05.08.2022

„Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu” Aleksandry Liput w Galerii Labirynt 2

Janek Owczarek
Tekst opublikowany w magazynie Szum 37/2022
widok wystawy „Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu”, fot. Kuba Mozolewski
„Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu” Aleksandry Liput w Galerii Labirynt 2
widok wystawy „Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu”, fot. Kuba Mozolewski
Wystawa Aleksandry Liput pobudza ciekawość, lecz nie prowadzi jej dalej. Chciałbym wiedzieć, do czego służą lub służyły pokazane przez artystkę przedmioty, chciałbym poznać ich tajemnice. Dowiedzieć się, kto je stworzył i dlaczego artystka w nie wierzy.

Na wystawę Aleksandry Liput przygotowaną w galerii Labirynt 2 wchodzi się bezpośrednio z sieni piętnastowiecznej kamienicy, zlokalizowanej w samym sercu lubelskiego rynku. Wewnątrz chropowate białe ściany, terakotowa podłoga, kolebkowe sklepienie, piwnica. Zaglądając do środka, naiwnie pomyślałem, że nigdy nie było tu miejsca na sztukę, raczej na pracownię alchemiczną lub niewielką karczmę. Idealna przestrzeń dla artystów i artystek myślących o wystawach jako kompleksowych, osobnych dziełach site-specific. W języku świata sztuki o takich twórcach mówi się, że „szanują zastaną przestrzeń”. Przestrzeń należy szanować, dlatego takie podejście dosyć często przekłada się na udane realizacje. Podobną strategię prezentuje w swojej sztuce i działalności kuratorskiej (w ramach tworzonego wspólnie z Michaliną Sablik kolektywu Dzidy) Aleksandra Liput. Dodatkowo, w zapowiedzi wystawy przeczytałem zachęcający fragment, że zaprezentowane na niej prace funkcjonują jako relikty pewnej wymyślonej, utopijnej wspólnoty. Nie wiadomo, co to za społeczność, skąd się wzięła, dlaczego wytworzyła takie, a nie inne artefakty. Bardzo chciałem się tego wszystkiego dowiedzieć.

Nie wiadomo, co to za społeczność, skąd się wzięła, dlaczego wytworzyła takie, a nie inne artefakty. Bardzo chciałem się tego wszystkiego dowiedzieć.

Liput nie jest przywiązana do żadnego medium – maluje obrazy, tworzy rzeźby oraz instalacje, wypala ceramikę. Na wystawie w Lublinie dominuje ta ostatnia. Niewielkie ceramiczne formy rzeźbiarskie to w ostatnim czasie modna forma wyrazu. Na wystawach oraz w internecie co irusz natrafiamy na figurki, stworki, abstrakcyjne glutowate formy czy niby-naczynia. Wypalanie gliny i jej ewentualna dekoracja to technika jak każda inna. Starożytni Grecy pokazali, że za jej pomocą można opowiedzieć wszystko o sobie i otaczającym świecie. Figurka dziecka z psem, dipylońska waza pogrzebowa czy amfora to nieskomplikowane kształty, które czemuś służyły. W dzisiejszej sztuce tendencja jest wprost przeciwna. Im bardziej fantazyjnie, ahistorycznie, nie z tego świata – tym lepiej.

widok wystawy „Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu”, fot. Kuba Mozolewski
widok wystawy „Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu”, fot. Kuba Mozolewski
widok wystawy „Dzisiaj za oknem drzewa wyglądały jak żywe istoty na księżycu”, fot. Kuba Mozolewski

Bo czym właściwie są ceramiczne rzeźby Liput? Przede wszystkim – jak wynika ze słów Sylwii Hejno, autorki towarzyszącego wystawie tekstu – wymyślonymi pozostałościami po pradawnej, zaginionej społeczności lub takiej, która dopiero nadejdzie, ale i ją zapewne dosięgnie apokalipsa. To sprytny zabieg – intencjonalnie rozcieńczający autorstwo w celu utrzymania spójnej koncepcji wystawy. Jednak przede wszystkim wytwarzający napięcie wynikające z patrzenia na coś zarazem znajomego, jak i nieznanego, co automatycznie uruchamia nasze zaciekawienie. Niestety w tym miejscu artystka się zatrzymuje. Jakby uznała, że tego typu pozaczasowa perspektywa wystarczy na wciągającą opowieść, a prace się do niej dostosują. Tymczasem jest wprost przeciwnie. Historie czy motywy pre- oraz post-postapokaliptyczne stanowią dość zgrany chwyt występujący w literaturze sci-fi, filmach i grach. Chociaż bezczas brzmi ekscytująco w teorii, należy go jeszcze czymś wypełnić i uwiarygodnić. I właśnie w tym kluczowym miejscu dzieła Liput rozczarowują najbardziej. Zapowiadając tajemniczą aurę, urzeczenie, rytuał, oferują dekorację, powtarzalność, formalizm. Przyjrzyjmy się im.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 37. numerze SZUMU.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 37/2022

Zobacz też