29.06.2018

Trwonienie kapitału. 16. Przegląd Sztuki Survival we Wrocławiu

Piotr Policht
Norbert Delman, „Crack”, instalacja
Trwonienie kapitału. 16. Przegląd Sztuki Survival we Wrocławiu
Norbert Delman, „Crack”, instalacja
Słabość tegorocznego Survivalu wynika z prób czarowania rzeczywistości i kuratorskiej inercji. Ograniczone fundusze mogły stanowić impuls do przeformułowania założeń festiwalu, jednak kuratorzy postanowili iść w zaparte i udawać, przynajmniej w samej konstrukcji wystawy, że nic się nie dzieje.

Gamble to łatwy becel
Póki jesteś od marnej stawki specem

Pro8l3m, 777moneymaker

O pieniądzach myślimy z reguły wtedy, gdy zaczyna nam ich brakować. Epicka porażka Zachęty, pamiętne Bogactwo, zorganizowana została niedługo po tym, jak stołeczna galeria odcięta została od dotacji na kolekcję i zmuszona była zwołać na ten cel crowdfundingową zbiórkę. Podobnie jest we Wrocławiu. Organizatorzy Przeglądu Sztuki Survival poprzednim edycjom nadawali tytuły tyleż pojemne, co oderwane od konkretnych problemów. W 2013 roku na przykład festiwal organizowali pod hasłem Płyniemy!, dwa lata później Czyny zabronione, a w roku ubiegłym – Rozwarstwienie. W tym roku, gdy Survivalowi zaczęły doskwierać budżetowe dziury, po raz pierwszy od paru lat zabrakło pieniędzy na przykład na wydanie katalogu, klimat jest już inny i za hasło obrano Kapitał.

Początki nie były wcale łatwiejsze. W tym roku odbyła się juz szesnasta edycja festiwalu, którego pierwsze odsłony organizowane były siłami grupy zapaleńców, którzy zmęczeni skostnieniem akademii szukali okazji do zaprezentowania prac własnych i rówieśników, całe wydarzenie organizując własnym sumptem przy braku jakiegokolwiek zewnętrznego wsparcia. W ciagu tych kilkunastu lat Survival rozrósł się i sprofesjonalizował, podobnie jak całe rodzime pole sztuki. Wciąż jednak organizatorzy wrocławskiego festiwalu pielęgnowali jego niszową tożsamość i konsekwentnie stawiali się w opozycji do wydarzeń nastawionych na powierzchowny spektakl i maksymalną widoczność. Różnica zawierała się już w nazewnictwie. Gdy w Krakowie odbywał się krzykliwy ArtBoom zagarniający kolejne połacie miasta, Survival chował się po opuszczonych przestrzeniach, które nadawały ton kolejnym edycjom. W międzyczasie kilka konkurencyjnych inicjatyw padło, z festiwalowej mapy zniknął wspomniany ArtBoom czy działający na podobnej zasadzie, choć subtelniej sopocki ARTLOOP.

Norbert Delman, „Crack”, instalacja
Monika Konieczna, Mariusz Sybilia, „Rekonstrukcja Biblioteki Aleksandryjskiej”, instalacja, performans
Michał Bohdankiewicz, „Past Present”, malarstwo
Monika Konieczna, Mariusz Sybilia, „Rekonstrukcja Biblioteki Aleksandryjskiej”, instalacja, performans
Kolektyw Dracena, „Profesjonał”, instalacja, performans
Lena Achtelik, „Calvaria”, instalacja (detal)
Jagna Nawrocka, Michał Żołnieruk, Bursztynowa Komnata, instalacja VR
Filip Rybkowski, „Cardborundum”, instalacja
Anna Raczyńska, „Chleb powszedni”, instalacja

Do festiwalowych lokalizacji Survival zawsze miał szczęście. Nie tylko udawało się imprezę organizować w przestrzeniach efektownych, jak Audytorium Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego w ubiegłym roku, ale i przecierać szlaki pod działalność innych instytucji. Jedna z edycji festiwalu odbyła się w poniemieckim bunkrze przy placu Strzegomskim, zanim stał się on tymczasową siedzibą Muzeum Współczesnego Wrocław, inna w Pawilonie Czterech Kopuł, nim ulokowano tam oddział Muzeum Narodowego. Również tym razem lokalizacja robi wrażenie, a przy okazji dobrze gra z tematem. Kapitał  zorganizowano w pałacu rodziny bankierów Wallenberg-Pachalych, neoklasycznym gmachu, zaprojektowanym pod koniec XVIII wieku przez Carla Gottharda Langhansa, a w kolejnym stuleciu rozbudowanego o kolejne skrzydła. Pierwotnie pałac był siedzibą zarówno samej rodziny, jak i jej interesu – na parterze mieściła się siedziba banku. Po II wojnie światowej stał się administracyjnym zapleczem biblioteki uniwersyteckiej. Tę funkcję przestał pełnić pięć lat temu i poszedł pod młotek. Do dziś pozostaje wystawiony na sprzedaż. Jednocześnie jest to jedyny budynek w mieście, w którym zachowały się klasycystyczne wnętrza, nietknięte wojennymi zniszczeniami.

Do festiwalowych lokalizacji Survival zawsze miał szczęście. Nie tylko udawało się imprezę organizować w przestrzeniach efektowych, jak Audytorium Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego w ubiegłym roku, ale i przecierać szlaki pod działalność innych instytucji.

Wypełniająca pałac od piwnic po sufit Survivalowa wystawa ma bardzo dobry start. Pośrodku klatki schodowej między parterem a pierwszym piętrem ustawiono w gablocie pracę Anny Shimomury i Marcina Iwana – cegłę pochodzącą z kamienicy, w której mieszkają artyści. Reprezentacyjnej kamienicy w centrum Warszawy, miasta, które po wojnie „budował cały naród”, głównie z cegieł beztrosko zwożonych do stolicy z „Ziem Odzyskanych”. Shimomura i Iwan symbolicznie spłacają więc dług zaciągnięty wobec wrocławian, którzy w większości przybyli ze wschodniego pogranicza II RP do zdewastowanego poniemieckiego miasta na miejsce jego dawnych, przesiedlonych za Odrę mieszkańców. U podnóża schodów zawisł z kolei baner Agnieszki Grodzińskiej, zaprojektowany na PRL-owską modłę sztandar z cytatem J. P. Morgana, prominentnego amerykańskiego finansisty z epoki wczesnego kapitalizmu: „If you have to ask how much it costs, it means you can not afford it”. Po drugiej stronie zawisła instalacja Pawła Hawrylaka, fikcyjna deweloperska kampania reklamowa promująca apartamenty w przebudowanym pałacu Wallenberg-Pachalych. Nikogo chyba nie zdziwi, jeśli okaże się, że w tym przypadku rzeczywistość faktycznie naśladować będzie sztukę.

Pałac Wallenberg-Pachalych
Pałac Wallenberg-Pachalych
Łukasz Stokłosa, „Gabinet”, malarstwo
Lena Achtelik, „Calvaria”, instalacja

Ta otwierająca triada kładzie podwaliny pod trzy najważniejsze wątki, wokół których można by opleść tegoroczny Survival. Mamy więc, w pracy Shimomury i Iwana, wątek lokalny, ale przekładający się na szerszą politykę historyczną: resentymenty wokół „reparacji wojennych”, historię przebudowy powojennego społeczeństwa, oddolnego szabrownictwa i odgórnej centralizacji. Z drugiej strony, w pracy Agnieszki Grodzińskiej, dostajemy punkt wyjścia do rozmowy o dzisiejszej klasie średniej, próbie wyparcia długiej historii Polski Ludowej, a jednocześnie jej długim cieniu, poczuciu ciągłej niepewności, bycia „na dorobku” i potransformacyjnej ślepej wiary w neoliberalizm. Paweł Hawrylak wreszcie dotyka wątku deweloperskiej pazerności, braku poszanowania dla dziedzictwa kulturowego i przestrzeni publicznej, a przy okazji roli w tym wszystkim sztuki, która od wielu lat na całym świecie bywa forpocztą gentryfikacji.

Po tym wstępie próżno jednak szukać rozwinięcia i zakończenia. Możemy się raczej poczuć jak po seansie kiepskiego filmu, w którym dobrych scen starczyło akurat na to, żeby zmontować trzyminutowy trailer, a pozostałe półtorej godziny okazuje się praktycznie niepotrzebne. Pracę Shimomury i Iwana uzupełnia jeszcze konceptualna praca Andrzeja Klimczaka-Dobrzanieckiego. To projekt zachowania w charakterze pomnika odcinka torów, którymi z Wrocławia wywożono cegły i kamieniarskie detale. Z projektem Hawrylaka rymuje się praca Aleksandry Nowysz Deburżuizacja, czyli rzut pałacu przerobionego na modłę falansteru. Jeśli mielibyśmy szukać dopełnienia dla pracy Grodzińskiej, mogłaby nim być propozycja Irminy Rusickiej – kopia pisma wysłanego przez artystkę do prezesa Narodowego Banku Polskiego z propozycją wyemitowania kolekcjonerskiej monety poświęconej Róży Luksemburg. I właściwie tyle.

Irmina Rusicka, „Akumulacja kapitału”, obiekt
Wojciech Małek, „Insygnia”, obiekt
Magda Grzybowska, „Czasy świetności”, instalacja
Karina Marusińska, „Jebać biedę”, witraż, fot. Chrubasik

W dalszej części wystawy trafiają się jeszcze pojedyncze bardziej udane prace, jak tryptyk wideo Niklasa Goldbacha analizujący architekturę czasów późnego kapitalizmu czy fotografia Natalii Wiśniewskiej, zainspirowana tekstami Stephena Wrighta i ilustrująca strategię piggybacking, ale pozostają one zawieszone w próżni, uzupełnione dziesiątkami miernych realizacji podchodzących pobieżnie do tematu festiwalu. Zdecydowana większość prac przypomina dziełka niezbyt utalentowanych studentów sztuki mediów, rażąc intelektualnym lenistwem i formalnym banałem. Opierają się one na uproszczeniu tematu i powierzchownym podejściu do miejsca. Na hasło „kapitał” w pałacu Wallenberg-Pachalych niektórzy odpowiadają więc połączeniem motywów z monet i banknotów z pałacowymi sztukateriami i freskami (bliźniacze prace Przemysława Paliwody i Szymona Kuli). Inni, zapatrzeni w bogate wnętrza jak sroka w gnat, ograniczają się już wyłącznie do reprodukowania ornamentyki (Paweł Czekański, Michał Bohdankiewicz, Anna Raczyńska i wielu innych). Można też odnieść się do funkcji bibliotecznej budynku – jak Ewa Zwarycz, która wyprodukowała książkę z nadrukowanymi na przezroczystych stronach, nakładającymi się na siebie fragmentami tesktów Marksa, Baumana czy Foucaulta. Nie brak też tak „krytycznych” realizacji jak witraż Kariny Marusińskiej z hasłem „#jb”, czyli skrótem od „jebać biedę”. Wyliczać można by jeszcze długo, ale oszczędzę tego i sobie, i wam.

Zdecydowana większość prac pokazywanych na wystawie głównej Survivalu przypomina dziełka niezbyt utalentowanych studentów sztuki mediów, rażąc intelektualnym lenistwem i formalnym banałem. Opierają się one na uproszczeniu tematu i powierzchownym podejściu do miejsca.

Mizerię wyłonionej w open callu zbieraniny kuratorzy ratować próbowali dodatkowymi wstawkami. Mamy więc napisany na tę okazję tekst Jacka Dehnela czy napotykany w połowie wystawy ni stąd, ni z owąd jeden z Multipartów Tadeusza Kantora. To jednak ledwo kwiatki do kożucha, bo pomysłu na ich rozwinięcie zabrakło. Nie dostajemy ani większej ilości literackich tekstów, które mogłyby funkcjonować poza wystawą, ani kuratorskiego uzupełnienia głównej części wystawy złożonej z historycznych prac odnoszących się do kwestii kapitału finansowego i symbolicznego.

Powie ktoś – nie było na nie pieniędzy. Fakt, jednak słabość tegorocznego Survivalu wynika właśnie z prób czarowania rzeczywistości i kuratorskiej inercji. Ograniczone fundusze mogły stanowić impuls do przeformułowania założeń festiwalu, jednak kuratorzy postanowili iść w zaparte i udawać, przynajmniej w samej konstrukcji wystawy, że nic się nie dzieje. Jakby ilość nazwisk i prac świadczyła o jakości przedsięwzięcia. Tymczasem jest zgoła przeciwnie – im więcej, tym w tym przypadku gorzej. Na dodatek organizatorzy nie zauważyli smutnej ironii. Zwrócił na nią uwagę w swoim liście otwartym Michał Sosiński, jeden z artystów biorących udział w open callu, ale niezakwalifikowany do wystawy, który planował odnieść się do kwestii braku wynagrodzeń dla artystów.

Bo jeśli już organizujemy wystawę pod hasłem Kapitał, to artyści powinni dostać za udział w niej wynagrodzenie w twardej walucie, a nie kapitale symbolicznym. Najprostszym wyjściem byłoby w tym przypadku ograniczenie skali, wyłonienie z open calla tylko kilku procent artystów, którzy temat potrafili unieść, i głębsza współpraca z nimi (za godziwe pieniądze). Być może wtedy Survival mógłby stać w jednym rzędzie z takimi wystawami, dotykającymi tematu kapitału przy okazji opowieści o stosunkach pracy, jak Cały czas w pracy Romualda Demidenko czy Work B***ch Huberta Gromnego. W obecnym kształcie bliżej mu jednak zdecydowanie do Bogactwa Ekonomii w sztuce.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Wystawa16. Przegląd Sztuki Survival we Wrocławiu
MiejscePałac Wallenberg-Pachalych, Wrocław
Czas trwania22.06 ‒ 26.06.2018
KuratorMichał Bieniek, Anna Kołodziejczyk, Anna Stec; kurator Sceny Dźwiękowej: Daniel Brożek; kuratorka projektu PL-DE Kapitał: Iwona Bigos
Strona internetowasurvival.art.pl
Indeks

Zobacz też