21.08.2020

Historie przy ognisku. „Circle of Life. The Order of Death” Bartosza Zaskórskiego w galerii Piktogram

Janek Owczarek
Bartosz Zaskórski, „Rytualny odstrzał”, z serii „Rytualne działania mające na celu zachowanie kontroli”, A4, cienkopis, 2018
Historie przy ognisku. „Circle of Life. The Order of Death” Bartosza Zaskórskiego w galerii Piktogram
Bartosz Zaskórski, „Rytualny odstrzał”, z serii „Rytualne działania mające na celu zachowanie kontroli”, A4, cienkopis, 2018
Nierzadko najwięcej zawdzięczamy jakimś pojedynczym dziełom, momentom, urzeczeniom – rzadko kiedy całym wystawom. Podobnie działają prace Zaskórskiego. Niczym rozsiane po mapie ogniska w „Dark Souls”, ukochanej grze artysty.

Opisując sztukę Bartosza Zaskórskiego, krytyka często wylicza szeroki zasób środków wykorzystywanych przez artystę. Zaskórski rysuje, tworzy instalacje i obiekty, znajduje rzeczy, gra muzykę, nagrywa słuchowiska, odprawia performanse, robi filmiki i gry, bywa kuratorem wystaw. Nie jest szczególnie przywiązany do jednego medium, bo – jak sam lubi podkreślać – zależy mu przede wszystkim na opowiadaniu historii. Pamiętam mądrość, którą podzielił się kiedyś ze mną Rafał Dominik: do opowiedzenia i wysłuchania najlepszych historii czasami wystarczy po prostu siedzenie przy ognisku. W sztuce tego typu podejście zazwyczaj prezentuje się dobrze na poziomie pojedynczych prac. Jak to wypada w przypadku najnowszej wystawy Zaskórskiego Circle of Life. The Order of Death zrealizowanej w warszawskiej galerii Piktogram?

Potwór skebabizowany Wystawę Bartosza Zaskórskiego "Monster" w Galerii Henryk recenzuje Aleksandra Goral CZYTAJ!

Tytuł wystawy to równocześnie nazwy dwóch piosenek. Pierwsza to klasyk z otwierającej sceny w filmie Król lew, drugiej nie znałem – utwór Public Image Limited pochodzi z postapokaliptycznego horroru Hardware w reżyserii Richarda Stanleya. Oba filmy, jak sugeruje tekst do wystawy, łączy podobna konstrukcja przedstawionego świata, którego integralność i harmonia funkcjonują w ciągłym napięciu; wiadomo, że wkrótce zostaną porządnie nadwyrężone. Coś się powinno wydarzyć, chociaż do końca nie wiadomo co. Na takim styku operuje w swojej twórczości Zaskórski, oczywiście przenosząc się z jakiejś totalnej, metafizycznej skali na poziom codzienności i osobistych doświadczeń.

Bartosz Zaskórski, „autoportret”, z cyklu „wszyscy znajomi umarli na dziwną chorobę”, ołówek techniczny na papierze, A4, 2019
Bartosz Zaskórski, „Instruction of self-destruction”, ołówek techniczny na papierze, A4, 2019

Zaskórski udowadnia, że może i potrafi narysować właściwie wszystko. I chociaż nie każdego przekona estetyka tych prac, to samo przyglądanie się całej tej zbieraninie materii ożywionej i nieożywionej zwyczajnie cieszy.

Wystawa w Piktogramie jest duża, dominują przede wszystkim rysunki. Mam wrażenie, że jest ich nawet zbyt wiele, jakby całą przestrzeń galerii należało skrzętnie wypełnić wyłącznie dla zasady. W efekcie kolejne (nierzadko gęsto skomponowane) scenki, motywy i postacie wypełniające kolejne prace artysty zlewają się, powodując uczucie monotonii. W niczym nie odbiera to jednak im uroku i fachowości wykonania. Zaskórski udowadnia, że może i potrafi narysować właściwie wszystko. I chociaż nie każdego przekona estetyka tych prac, to samo przyglądanie się całej tej zbieraninie materii ożywionej i nieożywionej zwyczajnie cieszy. Zaskórski rysuje twarze (swoje, znajomych, obce), ryjce, genitalia, stwory, insekty, duszki, mutanty, korytarze, budynki, faunę i florę, przy czym rzadko kiedy pozostawia je w naturalnym, defaultowym stanie – wszystko jest wizualnie rozregulowane, przerośnięte, podgniłe, zmutowane lub trawione grzybem czy innym raczyskiem. Takie są również sytuacje, które wydarzają się w tych kompozycjach. Jakby ze snów, japońskich animacji albo jakichś izometrycznych gier komputerowych. Czasami trudno połapać się i wyczytać z rysunków konkretne zdarzenia i źródła inspiracji, ale podoba mi się, że artysta stroni od stylistycznego wydziwiania i kombinatorstwa – wszystkie te wymyślone lub zobaczone historie ujęte zostają w rygor nadzwyczaj realistycznej formy.

Bartosz Zaskórski, „Młodzieżowy mutant odkrywający swoją prawdziwą naturę”, cienkopis na papierze, A4, 2018
Bartosz Zaskórski, bez tytułu, cienkopis na papierze, A4, 2020
Bartosz Zaskórski, „Rytuał wrzucania kota do dziury”, z serii „Rytualne działania mające na celu zachowanie kontroli”, cienkopis na papierze, A4, 2018
Bartosz Zaskórski, „Las”, cienkopis na papierze, 70 x 70 cm, 2019
Bartosz Zaskórski, „Hiperultra moutain”, cienkopis na papierze, A4, 2020,

Podobne wyczucie w wyborze odpowiednich środków cechuje rzeźbiarskie prace zaprezentowane na wystawie, choć nie wszystkie. Na przykład niespecjalnie trafiają do mnie druciane figury wykonane przez tatę artysty na podstawie jego rysunków. Jedna z nich to oparta o ścianę człowiekowata postać naturalnej wielkości, w której jedynym punktem kontrastującymi z ciemnym, gęsto plecionym drutem są doczepione gałki oczne. Druga to po prostu zwierzę przypominające byka. Może się mylę, ale wydaje mi się, że mógłby go stworzyć każdy inny majster specjalizujący się w dziedzinie metalurgii. To realizacje formalnie zbyt konwencjonalne, wtórne i nie sądzę, że rodzinne afiliacje dodają im dodatkowej wartości, oczywiście oceniając wyłącznie z pozycji widza.

Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy
Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy
Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy
Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy
Podoba mi się poetyka działań Zaskórskiego, bo łączy w sobie dość odstręczającą nutę z wyraźną wesołkowatością czy nawet życiową afirmacją. Nie ma w nich miejsca na wartościowanie, wykreowane sytuacje po prostu się wydarzają.

Zdecydowanie lepiej wypadają rzeźby, do których Bartosz Zaskórski zaaplikował dodatkowe elementy. Silikonowy odlew popiersia artysty (wykonany przy pomocy specjalistki w tym zakresie, Agnieszki Adamskiej) z wciśniętą z tyłu buźką jakiegoś stworka budzi skojarzenia z zainfekowanymi pasożytniczym grzybem postaciami z rozgrywającej się w pandemicznym świecie gry The Last of Us. Przy podstawie tej pracy (której syntetyczne flaki wypruto na zewnątrz) umiejscowione jest krótkie wideo przedstawiające szybki spacer po mieszkaniu z perspektywy pierwszej osoby. Lustro w łazience ukazuje bohatera tej przechadzki, a jest nim jeden z podstawowych osobników pojawiających się w sztuce Zaskórskiego – obleśny, rozrośnięty blob. Czy to końcowa faza jakieś ludzkiej mutacji? Nie wiem czy artysta w jakikolwiek sposób inspirował się kolejnymi stadiami rozwoju zakażenia przedstawionym w The Last of Us, ale grając niedawno w drugą część serii, mogę odpowiedzieć: jest możliwe.

Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy
Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy
Bartosz Zaskórski, „Circle of Life. The Order of Death”, widok wystawy

Podoba mi się poetyka działań Zaskórskiego, bo łączy w sobie dość odstręczającą nutę z wyraźną wesołkowatością czy nawet życiową afirmacją. Nie ma w nich miejsca na wartościowanie, wykreowane sytuacje po prostu się wydarzają. Na przykład minimalistyczna konstrukcja z zamontowaną i zaprogramowaną w losowy ruch niewielką szczęką jakiegoś leśnego zwierza wzbudza raczej uczucie wesołości niż smutku. To samo dotyczy zgrzytających ludzkich zębów w innej znajdującej się na wystawie pracy. Słuchając tego niesympatycznego, bądź co bądź, dźwięku raczej nie zbiera się na płacz – prędzej na konstatację w stylu: ja też zgrzytam zębami po nocach.

Na zakończenie pozostaje pytanie, o czym właściwie opowiada Circle of Life. The Order of Death? Ja nie wyłuskałem tutaj jednego dominującego motywu, jakiejś narracji sumującej się w poszczególnych pracach. Są raczej osobne historie, anegdoty i inspiracje. Być może Bartosz Zaskórski lepiej wypada w mniejszych, bardziej spójnych i domkniętych formatach – słuchowiskach, grach komputerowych, komiksach czy niewielkich wystawach o kebabie-monsterze. Z pewnością swoje robi fakt, że wystawa w Piktogramie prezentuje – jak się dowiedziałem – fragment doktoranckiego dyplomu artysty, a tego typu prezentacje zazwyczaj opierają się na trochę innych założeniach niż klasyczna wystawa w galerii. Z drugiej strony, czy wszystko koniecznie musi łączyć się w jedną, logiczną całość? Nierzadko najwięcej zawdzięczamy jakimś pojedynczym dziełom, momentom, urzeczeniom – rzadko kiedy całym wystawom. Podobnie działają prace Zaskórskiego. Niczym rozsiane po mapie ogniska w Dark Souls, ukochanej grze artysty. A jak mawiał Rafał Dominik…

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaBartosz Zaskórski
WystawaCircle of Life. The Order of Death
MiejsceGaleria Piktogram, Warszawa
Czas trwania27.06–29.08.2020
Strona internetowapiktogram.org
Indeks

Zobacz też