29.12.2015

Konkursowe katharsis. Rozmowa z Anną Kędziorą i Andrzejem Florkowskim

Tytus Szabelski
Konkursowe katharsis. Rozmowa z Anną Kędziorą i Andrzejem Florkowskim
Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Tytus Szabelski: Mamy w Polsce wiele konkursów związanych z fotografią. Czym charakteryzuje się Poznań Photo Diploma Award?

Andrzej Florkowski: Pomysł na ten konkurs zrodził się dosyć dawno, ale oczywiście przyszło nam czekać kilka lat, aż – delikatnie mówiąc – środowisko dojrzeje. Trwało to na pewno ze trzy, cztery lata, może pięć. W 2010 roku uzyskałem akceptację katedry fotografii Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać w wąskim gronie, czy robiąc sobie taki „kłopot”, należy najpierw z ostrożności zorganizować krajowy konkurs, czy od razu międzynarodowy. Doszliśmy do wniosku, że jeżeli ma już być bałagan, to zaczynamy od razu na poziomie międzynarodowym. Myślę, że to była słuszna decyzja. Otwartość tego konkursu i skierowanie go do dyplomantów, czyli osób tworzących prace, które są długo i precyzyjnie kreowane – oczywiście we współpracy z profesorami – jest słuszną decyzją, bo zbieramy taką fotograficzną śmietankę. Może jeszcze nie z całego świata, ale myślę, że jesteśmy na dobrej drodze.

Tytus Szabelski: Co daje taka pełna międzynarodowość? Z jednej strony konkurs jest otwarty na zgłoszenia z zagranicy, z drugiej strony mamy międzynarodowe jury. Czy jest coś wyjątkowego, co stwarza taka sytuacja?

AF: Samym pretekstem do rozważań o powołaniu takiego konkursu było, wciąż zresztą aktualne spostrzeżenie, że rokrocznie pojawia się mnóstwo dobrych prac dyplomowych. W tamtym czasie mieliśmy również w Polsce eksplozję edukacji fotograficznej w szkołach artystycznych, a często nawet nieartystycznych. Stąd wniosek, że w innych krajach może być podobnie i ciekawie byłoby porównać jak uczą inni, czego uczą i jakie są tego rezultaty, z tym, co mamy u nas.

Anna Kędziora: Niezwykle ważny jest bezpośredni kontakt finalistów z jurorami pochodzącymi z różnych środowisk związanych z promowaniem fotografii. Są to ludzie bardzo otwarci i poszukujący. Zapraszają później młodych autorów z konkursu na festiwale czy do swoich galerii. Może to nie działa od razu tak, że przyjeżdżają, widzą i zapraszają, ale mają okazję do zrobienia taki rekonesansu, który w jakimś momencie zaowocuje pozytywnie wobec uczestników Poznań Photo Diploma Award. Jest jeszcze druga sprawa – poza tym, że jako organizatorzy i pedagodzy mamy wgląd w to, jak się uczy i co się robi w innych miejscach, to sami uczestnicy spotykają osoby będące na podobnym etapie edukacji i widzą, co innego oni tworzą, jak te rzeczy są odbierane. Mam nadzieję, że ten aspekt bezpośredniego spotkania będzie się rozwijał.

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

TS: Czyli przede wszystkim jak najszersza wymiana myśli, idei i postaw?

AF: Na każdym poziomie i we wszystkich kierunkach.

AK: I także pragmatyczne myślenie o promocji. Mamy jurorów z zewnątrz i jest szansa, że ich kontakty pociągną tych młodych ludzi w świat. Takim namacalnym efektem jest to, że wystawa pokonkursowa już drugi raz jedzie do Lille, gdzie pracuje jeden z naszych jurorów z poprzedniej edycji – Olivier Spillebout.

AF: Pozostając przy jurorach, od samego początku założyliśmy sobie, żeby nie było wśród nich profesorów uczących fotografii, żeby nie było tak, że kolega ocenia kolegę – nie ważne, czy z kraju czy z zagranicy. Chcieliśmy od razu skierować się w stronę festiwali, kuratorów…

AK: Ale też redaktorów i wydawnictw.

TS: Próbowałem znaleźć konkursy o podobnej formule w innych krajach, ale okazuje się, że – przynajmniej znaczna większość z nich – jest ograniczona do studentów z danego państwa. Wygląda więc na to, że Poznań Photo Diploma Award jest nie tylko wyjątkowa jak na polskie warunki.

AF: Czyli w takim razie nie wychodzi się często dalej, niż nasze wstępne pomysły i koncepcje. Też moglibyśmy budować konkurs, w którym chcielibyśmy nagradzać sami siebie, ale wyszliśmy poza to. Przy pierwszej edycji w 2011 roku bardzo bałem się, że wygra nasz dyplom, bo to byłaby klęska dla całej koncepcji konkursu. A ponieważ wygrał Jakub Karwowski z Filmówki, to zwycięstwo łódzkiej szkoły było z perspektywy poznańskiego organizatora największym sukcesem.

TS: Zazwyczaj, opisując daną edycję jakiegoś konkursu, używa się określeń typu: „napłynęło bardzo dużo zgłoszeń, a ich poziom był bardzo wysoki”. Patrząc na finalistów i laureatów trzech edycji Poznań Photo Diploma Award wydaje mi się, że faktycznie jest coraz lepiej. Jak to wygląda od strony organizatorów i jurorów?

AF: Też to widzimy, czyli udaje nam się powoli dosięgać coraz lepszych środowisk. To jest oczywiście kwestia promocji i osobistych, półprofesjonalnych kontaktów, ale docieranie wszędzie nie jest takie proste, nawet przy tej komunikacji, jaką dziś dysponujemy.

AK: Co do osobistych kontaktów i promocji, to przykładem może być nasza obecność na zeszłorocznych targach Photokina w Kolonii w ramach Photokina Academy. Z poznanych tam uczelni nadeszło wiele zgłoszeń. Albo inny przykład: w 2014 roku Natalia Lloreta i Jesus Vilamajo, nasi jurorzy z Tarragony, zaprosili nas do siebie na przeglądy portfolio w ramach festiwalu SCAN. Tam poznaliśmy Steffi Klenz, która pokazywała swoje prace, a jednocześnie pracuje na uczelni. Teraz okazało się, że była promotorką jednego z wyróżnionych w tym roku dyplomów, pracy autorstwa Nikity Shergill.

Nikita Shergill, z cyklu Educational Procedures, drugie wyróżnienie

Nikita Shergill, z cyklu Educational Procedures, drugie wyróżnienie

TS: Chyba najdalszym od Polski miejscem, z którego pochodziła praca z tegorocznego finału, była Kanada…

AK: Tak. Autorka, Megan Moore, dostała drugą nagrodę.

AF: Ale były też zgłoszenia z Singapuru, RPA czy Australii.

AK: To są ciągle pojedyncze przypadki, ale były to zgłoszenia ważne. Zdarzały się prace z takich krajów jak Indie czy Bangladesz, ale w tamtych przypadkach najwyraźniej zaszło pewne nieporozumienie i przysłano nam prace wykonane po kursach fotograficznych.

TS: Na ile konkurs takiego typu jak Poznań Photo Diploma Award ma potencjał do tego, żeby pokazać kondycję najmłodszej, współczesnej fotografii? Czy to w ogóle jest jedna z jego ambicji?

AF: Z jednej strony same dyplomy, jako prace z ostatnich dwóch lat, bo w takim cyklu odbywa się konkurs, są dosyć dobrą reprezentacją tego, co się dzieje i pojawia nowego. Bo kto ma te nowe rzeczy wprowadzać i pokazywać, jeżeli nie właśnie ludzie kończący studia, przygotowani do wejścia na rynek i w jakiś sposób łamiący jego dotychczasowe reguły.

AK: Wydaje mi się, że to jest bardziej szansa, żeby zebrać w jednym miejscu różne koncepcje myślenia o medium fotograficznym, niż podsumowywać jego obecną kondycję. Wynika to z tego, że jury ma swoje własne preferencje i jeżeli jego skład byłby inny, to wystawa wyglądałaby też zupełnie inaczej. Nie można więc powiedzieć, że to jest obiektywny obraz młodej fotografii, on zawsze będzie przefiltrowany przez sposób patrzenie jurorów, stąd nasze próby dobrania ich z jak najbardziej różnorodnych miejsc.

AF: Ale widoczne są pewne tendencje. W pierwszej edycji wygrał zestaw prac fotograficznych, takich osobistych wypowiedzi. W drugiej edycji zwyciężył zestaw prac wsparty książką, a tym razem już sama książka, która w ogóle nie była reprezentowana przez zdjęcia na ścianie…

TS: A drugie miejsce zajęła praca, którą było jedynie wideo…

AK: Z założenia nie przyjmujemy prac wideo, chociaż wielu studentów fotografii pracuje w tym medium.

TS: No właśnie, więc jak to jest z zakresem akceptowanych prac?

AK: Pamiętam moje wrażenie po którejś edycji Fotofestiwalu w Łodzi, trzy czy cztery lata temu, kiedy weszłam do jednej z sal, a większość zebranych tam prac było „niemych”, były to telewizory ze słuchawkami. Pomyślałam sobie: kurcze, jestem na festiwalu fotografii, a oglądam głównie wideo… Naszym założeniem było to, żeby jednak wesprzeć ten rodzaj „materialnej” fotografii, który wciąż jest tworzony przez młodych artystów mimo coraz większej ich interdyscyplinarności. Dlatego zdecydowanie nie przyjmujemy prac, które są „czystymi” pracami wideo, nawet w ramach dyplomów na kierunku fotografia. Na to mamy inne okazje, jak choćby wystawy Interconnections, prezentujące prace studentów z Poznania i Zurychu. Natomiast Megan była przykładem osoby, która bardzo mocno łączyła wideo z fotografią, wmontowywała w nie zdjęcia, a jej praca była też porównaniem relacji czasu i przestrzeni w obu tych mediach. Natomiast nie jest to, przynajmniej na razie, nasz najbardziej preferowany kierunek. Chociaż widzimy, że multimedialność coraz częściej pojawia się w dyplomach i trzeba będzie zastanowić się, co dalej.

Megan Moore, Sept7, kadr z filmu, druga nagroda

Megan Moore, Sept7, kadr z filmu, druga nagroda

TS: No właśnie, nawet odchodząc już od filmu, mamy na wystawie bardzo różne techniki, jak również szeroki zakres tematyczny. Historie mniej lub bardziej osobiste, traumy, dorastanie. Czasami kwestie polityczne, a czasami skupienie na badaniu samego medium. Nawet zakładając pewien subiektywizm wyborów jury, to taki zestaw wydaje się bardzo pojemny.

AF: Patrząc z perspektywy praktyki i samego toku studiów, to najciekawsze i najmocniejsze prace są głęboko oparte o osobiste doświadczenia. Na czym ma budować młody człowiek, który dopiero wchodzi w dorosłe życie? Tworzy w oparciu o swoje dzieciństwo, o środowisko, w którym dorastał. I na konkursie mamy dokładnie to samo – niezależnie od szkoły, młodzi ludzie są podobni na całym świecie i większość prac, bez względu na technikę, jest oparta o osobiste przeżycia i traumy. Są takim katharsis, pozwalają się oczyścić.

AK: Ważne jest też dla nas to, że prace dyplomowe są poparte wielomiesięcznym poszukiwaniem, analizą, towarzyszącą im pracą teoretyczną. Dzięki temu można opatrzyć je opisem dobrze wprowadzającym jurorów w cały kontekst. Powstaje mnóstwo ciekawych prac semestralnych, ale one często pozostają na bardziej intuicyjnym poziomie, zostają gdzieś z konieczności porzucone ze względu na tok studiów. Dyplomy są pracami traktowanymi bardzo poważnie i przemyślanymi głęboko, właśnie dlatego, że jest czas, aby się na nich skupić.

TS: Czym w ogóle jest z perspektywy profesora dyplom tworzony przez studenta?

AF: To jest podsumowanie dłuższego okresu, co najmniej dwóch lat współpracy, efekt pewnej więzi intelektualnej, która tworzy się między dyplomantem i prowadzącymi. Z jednej strony student już do czegoś doszedł, już ma jakąś bazę, na której może budować swoją wypowiedź, a z drugiej strony jest to poszukiwanie i odsłanianie jego możliwości, odkrywanie w nim nowych szans i postaw, które będzie potem rozwijał.

AK: Oczywiście nie jest tak w każdym przypadku, bo niektórzy robią lepsze prace w ciągu studiów, a dyplom bywa momentem kryzysu, ale dla większości osób to jest pewien bonus. Czas, w którym mogą się poświęcić tylko i wyłącznie jednemu projektowi i mają wsparcie. Michał Sierakowski, wyróżniony w tej edycji, powiedział, że robi swój projekt z myślą o tym, że będzie to pierwsza praca, którą będzie mógł poważnie zadebiutować. I faktycznie zadebiutował z dużym powodzeniem, bo Uranium było już wcześniej nagradzane w ramach Emerging Talents 2015 na portalu Lesnculture.

AF: A teraz robi prace, które kontynuują koncepcję zrealizowaną na dyplomie.

Michał Sierakowski, z cyklu Uranium, pierwsze wyróżnienie

Michał Sierakowski, z cyklu Uranium, pierwsze wyróżnienie

TS: A co z późniejszymi losami osób nagrodzonych i wyróżnionych? Czy jako organizatorzy konkursu śledzicie, jak potem sobie radzą?

AK: Tak, chociażby Wiktoria Wojciechowska, która dostała w 2013 roku drugą po Grand Prix nagrodę, robi teraz niesamowitą karierę. Pokazywała swoje prace między innymi na festiwalu w Arles, po zdobyciu nagrody Leica Oskar Barnack. To oczywiście nie jest nasza zasługa, ale jej obecność na Poznań Photo Diploma Award była potwierdzeniem, że jest to osoba bardzo kreatywna, cały czas dążąca do rozwoju. I to się właśnie dzieje. Zostając przy ubiegłej edycji: Edyta Dufaj była wyróżniana w USA w ramach Adobe Design Achievement Awards w kategorii fotografia. Zwycięzca pierwszego konkursu z 2011 roku, Jakub Karwowski, w ramach głównej nagrody zaprezentował dwa lata temu wystawę będącą dalszym ciągiem nadesłanego na konkurs cyklu. Pokazał tam także nowe prace, które potwierdzały, że ta nagroda była zasłużona. Wielu z finalistów pisze do nas później i daje znać, jak rozwija się ich kariera.

TS: Jak już wspomnieliśmy wcześniej, w tym roku wygrała książka Venduli Knopovej, która jest bardzo ciekawa z dwóch względów: w interesujący sposób wykorzystuje archiwalne, trochę własne, a trochę cudze fotografie, a poza tym jest po prostu zabawna. Czy to ujęło jurorów?

AK: Vendula opowiada o poważnych sprawach, jak dorastanie i stawanie się kobietą, właśnie w zabawny sposób, bije z tej książki takie pozytywne szaleństwo i nietuzinkowość. To wynika z tego, jaką ona jest osobą, w jakich warunkach dorastała. Książka jest tego odbiciem. I do tego pomysł z zawłaszczeniem archiwum rodzinnego, które składa się – to taki znak czasów – po prostu z folderów na dysku, które pokazuje na pierwszej rozkładówce. Sama też należy do jednego z nich. Nie sięgała do czarno białych zdjęć dziadków czy pradziadków, tylko cyfrowego archiwum mamy i wzięła to, co najbliższe i najświeższe.

AF: Mimo tego, że to częściowo nie są jej zdjęcia, ta praca jest bardzo osobista, a najlepsza jest bezpretensjonalność użycia tego materiału, dystans do siebie i rodziny.

TS: Poza tą pracą są jeszcze dwie, które bezpośrednio odnoszą się do dorastania, a konkretnie do przechodzenia z dziewczęcości w kobiecość. Nie są identyczne, ale dosyć podobne do siebie. Natomiast Tutorial Venduli Knopovej jest zupełnie inny.

AK: Może to dlatego, że ona patrzyła sama na siebie, że to spojrzenie było bardziej rozciągnięte w czasie. Natomiast to, co prezentowała Ola Walków i Ania Grzelewska było spojrzeniem z zewnątrz, z perspektywy osoby dorosłej. Vendula patrzy z dystansem na siebie, na swoje szaleństwa. Trzeba jednak zaznaczyć, że Ola Walków została też wyróżniona za nietypową perspektywę. Obserwowała tak naprawdę samą siebie i własne dorastanie, ale przez pryzmat kuzynki, Magdy, z którą łączą ją liczne fizyczne i emocjonalne podobieństwa.

Vendula Knopová, Tutorial, Grand Prix

Vendula Knopová, Tutorial, Grand Prix

TS: Wśród finałowych prac widać wyraźnie kilka przenikających się wątków: dorastanie, praca na archiwach, krajobraz, portrety pokolenia…

AF: Dobre dokumenty, jak ten o Tatarach krymskich Moritza Küstnera czy projekt Marzyciele Kseni Les, który jest powrotem do kraju dzieciństwa, zadaniem pytania „co by było, gdybym nie wyjechała”, zadanego już z pewnej perspektywy i dystansu. Jest silna potrzeba odnalezienia się w świecie, każdy ma swoją perspektywę. Ktoś się odnosi do krajobrazu czy przestrzeni, w których żyje, do swojej historii, swojego kontekstu rodzinnego, którego już nie ma. Wszyscy ci młodzi autorzy opisują swoje środowisko, na różne sposoby.

AK: To było też bardzo ciekawe dla jury, bo poza Adamem Mazurem i Michaelą Bosákovą pozostała czwórka pochodziła bardziej z zachodniego kontekstu, a zdecydowana większość zgłoszonych prac pochodziła z Europy Środkowo-Wschodniej. I dla nich interesujące było zobaczenie, jak dużo wątków historycznych, politycznych i społecznych, zakorzenionych gdzieś w naszej przeszłości, cały czas powraca w realizacjach młodych artystów. Chociażby właśnie Ksenia Les i kwestia ucieczki z Rosji, w której część ludzi potrafi się realizować, ale inni czują się ograniczeni, albo Jana Šturdíková fotografująca dawne pałace. Czy Tomas Chadim, fotografujący czeski krajobraz zdominowany przez wytwory przemysłu. Michał Sierakowski odwołuje się do kontaktów ze Związkiem Radzieckim, a Babcia z lasu Leny Jakubčákovej pokazuje pokłosie przemian społeczno-politycznych z lat 90., które cały czas jest widoczne.

TS: Nawet praca Megan Moore, odnosząca się do rodzinnej historii, jest mocno osadzona politycznie.

AF: Tak, oczywiście. Nawet krajobraz w każdym kontekście ma drugie dno. Oczywiście najprościej widać to w Babci z lasu czy industrializacji przestrzeni u Chadima, ale u Moore widzimy przestrzeń, a czytamy historię sprzed kilkudziesięciu lat. Tak samo jest u Sierakowskiego.

AK: Podobnie z bardzo osobistym wątkiem traumy: jest on bardzo wyraźny u Marty Zgierskiej w projekcie Post, a zaraz obok mamy Piotra Zbierskiego, zresztą z tej samej uczelni, który deklaruje, że jego praca nie jest osobista, ale przyznaje, że od wątku osobistego się zaczęła. U obojga punktem wyjściowym są bardzo osobiste, złe lub dobre przeżycia, które potem rozwijają się w coś uniwersalnego.

TS: Czy jest jakikolwiek sens porównywać dzisiaj twórców z Polski i z zagranicy?

AK: Wydaje mi się, że gdyby zdjąć podpisy spod zdjęć, to nie bylibyśmy w stanie dokładnie powiedzieć, kto jest skąd. Gdybyśmy porównywali bardziej dojrzałych artystów, pewnie ta różnica byłaby inna, bardziej wyrazista, ale to są absolwenci czujący jeszcze na plecach oddech edukacji, nawet jeżeli są już dość dojrzali artystycznie. Na nasz konkurs bardzo często prace przysyłają Polacy żyjący długo zagranicą czy osoby o polskich korzeniach. Verena Blok ma w połowie polskie korzenie, Maja Wirkus też pochodzi z Polski i chociaż od wielu lat mieszka i pracuje w Kassel w Niemczech, to jej praca dyplomowa dotyczyła warszawskiej architektury.

Aleksandra Walków, z cyklu You are cool and pretty, trzecie wyróżnienie

Aleksandra Walków, z cyklu You are cool and pretty, trzecie wyróżnienie

TS: Rozmawialiśmy sporo o tegorocznej edycji, więc trzeba teraz zadać pytanie o przyszłość. Jakie są plany na rozwój konkursu?

AF: Nie jest łatwo, bo poza ogromem prac organizacyjnych bardzo trudno jest nam znaleźć finansowanie dla Poznań Photo Diploma Award. Z drugiej strony nie mamy gdzie pokazywać w Poznaniu tej klasy konkursu, nie ma przestrzeni czy galerii, gdzie można by z takim, albo jeszcze większym rozmachem, pokazać te prace. Cały czas wybieramy tylu finalistów, ilu uda się zmieścić w jednej sali Galerii Słodownia. Zmienił się właśnie właściciel Starego Browaru i nie wiem dziś, czy wejdziemy tam ponownie. Finansowanie i przestrzeń to jest problem. Choć w założeniu konkurs od początku jest też promocją środowiska poznańskiego i miasta, w którym się coś dzieje, władze tego nie widzą i nie doceniają. To jest przykre.

TS: A sponsorzy?

AK: Przy zeszłej edycji mieliśmy kilku sponsorów, natomiast w tym roku jedynym wsparciem była firma YES, która udostępniła nam część ścian po organizowanej wcześniej w Słodowni wystawie i do których dobudowywaliśmy resztę.

TS: Czy ofiarą tego braku miejsca była w tym roku praca Nikity Shergill? Na wystawie wisiały dwa wydruki, przyznajmy że spore, ale nie wydaje mi się, żeby był to najbardziej szczęśliwy wybór prac z cyklu, który w rzeczywistości jest bardziej interesujący.

AK: Nie okrajaliśmy ekspozycji z prac bez uzgadniania z autorami. Wszyscy wiedzieli mniej więcej jaką przestrzenią dysponują, niekiedy decydowali się na zmianę formatów, czasami rezygnowali z niektórych prac. Nikita od samego początku, i w aplikacji, i na wystawę, wysłała tylko dwie prace, chociaż obiecała, że w katalogu znajdzie się cały projekt. Ale mamy świadomość, że jurorzy też googlują i nie oszukujemy się, że decydują się na wybór danej osoby tylko pod kątem tego, co widzą w zgłoszeniu.

TS: To zostańmy przy stwierdzeniu o niekoniecznie szczęśliwym autorskim wyborze. Wróćmy jednak do planów.

AK: Z bardziej pozytywnych rzeczy, chcielibyśmy zacieśnić współpracę z naszymi jurorami. Tak jak Olivier Spillebout zaprasza wystawę Poznań Photo Diploma Award do Lille, tak chcielibyśmy żeby każdy z jurorów w jakiś bardzo konkretny sposób pomagał nam to przedsięwzięcie promować. W tym roku zadebiutowaliśmy też z małym przeglądem portfolio dla finalistów i kilkorga naszych studentów. Zainspirowało nas to, co działo się rok temu w Tarragonie na festiwalu SCAN. Nasi tegoroczni jurorzy, Jesús Vilamajó i Natalia Lloreta, zorganizowali tam przegląd portfolio Full Contact, w formule którego to artyści byli na pierwszym miejscu. To oni siedzieli przy swoich stanowiskach, a my jako osoby chcące obejrzeć portfolia i mające coś do zaoferowania, chodziliśmy między nimi i nierzadko czekaliśmy w kolejce. Spróbowaliśmy przenieść to w tym roku na nasz grunt i chcemy rozwinąć ten pomysł w kolejnej edycji za dwa lata. Nie zawsze wernisaż sprzyja rozmowom z jurorami, a jednak możliwość spotkania i rozmowy o pracach jest dla wielu finalistów bardzo ważna i zachęca ich do przyjazdu. Młodzi ludzie mają coraz większą wiedzę na temat tego, jak się promować i zdają sobie sprawę, że pewne okoliczności i wydarzenia sprzyjają temu.

AF: Widać, że oni potrzebują tego kontaktu, że chce im się przyjechać z daleka i mają świadomość, że ten kontakt z nowym środowiskiem będzie dla nich twórczy i korzystny. My jesteśmy tylko animatorami tych wydarzeń.

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

TS: Na ile Poznań Photo Diploma Award jest związane z poznańskim Biennale Fotografii? Oczywiście odbywa się w tym samym czasie, organizatorzy też są chyba mocno związani ze sobą…

AF: Nie tak mocno. Poza terminem, który dzieliliśmy przez trzy dotychczasowe edycje, największym łącznikiem jest to, że laureat konkursu ma indywidualną wystawę na kolejnym biennale.

AK: To jest też moment, w którym w Poznaniu panuje większe poruszenie fotograficzne, więcej osób przychodzi oglądać wystawy i jest zainteresowanych fotografią. To działa chyba z obopólną korzyścią.

TS: Ale z drugiej strony, wiele atrakcyjnych lokalizacji jest wtedy już zajętych.

AK: Nie powiedziałabym, że jest ich wiele. Tak naprawdę w grę wchodziłaby tylko Galeria Miejska Arsenał, a i tak musielibyśmy chyba wprowadzić w jej przestrzeń ścianki działowe.

TS: Oglądając to poruszenie fotograficzne i wystawy, które ja powodują, muszę przyznać, że Poznań Photo Diploma Award bardzo pozytywnie wyróżnia się na tym tle.

AF: Na szczęście to pan to powiedział, a nie ja.

AK: Ale też wiele innych osób… [śmiech]

AF: Od początku, a na pewno od drugiej edycji, mam świadomość tego, że jeszcze kilka edycji i zrobi się z tego bardzo poważna wystawa. To jest tylko kwestia przestrzeni.

AK: Możliwe, że kiedyś Poznań Photo Diploma Award zacznie funkcjonować jako festiwal oparty o konkurs, że wokół wystawy finalistów zbudujemy więcej wydarzeń. Możliwe, że zaczniemy się coraz bardziej usamodzielniać.

AF: Ale we dwójkę tego nie udźwigniemy. 90 procent pracy wykonuje tu Ania. Mamy oczywiście ludzi do pomocy, ale nie jest to niestety zespół festiwalowy.

Poznań Photo Diploma Award, widok wystawy, fot. Marek Zakrzewski

Poznań Photo Diploma Award, fot. Marek Zakrzewski

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaFranciszek Ammer, Tomas Chadim, Anna Grzelewska, Lena Jakubčáková, Vendula Knopová, András Ladocsi, Ksenia Les, Lena Lukačovičová, Megan Moore, Moritz Küstner, Nikita Shergill, Michał Sierakowski, Zuzana Srámková, Jana Sturdikova, Imrich Veber, Aleksandra Walków, Katarzyna Wąsowska, Maja Wirkus, Piotr Zbierski, Marta Zgierska
WystawaPoznań Photo Diploma Award
MiejsceSłodownia+1, Stary Browar w Poznaniu
Czas trwania14 listopada – 6 grudnia 2015
KuratorAndrzej P. Florkowski, Anna Kędziora
FotografieMarek Zakrzewski
Strona internetowaphotodiploma.com
Indeks

Zobacz też