30.08.2019

„Kobiety i mężczyźni przed wojną”. O malarstwie Janusza Gałuszki ze Zbigniewem Liberą

Wojciech Albiński
Janusz Gałuszka, „Pisząca na maszynie”, olej na płycie piliśniowej, 70 x 100 cm, 2013
„Kobiety i mężczyźni przed wojną”. O malarstwie Janusza Gałuszki ze Zbigniewem Liberą
Janusz Gałuszka, „Pisząca na maszynie”, olej na płycie piliśniowej, 70 x 100 cm, 2013
Ja bym powiedział w kontekście wystawy „Kobiety i mężczyźni przed wojną”, że jest to malarstwo powiedzmy historyczne. Historyczne, czyli nawiązujące do pamięci. Pamięć jest tu najważniejszym czynnikiem.

Wojciech Albiński: Obydwaj znamy obrazy Janusza Gałuszki i samego Janusza, a teraz zróbmy o nim prawdziwy, kuratorski tekst.

Zbigniew Libera: Można podejść do malarstwa Janusza Gałuszki, tak jak się pisze recenzje w piśmie artystycznym. I wówczas napisało by się, że to typowy artysta postmodernistyczny, a w jego twórczości dostrzeżemy cały wachlarz wpływów historycznych malarzy: Pierre Bonnard, Henri Mattise, fowiści i art deco, generalnie francuskie malarstwo, zaś biorąc nawet tych bardziej współczesnych, co do których przypuszczam, że Janusz w ogóle nie widział o ich istnieniu, to znajdzie się tam na przykład taki Neo Rauch.

Wie, wie. Bo mi album pożyczał.

Może wie, może nie wie, to nie ma tutaj większego znaczenia. Można o jego malarstwie opowiedzieć wpływami, nazwiskami sławnych malarzy, ale moim zdaniem to nie jest dobry klucz do twórczości Gałuszki, bo wtedy robi się z niego przeciętnego nowoczesnego malarza.

To nie są tak naprawdę poważni artyści. Rozmowa ze Zbigniewem Liberą O byciu outsiderem i sztuce oustiderów rozmawiają Zbigniew Libera i Robert Jarosz CZYTAJ!

Że zna i miesza.

Że ma w głowie historię malarstwa i potrafi coś z nią zrobić, że Janusz to „francuska bohema”. Taki termin-klucz, który zapodała onegdaj moja żona Ewa. Chodzi o to, aby nie gadać ojego sztuce przez Mattisa i Bonnarda, bo to jest nieprawdziwe, bezduszne a nawet podłe. Ja bym powiedział w kontekście wystawy Kobiety i mężczyźni przed wojną, że jest to malarstwo historyczne. Historyczne, czyli nawiązujące do pamięci. Pamięć jest tu najważniejszym czynnikiem. Dla mnie jego obrazy są obrazami pamięci. Otóż siedzi sobie taki chłopczyk, bo Janusz, mimo że jest już ojcem, to jest wciąż chłopczykiem i pamięta różne obrazy. A to taki, a to inny obraz i ponieważ jest wrażliwy, a ponadto obdarzony dobrą pamięcią wzrokową to w jego kolekcji znajduje się ich wiele. Scenę z Czterech pancernych i psa, ze Stawki większej niż życie czy z Jajo węża Bergmana, coś z realnych wydarzeń historycznych, albo nawet coś zupełnie zmyślonego. Przy czym on maluje jakby pospiesznie wywoływał te obrazy z pamięci. Wywołuje je więc na wewnętrznej siatkówce oka i rejestruje dosyć szybko na płótnie, by nie zniknęły. To co zostaje składa się bardziej z kolorów niż detali. Czasami nawet, jak we śnie obrazy Janusza składają z jakichś pociętych kawałków, ot siedzi kobieta i pisze na maszynie…

Znam ten obraz. On jest dla mnie holenderski. Kobieta nalewająca mleko.

Tak, ale on też jest jakby z filmu, filmu ze skąpą scenografią. Ogólny nastrój stworzony jest przy pomocy koloru i mglistej, rozchodzącej się formy, bez szczegółu, bez detalu. To jest tak, jakby Janusz był rodzajem medium, które obrazy w sobie wywołuje i zatrzymuje je na swoich tekturach i płótnach.

Janusz Gałuszka, „Nieznana kobieta za stołem”, olej na płyciepiliśniowej, 60 x 90 cm, 2013

Muszę ci powiedzieć, że oddaję ci hołd. To jest mój przyjaciel, jeszcze z reklamy.

Hołd?

Bo sam nie potrafiłem tego tak zobaczyć. Mówisz o jego technice mentalno-psychicznej, a dla mnie to odkrycie całości w malarstwie Janusza i jego poszukiwań szczęścia, arkadii. Wszystkie te kadry są umocowane, w takim, może nie słońcu, ale coś jak u Wajdy jest w Kronice Wypadków Miłosnych: w świetle wspomnienia. On szuka szczęścia w tym malowaniu i wspominaniu. I to jest jego świadoma decyzja, że on się na moment gdzieś przenosi.

Nie. On nie szuka szczęścia, on szuka obrazów. Te obrazy bywają szczęśliwe, ale też gorzkie. Mogą być sentymentalne, a mogą… Zresztą dużo jest sentymentalnych, na przykład rozebrane kobiety.

Żona.

Bardzo często swoją żonę maluje i fotografuje. Ale też anonimowe kobiety bez twarzy, z gazet, ilustracji, telewizji. Linie, które się zarysowują przez układ ich rąk i nóg, schylenie głowy są kapitalne. Biorą nas przez sentyment. Tym bardziej, że żyjemy w specyficznym czasie: chcemy szczęścia, a wszystko wokół trzeszczy i czeka na koniec.

Od tygodnia rośnie złoto.

No tak, ale to nic nie znaczy. Złoto jest tanie jak barszcz.

Żyjemy w czasie schyłku i są na to liczne dowody. Między innymi nieustannie powtarzane konwencje artystyczne, do tego płynące zewsząd niepokojące dane dotyczące zniszczenia, jakiego dokonaliśmy na Ziemi. Ale to oznacza, że mamy też przywilej: możemy obserwować koniec.

Kupujesz?

Niedawno zamówiłem obrączki. Ale one były tak tanie, że nawet jubiler oddał mi część pieniędzy z zaliczki przy zakupie. Chociażby to mówi, że żyjemy w czasie końca, schyłku. Coś jakby w czasie ostatnich stu lat imperium rzymskiego. To bardzo ważne dla twórczości Janusza i jego postawy życiowej.

On jest sybarytą. Sam powiedziałeś, że to francuska bohema.

Tak samo jak rzymscy poeci, pisarze czy arystokraci. Wszyscy teraz jesteśmy sybarytami. Już nawet współcześni rolnicy tak żyją. Żyjemy w czasie schyłku i są na to liczne dowody. Między innymi nieustannie powtarzane konwencje artystyczne, do tego płynące zewsząd niepokojące dane dotyczące zniszczenia, jakiego dokonaliśmy na Ziemi. Ale to oznacza, że mamy też przywilej: możemy obserwować koniec. Rozbuchana i majestatyczna cywilizacja skurczy się i zlodowacieje. W powieści Michela Houellebecqa Uległość, o tym, w jaki sposób może się to stać, Houellebecq sugeruje islamistyczną formę życia społecznego. Równie dobrze może być katolicka, ale na pewno będzie przeciwna wobec obecnej.

I w końcu będzie porządek.

Ale ten porządek będzie przedsionkiem chaosu. Jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia matematyki, to w momencie kiedy pojawiają się niesamowicie stabilne ciągi liczbowe, następnym stadium zawsze będzie kompletny chaos. Ale nie taki chaos jak go sobie ludzie wyobrażają, że wszystko fruwa dookoła, nie. W latach 90. zrobiłem pracę o chaosie. Czytałem pisma naukowe i dowiedziałem się z nich jak zrobić obwód elektryczny, który będzie generował chaos. Na ekranie lampy oscyloskopowej wyglądało to tak, że linia która dążyła do tego, by być regularnym kołem, nigdy nie mogła się nim stać. Zawsze w innym momencie spłaszczała się i stawała się elipsą, ale nie tam, gdzie się tego spodziewamy. To właśnie jest chaos.

Ale Janek jest poza chaosem i cywilizacją. To jest poszukiwanie piękna.

Niekoniecznie. Janek nie jest naiwnym malarzem. Poza tym wolałbym nie używać słowa „piękno”, bo to się źle kojarzy. Na przykład jedna pani z polskiej politycznej prawicy powiedziała kiedyś, że piękno to ona widzi w oczach swojego dziecka.

Janusz Gałuszka, „Kobieta na wojnie”, olej na płótnie, 250 x 150 cm, 2016

Ale to też jest Janek.

Janek nie maluje tych oczu, owszem poszukuje piękna, ale jest ono bardziej wyrafinowane i ma inny zupełnie charakter. To są czasem bolesne rzeczy. Kiedyś postanowiłem się z nim wymienić. Czasem z moimi kolegami artystami się wymieniam na prace i dzięki temu mam małą kolekcyjkę. Przyniosłem mu więc swoje zdjęcie i tak zastanawiałem się, co on mi da w zamian. I dał mi taką pracę pod tytułem Miłość na Krymie.

Znam doskonale.

A to są po prostu kurwy, które czekają na rosyjskie okręty na Krymie. Jak widzisz, to nie jest takie oczywiste piękno. Natomiast te obrazy mają urok. To najważniejsza rzecz, którą jednak najtrudniej powiedzieć. Bo nie do końca wiadomo, dlaczego rzucają ten urok i właściwie dlaczego jesteśmy wobec nich bezbronni. Niewątpliwie to jest dobrze namalowane. Janusz ma szybką i pewną rękę, i tu może trzeba wrócić do agencji reklamowych, skąd się znacie, bo on się tam wyćwiczył w skrócie i nabrał świadomości wizualnej. Teraz szafuje kliszami wizualnymi jak tylko chce, a ponieważ ma dużą zdolność manualną, stał się magiem. I czaruje.

Tu mamy człowieka, który prowadzi spokojne życie i znajduje wartość gdzie indziej niż większość świata. No i myśli, przypominając sobie obrazy. I to są raczej obrazy fajne niż niefajne. Ale są też straszne, może nie krwiożercze czy okrutne, ale jest w nich groza. Także w portretach, które są u niego zamawiane.

No ale nie tak jak w reklamie?

Jego doświadczenie agencji reklamowych nie jest bagatelne. Ludzie waszego pokolenia często wybierali reklamę. Ja w tamtej sytuacji, starszy, zdecydowałem się na ryzyko, że będę żył w nędzy, że na przykład przez tydzień nie będę miał na jedzenie, ale że w końcu wyjdzie na moje. Wy, młodsi, jak na przykład Janusz, żeście zdecydowali inaczej i powiedziałbym: bardzo wielu zdolnych ludzi wylądowało w agencjach, kwiat ówczesnej młodzieży. I absolutna większość tych ludzi została tam zmielona. Ale niektórzy potrafili się ocknąć. Janek pracował tam – zapewne bez mięty i zaufania – ale tylko tyle, by osiąść.

Janusz Gałuszka, „Łagodna kobieta z opuszczonymi oczyma”, olej na płycie piliśniowej, 70 x 100 cm, 2013

Domek na peryferiach rzymskiego imperium.

Pod Rzymem. I tam realizuje swój prawdziwy talent. W reklamie nauczył się jeszcze innej rzeczy: żeby nie przesadzać z ambicjami. Bo Janusz nie należy do gości, którzy mają wybujałe ambicje.

Och…

Nie znasz takich gości. A tu mamy człowieka, który prowadzi spokojne życie i znajduje wartość gdzie indziej niż większość świata. No i myśli, przypominając sobie obrazy. I to są raczej obrazy fajne niż niefajne. Ale są też straszne, może nie krwiożercze czy okrutne, ale jest w nich groza. Także w portretach, które są u niego zamawiane.

Mam obraz dwójki swoich dzieci namalowany przez niego. I to nie jest, jak mówisz, fajny obraz. Dzieci są przetarte farbą ze trzy razy, jakby już były daleko. Jakby to była stara klisza.

Bo nasze medium sobie coś przypomina. Nie może się skupić, wywołać ostro. I tak powstaje niedowołany obraz, choć doskonały technicznie.

Zawsze chciałem być artystą, ale mogę tylko o nich pisać: Zbigniew Libera Wojciech Albiński opisuje swoje spotkanie ze Zbigniewem Liberą CZYTAJ!

To chyba Józef Hałas we Wrocławiu na Akademii Sztuk Pięknych powiedział mu, że „Pan musi na siebie uważać, bo to za łatwo Panu przychodzi”.

Hałas raczej dla niego nie odegrał wielkiej roli, może raczej Sasza Dymitriew. Był też moment, że miał styczność z Pawłem Jarockim z grupy Luxus, ale to chyba nie była wielka miłość. Janusz jest osobny. A o szkole trzeba koniecznie powiedzieć, bo ona go wyposażyła w kilka atrybutów, których by sobie nie wziął sobie tak ot. Kolorystyka, której używa jest bardzo wyrafinowana. To nie są proste kolory, a wyglądają jakby przychodziły mu łatwo. Z doświadczenia wiem, że nic nie przychodzi od niechcenia, choć dobrze jeśli robi takie wrażenie. Są czasem miejsca w obrazach Janusza, gdzie widać ślady męki, bo rzeczywiście szybko maluje i jak nie ma pomysłu na jeden obraz w jednej sesji, to zostawia niedomalowane.

To jest takie biologiczne. Dokąd jest energia.

Ale też jest estetyczne, gustowne, i człowiek dobrze się z tym czuje. Na przykład teraz w jego living roomie wisi wielka martwa natura. Ogromna. Wygląda jak reprodukcja klasycznego malarstwa tyle, że powiększona. Zwykle te klasyczne martwe natury nie przekraczały czterdziestu centymetrów na sześćdziesiąt, a ta ma dwa metry na półtora. Pod nią stoi stolik, ten sam co na obrazie tylko że mniejszy. I tak właśnie postępują malarze postmoderniści. To jest odrobienie naszej cywilizacyjnej lekcji, a potem powiększenie jej do najszerszych granic. Pytałem Janka, co z niedokończonymi fragmentami tej martwej natury. Powiedział, że czeka na odpowiedni czas. Nie spieszy się.

W obliczu jego malarstwa jesteśmy szczęśliwi, czujemy się dobrze, jesteśmy w stanie akceptować zło i nawet kurestwa przechodzą lekko i przyjemnie. Wszystko zaś dzieje się przed wielką zmianą. Jego malarstwo zbawia okrucieństwo tego świata łagodnością widzenia.

Chcesz powiedziec, że to człowiek, który z finezją korzysta z ostatnich dni lata. I raczy nas nimi, uświadamia. Jak nalewkami i ziołami z ogrodu?

Janusz jest medium naszego świata. To są obrazy już wymyślone, kiedyś już stworzone. Teraz można je tylko zjeść. Rzymianie w odróżnieniu od barbarzyńców wiedzieli, co jest dobre, miłe i wiedzieli, jak to skończyć. Wiedzieli, jak otwiera się żyły. Tylko w ciepłej kąpieli, żeby nic nie czuć. Malarstwo jak Janka jest takim symptomem schyłku. Świadome końca, nieuchronnej katastrofy. Można jeszcze tylko jedno – można najspokojniej w świecie posmakować życia.

Wiesz jaką mu ksywę dałem w reklamie? Obiad. Dla Janka najważniejszym punktem dnia był obiad właśnie i my żeśmy jeździli czasem na drugi koniec miasta, po to, aby zjeść coś niezwykłego. Kaczkę. Ach i jeszcze, nie wiem, czy ty wiesz, że on pisze.

O!

On pisze bardzo dobrze. Jak Ota Pavel. Świr, ale geniusz. Na tyle delikatny w opisie uczuć, a zarazem tak sensualny, że masz poczucie, że wszedłeś doświata, który aż drży. Jesteś tam, a jednocześnie wiesz, że to się nie utrzyma. Musisz chociażby zamknąć książkę. I to samo jest u Janka. Próbuję zresztą za tymi jego rzeczami pisanymi chodzić, żeby ktoś mu to wydał. Trochę na licencji prowincji. Bo Janek siedzi mentalnie w tym swoim Jaworze, skąd pochodzi. Jak spotyka nowego człowieka zawsze go pyta i lokalizuje: czy jest z Dolnego Śląska, a jak tak, to czy z Jawora, a jak zna Jawor, to czy zna Sichów. Jak Sichów, to czy zna niemiecki ród, który Sichów opuścił…

Przerwę ci, bo jak na człowieka prowincjonalnego, to on ma zadziwiająco szerokie znajomości. Ludzie lgną do niego. A on jest w tym całkowicie autentyczny. Niczego nie fabrykuje, nic nie oszukuje.

Janusz Gałuszka, „Kobieta fruwająca”, olej na płótnie, 90 x 130 cm, 2013

Ja nie wiem, czy to jego pisanie jest lepsze czy malarstwo.

Mówisz tak, bo najprawdopodobniej bardziej czujesz literaturę. Ale powiedz: to jest proza czy poezja?

Proza. Cały czas czytasz to w dwóch planach. Metafory i detalu. I ogromnego oddania ludziom, życzliwości. Zbawienia wszystkich, jak leci.

Widzę tutaj podobieństwo do jego malarstwa. A wszystko to łączy mi się jakoś z reklamą. Czyli powierzchownie nielogiczny, ale zadziwiająco trafny, emocjonalny skrót.

Pop-parnas mnie nie pociąga. Rozmowa ze Zbigniewem Liberą Karolina Plinta w rozmowie ze Zbigniewem Liberą CZYTAJ!

Ja tak widzę tytuł tej wystawy. Kobiety i mężczyźni przed wojną. Skąd go wzięliście?

Ze spotkania. Siedzieliśmy razem z Ewą, a Janusz wynosił całe gromady obrazów z piwnicy, to wszystko, jak to zwykle bywa, trwało wiele godzin. I tytuł przy tym patrzeniu stał się oczywisty.

Jest olśniewający.

A Janusz się z nim zgodził. I nawet, jeśli nasza diagnoza, jeśli można tak paskudnie powiedzieć, jest w połowie trafna, to on się z nią zgadza. W obliczu jego malarstwa jesteśmy szczęśliwi, czujemy się dobrze, jesteśmy w stanie akceptować zło i nawet kurestwa przechodzą lekko i przyjemnie. Wszystko zaś dzieje się przed wielką zmianą. Jego malarstwo zbawia okrucieństwo tego świata łagodnością widzenia.

Jest taka anegdota o Janku. On sam też się nią opisuje. Poproszono go, żeby na imprezie zrobił komuś zdjęcie, akurat był moment i Janek przystał na to gorąco, a potem powiedział, że bardzo chętnie by je zrobił, ale właśnie nie ma aparatu. Cała jego uprzejmość i niemoc zarazem.

A tak, tak. Zostawił to sobie w głowie na później.

Teraz myślę, że te wszystkie obrazy mu się rozejdą. Ciekawe, co on na to?

Trzeba go spytać.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJanusz Gałuszka
WystawaKobiety i mężczyźni przed wojną
MiejsceGaleria Sztuki w Legnicy
Czas trwania16.08. –29.09.2019
KuratorZbigniew Libera
Strona internetowagaleria.legnica.eu
Indeks

Zobacz też