18.12.2017

Abecadło

Jakub Banasiak, Adam Mazur; ilustracje: Jana Shostak
Tekst opublikowany w magazynie Szum 19/2017
Abecadło

W „Szumie” robiliśmy już rankingi i alfabety, a nawet mapę sztuki. Abecadło jest jak niechciany powrót do szkoły. I to tej podstawowej. Powrót konieczny, z którego zdaliśmy sobie sprawę jakiś czas temu. Niby mówimy tym samym językiem, ale jakoś rozmowa się nie klei, o zrozumieniu i porozumieniu nie wspominając. Nie ma już archipelagu złożonego z wysepek krytycznego (nie)porozumienia, wygasły linki, a trolle spowszedniały i rozpleniły jak gobliny. Zaczęła się podjazdowa wojna domowa, artystyczna, ale jakże polsko-polska, plemienna. To już nie agon, to agonia. Gdy słowa nie przystają do rzeczy, o sformułowanie nowego słownika trzeba poprosić wszystkich – no, może prawie wszystkich – tak by się określili na nowo. Siebie, swoje pozycje, swoje idee, swój alfabet, abecadło sztuki A.D. 2017. Sami zrobiliśmy niewiele: przygotowaliśmy ramowy spis kategorii, dość luźnych, umownych, ale też żywych, funkcjonujących tu i teraz, pojęć, których znaczenia nie jesteśmy już pewni i wolimy zapytać o ich sens innych. Jako punkt odniesienia wskazywaliśmy kontekst polityczny, społeczny i – last but not least – artystyczny. O opinię poprosiliśmy ludzi z lewa, prawa i centrum, bo „Szum” – a wcześniej współredagowany przez nas „Obieg” – stawia sobie za cel łączenie indywidualnych postaw w coś, co jedni nazywają dyskursem, a inni środowiskiem. Trzy, może cztery osoby nam odmówiły – ubolewamy, ale się nie obrażamy. Całość zgodziła się zilustrować najważniejsza bodaj artystka zaangażowana młodego pokolenia – Jana Shostak. Czy sięgając po ten numer za parę lat, dostrzeżemy moment zmiany? Trudno powiedzieć, ale tak wygląda chyba krytyka artystyczna po rozpadzie języka. „Abecadło z pieca spadło, o ziemię się hukło, po kątach rozsypało, strasznie się potłukło”.

il. Jana Shostak
il. Jana Shostak

AWANGARDA

„Jeżeli społeczeństwa cofają się w rozwoju, to awangardą są ci, którzy są na przedzie, czy z tyłu?” To pytanie Zbigniewa Warpechowskiego z Podręcznika bis pokazuje z jednej strony oczywisty związek artystycznego pojęcia awangardy z kontekstem społecznym i politycznym, z drugiej zaś nieoczywisty charakter odpowiedzi na pytanie, kto jest dziś prawdziwą awangardą. Awangarda od samego początku była zjawiskiem estetyczno-politycznym. Istotą awangardy jest twórczość, ale rozumiana nie jako odtwarzanie boskiego czy naturalnego ładu, lecz jako konstruowanie nowego ludzkiego porządku. Awangarda jest więc tak naprawdę radykalizacją nowoczesności. W sztuce postawa ta prowadziła do porzucenia naśladownictwa na rzecz konstruktywizmu, w polityce natomiast do odejścia od wiary w zastany ład na rzecz realizacji woluntarystycznych projektów. Z tego punktu widzenia świat współczesnej liberalnej demokracji, czerpiący swoją prawomocność wyłącznie z woli, a nie ze zgodności z naturą czy boskimi przykazaniami, jest wielkim zbiorowym dziełem awangardowym. Czy wobec tego dziś artystyczna i polityczna awangarda sprowadza się po prostu do zachowywania istniejącego ładu? Na paradoks ten zwracał uwagę Boris Groys, który pokazywał, jak w Rosji postępowi awangardziści po zwycięstwie rewolucji w naturalny sposób stawali się konserwatywnymi stalinistami. Jak sądzę, możliwe jest jednak inne wyjście, wskazywane przez Warpechowskiego. Dziś prawdziwie twórczym, ożywczym i rebelianckim aktem może być zerwanie z jednostronnością projektu konstruktywistycznego i uznanie – oprócz ludzkiej twórczości –istnienia także uprzedniego wobec nas ładu. Na tym właśnie polega awangardowy konserwatyzm.

Paweł Rojek, „Pressje”

BOJKOT

W latach 2013 -2014 nagle z różnych powodów na różnych biennale sztuki na świecie dochodziło do protestów i bojkotów: podczas 13. Biennale w Istambule w 2013 roku, 10. Manifesta w Petersburgu, 19. Biennale w Sydney oraz 31. Biennale w São Paulo. Dlaczego tam i wtedy, jeden po drugim? Skąd naraz w sztuce tyle bojkotów, czy można je może potraktować – jak sugeruje pisarz Dave Beech – jako opóźnioną reakcję na ruchy Occupy? Szczegółowe powody były zawsze inne, jednak regularność bojkotów dowodzi, że świat sztuki i artyści nie mogą sobie już pozwolić na przemilczanie kwestii finansowych, ideologicznych czy politycznych wynikających z kontekstu, w którym pracują. Sytuacja idealna nie istnieje. Z każdym gestem artystycznym wiąże się coraz więcej dylematów politycznych i jesteśmy coraz bardziej świadomi uwarunkowań, w których pracujemy. Irańsko-szwajcarski kurator Tirdad Zolghadr twierdzi, że znany nam paradygmat sztuki się wyczerpuje. Że chcemy opuścić pole sztuki takie, jakie teraz jest, a fala bojkotów jest tylko tego zastępczym wyrazem, specyficznym momentem psychoanalitycznym przeciwstawienia się sztuce. A dlaczego artyści i szeroko rozumiana publiczność bojkotują dziś częściej biennale niż instytucje sztuki? Bo biennale stały się fetyszami świata sztuki, a w bojkotach chodzi o podobne stawki: dobry timing i dobrą widzialność. Dzisiejsze protesty nie wzięły się jednak znikąd: wywodzą się one z wcześniejszych form protestu artystycznego, między innymi z praktyk Art Workers’ Coalition, zainicjowanego przez artystów w 1969 roku. Ruch ten wydał wtedy 13 postulatów-żądań wobec MoMA. Artyści domagali się w nich na przykład prezentowania prac kobiet, uwzględniania w wystawach prac artystów o zróżnicowanym pochodzeniu etnicznym czy wstępu wolnego na wystawy przez jeden dzień w tygodniu. Ten ostatni postulat został spełniony i, co ciekawe, dzięki temu spełnionemu w latach 70. żądaniu, w 2011 roku ruch Occupy Museums organizował swoje spektakularne akcje w MoMA właśnie w tym wolnym od opłat dniu. Warto pamiętać, że często coś, co uważa się za oczywiste, istnieje, bo ktoś inny się kiedyś czemuś przeciwstawił.

Joanna Warsza, Konstfack w Sztokholmie

Materiały wykorzystane w ilustracjach zostały zaczerpnięte na podstawie prawa cytatu ze strony www.facebook.com i pochodzą od administratora strony „Nowacy”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 19/2017

Zobacz też