„Niebezpieczne połączenie” Igora Przybylskiego w Galerii aTAK
Obrazy Igora Przybylskiego (ur. 1974) nieustannie łudzą oko. Kiedy oglądam je w jego pracowni, często nie potrafię powiedzieć, co przedstawiają. Silnie czerpiąca z języka geometrii błękitno-biało-żółta, konotująca skojarzenia z kolorystyką wybieraną przez europejskich awangardzistów praca 201e-955 (2007) z cyklu Prywaciarze, zainspirowanego prywatnym lokomotywami z Polski, w istocie ukazuje fragment boku jednej z nich, na którym załamało się światło. Bliski abstrakcji jest obraz SM42-2177RP (2007), sprowadzony do gry żółtych, czerwonych i brązowych płaszczyzn oraz płynnych form linearnych, jak również inne prace z tego cyklu, na których elementy pociągów zostały upodobnione do nieforemnych wieloboków, fragmentów różnych znaków bądź liter oraz ukośnych, biegnących pod różnymi kątami linii przecinających płaszczyzny malarskie. Choć w grze szarych i błękitnych rombów z płótna Havirov 2 (2015) dostrzeżemy strukturę kryształu, artysta odrealnił w nim detal architektury czeskiego dworca. Równie zagadkowy jest obraz DB 182-016 ujawniający fragment pociągu, a także inne prace 1047-006 i 1047-502 z projektu Höchstgeschwindigkeit (2014) pokazanego w Galerii Andel’s w Berlinie. Znalazły się na nich malowane w różnych wariantach kolorystycznych, maksymalnie uproszczone, oglądane z boku kabiny lokomotyw, kojarzące się też nieco z… tajemniczymi zwierzętami nieznanego gatunku.
Właśnie to stymulowanie wyobraźni, budzenie skojarzeń oraz odkrywanie tajemniczych związków łączących ukazane formy stały się przedmiotem wystawy Niebezpieczne połączenie / Dangerous connection w Galerii aTAK, na której malarz pokazał kilkanaście obrazów z lat 2006–2025. Choć z pozoru wyglądają na abstrakcyjne, mieszczą się w spektrum malarstwa przedstawiającego. Jak powiedział Przybylski, namalował je „z natury techniki”11 Wszystkie cytaty pochodzą z rozmowy autorki z Igorem Przybylskim, przeprowadzonej 15 grudnia 2025 roku w Warszawie. ↩︎, ukazując fragmenty konkretnych budowli czy maszyn. Interesował się nimi już wtedy, gdy realizował choćby projekt Československa moderna, w którym odtwarzał poddane geometryzacji fragmenty stacji kolejowych, ale również malując cykl Autosan czy najnowszy Container Love, w którym z różnych kadrów fotografii wykonanych podczas przejazdu pociągów kontenerowych wybrał interesujące go szczegóły i zbudował z nich kompozycje obrazów.
Artysta traktuje podróżowanie i przemieszczanie się jako część życia. „Podróż autobusem czy pociągiem jest dla mnie tak naturalna, jak jedzenie śniadania czy picie herbaty” – wyznał Igor Przybylski. Pierwszy raz jechał pociągiem, gdy miał sześć miesięcy, a jako dziecko często podróżował nim między Łodzią, Warszawą i mazowieckim letniskiem Garbatka. Swój pierwszy obraz, na którym pojawił się pociąg, namalował w 2000 roku, na trzecim roku studiów. Znalazł się na nim fragment lokomotywy ST-44, jeszcze starego typu, radzieckiej, o topornej budowie. Jego cykl obrazów przygotowanych w ramach obrony dyplomu na warszawskiej ASP (2002) nosił tytuł Oblicza. Namalował wtedy portrety… przodów pojazdów szynowych, w których światłach można było dopatrzeć się „oczu”.
Aby zaobserwować interesujące go pociągi, autobusy czy stacje kolejowe, twórca wyjeżdża w trasę i różnymi środkami lokomocji, z reguły tymi naziemnymi, rocznie przemierza 40 tysięcy kilometrów. Przede wszystkim wybiera pojazdy transportu zbiorowego, ale czasem również samochód i – rzadko – samolot. Przybylski maluje akrylami, nakładając na lniane płótno liczne warstwy farby, dzięki czemu wzięte z obserwacji kolory zyskują odpowiednią energię. Tworzy od ręki, bez rysunku wstępnego na płótnie. Ponieważ nie maluje obrazów inspirowanych cudzymi zdjęciami ani tymi znalezionymi w internecie, sam dociera do wszystkich miejsc, wybierając osobisty kontakt z intrygującym go obiektem. Ze swych podróży artysta sporządził bardzo bogatą dokumentację fotograficzną, która dziś obejmuje blisko 200 tysięcy zdjęć oglądanych obiektów: autobusów, pociągów czy stacji. To „baza”, z której korzysta podczas pracy nad obrazami. Jednak fotografii nie sprowadza wyłącznie do narzędzia zapisu tego, co widzi, ale traktuje je jako samodzielne medium wykorzystywane na wystawach. Swe zdjęcia nazywa czystymi „portretami” pojazdów. Uwiecznia obiekty tak, aby na fotografiach zawrzeć o nich jak najwięcej informacji, a każdy kadr był czysty, przemyślany i nie znalazły się w nim niepotrzebne elementy. Rezygnując z dosłownego przemalowywania zdjęć, artysta buduje swe obrazy z kilku ujęć, wybierając interesujące go fragmenty. Dokumentacja fotograficzna, którą twórca zbierał przez ponad dziesięć lat, pracując nad projektem Tu jest Polska (2022), posłużyła do utrwalenia tego, jak w ostatnich latach w polskiej infrastrukturze kolejowej zmieniło się liternictwo, zanim uległo unifikacji do spotykanych na wszystkich dworcach granatowych tablic z białym napisem. W tym celu twórca odwiedzał stacje w miejscowościach noszących dziwne, niekiedy zabawne, zawierające dodatkowe znaczenie nazwy, np. Baba, Spała, Kuleje. Malując na swoich obrazach tablice stacji, starał się oddać ich kolorystykę czy rodzaj uszkodzeń. Dziś jego cykl – w różnych odsłonach prezentowany na kilku wystawach w kraju22 Projekt Polska jest wszędzie, zaprezentowany w Galerii XX1 w Warszawie (2022), był następnie pokazywany jako Tu jest Polska (Miejski Ośrodek Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim, 2022) oraz Polska jest tutaj (Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie, 2022). ↩︎– rozrósł się do około sześćdziesięciu obrazów.
Jak podkreśla Igor Przybylski, jego malarstwo zostało mocno ukształtowane przez zainteresowanie designem lat 70. i 80. ubiegłego stulecia, który towarzyszył mu od najmłodszych lat. W jego otoczeniu dorastał i wychował się, dlatego widzi w nim nie budzący wspomnienia relikt przeszłości, ale obecny na każdym kroku element codzienności. Swój projekt Československa moderna (2015) poświęcił zaprojektowanym w latach 60. i 70. budynkom stacji kolejowych, które funkcjonują do dziś. Bardzo interesującym przykładem architektury modernistycznej jest choćby stacja Havlíčkův Brod. Na podstawie zrobionych pod słońce zdjęć artysta namalował obraz Havlickuv (2015) ukazujący fragment okien dworca, w których podtrzymywane przez czarne, metalowe szprosy tafle mlecznego szkła ożywiają kobaltowe i żółte szyby pomalowane w intensywne, „dźwięczące” tony. Płótno to przywodzi na myśl dzieła wybitnego przedstawiciela awangardy Pieta Mondriana. Być może inspirował się nimi również architekt dworca, który przeniósł tu charakterystyczne pionowe i poziome podziały płaszczyzny malarskiej ujmujące figury geometryczne utrzymane w podstawowych barwach czerwieni, żółcieni i błękitu. Przykład architektury kolejowej – fragment odlanych w betonie, swą strukturą przypominających kryształ, kasetonów z sufitu dworca w Hawierzowie wzniesionego w latach 1964–1969 według projektu Josefa Hrejsemnou – ukazuje obraz Havirov 2 (2015). Malując to płótno w tonach jasnego granatu, kobaltowego błękitu i złamanej szarawej bieli, artysta zmierzył się z grą cieni oraz oglądanego w świetle koloru.
W Czechach i na Słowacji Przybylski tropi ślady, jakie w designie pozostawiła dawna Czechosłowacja (przestała istnieć 31 grudnia 1992 roku). Pracując nad projektem Brejlovec (2010), po raz pierwszy uchwycił lokomotywę, której czoło wygląda niczym twarz nurka w okularach pływackich (pseudonim lokomotywy „brejlovec” pochodzi właśnie od czeskiego słowa brýle, czyli okulary). Jeszcze kilkanaście lat temu czeskie i słowackie lokomotywy miały kolorystykę, pamiętającą czasy wspólnego państwa, lecz obecnie zostały przemalowane w barwy narodowych przewoźników. Z czechosłowackimi pociągami związany był też projekt Laminatka (2011), z którego pochodzi oranżowy obraz 240-096 (2011). Artysta zdołał udokumentować 92% tych lokomotyw o bardzo ciekawym wyglądzie, zaprojektowanych na początku lat 60. przez Otakara Diblíka (1929–1999) – czechosłowackiego projektanta, który wymyślił słynnego jelcza „ogórka”, kopię Škody 706 RTO. Zarówno brejlovce, jak i laminatki jeżdżą do dziś.
Fotografie w większości nieistniejących autobusów Igor Przybylski wykonał na potrzeby serii Pekaesy, jednak szczególnie ważnym cyklem jest Autosan (2017), poświęcony temu niegdyś najpopularniejszemu pojazdowi. „Kiedy mawiano: «jadę pekaesem», to dla mnie, moich rówieśników, a nawet ludzi nieco młodszych jednoznacznie kojarzyło się to z Autosanem H-9” – skomentował artysta. W taborze Państwowej Komunikacji Samochodowej (PKS) jeździły też wersje H-20, H-21 i H-41, które po różnych modyfikacjach od lat 70. poruszały się po polskich drogach przez kilkadziesiąt lat, a w niektórych miejscach można je spotkać nawet i dziś. Nic więc dziwnego, że swą wystawę H9–21 (2019), na której obok obrazów znalazły się fotografie ukazujące autosany ze 174 oddziałów PKS w całej Polsce, autor zaprezentował w BWA w Sanoku – mieście, w którym produkowany był ten autobus. Przybylskiego zainspirował design oryginalnych autosanów oraz późniejsze sposoby przerabiania ich elementów, jak choćby przodów, lamp czy detali. Artystę interesowało również to, co zostało z myśli słynnego malarza, Zdzisława Beksińskiego, który pracował w Autosanie i brał udział w projektowaniu tych autobusów. Jednak jak na tamte czasy i skostniałe gusta decydentów jego pomysły były zbyt odważne. Komunistyczne władze nie godziły się na to, aby przy wdrażaniu do produkcji były w ogóle brane pod uwagę. Według wspomnień byłych pracowników Autosana, z którymi rozmawiał Przybylski, projekty Beksińskiego odrzucano, gdyż były zbyt awangardowe, nowoczesne i „amerykańskie” jak na upodobania władz PRL oraz ich myślenie o pojazdach dla masowego użytkownika. Jako autor projektów, np. busów przypominających aerodynamiczne vany, malarz z pewnością czerpał z amerykańskich wzorów, inspirowała go tamtejsza motoryzacja. Dlatego na swych pojazdach umieszczał charakterystyczne „skrzydła” przypominające te z amerykańskich krążowników szos. Inaczej niż w Polsce Beksiński projektował też światła i wystające dachy autobusów. Ten charakterystyczny dla niego element, a także takie detale jak okna czy klamki autobusów, do swoich obrazów „przechwycił” Przybylski, choćby na płótnie H9-04 (2017) w żółto-niebieskiej tonacji, na którym do zwykłego autosana domalował fragment okien oraz dach wychodzący poza krawędź ściany pojazdu. Z kolei na czerwonym w tonie obrazie H9-06 (2017) oddał w powiększeniu plastikowy klosz-plafon autobusu, podkreślając w jego narożach śruby z krzyżakowym łbem.
Ostatnio Igora Przybylskiego interesuje dokumentowanie pociągów kontenerowych w Europie. Z najnowszego cyklu Container Love pochodzi zainspirowany wyglądem fioletowego wagonu obraz Big red (2024). Artysta zaobserwował tu cień rzucany przez zawór, na płótnie utrzymany w tonie tytułowej cynobrowej czerwieni oraz rozbielonej szarości, która rozświetla zgaszony fiolet płaszczyzny malarskiej. Inspirowana fragmentem zawieszenia koła pociągu praca Mushroom (2024) została namalowana odmiennie, gdyż żywe, jasne barwy zastąpiły mroczne, szaro-czarne i granatowe tony, a obok płasko malowanych płaszczyzn pojawiły się też elementy urozmaicone dającym iluzję przestrzeni, światłocieniowym gradientem. Odsyłają nas one do języka kubistycznych, być może légerowskich płócien z metalowymi przedmiotami technicznymi: połyskującymi rurami, tulejami, śrubami, zwrotnicami i kołami. Zainspirowany fotografiami z okolic Magdeburga obraz Dangerous connection (2025) powstał zaś z połączenia różnych dziwnych elementów, które twórca oglądał na platformie służącej do przewożenia kontenerów.
O ile obrazowane w cyklu Autosan takie obiekty jak klamki czy reflektory były jeszcze dość klarowne, o tyle te budujące najnowsze obrazy poświęcone kontenerom nie są już tak oczywiste. Artysta zrezygnował z prostego odwzorowania elementów konstrukcyjnych pojazdów. Sięgnął po bardzo ciekawe detale, które mają w sobie silny ładunek emocjonalny. Na płótnach Igora Przybylskiego dużo jest dynamicznych diagonali i kształtów, które zazębiając się, zdają się wchodzić ze sobą w „niebezpieczne związki” i napięcia. Nie wszyscy będą rozpoznawać, skąd one pochodzą i część oglądających odbierze jego obrazy jako prace czysto abstrakcyjne. Jednak, jak podkreślił artysta, wszystko zostało wzięte „z natury techniki”!
Agnieszka Maria Wasieczko
Przypisy
Stopka
- Osoby artystyczne
- Igor Przybylski
- Wystawa
- Niebezpieczne połączenie
- Miejsce
- Galeria aTak
- Czas trwania
- 22.01 – 28.03.2026
- Osoba kuratorska
- Agnieszka Maria Wasieczko
- Fotografie
- Igor Przybylski
- Strona internetowa
- www.atak.art.pl/pl/
