„A Different Kind of Order” Mai Wolińskiej w Galerii Entropia
We wrocławskiej Galerii Entropia trwa wystawa prac Mai Wolińskiej „A Different Kind of Order”. Składają się na nią ułożone w poliptykach lub pojedynczo barwne fotografie i prace video. Artystka, która od wielu lat eksploruje domeny time-based media oraz video i sound artu, tym razem zaprasza do wędrówki po mieście XXI wieku i uważnej obserwacji spontanicznych ekscesów i strategii przetrwania miejskiej flory i fauny synantropijnej. Ale nie jest to kolejna wystawa spod znaku transgatunkowej solidarności, która podkreślałaby bądź idealizowała potencjał symbiotycznych relacji ludzi i nie-ludzi. Idzie raczej o wskazanie odmiennych i niesprowadzalnych do siebie porządków przyrody i ludzkiego (kultury i technologii), które zmuszone są istnieć obok siebie – raczej w dywersji, niż w komunii. W tym układzie to właśnie sztuka (z wykorzystaniem technologii) może spekulować na temat relacji ludzi i nie-ludzi i ich przyszłości. Maja Wolińska wymyśla hybrydyczne gatunki flory („nieoczywistej”) i fauny („peryferyjnej” – jak pisze w Obserwacjach bio-urbanistycznych11 M. Wolińska, A Different Kind of Order, Wrocław 2026, s. 4, 106 i in. ↩︎) i stawia kilka intrygujących pytań, pośród których kwestia czystości gatunkowej wydaje mi się najbardziej frapująca.
Wystawie towarzyszy publikacja pt. A Different Kind of Order z fotografiami i tekstami Mai Wolińskiej, Agnieszki Bandury (eseje i leksykon haseł synantropijnych), projektu Karoliny Wiśniewskiej, oraz projekcje prac video.
Kategoriami kluczowymi tego projektu są hybryda i postępująca (automatyczna bądź spontaniczna) hybrydyzacja wytworów przyrody, człowieka i maszyny. Hybryda to błąd systemu bądź wybryk natury, który nie poddaje się łatwo klasyfikacjom, komodyfikacji czy kontroli. W otwierającym wystawę tryptyku-instalacji fotograficznej hybrydę symbolizuje pies i chwast. Pies jako zwierzęcy gatunek dalece synantropijny, najbardziej „zżyty” z człowiekiem, a przecież obcy i podatny na zdziczenie – jak w sekwencji fotografii z pokazów rasy i tresury (videoklatek ze Spaceru z psem) skadrowanych w taki sposób, że „chodzenie przy nodze” wydaje się tyczyć tak psa, jak i człowieka. Chwast jako arbitralna jednostka normatywno-typologizująca, wyjątkowo bogata w metaforyczne odniesienia – w fotografiach roślin o minimalnych wymaganiach i zdolnych do przeżycia w najtrudniejszych miejskich warunkach. Marek Krajewski tych prawdziwych liderów miejskiego survivalu i biosytuacjonistów nazwał „dzielniakami”22 M. Krajewski, Spis natur. O mieście, technologii, sztuce i obyczajach, Kraków 2023, s. 39. ↩︎. Ale nie ukrywajmy, chwast jest zazwyczaj istotą niepożądaną, dewaluowaną, dyskryminowaną i eksterminowaną. Centralne miejsce kompozycji fotograficznej, pomiędzy psem i chwastem, zajmuje człowiek – ludzka dłoń i palec demiurga ze spoczywającym na jego czubku ziarenkiem (Michael Marder zwracał uwagę, że historia filozofii zachodniej cierpi na „konceptualną alergię na to, co roślinne”33 M. Marder, The Philosopher’s Plant. An Intelectual Herbarium, New York 2014, s. XIV. ↩︎, a przecież zaczyna się od zasiewu – conceptio). W tym przypadku jest to jednak paluch, który zaraz namiesza w porządku stworzenia. Paluch nieczysty, jak ludzkie ciało w ogóle – protetyczny byt, w którym spotyka się dziś udomowiona natura i zdziczała kultura, cyborg i zwierzę, pasożyt i żywiciel44 Por. D. Haraway, Manifest gatunków stowarzyszonych, tłum. J. Bednarek, w: A. Gajewska (red.), Teorie wywrotowe. Antologia przekładów, Poznań 2012, s. 241-260. ↩︎. Bo wnikliwych i uważnych odbiorców i ludzkich tropicieli fauny i flory czeka prawdziwa uczta – wyjęte z cyberherbarium Mai Wolińskiej wielkoformatowe fotografie, nasycone kolorami i fakturami, to syntetyczne obrazy, będące tworem ludzkiego umysłu oraz technicznego imaginarium. Próba rozpoznania rzeczywistych okazów, czystych gatunków w wizerunkach roślin sfingowanych w konwencji „suchego” zielnika (hortus siccus) skazana jest na niepowodzenie. W epoce AI-entuzjazmu (ewentualnie AI-fobii) Maja Wolińska przygląda się maszynie z odmiennej perspektywy: bada jej błędy, potknięcia, usterki, artefakty, przywracając im intrygujący, kuriozalny, estetyczny walor. W serii Spekulatywna chwastologia (Speculative Weed Studies, 2025) to, co nie-ludzkie (rośliny, owady) podnosi do potęgi, wykorzystując wybrakowaną i zdegenerowaną technologię do wytworzenia zmanipulowanego obrazu roślin, które istnieją tylko w tym uniwersum. Tomasz Szerszeń w eseju Zielnik: afektywny atlas natury i historii pyta: „Czym jest zielnik w dobie antropocenu i klimatycznej katastrofy? Pamięcią traconej natury? Prywatnym mikromuzeum, w którym zostają ustanowione i są analizowane więzi między tym, co ludzkie i pozaludzkie? Afektywną reakcją na kryzys? Atlasem miłości (do) natury? A może innym sposobem pisania historii?”55 T. Szerszeń, Zielnik: afektywny atlas natury i historii, w: T. Szerszeń (red.), Atlas. Antologia, Gdańsk 2025, s. 491. ↩︎. Na pewno tym ostatnim – stosownie wybrakowanym narzędziem do opisu coraz bardziej fragmentarycznej i przypadkowej rzeczywistości.
W której ludzi coraz częściej zastępują maszyny i sztucznie generowane systemy, bazy danych, wirtualni asystenci. Czy technologię spotka (spotyka?) los ten sam, co zwierzęta i rośliny, które zbyt długo z nami obcowały? Czy nieomylność i perfekcja, które przypisujemy maszynie (jako doskonałemu remedium na nasze, ludzkie słabości), są równie podatne na zepsucie, co naturalny porządek, zdrowy rozsądek czy instynkt? Emocje, afekty, ambicja, potrzeba hierarchii i dominacji, to ludzkie słabości – czy infekujemy nimi, w konsekwencji bezużyteczne, maszyny? Zepsute, ale piękne, choć już niepraktyczne, bo zbyt ludzkie, oswojone. Porzucona, sferalizowana, niechciana technologia (feral machines, feral AI) wciąż jest gdzieś obok, nie znika wraz z kolejnymi aktualizacjami systemów, programów, aplikacji. Adaptuje się do rzeczywistości, odkłada, osadza, hartuje i przejmuje chwilowe nieużytki czy odpady (patches of Anthropocene66 Por. A. Tsing, J. Deger, A. Saxena and F. Zhou (eds.), Field Guide to the Patchy Anthropocene. The New Nature, Stanford 2024. ↩︎) – jak chwast albo kompost. Badacze i badaczki zaangażowane w tworzenie interdyscyplinarnego Feral Atlas77 Feral Atlas, https://feralatlas.org/ (dostęp: 2.04.2026). ↩︎, antycypując nadejście „nowej natury” i definiując ferality, koncentrowali się na procesie feralizacji przyrody i organizmów żywych: „Zdziczenie (ferality) oznacza, zgodnie z naszym rozumieniem, stan, w którym nie-ludzkie byty angażują się w ludzkie projekty, ale nie w sposób przez ludzi zaplanowany”88 A. Tsing, J. Deger, A. Saxena and F. Zhou (eds.), dz. cyt., s. 10. ↩︎ – co może skutkować katastrofą, ale może być też cudem. Anna Lowenhaupt Tsing podkreślała, że ani człowiek, ani jego wytwory (jak technologia czy infrastruktura) nie są feral, a produkują czy powodują zdziczenie (ferality), tym samym tworząc świat, w którym sprawczość zmuszeni będą oddać w ręce organizmów nieludzkich99 Tamże, s. 167: „The Anthropocene emerges in irony: Humans are creating a world for the agency of feral nonhumans”. ↩︎. A Maja Wolińska pyta o możliwość syntetycznej synantropizacji i hybrydyzacji ludzkich i krzemowych światów.
Maszyny psują się z naszej winy. Być może zawiniły wpisane w ludzką naturę skłonność do antropomorfizacji i niechęć do przyjmowania innych perspektyw – to przez nie technologia schodzi na psy. Maja Wolińska proponuje inne podejście – kolejnym wątkiem, który spaja prezentowane na wystawie i w publikacji projekty (Dreaming the Dog, Spacer z psem, Spotkaliśmy X), jest obraz tego, co (wciąż) dzikie i nie-ludzkie w tym, co cywilizowane, tresowane, hodowane i uprawiane. Tego pierwiastka nieokiełznanej, zaskakującej pierwotności czy naturalności, który wciąż tkwi w każdym z nas. Pozwala spojrzeć na zmiany wokół i na nas samych z innego punktu widzenia. Jak w starożytnych mitach, to psy ponownie stają się naszym „łącznikiem z przeszłością i własną dzikością”1010 M. Zusak, Trzy dzikie psy i prawda, tłum. M. Kafel, Kraków 2025, s. 281. ↩︎. Maja Wolińska w kilkuminutowym filmie o X – anonimowym psie, który „był obok” podczas jej wędrówki po Indiach – opowiada historię gatunków synantropijnych, stowarzyszonych, ale osobnych, równoległych („wykastrowanych wilków” i naszych aniołów1111 M. Alizart, Psy. Filozoficzne opowieści o naszych najlepszych przyjaciołach, tłum. J.K. Brzeziński, Gdańsk 2025, s. 114 i 138. ↩︎): „Spotkaliśmy X na wysokości 6000 metrów. Od wielu dni powtarzała tę samą drogę. Góra-dół, góra-dół, góra-dół. Budziła się w środku nocy i ruszała. Bez pośpiechu […] Wczesnym rankiem stawała na szczycie […] W południe zaczynała schodzić. Zawsze ostatnia, zachowywała dystans. Cierpliwie czekała, jeśli to było konieczne. X nie pragnęła kontaktu, unikała bliskości. Dzień spędzała zwinięta w kłębek, wciśnięta między kamienie. Czekała na noc.” Z kolei w video Spacer z psem artystka w przewrotny sposób wskazuje na różnicę perspektyw skazanych na siebie ludzi i nieludzi, a w związku z tym na ewentualność nieporozumienia i zaburzeń w komunikacji1212 Por. M. Król, Lepszy gatunek. Psio-ludzkie historie, Warszawa 2024. ↩︎. Tytułowe walking the dog, sprowadza zwierzę do rangi przedmiotu, tresowanej kukiełki, genetycznego eksperymentu, symbolu statusu czy estetycznego (zgodnie z osobistymi preferencjami) gadżetu. W fascynującej, zwolnionej sekwencji, nawet pieszczota ludzkiej dłoni nabiera dwuznacznego wydźwięku – być może przyjemność sprawia wyłącznie mnie, być może zwierzę podchodzi do niej zadaniowo i (jak XIX-wieczne histeryczki) zawczasu zdradza oczekiwane symptomy pobudzenia, błogości itd. Te prace burzą komfort myślenia o „naszych” zwierzętach. I o naszej pozycji względem nich: pana? właściciela? trenera? towarzysza? zakładnika? ofiary? Dwie psie strategie – zdystansowanego towarzysza i wybrednego pupila – nie tylko dobitnie podkreślają złożoność naszych relacji z tym, co (jak nam się wydaje) oswajamy, ale i chroniczną labilność relacji natura-kultura. I ostateczną niemożliwość wyplenienia dzikości, z którą obcujemy, również w nas samych1313 Por. M. Grebowicz, Uratuj mnie. O psach i ich ludziach, tłum. D. Wasilewska, Warszawa 2025. ↩︎.
Hybryda w projekcie Mai Wolińskiej pełni szczególną funkcję tak w poszukiwaniu utraconej naturalności, jak w obronie nieczystości gatunkowej. We współczesnej humanistyce i ekologii coraz bardziej popularne staje się pojęcie „ludzkiej dzikości” (anthropogenic wildness), tj. dzikości spowodowanej przez człowieka. Julia Fiedorczuk, która podejmuje ten wątek w Cyborgu w ogrodzie, przekonuje (za Richardem Botkinem), że dzika przyroda jest dzisiaj dziełem ludzi1414 Por. J. Fiedorczuk, Cyborg w ogrodzie. Wprowadzenie do ekokrytyki, Gdańsk 2015 i R. Raglon, The Post Natural Wilderness & Its Writers, „Journal of Eco-Criticism”, 2009, vol. 1(1), s. 60-66. ↩︎. Indukowane przez człowieka hybrydy to istoty przyszłości, w których spotykają się natura i kultura, pierwotna i wtórna dzikość, ludzkie i nieludzkie. Z kolei Gary Snyder proponuje rozróżnienie na dzicz (wilderness) i dzikość (wildness). Do drugiej zalicza ludzkie ciało oraz język jako jeden z aspektów ludzkiej dzikości (!), do którego dostęp daje nie nauka czy filozofia, lecz poezja (sztuka)1515 Por. G. Snyder, The Practice of the Wild, San Francisco 1990. ↩︎. Nauka i filozofia (zachodnia) od początków dewaluowały nie-ludzkie formy istnienia (rośliny, zwierzęta, automaty itp.). Dla przykładu, zwierzę symbolizowało to, co wyparte i „nieodpowiednie” w naturze ludzkiej (tj. irracjonalność, instynkt, popędy, niemotę, nieświadomość itd.), stanowiąc odskocznię dla rozmaitych wizji antropologii filozoficznej, uparcie tropiących i podkreślających różnice między człowiekiem a zwierzęciem. Z przyczyn wiadomych tylko ludzkiej pysze, zwierzęcość utożsamiana była też z bestialstwem, barbarzyństwem, dzikim okrucieństwem i przeciwstawiana kulturze. Kulturze, która „wyobcowała” się z natury za sprawą filozofii, a dziś usiłuje do niej powrócić na mocy ponowoczesnych koncepcji bezdyskusyjnie znoszących dychotomię natura-kultura.
Jesteśmy zwierzętami i mamy z tym problem. Należymy do natury i równocześnie nieustannie ją przekształcamy, adaptujemy i niszczymy. Fakt przynależności człowieka do natury (zależności od natury) powoduje w konsekwencji zarówno usiłowanie wyemancypowania się z niej, jak i pragnienie mistycznego stopienia się z nią w jedność (powrotu do matki-natury) i tęsknotę za nią (solastagia). Na niespotykaną wcześniej skalę i z oszałamiającą prędkością niszczymy to, za czym tęsknimy. A jako zwierzęta jesteśmy i śmiertelni i wyjątkowo śmiercionośni. Panowie i panie przyrody, o zmierzchu (w „antropocieniu”1616 A. Marzec, Antropocień. Filozofia i estetyka po końcu świata, Warszawa 2021. ↩︎) wypłakujemy nostalgię za utraconą naturą. Namiętna miłość życia i wszystkiego, co żyje (jak Erich Fromm zdefiniował biofilię) – może okazać się destrukcyjna tak dla ludzi, jak nie-ludzi. Rynek produktów i usług, mających zadośćuczynić (najlepiej tu i teraz) naszym potrzebom „powrotu do natury”, rozwija się bardzo dynamicznie. Płytka ekologia i nieskończony ludzki apetyt wzajemnie się dopełniają. Chęć zysku (wzbogacenia się na naturze) motywuje ludzkie procesy uprawiania i hodowania (cultura), tresowania, modyfikowania czy „optymalizowania” tego, co inne. Zwierzę, roślina, maszyna wciągane są w ludzki cykl oswajania, urzeczowiania, dominacji i wyzysku. Ergonomicznie poddawane są ludzkiej klasyfikacji i segregacji – odsiewaniu tego, co gorsze od tego, co bardziej przydatne. Historia atlasów fauny i flory, zielników i zwierzęcych kolekcji anatomicznych, stanowi dowód na to, jak bardzo cenimy porządek i stałość. Na etapie komponowania atlasu dochodzi do segregacji i pominięcia osobników wybrakowanych, słabszych, nieczystych, skundlonych. Wykluczone z atlasu, zaczynają egzystować w heterotopijnych przestrzeniach współczesnej natury. W obszarach „wtórnej dzikości”, jak pisze Gilles Clément1717 G. Clément, The Planetary Garden and Other Writings, tłum. S. Morris, Philadelphia 2015. ↩︎. Jego „ogród planetarny” stanowi zamknięty ekosystem form życia w całej ich ewolucyjnej bioróżnorodności i nie ma w nim elementów gorszych czy zbędnych. Istotną częścią „ogrodu globalnego” jest „trzeci pejzaż”, tj. te obszary natury, które człowiek wcześniej czy później zostawia odłogiem, w spokoju (jak bagna, torfowiska, opuszczone części miast, pobocza dróg, nasypy kolejowe itp.). Tam ewolucja działa tak, jak chce. „Trzeci pejzaż” to genetyczny rezerwuar planety czy rezerwuar „wtórnej dzikości” – siłę czerpie on nie z zachowania czystości (gatunków), lecz z mnogości mieszańców, odmieńców, przybłęd, ocaleńców itd. Kategoria „wtórnej dzikości” odmienia nasz sposób myślenia o naturze i o dzikości, stanowiąc obronę (jeśli nie pochwałę) natury zmierzwionej, skażonej, skundlonej i zachwaszczonej.
Wystawa Mai Wolińskiej i towarzysząca jej publikacja A Different Kind of Order proponują taką właśnie wizję. Po pierwsze, tradycyjna absolutna dychotomia natura-kultura jest nie do utrzymania. Po drugie, kultura (wraz z nią sztuka i technika) wolna, tj. absolutnie czysta od technologii (w tym diabolicznej AI), jest równie wątpliwa.
W pierwszej sprawie nie zamierzam wyważać otwartych już drzwi – literatura z zakresu filozofii przyrody, humanistyki środowiskowej, ekofilozofii i ekopoetyki, krytyki antropocenu czy posthumanizmu idzie w tony. Jak nie ma sensu przekonywać „klasyka”, że historia sztuki nie kończy się na XIX wieku – tak bezsensowne jest odpieranie zarzutów, że dychotomia natura-kultura to nie wytwór ludzkiego umysłu. Przy czym bezsensowność nie dotyczy samych argumentów za i przeciw (ich poziomu i wysokiej nierzadko jakości), lecz zasadniczej nierozstrzygalności sporu (zdeterminowanego światopoglądowo). Reasumując, założywszy dwoistość natury i kultury jako fakt-punkt wyjścia, interesuje nas bardziej shifting między dwoma rodzajami rzeczywistości, aspektami świata, w którym mniej bądź bardziej płynnie egzystujemy, w których jesteśmy zanurzeni. A w humanistyce i w sztuce – współczesne próby hybrydyzacji i mediowania pomiędzy tym, co naturalne i tym, co kulturowe. Chcemy porzucić romantyczną ideę czystości (pierwotności, niewinności natury w wersji zarówno arkadyjskiej, jak i à la Rousseau) na równi z oświeceniową (i zachodniocentryczną) misją walki o kulturę i cywilizację jako antidotum na dzikość (przysłowiowe barbarzyństwo i zezwierzęcenie). Zresztą, pozostając przy zdrowych zmysłach, nie jesteśmy dłużej skazani na ten wybór – możemy iść drogą środka: wtórnej dzikości i zdziczałej, feralnej kultury.
W drugim punkcie kwestionuję czystość gatunkową współczesnej sztuki, a w jej ramach – poszczególnych genre’ów (gatunków) artystycznych. Jak wyżej, nie chodzi mi o umocnienie (jest ono zbędne) intermedialnego zwrotu w sztukach awangardowych czy ponowoczesnych i odejście od tradycyjnego podziału sztuk, tj. systemowej klasyfikacji wedle rodzajów technik i sposobów odbioru, lecz o Ascottowską dezaktualizację podziału na media organiczne i nieorganiczne, suche i mokre, namacalne i cyfrowe1818 Por. R. Ascott, Art @ the Edge of the Net: The Future Will Be Moist!, w: R. Ascott, E.A. Shanken (eds.), Telematic Embrace. Visionary Theories of Art, Technology, and Consciousness, Berkeley-Los Angeles-London 2003, s. 363-274. ↩︎ – w wielkim skrócie: życie i technologię. Zostawiam z pytaniem, czy można wciąż utrzymywać, że proces twórczy (tworzenie i produkcja sztuki) jest natury czysto ludzkiej i wyłącznie organicznej. Czy można jeszcze mówić o sztuce wolnej od technologii, skoro gros naszych zasobów (doświadczeń, wiedzy, obrazów, wspomnień, historii, danych, relacji itd.) ulokowanych jest w chmurze, na dysku, i wspieranych przez maszyny i urządzenia, stanowiące naturalne (sic) ekstensje ludzkiej kondycji: ciała, pamięci, wyobraźni i myślenia? Może androidy nie śnią o elektrycznych owcach, ale artyści (ludzie) nie są już w stanie zasnąć bez technologii, krzemu, maszyny, AI… Sztuka, literatura, filozofia to dziś emanacje zarówno naszych wewnętrznych, jak i zewnętrznych (nieludzkich, krzemowych, cyfrowych) zasobów i możliwości. Sztukę stanowią – prócz indywidualnej ekspresji – także globalnie (oraz anonimowo i często automatycznie) zapośredniczone czy przechwycone treści. Mit autonomii i oryginalności sztuki upada po raz kolejny.
Wreszcie, w duchu polemiki, chciałam w kwestii czystości gatunkowej poruszyć sprawę poboczną, a dla mnie istotną: postulować odejście od utopii refleksji nad sztuką wolnej od wartościowania i obciążonej wymogiem obiektywnego, czystego (tj. wyzutego z emocji i osobistego nastawienia oraz „filozofii”) stylu.
Wspomniany Tomasz Szerszeń zauważył, że praktyka tworzenia herbariów (oraz altasów) jest heterogeniczna – tworzymy je w obszarach pomiędzy naturą i kulturą, nauką i sztuką, doświadczeniem i teorią, spacerem i biurkiem, krajobrazem i nastrojem itd. Inny rodzaj porządku (a different kind of order) pojawia się w pełnej napięcia relacji obcy-oswojony. Odmienność jako taka (autonomicznie, w stanie czystym) nie istnieje. Podobnie zresztą jak „czystej” normalności nie sposób opisać bez odniesienia do inności. Ludzką potrzebę czynienia zrozumiałym konfrontujemy z tytułowym obcowaniem. Bo tego, co inne i nie-ludzkie nie da się bez reszty oswoić. Nie można go nawet zrozumieć (być jak nietoperz, android czy roślina). Inne musi pozostać obce. I bardzo dobrze, bo obcowanie z innością stanowi pozytywne wyzwanie, które zmusza do innowacji w myśleniu, zachowaniu i przekonaniach. Stwarza tymczasową przestrzeń, w której obok siebie – raczej obok, niż w idealnej symbiozie – współistnieją zmaszynizowani, cyborgiczni ludzie, skundlone maszyny i organiczne hybrydy.
HYBRYDA /xi’brida/1919 A. Bandura, hasło Hybryda, w: M. Wolińska, A Different Kind of Order, s. 92. ↩︎
odmieniec, w którym spotykają się różne światy (a new kind of order) lub supergatunek, który zawiera w sobie wszystko (Ur-pflanze);
składa się z „różnych elementów, które do siebie nie pasują” (kto o tym decyduje?);
monstrum – najbardziej przerażająca ludzi figura innego (inne byty, inne życie, inny czas), która jednakże składa się z tego, co znane/ co jest;
efekt krzyżowania ras (starofr. hybride – „potomek rodziców różnej rasy, zwłaszcza białego ojca i murzyńskiej matki” (USJP); w niem. „potomstwo oswojonej maciory i dzika”), dzikiego i cywilizowanego, wolnego i niewolnika;
od łac. hybrida (potem w innych podaniach ludowych), tj. mitycznej istoty, która jest złożeniem części pochodzących od różnych gatunków (chimera, minotaur, hydra, syrena i in.) albo od gr. hybris – mitycznego bóstwa, będącego uosobieniem arogancji i bezczelności oraz przemocy; dziś antrobscenu, tj. skandalicznego egotyzmu rodzaju ludzkiego, genetycznie manipulującego rośliny i zwierzęta w hybrydy typu muł, pszenżyto, nawłoć, buldog, labradoddle miniatura i wiele in.;
w posthumanizmie nadzieja na unieśmiertelnienie i dematerializację człowieka, który w symbiozie biologii, technologii i AI, przetrwa i będzie rządził kosmosem;
gatunek spekulatywny („flora nieoczywista” i „fauna peryferyjna”) – metaroślina lub nadzwierzę, wywołujące ludzki niepokój; praktykujące ewolucyjną tricksterkę na przekór człowiekowi;
Agnieszka Bandura
Przypisy
Stopka
- Osoby artystyczne
- Maja Wolińska
- Wystawa
- A Different Kind of Order
- Miejsce
- Galeria Entropia
- Czas trwania
- 26.03 - 17.04.2026
- Fotografie
- Maja Wolińska
- Strona internetowa
- entropia.art.pl/view_news.php?id=821



