04.06.2021

„TRZY TO JUŻ TŁUM” w BWA Wrocław

Agata Pyzik
Tekst opublikowany w magazynie Szum 32/2021
„TRZY TO JUŻ TŁUM”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„TRZY TO JUŻ TŁUM” w BWA Wrocław
„TRZY TO JUŻ TŁUM”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
Wystawa „TRZY TO JUŻ TŁUM” świetnie uwypukliła trudności i paradoksy w dokumentowaniu imaginarium protestów. Często całkowicie incydentalny, pojedynczy obraz może stać się wizytówką danego protestu i zniekształcić rzeczywistość.

Do Wrocławia zawsze jest za daleko, ale kiedy w samym środku drugiego lockdownu, w pierwszych dniach grudnia, pojawiła się propozycja przejażdżki na okoliczność sekretnego oprowadzania – bo oficjalnie wszystkie placówki wystawiennicze, przynajmniej te państwowe, były zamknięte – po wystawie głównej festiwalu OUT OF STH, poszłam w to jak w dym. Zarazem miałam wiele obaw przed zobaczeniem wystawy TRZY TO JUŻ TŁUM w takiej właśnie formie: to przecież festiwal o charakterze zewnętrznym, ulicznym i partyzanckim, tymczasem ekspozycję główną oglądałam w opustoszałej galerii, nielegalnie i właściwie samotnie. Jest to tym smutniejsze, że research wykonany przez troje kuratorów: Ankę Herbut, Michała Grzegorzka i Gregora Różańskiego, jest naprawdę imponujący – otrzymujemy spójny, ale wielowymiarowy przegląd tego, co działo się na przecięciu polityki, głównie polityki tożsamości, i sztuki w ostatnich kilku latach, a nawet dekadach. Nastawiona na aktywne współuczestnictwo zwiedzających wystawa marnuje się w zamkniętym oficjalnie na cztery spusty głównym oddziale BWA, obecnie mającym swoją siedzibę na dworcu, gdzie tuż poniżej tłumek nieprzestrzegający zasady zachowania dystansu społecznego kłębi się w najlepsze w McDonaldzie.

Choć z BWA Wrocław nie wyszłam z gotową receptą na to, jak „powinien” wyglądać „udany” protest, wystawie TRZY TO JUŻ TŁUM udaje się ująć – żywo, pulsująco i w nieoczywisty sposób – sprzeczności pojawiające się już u zarania współczesnej kultury protestu, jej kompulsywnego zarówno uprawiania, jak i dokumentowania.

Wystawa dyskontuje zarówno polityczne, jak i aktywistyczne wzmożenie w naszej części Europy w ostatnich latach, ale powraca też do lat 90. – przede wszystkim do kultury rave’u i techno. Fascynacja kuratorów bujnie rozwijającą się w byłymbloku wschodnim kulturą rave’u jest zrozumiała, bo też w ostatnich latach wchodziła ona w interesujące konwergencje z kulturą protestu. Kiedy w 2018 roku zamknięto klub techno Bassiani w Tbilisi, który można bez przesady określić jako instytucję postkomunistycznego hedonizmu w Europie Wschodniej, to taneczne protesty pod ambasadami stały się tak powszechne, że objęły nawet kilka miast Polski (sytuację wokół klubu dokumentuje wideo Tańcz albo giń, 2019, jego współzałożycieli: Nai Orashvili i Giorgiego Kikonishvilego, oraz Raving Riot Stepana Polivanova). Trudno jest mi jednak przyjąć nieco sztuczne solidaryzowanie się z Bassianim i Gruzją – krajem nieporównywalnym z naszym, od lat 90. targanym wojnami i konfliktami wewnętrznymi. Czy rzeczywiście wystarczy przyjąć, że wspólnym mianownikiem jest grupa rozpalonych i rozgrzanych ciał, które ruszają się już nie tylko w imię hedonistycznej zabawy na parkiecie, ale również na protestach?

„TRZY TO JUŻ TŁUM”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„TRZY TO JUŻ TŁUM”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„TRZY TO JUŻ TŁUM”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„TRZY TO JUŻ TŁUM”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan

Inaczej jest w naszym regionie. W ostatnim Strajku Kobiet, podczas historycznego już największego marszu ulicznego, jedna z większych kolumn szła za platformą Wixapolu, najpopularniejszej imprezy techno w Polsce, mającej od lat kultowy following i w dużej mierze odpowiedzialnej za popularyzację zjawiska post-soviet chic na terenie Polski. Kultura taneczna ożywia też opór polityczny w Ukrainie za sprawą popularnego cyklu imprez Schema (praca Yaremy Malashchuka i Romana Himeya Z dedykacją dla młodzieży świata, 2019), który zaczął stanowić dobrą alternatywę i częściowo hedonistyczną ucieczkę dla ukraińskiej młodzieży po tym, jak Majdan i wojna na wschodzie kraju zaczęły zbierać krwawe żniwo. W ekonomicznie i politycznie niespokojnej Ukrainie imprezy techno, choć zapożyczone z Berlina, zyskały jednak lokalny sznyt i pazur – od lat to hipsterzy z Zachodu pielgrzymują do Kijowa, a rozmaite „Vice’y” i pochodne „Calvert Jo” rozpisują się o Ukraińcach – a nie na odwrót.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 32. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 32/2021

Zobacz też