21.09.2020

Sztuka postziemi

Piotr Policht
Tekst opublikowany w magazynie Szum 30/2020
Ice Stupas Project, Lodowa stupa w Ladakh, fot. Sonam Wangchuk, 2015/2020, fotografia, wydruk cyfrowy, papier
Sztuka postziemi
Ice Stupas Project, Lodowa stupa w Ladakh, fot. Sonam Wangchuk, 2015/2020, fotografia, wydruk cyfrowy, papier
Kuratorowana przez Sebastiana Cichockiego i Jagnę Lewandowską wystawa „Wiek półcienia. Sztuka w czasach planetarnej zmiany” nie będzie z pewnością ciosem, który skruszy mury świata sztuki. Wręcz przeciwnie – to łabędzi śpiew tego porządku, wieszczący koniec „status quo”, ale i rozmiłowany w klasycznych muzealnych środkach.

Sometimes the tools I bring from a lifetime in and on the edge of the arts are pretty useless when confronting land use and abuse.

Lucy R. Lippard

W poprzednim numerze „Szumu” Sebastian Cichocki w rozmowie z Jakubem Banasiakiem wieszczył, że katastrofa klimatyczna oznacza niechybny „koniec pewnej formacji, którą nazywaliśmy sztuką współczesną”[1]. Tymczasem wzniesiony na dziewiętnastowiecznych fundamentach gmach świata sztuki jest jednak jak neostylowe budowle z epoki – raczej mało sexy, ale zaskakująco solidny. Kuratorowana przez Sebastiana Cichockiego i Jagnę Lewandowską wystawa Wiek półcienia. Sztuka w czasach planetarnej zmiany nie będzie z pewnością ciosem, który skruszy jego mury. Wręcz przeciwnie – to łabędzi śpiew tego porządku, wieszczący koniec status quo, ale i rozmiłowany w klasycznych muzealnych środkach. Otwarta z kilkudziesięciodniowym opóźnieniem, które z fetyszystyczną rozkoszą odliczano na stronie internetowej wystawy, ekspozycja to z pewnością jedna z najważniejszych wystaw w programie MSN w ostatnich kilku latach.

Jako że polskie pole sztuki wciąż pozostaje peryferyjne, to i problemy muzeów pozostają przynajmniej dość trywialne – w końcu wciąż mamy jeszcze instytucje publiczne dotowane z ministerialnego budżetu, a nie żyjące na garnuszku gigantów z branży paliwowej.

Jej kuratorzy odsądzają co prawda od czci i wiary wszystkich posługujących się określeniem „zwrot ekologiczny” w odniesieniu do szeregu wystaw poruszających tematy katastrofy klimatycznej i antropocenu w ostatnich dwóch latach, jednak to właśnie w tym ciągu nieuchronnych porównań wyraźnie kształtuje się stawka Wieku półcienia, którą jest coś więcej niż opowiadanie o katastrofie za pomocą medium wystawy. Lewandowska i Cichocki wykładają na stół o wiele silniejsze karty – Wiek półcienia to nie tylko narracja o tym, jak sztuka od lat reagowała na ślepą eksploatację planety, ale i pytanie, czym w ogóle sztuka być powinna.

Katastrofy klimatycznej nie da się zignorować z oczywistego powodu – ponieważ dotyka lub dotknie w różnym stopniu wszystkich mieszkańców globu. Holistycznego podejścia wymaga więc również podjęcie tematu przez instytucje – nie chodzi o koniunkturalne zrobienie wystawy na temat i kontynuowanie business as usual (z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Maszę Potocką), a o głębszą transformację praktyk wystawienniczych i infrastruktury galerii i muzeów, które przyzwyczaiły nas do tego, że lubią dla ładnego displayu machnąć parę ścianek pod projekcję jednej pracy wideo, a po dwóch miesiącach wywalić je na śmietnik. Nawet jeśli ślad węglowy produkowany rocznie przez muzeum przewyższa wyraźnie szkody czynione – chcąc nie chcąc – przez pojedynczego widza, nadal nie jest to oczywiście skala korporacyjno-przemysłowa i rezygnacja z drukowania idiotycznej makulatury na błyszczącym papierze i kupowania setek plastikowych kubków to nie kwestia ratowania świata, a po prostu wystrzegania się hipokryzji.

Taki stan rzeczy najlepiej obrazują poczynania powołanej wiosną grupy roboczej „Muzea dla klimatu”. „Audytorzy zajmą się takimi tematami jak zużycie papieru i energii elektrycznej, używanie plastikowych butelek i kapsułek do kawy” – relacjonował w maju Arkadiusz Gruszczyński plany Zachęty, która zamierza zaprosić do przeprowadzenia „ekoaudytu” Spółdzielnię Krzak. „Chcemy, żeby zmiany dokonywały się już na poziomie decyzji pojedynczych pracowników: czy wydrukować tekst, czy przeczytać go na ekranie komputera; czy zafundować sobie przechadzkę do kosza na korytarzu bez mnożenia bytów i foliowych worków; czy zamówić obiad w plastikowym opakowaniu” – mówiła Magdalena Komornicka[2]. Oszczędzając audytorkom czasu, odpowiem na te pytania od razu: nie drukować, iść do kosza, nie zamawiać. Cóż, jako że polskie pole sztuki wciąż pozostaje peryferyjne, to i problemy muzeów pozostają przynajmniej dość trywialne – w końcu wciąż mamy jeszcze instytucje publiczne dotowane z ministerialnego budżetu, a nie żyjące na garnuszku gigantów z branży paliwowej i dostosowujące swój program do miękkich nacisków członków rad nadzorczych uwikłanych w korporacyjne interesy.

„Wiek półcienia”, widok wystawy, fot. Daniel Chrobak
„Wiek półcienia”, widok wystawy, fot. Daniel Chrobak
„Wiek półcienia”, widok wystawy, fot. Daniel Chrobak

Muzeum Sztuki Nowoczesnej do problemu transformacji instytucjonalnych praktyk podchodzi na kilku poziomach. Od najbardziej oczywistych i zauważalnych, jak wydrukowanie zaprojektowanego przez Jakuba de Barbaro folderu z opisami prac w formie czarnobiałej gazety czy zbudowanie scenografii (projektu berlińskiej Kooperative für Darstellungspolitik) z materiałów wygrzebanych z muzealnego magazynu, po minimalizację kosztownych dla budżetu i środowiska międzynarodowych wypożyczeń. To ostatnie możliwe było także dzięki współpracy międzyinstytucjonalnej na lokalnym polu – choć Wiek półcienia opiera się na zupełnie innej narracji niż Zjednoczona Pangea w Muzeum Sztuki w Łodzi czy Klęska urodzaju w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu, znajdziemy na nim prace prezentowane wcześniej na obu tych ekspozycjach.

Produkcja MSN umieszcza je jednak w innym kontekście – wystawa Lewandowskiej i Cichockiego nie jest klasyczną narracją historyczną o początkach środowiskowego zaangażowania, niewiele ma również wspólnego z moralistyczną i formalistyczną Bezludzką Ziemią w CSW Zamek Ujazdowski i akcentującą sprawczość Zjednoczoną Pangeą w MSŁ. Choć warszawska wystawa obejmuje chronologicznie okres podobny do łódzkiej – od późnych lat 60. do współczesności – nie jest, co może zaskakiwać, ekspozycją o interwencyjnym zacięciu. Jesteśmy tu na antypodach narracji znanej choćby z antyfaszystowskiej wystawy Nigdy więcej, z jej klarownym podziałem na trzy historyczne rozdziały i aktywistycznym żarem. W Wieku półcienia kuratorzy prowadzą nas wąskimi ścieżkami przez kolejne pętle czasowe, zaś historia i współczesność nieustannie się przenikają, dopowiadając się nawzajem, ale i gorzko weryfikując.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 30. numerze Magazynu „Szum”.

[1] Postsztuka w stanie wyjątkowym. Z Sebastianem Cichockim rozmawia Jakub Banasiak, „Szum” 2020, nr 29, s. 33.
[2] Arek Gruszczyński, Może będzie tu szpital, Dwutygodnik.com, https://www.dwutygodnik.com/artykul/8925-moze–bedzie-tu-szpital.html [dostęp: 7.07.2020].

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 30/2020

Zobacz też