17.08.2018

Trudna sztuka – aktualność

Karolina Plinta
Michał Soja, Róża Duda, „Jestem synem górnika”
Trudna sztuka – aktualność
Michał Soja, Róża Duda, „Jestem synem górnika”
Na wystawach takich jak Najlepsze Dyplomy w Gdańsku widz dostaje wdzięczną przeglądówkę szkolnych stylów i sposobów formatowania studentów przez akademie. Indywidualności w tym gronie jest niewiele, a nawet jeśli się zdarzą, niekoniecznie zostaną nagrodzone.

W hierarchii konkursów artystycznych te organizowane przez akademie sztuk pięknych, zwykle koncentrujące się na pokazach dyplomów, zajmują specyficzne miejsce. W przeciwieństwie do konkursów odbywających się pod patronatem sponsorów prywatnych i instytucji wystawienniczych, skupiają one zainteresowanie głównie samego środowiska akademickiego, mogą być też politycznym pokazem siły danego ośrodka edukacyjnego. Tak na pewno jest w przypadku konkursu na Najlepsze Dyplomy Akademii Sztuk Pięknych, przygotowywanego co roku przez gdańską ASP (we współpracy z Gdańską Galerią Miejską) i firmowanego przez MKiDN, które także przyznaje swoją nagrodę. O ambicjach organizatorów konkursu świadczyć może fakt, że w tym roku, po raz pierwszy, ma on rangę międzynarodową (wcześniej o nagrody rywalizowały tylko akademie z Polski). Konkurs Najlepszych Dyplomów w Gdańsku ma jednak poważnego konkurenta w postaci nagrody dla dyplomantów akademii europejskich, StartPoint, który odbywa się co roku w praskiej Národní galerie i jak na razie zostawia swój gdański odpowiednik daleko w tyle. Polski konkurs jest bowiem międzynarodowy tylko z nazwy – do współpracy z zagranicy zostały zaproszone raptem dwie akademie, z Wilna i Bratysławy, jak zresztą w latach poprzednich, tyle że na bardziej partnerskich warunkach. Ponadto, podobnie jak rok temu, kulał sposób ekspozycji, co zostało szybko odnotowane przez anonimowych twórców instagramowego profilu Chujowy montaż.

Osobny problem to sposób typowania dyplomów biorących udział w konkursie i późniejsze nominacje do nagrody – wszystko odbywa się tu we wsobnych, akademickich kręgach, których gusta i preferencje dość często nie mają przełożenia na dalsze funkcjonowanie absolwentów w systemie artystycznym. Znaczy to mniej więcej tyle, że jeśli jakiś młody artysta na taki konkurs się nie dostał, na dobrą sprawę nie powinien się tym szczególnie przejmować – niewykluczone, że więcej fejmu i widoczności zapewnią mu inne, pozaszkolne imprezy.

W tym roku główna nagroda przypadła Kornelii Dzikowskiej za pracę Rzecz o pragnieniu – instalację złożoną z wielkiego, przeźroczystego worka wypełnionego wodą, i wideo, na którym twarz artystki powoli zanurzała się w wodzie. Trudno się do takiej sztuki jakoś szczególnie przyczepić, ale również trudno się nią przejąć.

To jest jednak oczywiście moja własna perspektywa, typowa dla osób patrzących na świat akademii artystycznych z dystansem, który niekoniecznie jest dany nie tylko pracownikom uczelni, ale także ich studentom. Ten fakt wychodzi na wierzch szczególnie przy okazji takich wystaw jak Najlepsze Dyplomy w Gdańsku, gdzie widz dostaje wdzięczną przeglądówkę szkolnych stylów i sposobów formatowania studentów przez akademie. Indywidualności w tym gronie jest niewiele, a nawet jeśli się zdarzą, niekoniecznie zostaną nagrodzone. W tym roku choćby główna nagroda (Rektorów ASP, 25 000 zł) przypadła Kornelii Dzikowskiej za pracę Rzecz o pragnieniu – instalację złożoną z wielkiego, przeźroczystego worka wypełnionego wodą i wideo, na którym twarz artystki powoli zanurzała się w wodzie. Patrząc na dotychczasowy dorobek artystyczny Dzikowskiej dostrzec można, że koncentruje się ona zwykle na formie i materialności, ma też swoje ulubione tworzywa (plastik, woda, pleksi, światło, nawet powietrze), z których tworzy ascetyczne, niemalże szpitalne obiekty i instalacje, budzące skojarzenia z estetyką preferowaną przez kuratorów Biennale WRO. Trudno się do takiej sztuki jakoś szczególnie przyczepić, ale również trudno się nią przejąć: jest poprawna formalnie i bezpieczna w wymowie, oparta na wyabstrahowanych od rzeczywistości generaliach, które źle wyważone, mogą osunąć się w patos i banalność. Taka jest właśnie praca Rzecz o pragnieniu i właściwie nie dziwię się, że uwiodła ona jury rektorów. Ono, jak zauważyłam już po zeszłorocznej edycji konkursu, ma skłonność do wyboru prac silących się na uniwersalizm i, kolokwialnie mówiąc, seriozny egzystencjalizm – coś, co w przypadku sztuki tworzonej przez dwudziestoparolatków wydaje mi się mało przekonującymi kategoriami.

Kornelia Dzikowska, „Rzecz o pragnieniu”
Aneta Kublik, „Zobaczyć niewidoczne”
Aneta Kublik, „Zobaczyć niewidoczne”
Kornelia Dzikowska, „Rzecz o pragnieniu”

Podobne, niekoniecznie pozytywne emocje mogła wywołać druga nagroda, przyznawana przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (15 000 zł), która tym razem powędrowała do Anety Kublik, absolwentki gdańskiej ASP. Jej cykl obrazów Zobaczyć niewidoczne dosyć nachalnie kojarzył się z czarnym malarstwem Rafała Bujnowskiego – Kublik też maluje czarno na czarnym, a wizerunki pojawiają się dzięki zabawom fakturowym, tyle że temat tych płócien (fauna i flora) jest infantylny i wtórny, plus – właściwie nie wiadomo, po co namalowany taką techniką. Jeśli jednak nagroda Ministra miała przypaść staremu dobremu malarstwu, na wystawie w Gdańsku Kublik na dobrą sprawę była jedną z lepszych opcji. Z osobowości jakoś tam zwracających na siebie uwagę można by jeszcze wymienić Dominikę Wyrobek (Akademia Sztuki w Szczecinie), na której obrazach powtarzają się ekspresyjne wizerunki krzyczących kobiet, a tytuł pokazanego w Gdańsku cyklu –[her]story – sygnalizuje zainteresowanie artystki tematyką feministyczną i zahacza o modny temat #metoo. Cała zaś reszta ginie w odmętach malarskiego kiczu i konserwatyzmu (Krzysztof Korab, Tomasz Wiktor, Kęstutis Juršėnas, Cynthia Gregorová, Ivana Belianská, Bartosz Głowacki), do tego stopnia, że uprawiany przez siebie gatunek nie boi się sprowadzić do poziomu interaktywnego gadżetu, w tym wypadku tablicy z magnesami (Julia Lipińska).

Łukasz Koniuszy, „Miasto – Byt”
Wiktoria Koenigsberg, „Słowo – manifest artystyczny”
Krzysztof Korab, „Ekshibicjonizm, pornografia”
Dyplom Marty Krześlak Ruiny moich marzeń składał się z wielkiego dmuchanego zamku, niezbędnika wszelkiego rodzaju kurortów, placów zabaw i imprez masowych. Ze spuszczonym powietrzem, lekko nadpleśniały i brudny, stał się sugestywną metaforą pozostałości po tytułowych, dziecięcych marzeniach – z jednej strony budzących odrazę, ale i przesiąkniętych duchologiczną melancholią.

Nie lepiej jest zresztą z innymi, bardziej tradycyjnymi mediami – grafiką i ceramiką. Młodzi adepci tych sztuk potrafią czasem dojść do technicznego mistrzostwa, ale zdają się nie wiedzieć po co w ogóle używają takich mediów, a nie innych. Wiktoria Koenigsberg (ASP Wrocław) do swojej ceramicznej instalacji, której tematem przewodnim jest słowo (co łączy ceramikę ze słowem, nie zostało wyjaśnione), dodała na wszelki wypadek wideo, na którym rzeczone słowa już mówi. Weronika Cyganik (ASP Kraków) zaprojektowała serię książek Odes to common things Pablo Nerudy, gdzie formy poszczególny książek nawiązują do opisywanych przez Nerudę rzeczy. Jest to piękny przykład projektowania, które pretenduje do bycia sztuką, przez co traci swój zasadniczy cel, czyli użyteczność. Wyspecjalizowany w grafice warsztatowej Łukasz Koniuszy (ASP Katowice) w Gdańsku pokazał cykl grafik wklęsłodrukownych inspirowanych Bytomiem – z dziwnych jednak względów w jego ujęciu przypomina ono tajemnicze włoskie urbs, mogące być mieszanką ambicji architektów Mussoliniego i wyobraźni Giovanniego Battisty Piranesiego. Jako że byłam ostatnio w Bytomiu, mogę zaświadczyć, że to miasto tak akurat nie wygląda.

Czasem jednak bywa na odwrót – młodzi artyści biorą się za tematy ważne, ale są bezradni wobec formy, przez co sama treść ciekawi jakby mniej. Taki był przypadek Anastasii Mikhno (AS Szczecin), która swój dyplom poświęciła problemowi zagłady Romów, a konkretnie romskich dzieci wykorzystanych do eksperymentów naukowych w obozach koncentracyjnych. Praca Porajmos składa się z wyprodukowanych przez artystkę monet z wybitymi na nich wizerunkami dzieci oraz ich nazwiskami. Ponadto, w trakcie specjalnego oprowadzania dla jury rektorów i krytyków, imiona te zostały odczytane na głos przez zastępującą artystkę Aleksandrę Ska, która po zakończeniu odczytu wręczyła nam monety z sugestią, że możemy je komuś przekazać. W takiej formie była to praca mocna i dość poruszająca (dla mnie właściwie aż za bardzo), na wystawie zaś funkcjonowała po prostu jako kilka wystawionych monet, którym towarzyszył dość niechlujny karton z opisem pracy. Przeżycie dostarczone zaś przez akt performatywny znikło, a publiczności zostało kontemplowanie drugiej części dyplomu Mikhno, cyklu fotograficznego Phenotype A, którego bohaterowie – reprezentanci różnego typu mniejszości – zostali sportretowani w konwencji fotografii obozowej.

Anastasiia Mikhno, „Phenotype A / Porajmos”
Anastasiia Mikhno, „Phenotype A / Porajmos”
Anastasiia Mikhno, „Phenotype A / Porajmos”
Anastasiia Mikhno, „Phenotype A / Porajmos”

Wątłość formalna była też słabością pracy Katarzyny Kalinowskiej (ASP Warszawa), która swój dyplom dedykowała nieodpłatnej pracy kobiet opiekujących się swoimi rodzinami. Fotografie dokumentujące życie codzienne wybranych przez Kalinowską kobiet uzupełniały ich historie opisane w broszurce pt. Gdzie się podziało 30 (?) % PKB?. Dobre pytanie, choć na dobrą sprawę nie wiem, czym różni się artystyczna odpowiedź dana przez Kalinowską od zupełnie nieartystycznego badania, które mógłby zrobić student socjologii.

O tym, że błyskotliwa forma nie musi oznaczać zmanierowania, wie za to doskonale Marta Krześlak z łódzkiej ASP, której dyplom Ruiny moich marzeń składał się zasadniczo z jednego obiektu – wielkiego dmuchanego zamku, niezbędnika wszelkiego rodzaju kurortów, placów zabaw i imprez masowych. Ze spuszczonym powietrzem, lekko nadpleśniały i brudny, stał się sugestywną metaforą pozostałości po tytułowych, dziecięcych marzeniach – z jednej strony budzących odrazę, ale i przesiąkniętych duchologiczną melancholią. W Gdańsku, gdzie zamek został wciśnięty do kuriozalnie małej przestrzeni, przez co bardzo tracił, można było zobaczyć jeszcze film z pierwotnej prezentacji obiektu w pustej hali pofabrycznej, gdzie autentycznie ucieszona publiczność mogła penetrować wnętrze sflaczałego zamczyska.

Marta Krześlak, „Ruiny moich marzeń”

W pracach Róży Dudy i Michała Soi nie ma moralizmu i łopatologicznego socjologizmu – jest świadomość złożoności świata, trzeźwość spojrzenia, aktualność oraz znakomity warsztat technologiczny. Cieszę się, że to właśnie Dudzie i Soi przypadła Nagroda Krytyków.

W temacie gier i zabaw, zdaje się, że dużo bliższych pokoleniu urodzonemu w latach 90. XX wieku niż na przykład II wojna światowa, znaleźć można było zresztą więcej prac, lepszych i gorszych. Dosyć oklepana, ale przynajmniej szczera była w tym kontekście praca Pokój Dawida Puszyńskiego, któremu wojna kojarzy się głównie z wojennymi atrybutami bohaterów gier RPG – zbroją, mieczem, obciętą głową jakiegoś druida. W rzeczywistości cyborgicznej i fantastyczno-postapokaliptycznej głęboko zanurzony jest również Aleksander Błaszkiewicz (UAP), na którego pracę Snakes, dragons and phantoms składały się obiekty (fotel samochodowy, wanna z hydromasażem), grafiki, film i występy performatywne (w rolach głównych kobieta-wąż, umięśniony wojownik w okularach VR czy mroczna, zakapturzona didżejka). Wszystko to razem dawało dość spektakularny efekt, szkoda tylko, że Błaszkiewicz tak bezrefleksyjnie użył estetyki na dobrą sprawę już zwietrzałej (postinternet był czymś innowacyjnym jakieś dziesięć lat temu, sorry) i nic do niej nie dodał od siebie.

Udało się to natomiast duetowi z Krakowa, Róży Dudzie i Michałowi Soi, którzy pokazali w Gdańsku dwie prace i bardzo starannie zadbali o sposób ich ekspozycji, kreując w wydzielonej sobie przestrzeni górniczą jaskinię – warto dodać, że zrobili to kompletnie sami i z własnych środków. Technicznym majstersztykiem jest także ich wideo Jestem synem górnika, zabierające oglądających w podróż po zatopionej kopalni na Dolnym Śląsku i do opuszczonego hotelu w Grecji, gdzie piętrzą się zapomniane atrybuty czasów minionych – automaty do gier czy pomniki przodowników pracy. Tytułowy górnik pojawia się tutaj jako kosmita albo zombie, fantastyczny powidok w głowie jego syna. A ten nie siedzi już w kopalni, tylko przed komputerem, jest melancholikiem i cynikiem równocześnie. I kto wie, może hejterem? Nieprzypadkowo chyba filmowi towarzyszy instalacja Heater – kaloryfer w kształcie faka z doczepionym z widelczykiem. Obok na podłużnym ekranie LED mkną hejterskie komentarze z sieci, a obraźliwe sformułowania podkreślane są miarowymi stuknięciami widelca. Nie ma tu podziału ideologicznego, jest za to chłodna analiza emocji wypluwanych przez internautów na różnego typu portalach – „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Onet.pl” czy „Frondzie”. Nie ma moralizmu i łopatologicznego socjologizmu – jest świadomość złożoności świata, trzeźwość spojrzenia, aktualność oraz znakomity warsztat technologiczny. Cieszę się, że to właśnie Dudzie i Soi przypadła Nagroda Krytyków (jury w składzie Bogusław Deptuła, Karolina Staszak, Iwo Zmyślony, Piotr Sarzyński i ja).

Michał Soja, Róża Duda, „Jestem synem górnika”
Michał Soja, Róża Duda, „Jestem synem górnika”

Na zakończenie uwaga na boku, właśnie dotycząca krytyków – w ramach naszej wizyty w Gdańsku rytualnie odbyła się dyskusja o wystawie, młodym pokoleniu i oczekiwaniach publiczności względem sztuki i krytyki. Temat ciekawy, szczególnie w kontekście dyskusji o specyfice współczesnego internetu – ja na dzień dzisiejszy właściwie nie wiem, czy publiczności jest potrzebna jakakolwiek krytyka, skoro sama może się w nią wcielić na Facebooku, a tam, jak wiadomo, od argumentu istotniejsza jest siła emocji. Poczucie zasadności istnienia tego zawodu tracę także słuchając zaproszonych do jury kolegów, którzy bardziej od sztuki wydają się być zainteresowani własnymi fantazjami na jej temat, tęsknotą za lepszymi czasami (bo kiedyś to była sztuka, Kowalnia i teges), których swoją drogą część z nich nawet nie miała okazji doświadczyć; summa summarum – zawsze są niezadowoleni i rytualnie utyskujący na konformizm młodego pokolenia. Zabawne w tym wszystkim jest to, że rzeczone utyskiwania na pokoleniowy konformizm są czynione z pozycji niezwykle wygodnych i z nonkonformizmem nie mających nic wspólnego. Podsumowując, przyganiał kocioł garnkowi i być może nadszedł już czas, żeby przestać wspominać lepsze wczoraj i przyjrzeć się temu, co jest dzisiaj. Młode pokolenie wcale nie jest takie złe i ma wiele ciekawego do powiedzenia, trzeba tylko zacząć go słuchać.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJustyna Gołaszewska, Aleksandra Józefów, Aneta Kublik, Łukasz Koniuszy, Krzysztof Korab, Katarzyna Kowalczyk, Weronika Cyganik, Michał Soja, Róża Duda, Olga Śliwa, Magdalena Czyżewska, Marta Krześlak, Julita Lipińska, Aleksander Błaszkiewicz, Iwona Mazur, Dawid Puszyński, Ewelina Maksimiuk, Anastasiia Mikhno, Dominika Wyrobek, Kornelia Dzikowska, Bartosz Głowacki, Katarzyna Kalinowska, Wiktoria Koenigsberg, Weronika Przybyło, Tomasz Wiktor, Cynthia Gregorová, Ivana Belianská, Kęstutis Juršėnas
WystawaX Międzynarodowa Wystawa Najlepszych Dyplomów Akademii Sztuk Pięknych
MiejsceZbrojownia Sztuki w Gdańsku
Czas trwania4.08–9.09.2018
Strona internetowazbrojowniasztuki.pl
Indeks

Zobacz też