koncept wokół niego nakreślony każe postawić ważne, nabierające obecnie coraz większej wagi, pytanie: jaka powinna być rola kuratora w sztuce współczesnej?

Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, widok wystawy

Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, widok wystawy

Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, widok wystawy.

Krzysztof Mężyk, Chwile urojone, widok wystawy.

 


1. Z tekstu kuratorskiego Gawła Kownackiego

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaKrzysztof Mężyk
WystawaChwile urojone
MiejsceGaleria F.A.I.T.
Czas trwania30.01-13.03.2015
KuratorGaweł Kownacki
FotografieFinch
Strona internetowafait.pl
Indeks

Zobacz też