27.08.2021

Malownicze zawłaszczenie. „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam” w Gdańskiej Galerii Miejskiej

Wojciech Szymański
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Malownicze zawłaszczenie. „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam” w Gdańskiej Galerii Miejskiej
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Nie oskarżam twórców wystawy o rasizm czy intencjonalną lub nieintencjonalną antyromskość. Co najwyżej podziwiam odwagę i bezkompromisowość. I w głowie mam tylko ciągle pytanie, jak w określonym kontekście politycznym, społecznym, artystycznym, w którym dziś funkcjonujemy, robi się takie wystawy i po co?

Otwarta w połowie lipca w oddziale Gdańskiej Galerii Miejskiej (GGM) przy ulicy Powroźniczej wystawa Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam, to z pewnością jedna z najładniejszych ekspozycji sezonu, jakie widziałem. Monumentalna (zgromadzono tu prace około czterdziestu artystów i artystek oraz dziesiątki artefaktów wytworzonych przez anonimowych twórców i nieznane z imienia twórczynie) i intymna zarazem (obfitująca w obiekty w małej skali, książki, foldery, teksty, nad którymi trzeba się literalnie pochylić, zbliżyć do nich); do oglądania (setki obiektów) i czytania jednocześnie (dziesiątki woluminów jako eksponaty); frenetycznie kolorowa, stawiająca na efekt jarmarczności i zręcznie nim grająca (czyż mogło być inaczej?), a równocześnie precyzyjnie zaaranżowana i świetnie rozplanowana (brawo!); niby uczona i oparta na researchu, a jednak miła, przystępna i fajna – świetny przepis na wakacyjny blockbuster, który potrwa niemal do końca września. Dla każdego coś miłego. (A jeszcze ma ona swoją swego rodzaju kontynuację czy coś na kształt apendyksu – instalację czy nawet osobną, mniejszą wystawę Krzysztofa Gila Im bardziej obkrawasz tym większa się staje w oddziale GGM przy ulicy Piwnej).

Nie wątpię, że Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam to także taka wystawa, która lwiej części publiczności przypadnie do gustu i będzie się bardzo podobać. Nie każdy przecież widział na własne oczy nie tak znów popularne w rodzimych i obcych kolekcjach etnograficznych i antropologicznych zbiory cyganologiczne, z których w większości uszyta została wystawa w GGM przy Powroźniczej, a następnie inkrustowana została dziełami sztuki współczesnej oraz klasyków XX wieku.

Dziesiątkom, jeśli nie setkom obiektów nie towarzyszą nawet podpisy. Wszystko, czego dowiadujemy się o zebranych i pokazanych tu obiektach, zostało zebrane w spisie artefaktów, który dostajemy wraz z mapą na wejściu do galerii (gdyby dodawali też lupę, pomysł z pewnością mógłby się sprawdzić!).

Jak zostało to już zaznaczone, na wystawę składają się wypożyczone z różnych instytucji i od osób prywatnych obiekty o charakterze cyganologicznym. Mamy więc tu przegląd starych fotografii ukazujących Romów w ich tradycyjnych strojach, wykonujących ich – jakżeby inaczej – tradycyjne zajęcia; a tu wypożyczeni z Muzeum Krakowa Cyganie Kełderasze w tradycyjnych strojach z cyklu Typy ludowe (po 1865) słynnego krakowskiego fotografa Ignacego Kriegera, a tam Rom z niedźwiedziem (1919) wydrukowany z komputera ze strony Narodowego Archiwum Cyfrowego. Fotografiom towarzyszą artefakty etnograficzne: ceramiczne rzeźby ludowe, maski i lalki kolędnicze wyobrażające Romów, jak również wytwory rękodzieła i rzemiosła romskiego: drewniane głowy smoków zdobiące tradycyjne wozy w taborze, nieprofesjonalne próby malarskie obfitujące w paradygmatyczne przykłady folkloryzacji i samofolkloryzacji. Po podłodze wala się butelka po produkowanym w latach 90. ubiegłego wieku napoju alkoholowym „Cygańskie”, a w stylizowanej na muzealną gablocie stoi garnitur artykułów spożywczych: sos cygański marki Knorr, konserwa cygańska marki Koło, przyprawa do kurczaka po cygańsku firmy Galeo, sos w proszku do dania kociołek cygański, czekolada Carmen, itp. Gdyby tego wszystkiego było mało, do ścian przymocowano otwarte książki lub okładki rozmaitych druków i plakaty, które ze względu na podejmowaną przez siebie tematykę, są żelaznym punktem zbiorów i bibliotek o charakterze cyganologicznym. Czego tu nie ma! Obok słynnej ramoty Chata za wsią (1854) Józefa Ignacego Kraszewskiego (zwanego w towarzyszącym wystawie wykazie prac Janem) książka wybitnego etnologa i zasłużonego działacza na rzecz społeczności romskich, Adama Bartosza Nie bój się Cygana (1994). To zaś w towarzystwie grawiur – ilustracji do powieści Kraszewskiego i rozkładówek z przedwojennego brukowego „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” ze stereotypowym wyobrażeniem Romów. Popularyzatorskie książki Jerzego Ficowskiego sąsiadują tu z naukowymi opracowaniami Lecha Mroza, a liryczne wiersze Papuszy z książką dla dzieci Porwanie w Tiutiurlistanie (1946) Wojciecha Żukrowskiego (pamiętacie straszną postać Cygana Nagniotka?).

„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
Slavs and Tatars, „When in Rome”, 2010, fot. Paweł Wyląg

To całe bogactwo cyganologiczne – pochodzące wszak z różnych kolekcji, z różnych regałów i z zupełnie innych rejestrów – pozostawiono na wystawie nonszalancko bez komentarza. Dziesiątkom, jeśli nie setkom obiektów nie towarzyszą nawet podpisy. Wszystko, czego dowiadujemy się o zebranych i pokazanych tu obiektach, zostało zebrane w spisie artefaktów, który dostajemy wraz z mapą na wejściu do galerii (gdyby dodawali też lupę, pomysł z pewnością mógłby się sprawdzić!). Efekt wizualny jest, jak uczciwie przyznałem na samym początku, bardzo udany. Jest jednak jednocześnie tanim retorycznym chwytem, który performując displayem ogrom i rzekome nieuporządkowanie materiału cyganologicznego, sztucznie i pretekstowo wytwarza efekt dziewiczości, tajemniczości, wielowątkowości i dyskursywnej oraz obrazowej dziwaczności, powtarzając swoją drogą utarte, stereotypowe i skompromitowane dziś już szczęśliwie myślenie o Romach i ich kulturze. Finalnie otrzymujemy ładnie wprawdzie opakowany produkt; taki jednak, na który patent od dawna leży w krakowskim MOCAK-u. Gdyby zechcieli tam otworzyć wystawę zatytułowaną, dajmy na to, Cyganie w sztuce, z powodzeniem mogą myśleć o przenosinach Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam w całości.

Tak zebrany i zaprezentowany w ten sposób materiał cyganologiczny został dopełniony pracami współczesnych artystów i artystek oraz klasyków sztuki nowoczesnej. Kogóż tu nie ma; plejada! Od Tomasza Armady do Pauliny Włostowskiej; Tadeusz Kantor i Leszek Knaflewski; Olaf Brzeski i Janek Simon; Marcin Janusz i Krzysztof Gil; Zuza Golińska i Joanna Piotrowska; prawdziwie międzynarodowy sznyt zapewniają zaś Slavs and Tatars.

Pomimo tak silnej reprezentacji artystów i artystek współczesnych prac przygotowanych specjalnie na wystawę chyba tu nie ma; a jeśli są, równie dobrze mogłyby się znaleźć na dowolnej ekspozycji pod jakimkolwiek tytułem. Ich związek z wystawą w GGM wydaje się bowiem, eufemistycznie rzecz ujmując, dość luźny. Przesadzam może, jest wyjątek! Nie zawodzi jak zwykle Adam Rzepecki! Na wystawie znalazła się jego praca Cyganka (1983), reprodukowana także nieraz pod alternatywnym tytułem Stara bezzębna Cyganka (nie żartuję wcale). Jadąc na wystawę, prosiłem tych bogów, którzy wystąpią jako ozdobnik także w kolejnym zdaniu, bym jej tam nie zastał. A jednak! Zawsze gdy widzę Rzepeckiego przebranego za Cygankę, zastanawiam się, co na bogów, podkusiło tego skądinąd diablo inteligentnego i błyskotliwego artystę do zrobienia sobie tego ocierającego się o rasizm i transfobię autoportretu w sukience i „cygańskiej” chustce na głowie… I co, prawie czterdzieści lat później, sprawiło, że kuratorka wystawy w GGM, Ania Batko, zdecydowała się powiesić to dzieło na swojej wystawie. Z drugiej strony, myślę sobie, nieźle mu się odwinęła! Nie wspomniałem chyba jeszcze, że w gablocie z „cygańskimi” potrawami gotowymi i przyprawami leży też pierwszy numer czasopisma „Tango” z najsłynniejszą chyba pracą Rzepeckiego, czyli Matką Boską z wąsami (1983). Nie wiem wprawdzie, dlaczego tam leży – może ze względu na „cygański” wąs?; pytajcie kuratorki Batko – ale leży i dobrze mu tak.

Co do innych prac, trzeba naprawdę sporo dobrej woli, by jakkolwiek połączyć je z tą częścią ekspozycji, która zbudowana została ze zbiorów o charakterze cyganologicznym. Zaraz na wejściu do galerii wita nas żółty las totemów z cyklu Słońca (2019) Zuzy Golińskiej. Pytam więc przypadkowo spotkanego na wystawie dyrektora GGM: a dlaczego kuratorka zaprosiła Golińską? „Bo słońce”, odpowiada. Rozumiem więc, że i praca Olafa Brzeskiego Blask (2013), czyli metalowa rzeźba powstała na podstawie rysunku wykonanego przez artystę po intensywnym wpatrywaniu się w słońce, też na tej zasadzie. Jest słońce, poszukajmy więc, czy ja wiem, lasu i jeziora; bo wiecie, jak Cyganie, to słońce, las i jezioro, obowiązkowo oczywiście ognisko. Jest! To wielkoformatowy pejzaż Ewy Ciepielewskiej Holenderskie ruskie (1994) gra teraz w cygańskiej kapeli razem z dwoma homoerotycznymi płótnami Marcina Janusza Norka (2021) i Morkosz (2021). Oba świetnie zresztą komponują się z ustawioną nieopodal rzeźbą Krzysztofa Gila Zagraj mi piękny Cyganie (2021), tworząc bardzo zgrabny i dyskretny kącik krakowskiego queeru, który wszakże nie śmie wymówić własnego imienia; a szkoda.

„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg
„Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Paweł Wyląg

Na zasadzie luźnego skojarzenia chyba znalazły się tu też zdekontekstualizowane zupełnie brązowe rzeźby Güntera Grassa – Między płodnymi grzybami (1982) i Śpiewaczki (2003). Nic w nich wprawdzie nie ma o Romach, Cyganach, cyganerii, cygańskości, ale co to komu przeszkadza. Szkoda, swoją drogą, że wystawa pomija interesującą grupę tzw. Cyganów Morskich; obok lasu i słońca pojawiłoby się morze. Pomyślcie tylko, ile prac można byłoby jeszcze upchnąć w galerii w portowym mieście Gdańsku. Jest i praca Joanny Piotrowskiej, duża fotografia ze znanego cyklu Shelters (2017) przedstawiająca jakby żywcem wyjęty z dzieciństwa namiot, który każdy chyba konstruował pod stołem lub między oparciami foteli, wykorzystując dodatkowo narzutę lub koc. A wiadomo, że gdzie namioty, tam Cyganie, konie, ognisko, kobiety, taniec i śpiew. Na tej samej ścianie, na której znalazła się praca Piotrowskiej, wisi także fotografia przedstawiająca wnętrze pawilonu galicyjskiego projektowanego przez Edgara Kovátsa na wystawę w Paryżu w 1900 roku. Dotąd projekt ten funkcjonował jako przykład kolonializmu i imperializmu austro-węgierskiego, a także ludowości skonstruowanej na kliszach tyrolsko-huculskich. Jak widać i węgierski architekt na usługach C. i k. monarchii sprzed ponad stu lat to cygan pełną gębą!

Żarty żartami, wypada jednak wreszcie zapytać, o czym jest tak naprawdę wystawa w GGM przy Powroźniczej. Do czego zmierza zamysł połączenia w jednej czasoprzestrzeni zróżnicowanych zbiorów cyganologicznych, plakatów, książek i czasopism tematyzujących Romów i romską kulturę z wytworami sztuki współczesnej, które wcale – z wyjątkowym Rzepeckim potwierdzającym regułę – nie odnoszą się świadomie do owych zbiorów, archiwów, klisz i stereotypów kulturowych, a znalazły się tam na zasadzie kuratorskiego, niezrozumiałego dla mnie i przypadkowego gestu?

Gest kuratorski, który porządkowane i katalogowane od lat archiwa (wizualne i tekstowe) zmienia w malowniczą stertę nieuporządkowanych słów i rzeczy to jednocześnie gest zawłaszczający i kolonizatorski, który z tego kolorowego cygańskiego tobołka wysnuwa kiczowatą „opowieść o cyganie – wyssanej z palca postaci, która nigdy nie istniała […], o osobliwej ikonografii tego konstruktu”.

Gest ten nie jest przy tym niewinny. Z jednej strony w pierwszym zdaniu tekstu kuratorskiego towarzyszącego wystawie czytamy asekurancką i zdecydowaną, zupełnie jednak na wyrost deklarację: „To nie jest wystawa o Romach, romskiej historii ani romskiej kulturze”. Z drugiej, większość zgromadzonych na wystawie artefaktów to przecież wytwory albo romskiej kultury, albo nieromskich wprawdzie twórców tematyzujących jednak Romów, ich kulturę i historię. Jasna sprawa, że ogromny zasób takich wytworów powielał różne antyromskie (częściej) lub filocygańskie (rzadziej) gesty i klisze, nie zmienia to jednak faktu, że takie – na przykład – fotografie wspomnianego Kriegera są jedynym portretem sfotografowanych przez niego Romów, który stanowi dla nas istotne źródło wiedzy o romskiej historii. Gest kuratorski, który porządkowane i katalogowane od lat archiwa (wizualne i tekstowe) zmienia w malowniczą stertę nieuporządkowanych słów i rzeczy to jednocześnie gest zawłaszczający i kolonizatorski, który z tego kolorowego cygańskiego tobołka wysnuwa kiczowatą „opowieść o cyganie – wyssanej z palca postaci, która nigdy nie istniała […], o osobliwej ikonografii tego konstruktu”.

Ja rozumiem, że dawno temu, gdzieś w latach 90. ubiegłego stulecia mówiło się, że wszystko jest tekstem i rzeczywistość jest tylko literackim jakby konceptem. A jednak tak nie jest; bo chociaż i cygan, i cygańskość to konstrukt (pełna zgoda!), to jednak nie mniejszy ani nie większy niż Rom i romskość czy Polak i polskość. Innymi słowy, to że rzeczywistość jest skonstruowana i ciągle konstruowana, nie oznacza przecież, że nie istnieje. Także w tym sensie konstruowana na wystawie w GGM opowieść o „Cyganach jako temacie” i „Cyganach, których role Cygana odgrywa ktoś inny” jest niestety rodzajem zawłaszczenia i pominięcia.

Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Krzysztof Gil, „Im bardziej obkrawasz, tym większa się staje” / „Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka

Proponuję na koniec krótki eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że w 2021 roku w ważnej publicznej instytucji otwierają wystawę, dajmy na to, Mówią mi pedał, choć mam złoty medal lub – zmieniłem zdanie – Wołają na mnie M****n, choć jestem taki duży. Wystawa zbiera i pokazuje dziesiątki i setki obiektów z „czarnego lądu”, epatuje w każdym tekście słowem „m****n”. W stylizowanych na muzealne gablotach leżą maski afrykańskie, przedmioty kultu, wyroby afrykańskiego rzemiosła, szklane koraliki, na ścianach reprodukcje obrazów Picassa i dużo książek: obok Chaty wuja Toma Hariett Beecher Stowe Murzynek Bambo Juliana Tuwima, powieści i eseje Jamesa Baldwina oraz teksty Toni Morrison. Na hantareksach idzie zapętlone Przeminęło z wiatremCzarna Pantera. Kuratorka pisze tekst o tym, że murzyńskość i czarność to konstrukt i interesują ją czarni, których role odgrywa ktoś inny. Na wystawę zaprasza kilkadziesiąt białych artystek i artystów, w tym kogoś, kto wciela się w rolę Rzepeckiego, wykonując black face oraz jednego czarnego artystę jako brodę; jego dwie prace umieszcza w przestrzeni głównej wystawy, a dużą instalację jego autorstwa przenosi do innej galerii.

Jestem pewien (no prawie, Polska zaskakuje mnie każdego dnia), że taka wystawa nie mogłaby się odbyć. Ba, jestem przekonany, że nikt takiej wystawy by nawet nie wymyślił. Co zatem poszło nie tak w przypadku Wołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam? Nie oskarżam rzecz jasna twórców wystawy o rasizm czy intencjonalną lub nieintencjonalną antyromskość. Co najwyżej podziwiam odwagę i bezkompromisowość. I w głowie mam tylko ciągle pytanie, jak w określonym kontekście politycznym, społecznym, artystycznym, w którym dziś funkcjonujemy; jak w świecie sztuki, w którym od prawie dwudziestu lat jesteśmy świadkami heroicznego wchodzenia na scenę romskich artystów i artystek współczesnych i powstawania instytucjonalnego świata współczesnej sztuki romskiej; jak w regionie, w którym jeszcze do niedawna romscy artyści i romska kultura zepchnięci byli do muzeów etnograficznych, a w instytucjach sztuki królowały późne wnuki formacji artystycznej zrodzonej jakieś dwieście lat temu w Paryżu jako cyganeria, która „prawdziwych” Cyganów uczyniła Innym nowoczesnej kultury europejskiej, a nawet jej antytezą; jak dziś robi się takie wystawy i po co?

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaTomasz Armada, Olaf Brzeski, Ewa Ciepielewska, Andrzej Onegin Dąbrowski, Wojciech Fangor, Jerzy Flisak, Krzysztof Gil, Zuza Golińska, Günter Grass, Władysław Hasior, Marcin Janusz, Kunegunda Jeżowska, Stanisław Kałuziak, Tadeusz Kantor, Leszek Knaflewski, Edgar Kovats, Ignacy Krieger, Dawid Mazur, Jan Młodożeniec, Joanna Piotrowska, Tadeusz Rolke, Stanisław Rychlicki, Adam Rzepecki, Walery Rzewuski, Feliks Sadowski Feliko, Slavs and Tatars, Janek Simon, Aleksander Sovtysik, Stanisław Witkiewicz, Paulina Włostowska, Stanisław Zamecznik
WystawaWołają na mnie Cygan, choć tak się nie nazywam
MiejsceGdańska Galeria Miejska
Czas trwania16.07-26.09.2021
Kuratorka / KuratorAnia Batko
FotografieBartosz Górka, Paweł Wyląg; dzięki uprzejmości GGM
Strona internetowaggm.gda.pl
Indeks

Zobacz też