02.11.2018

Rewolucjonistka abstrakcji. Jaremianka w Cricotece

Martyna Nowicka
Maria Jarema, „Penetracje”, 1958 r., z depozytu Muzeum Narodowego we Wrocławiu, dzięki uprzejmości Aleksandra Filipowicza
Rewolucjonistka abstrakcji. Jaremianka w Cricotece
Maria Jarema, „Penetracje”, 1958 r., z depozytu Muzeum Narodowego we Wrocławiu, dzięki uprzejmości Aleksandra Filipowicza
Dzięki zgromadzonym przez kuratorki tekstom – sztuk teatralnych, opowiadań, wierszy, ale i odręcznym notatkom samej artystki, widać na wystawie w Cricotece nie tylko twórczość Jaremianki, ale i ją samą – postać bezkompromisową, pewną siebie i swojej koncepcji sztuki, kobietę nowoczesną.

Dobry oldschool i czysta przyjemność oglądania: tak w telegraficznym skrócie opisać można wystawę Jaremianki (czyli Marii Jaremy) w Cricotece. Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu to retrospektywa jednej z najciekawszych polskich artystek ubiegłego stulecia albo i wszech czasów, przygotowana przez dwie kuratorki – Annę Batko i Adę Grzelewską. Zawodowy obowiązek każe mi szukać dziury w całym, ale zanim o tych niewielkich pęknięciach, kilka słów o frajdzie – prawda jest taka, że wystawa Jaremianki sprawiła mi po prostu ogromną przyjemność. Co więcej, odniosłam wrażenie, że podobnie czuli się na niej napotkani przypadkiem uczestnicy warsztatów (na oko przedział wiekowy 3-5 lat), którzy z radością rozbiegli się po sali.

Malarstwo i rzeźba Marii Jaremy, projektowane przez nią kostiumy i scenografie, jej ilustrowane notatki i odbicie w literaturze: to wszystko tętni niezwykle intensywną energią. Chociaż aranżacja jest skromna, obiekty starannie wystawione w gablotkach, a obrazy w linii zawieszone na ścianach, tym bardziej uwagę zwracają odstępstwa od tej reguły. Prace odbijają się od niebieskich ścian, a ja odbijałam się od kolejnych prac: co chwilę inny detal przykuwał moją uwagę, więc zwiedzałam zygzakiem, wracając do ulubionych i co chwilę zmieniając decyzje. Tu Rytmy, tam Pentracje, obłędny Taniec, kostiumy do Cyrku: gdzie się zatrzymać, co wybrać, od czego zacząć?

Niektórzy współcześni artystki uważali, że koncepcje Jaremianki najpełniejszą realizację znajdują nie w pracach na papierze (graficznych czy malarskich), ale w jej twórczości rzeźbiarskiej. Czytane jako rzeźby – a nawet więcej, rzeźby w ruchu, kostiumy to właściwie krok dalej.

Wystawy klasyków, choćby i bardzo udane, rzadko wyzwalają we mnie takie uczucia – może, jako zawodowa widzka, interesuję się zwykle tym, jak wystawa jest zrobiona, zaglądam na lewą stronę, sprawdzam szwy. Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu na chwilę uwolniło mnie od tej potrzeby, dając czystą przyjemność oglądania, kontaktu z realizowaną konsekwentnie, przy pomocy różnych mediów wizją. Oczywiście, widziałam wcześniej prace Jaremianki na żywo, choćby w stałej ekspozycji krakowskiego Muzeum Narodowego, ale ostatnia większa retrospektywa artystki odbyła się dwadzieścia lat temu, w 1998 roku (współorganizowały ją Zachęta i Muzeum Narodowe we Wrocławiu). Połączone ze sobą na krakowskiej wystawie przestrzenne, dwuwymiarowe prace (w dużej mierze wykonywane autorską metodą łączącą monotypię z temperą na papierze i płótnie) i ich trójwymiarowe kontynuacje w postaci kostiumów i rzeźb, dają wyczerpujący wgląd w powojenną twórczość artystki.

No i w końcu, sama bohaterka. Dzięki zgromadzonym przez kuratorki tekstom – sztuk teatralnych, opowiadań, wierszy, ale i odręcznym notatkom samej artystki, widać na tej wystawie nie tylko jej twórczość, ale i Jaremiankę – postać bezkompromisową, pewną siebie i swojej koncepcji sztuki, kobietę nowoczesną. Jak artystka była już w latach pięćdziesiątych doceniania przez krytyków, komisarzy i innych artystów – z zachwytem o jej twórczości pisali Stażewski czy Lenica. I to właśnie ona jako Rewolucjonistka abstrakcji w Dziś są moje urodziny ma prawo krytykować Kantora, naśmiewając się z jego figuratywnych prac. „Banał, po prostu banał, zmarnowana przestrzeń!”, wykrzykuje, żeby potem informować, że teraz, proszę państwa, należy to namalować od nowa. Na scenie swoje słowa podkreśla wystrzałami z pistoletu. „Eksperyment jest naszym obowiązkiem” – to Rodczenko, a niespełna dwadzieścia lat później Jaremianka notuje: „Czymże jest sztuka, jeśli nie nieustannym, modnym, owocującym eksperymentem?”. To właśnie ona na Konferencji Plastyków w Nieborowie, gdzie polscy artyści dyskutowali z przedstawicielami władz o powinnościach sztuki, wyraziła środowiskową niechęć wobec socrealizmu. Doskonała bohaterka w roku, w którym wypada 100-lecie praw wyborczych polskich kobiet.

Maria Jarema, „Filtry,” 1958 r., z depozytu Muzeum Narodowego we Wrocławiu, dzięki uprzejmości Aleksandra Filipowicza
Maria Jarema, „Rytm I”, 1957 r., z depozytu Muzeum Narodowego we Wrocławiu, dzięki uprzejmości Aleksandra Filipowicza
Maria Jarema, „Wyrazy IV”, 1956 r., w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie, w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie, fot. Pracownia Fotograficzna MNK
Maria Jarema, „Penetracje VII”, 1958 r., w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie, fot. Pracownia Fotograficzna MNK

Wracając jednak do wystawy – na początku przyciągnął mnie efektowny środek ekspozycji, czyli część poświęcona projektowanym przez artystkę kostiumom. Zawieszone w powietrzu oryginalne kostiumy do Cyrku na podstawie tekstu Kazimierza Mikulskiego, wyreżyserowanego przez Kantora, unoszą się na tle kurtyny dla teatru Cricot 2. Dopasowane pod kolor postumenty, światło spływające z góry na stroje (trzeba uczciwie powiedzieć – nadgryzione zębem czasu), wydobywają ich przestrzenną, awangardową formę. Niektórzy współcześni artystki uważali, że koncepcje Jaremianki najpełniejszą realizację znajdują nie w pracach na papierze (graficznych czy malarskich), ale w jej twórczości rzeźbiarskiej. Czytane jako rzeźby – a nawet więcej, rzeźby w ruchu, kostiumy to właściwie krok dalej. Tę część ekspozycji uzupełniają też dokumentacje z dwóch spektakli – Cyrku Mątwy pokazywanej w Domu Plastyków, a także cały szereg szkiców kostiumowych i scenograficznych. Dzięki akcentowi położonemu na stroje (stanowią one właściwie centralny punkt wystawy, zajmując „ołtarzowe” miejsce w kiszkowatej sali Cricoteki), kuratorki podkreślają znaczenie teatru w praktyce artystycznej Jaremianki.

Świetna gablota poświęcona obrazowi Jaremianki w literaturze (dodajmy – pisanej przez samych mężczyzn) jest dokładnym zaprzeczeniem koncepcji prezentacji kobiety odbitej niesłusznie w męskich spojrzeniach.

Znaczącą część wystawy zajmują obrazy-grafiki i gwasze tworzone w latach pięćdziesiątych. Te obrazy, zdaniem samej artystki – „nie namalowane, a pomyślane”, pokazują rozwój i rozmach jej stylu. W ciągu zaledwie kilku lat udało jej się stworzyć sporo pulsujących obrazów, z nakładającymi się na siebie polami barwnymi; w tej samej mierze skonstruowanych, co owoców przypadku. Ponoć tworzyła je albo na podłodze, albo na niziutkim taboreciku – tak łatwiej jej było przy pomocy szyby odciskać farbę drukarską na papierze.

Tego dowiedzieć się można choćby czytając krótkie teksty poświęcone niewielkim całostkom (po kilka obrazów czy kilkanaście zdjęć). Kuratorki znalazły interesujące, nie tylko z punktu widzenia specjalistów, klucze do opowiadania o Jaremiance: o podwójności w jej obrazach na podstawie relacji z siostrą bliźniaczką, o stosunku do notowania, o pracowni, rolach teatralnych i ich podobieństwie do jej życia. Tworzy się z tego przyjazny przewodnik po wystawie, który pokazuje nie tylko dzieła artystki, ale i jej filozofię.

Jaremianka. „Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”, widok wystawy
Jaremianka. „Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”, widok wystawy
Jaremianka. „Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”, widok wystawy
Jaremianka. „Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”, widok wystawy

Łyżka dziegciu dotyczy kuratorskiego założenia i jego rozbieżności z prezentowanym wyborem. Jak piszą kuratorki w towarzyszącym wystawie tekście, pokaz ten ma być nie „klasyczną monografią, a raczej próbą rewizji mitologii narosłych wokół Jaremianki – postaci odbitej, chcąc nie chcąc, głównie w męskich spojrzeniach, na własne życzenie rozproszonej w mnogości ról; rozdzielonej między struktury i obrazy, odgrywane dyskusje i kreowane tożsamości – i spojrzenia na jej sztukę od teatralnej, ale i performatywnej strony”. Czemu w takim razie na wystawie pokazano w przewadze malowane monotypie, rysunki i obrazy? Świetna gablota poświęcona obrazowi Jaremianki w literaturze (dodajmy – pisanej przez samych mężczyzn) jest dokładnym zaprzeczeniem koncepcji prezentacji kobiety odbitej niesłusznie w męskich spojrzeniach. Nie mówiąc już o tym, że jeśli ta wystawa jest czegoś dowodem, to nie tyle rozproszenia i mnogości ról Jaremianki, co jej mocy pozostawania w tych rolach sobą.

Skromna jest aranżacja: może, biorąc pod uwagę, że prace Marii Jaremy od dawna nie były prezentowane w większym wyborze, można się było pokusić o nieco więcej szaleństwa? Z drugiej strony – prostota na pewno nie działa w tym wypadku na niekorzyść dzieł. Wystawa bazuje w przeważającej większości na trzech źródłach – kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie (największych zbiorach twórczości Jaremianki), Muzeum Narodowego we Wrocławiu i zbiorach prywatnych syna artystki. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że to pierwsza od lat duża wystawa prac jednej z najważniejszych polskich artystek, można by zastanowić się, czy nie można było zgromadzić prac z innych kolekcji, czy choćby dokumentacji fotograficznej z pracowni artystki, którą kilka lat po jej śmierci zrobił Eustachy Kossakowski. W każdym razie – chociaż rewizja mitologii brzmi niezwykle kusząco, dobrze zrobiona retrospektywa (z celnie wybranym motywem przewodnim) też może być powodem do chluby. Zwłaszcza jeśli jej bohaterką ma być postać taka jak Maria Jarema, Rewolucjonistka abstrakcji.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaMaria Jarema
WystawaJaremianka. „Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu”
MiejsceOśrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka, Kraków
Czas trwania22.09.2018–17.02.2019
KuratorAnia Batko, Ada Grzelewska
Strona internetowacricoteka.pl
Indeks

Zobacz też