20.08.2021

„Autoportret (Anatomia poetki)” Zuzanny Bartoszek w PGS Sopot

Jakub Knera
Tekst opublikowany w magazynie Szum 33/2021
Zuzanna Bartoszek, „Szpilki na zmyślonej przedszkolnej wykładzinie, gwasz na papierze”, gwasz na papierze, 30 x 21 cm, 2019
„Autoportret (Anatomia poetki)” Zuzanny Bartoszek w PGS Sopot
Zuzanna Bartoszek, „Szpilki na zmyślonej przedszkolnej wykładzinie, gwasz na papierze”, gwasz na papierze, 30 x 21 cm, 2019
Wystawa w Państwowej Galerii Sztuki jest tak enigmatyczna jak sama Bartoszek. Artystka opowiada o swojej zwyczajnej codzienności, którą formalnie przedstawia jako zestaw niezwykłych wydarzeń.

Od roku szaleje pandemia, od pół roku w większym lub mniejszym nasileniu trwa Strajk Kobiet, chorych w szpitalach jest coraz więcej, polski rząd nie radzi sobie z zarządzaniem państwem, a kolejne wprowadzane przez partię rządzącą ustawy są coraz bardziej absurdalne. Tymczasem na najwyższym piętrze Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie za sprawą wystawy Zuzanny Bartoszek możemy przenieść się do zupełnie innego świata, w którym wszystkie te problemy wydają się nieistotne i pozornie nic się nie dzieje.

Codzienne sytuacje artystka wynosi do rangi barwnych spektakli wizualnych, w których intensywne kolory zamieniają zwyczajne wydarzenia w surrealistyczne zjawiska. Kiedy maluje, decyduje, co jest najważniejsze, wysuwa na pierwszy plan detale, w tle ukrywa resztę scenerii, ale i bohaterów.

„Ze wszystkich na ziemi wybrałam właśnie siebie” – słychać początek jednego z wierszy czytanych przez autorkę, które w formie nagrań towarzyszą ekspozycji. Zuzanna Bartoszek jest zarówno artystką wizualną, jak i poetką, a Autoportret (Anatomia poetki) to pierwsza jej tak duża monograficzna wystawa, która łączy obie dziedziny. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że stykamy się na niej z błahą codziennością, drobnymi sprawami, które urastają do rangi wielkich problemów. Bartoszek opowiada o skali mikro, zwyczajnej codzienności. Co wybrzmiewa szczególnie mocno w pandemicznym czasie marazmu, kiedy tkwimy uwięzieni w domach jak w bańkach, odcięci od świata zewnętrznego.

Codzienne sytuacje artystka wynosi do rangi barwnych spektakli wizualnych, w których intensywne kolory zamieniają zwyczajne wydarzenia w surrealistyczne zjawiska. Kiedy maluje, decyduje, co jest najważniejsze, wysuwa na pierwszy plan detale, w tle ukrywa resztę scenerii, ale i bohaterów. Tytułami nadaje pracom drugą warstwę znaczeń, żonglując narracją i tym, co obserwator(ka) może zobaczyć za pierwszym razem, a co dostrzega po jakimś czasie wpatrywania się w obraz.

Zuzanna Bartoszek, „ Autoportret (Anatomia poetki)”, widok wystawy
Zuzanna Bartoszek, „ Autoportret (Anatomia poetki)”, widok wystawy

Bartoszek maluje farbami olejnymi na płótnie lub gwaszem na papierze. Wykonane w tej drugiej technice prace wyglądają jak zapiski, przygotowane na szybko kadry, obficie zamalowane kartki. Pierwsze sprawiają wrażenie, jakby powstały w sposób niemal medytacyjny – skrupulatnie zamalowane płótno, intensywne kolory, wyróżnienie detali, zamazanie rzeczy nieistotnych lub tych, których nie chce się pamiętać. Jak Autoportret z MP3, w którym odtwarzacz, dziś relikt sprzed 10 lat, rzuca się w oczy najbardziej, a w tle widzimy najeżoną postać i niewyraźny wakacyjny krajobraz, opowieść o zezłoszczonej nastolatce na rodzinnej wycieczce.

Prace z sopockiej wystawy powstawały przez ostatnie dwa lata, ale przywołują historie z różnych okresów. Stalowa wola może opowiadać o nieporadności, decyzyjnym uwięzieniu albo o tkwieniu w stanie zawieszenia. Co Ty widziałeś na imprezie jako jedna z nielicznych prac wpisuje się w aktualny dyskurs, opisywany chociażby przez Rebeccę Solnit. To zestawienie dwóch rozbieżnych perspektyw: niewyraźne wspomnienie po jednej stronie i traumatyczna, krwawa historia z ucieczką w tle po drugiej.

Bartoszek maluje surrealistycznie, sięga po abstrakcję, ale z jej odmętów wyłaniają się jak najbardziej realne sytuacje. Tak jakby opowiedzenie o nich wprost było niewystarczające; trzeba nasycić je formą, wizualną opowieścią – wtedy zyskają wyraźną dramaturgię. Jak sugestywny Czerwony pokój, pocięty w mroczną szachownicę, a jednocześnie pusty. Albo Przyjaciele czekający na mnie na zewnątrz, jedna z najciekawszych prac na całej wystawie. Za pustym holem wyglądającym jak sala w opuszczonym pałacu widać tłoczące się postaci, jakby czekające na jakieś wydarzenie, coś, co ma zaraz nastąpić. Patrzymy na tę sytuację z perspektywy bohaterki i zastanawiamy się razem z nią: wyjść do nich z ciszy i melancholii w gwar rozmów i small talków czy zostać w tej chłodnej i spokojnej przestrzeni?

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 33. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 33/2021

Stopka

Zobacz też

Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku!

Mamy dla Ciebie ważną wiadomość – dziś wchodząc na stronę „Szumu” nie przeczytasz poniedziałkowych zapowiedzi redakcyjnych, nie nadrobisz lektur z #szumweekendu, nie odsłuchasz ostatniego odcinka podcastu. Nasze archiwum z najważniejszymi tekstami polskiej krytyki artystycznej nie będzie dostępne.

To wprawdzie tylko 24 godziny, ale czy nie brakowałoby Ci „Szumu”, gdyby zniknął on tak… na zawsze?

Wystarczy, że od stycznia 2023 roku przestajemy wydawać „Szum” w formie papierowej. Zdecydowaliśmy się na ten trudny krok ze względu na kryzysowe realia – a szczególnie z uwagi na perspektywę rosnących z miesiąca na miesiąc kosztów druku. Dlatego 39. numer „Szumu” będzie tym ostatnim.

To jednak nie koniec „Szumu”. Naszą redakcyjną misję – dostarczanie Ci wartościowej, pogłębionej refleksji na temat sztuki współczesnej – kontynuujemy w formacie online.

Strony „Szumu” nie zamkniemy za paywallem, ponieważ zależy nam, aby dostęp do naszych treści pozostał dla każdego bezpłatny. Dlatego ruszamy z profilem na Patronite, gdzie możesz wesprzeć nas finansowo. W ten sposób pomożesz nam w utrzymaniu tytułu i realizacji celów, które pozwolą na rozwój: Twój i społeczności „Szumu”. Wierzymy, że wspólnie się to nam uda!

Kliknij i zostań naszą Patronką lub Patronem.