25.02.2022

„Codzienne formy oporu” w CSW Zamek Ujazdowski

Aleksy Wójtowicz
Tekst opublikowany w magazynie Szum 35/2021
widok wystawy „Codzienne formy oporu”, fot. Piotr Bekas
„Codzienne formy oporu” w CSW Zamek Ujazdowski
widok wystawy „Codzienne formy oporu”, fot. Piotr Bekas
Tytułowe codzienne formy oporu, choć nie są wprost kamieniami rzucanymi w okupanta i konstruowanymi chałupniczo bombami, dotyczą strategii (prze)trwania w warunkach globalnego pozwolenia na wymazanie z kart historii i mapy świata.

Do Codziennych form oporu – wystawy wieńczącej wieloletni polsko-palestyński program rezydencyjny – pasuje określenie „ostatnia taka wystawa w CSW”. Ma to związek z aktualną sytuacją tej instytucji sztuki, która za sprawą wysiłków jej obecnego dyrektora, Piotra Bernatowicza, przeistacza się w modelową instytucję, w której „dobra zmiana” ambitnie wykracza poza roszady personalne. Z tego względu Codzienne formy oporu stanowią zwieńczenie trzech dekad działalności CSW jako jednego z najważniejszych ośrodków sztuki współczesnej w Polsce. W ten sposób tytułowe formy oporu rozsiane w codzienności stały się praktyką nie tylko opisywaną przez wystawę, ale przede wszystkim strategią trwania samej ekspozycji w niegościnnych murach Zamku Ujazdowskiego.

Kluczowym pojęciem dla Codziennych form oporu jest arabskie słowo al madhafah, które oznacza pokój dzienny – to szczególne pomieszczenie stanowiące przestrzeń między strefą prywatną a publiczną, w którym obowiązuje zasada gościnności. Wokół tego pojęcia skonstruowana jest architektura wystawy, prowadząca od salonu aż do przestrzeni arcyprywatnych – spiżarni, kuchni, bawialni aż po sypialnie. Jest to bardzo sugestywny zabieg, który wzmocniły czynniki niejako zewnętrzne – otwarta za ścianą Sztuka polityczna stanowiła wyzwanie dla kuratorki, aby te dwa radykalnie odmienne systemy myślenia o sztuce i polityce zarazem nie przenikały się na piętrze Zamku. W efekcie mamy skromną wystawę okoloną popisową kontrwystawą Bernatowicza, które choć nie są ze sobą w żaden sposób połączone, i tak stanowią pole do snucia metafory o okupacji, w której ramach wąskie gardło salonu Codziennych form… musiało zostać zwieńczone murem ze styropianowych bloków (praca kolektywu Umschichten), aby stworzyć przestrzeń, w której gościnność jeszcze ma rację bytu. Poza nim jest już czysty konserwatyzm kulturowy w praktyce, spychający gościnność do lamusa odpowiedniego dla godnych pogardy naiwniaków.

Siłą rzeczy atmosfera okupacji wybrzmiewa nie tylko w przestrzeni wystawy. Jest jej sednem – poruszając się po niej, widz/widzka odnosi wrażenie, że znajduje się w schronach palestyńskiej codzienności, w których wciąż tętni życie. Jak pisze kuratorka w publikacji towarzyszącej wystawie, prezentacja jest upublicznieniem spostrzeżeń i doświadczeń z rezydencji, którą Ika Sienkiewicz-Nowacka traktowała jako „medium i narzędzie pracy kuratorskiej”. Tutaj uwidacznia się cały wachlarz problematyki związanej z rezydencją, która jako delikatny proces nawiązywania relacji i snucia kontekstów lokalnych musi w instytucjonalnej logice projektowej być zwieńczona jakimś rezultatem, najlepiej spektakularnym i atrakcyjnym medialnie. Codzienne formy… nie są spektakularne, wymagają od gościni uważności, skłonności do poświęceń, takich jak zdjęcie obuwia przed wejściem w miękkie przestrzenie sypialniano-dziecięce, a przede wszystkim wymagają czasu, aby zgłębić wielość historii opowiadanych przez rezydentki i rezydentów. Wystawa ta umiejętnie działa scenografią, kolorami ścian i oświetleniem, jednak głównie skupia się na wielopodmiotowych wypowiedziach – czasem tak oczywistych jak wywiady z osobami z Palestyny (prace wideo Wima Catrysse’a z uchodźczych obozów) aż po nagrania kołysanek oporu (bedtime Karoliny Grzywnowicz), których łagodna forma dopiero w przekładzie ukazuje rewolucyjną i gorzką treść. Tutaj porządki historii politycznej mieszają się z historią społeczną, która wykracza poza losy jednostek, inkorporując w opowieść o codzienności w Palestynie wielu innych aktorów – zwierzęta, rośliny i przedmioty, nawet tak zwykłe jak kamienie (fotografie Kamienie i inne demony Joanny Rajkowskiej), które gromadzi Mohamad Badwan, sklepikarz z Ramallah. Tytułowe codzienne formy oporu, choć nie są wprost kamieniami rzucanymi w okupanta i konstruowanymi chałupniczo bombami, dotyczą strategii (prze)trwania w warunkach globalnego pozwolenia na wymazanie z kart historii i mapy świata. Doskonałym przykładem ujawniającym tę strategię jest film Jumany Manny, w którym historyczna rama poszukiwań muzykologa Roberta Lachmanna uzupełniona jest pieśniami, które artystka śpiewa we własnej kuchni podczas mycia naczyń i przygotowywania posiłków.

widok wystawy „Codzienne formy oporu”, fot. Piotr Bekas
widok wystawy „Codzienne formy oporu”, fot. Piotr Bekas

Codzienne formy… nie są spektakularne, wymagają od gościni uważności, skłonności do poświęceń, takich jak zdjęcie obuwia przed wejściem w miękkie przestrzenie sypialniano-dziecięce, a przede wszystkim wymagają czasu, aby zgłębić wielość historii opowiadanych przez rezydentki i rezydentów.

Prócz wprowadzającego salonu – przestrzeni gościnnej – są kuchnia i sypialnia, ukazujące codzienność w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu. Te pomieszczenia stanowią metaforę daleko idących ingerencji izraelskiego okupanta w życie, w tym w podstawowe potrzeby fizjologiczne mieszkańców i mieszkanek Palestyny – okupanta zakłócającego sen, grodzącego ziemię, nakładającego restrykcje na hodowlę zwierząt i uprawę roślin. Główny temat prac Mirny Bamieh, czyli żywność, jest wyobrażany dwojako – jako zaaranżowana w półmroku kuchnia, której towarzyszy opowieść o politycznej wadze możliwości karmienia innych, oraz jako korytarz spiżarni pełnej kolorowych kiszonek – gwarantowi przeżycia w nieustająco zmieniającej się sytuacji. Bamieh korzysta z jedzenia jako ucieleśnionej historii. Dzieląc się przepisami i przygotowując posiłki, ujawnia „kuchnię” polityki i historii miejsca, skąd pochodzi. Siła pracy Karoliny Grzywnowicz, dla której nagrań zaaranżowano przytulną, osobną przestrzeń, bierze się z komfortu miękkich poduch i drapowanej zasłony kontrastowo zestawionej z treścią słuchanych pieśni. Te w swojej łagodności kryją zarówno gorzką historię, jak i wyrażone wprost oskarżenie, zupełnie dezintegrujące odbiór sytuacji przez słuchaczkę. Istotnie, treść można zignorować i oddać się czystej przyjemności słuchania kojących śpiewów, zapominając o warunkach ich powstania, nurzając się w swoim europejskim przywileju. Równie zwodniczą częścią ekspozycji jest wykusz, w którym wyeksponowano instalację Mohammada Saleha – beczkę okoloną konstrukcją z bujnej roślinności, instagramowy must see wystawy. Saleh, specjalizujący się w ogrodnictwie kryzysowym, zdradza sposoby na założenie własnego ogrodu w warunkach braku dostępu do gleby czy możliwości uprawiania roślin, które nie tylko dają pokarm, ale również związują człowieka z jego własną rolniczą historią. Jak mówią artyści i artystki, dostęp do ziemi uniemożliwia politykę wykorzenienia i wysiedleń, dlatego jest tak silną bronią w rękach Izraela. O ile pomysł na ogród w beczce da się wdrożyć również w miejskich, europejskich warunkach, o tyle doświadczenie artysty wynika z umiejętności, które nabywa podczas walki o palestyńską ziemię. Tutaj guerilla gardening jest strategią przetrwania, a nie tylko hobby uciekinierów z korporacji spragnionych zieleni. Umieszczony po przeciwległej stronie Zamku projekt Jaśminy Wójcik jest natomiast zaproszeniem do spojrzenia na palestyńską sytuację z perspektywy córek artystki – radości odkrywania świata, nastawionej na odczuwanie przestrzeni i spontanicznych reakcji. To przestrzeń specyficznej bawialni, do której dostęp ujawnia się dopiero po zdjęciu obuwia, wraz z wejściem w miękką architekturę tego pokoju i spojrzeniem z dziecięcej perspektywy, w której wybrzmiewa sarha – idea nieskrępowanego szwędactwa. Ta, jak zauważa Wójcik, mogła się wydarzać w ich rezydencji z powodu przywileju, jakim jest posiadanie europejskiego paszportu, umożliwiającego wycieczki między Jerozolimą a Ramallah. Artystka i jej córki zwracają uwagę na żywą pamięć tego, czego doświadczyły, kiedy wracały wspomnieniami do Palestyny wielowymiarowej: zarówno okupowanej, jak i próbującej w zwykłej codzienności wyszarpać przestrzeń spokojnego życia. […]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 35. numerze magazynu SZUM

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 35/2021

Zobacz też