18.12.2017

Teatrzyk egzystencji

Karolina Plinta
Tekst opublikowany w magazynie Szum 19/2017
Dominika Olszowy, Dzieńdobry, kadr z wideo, 2017, dzięki uprzejmości artystki
Teatrzyk egzystencji
Dominika Olszowy, Dzieńdobry, kadr z wideo, 2017, dzięki uprzejmości artystki
Aktywność Dominiki Olszowy bardzo długo rozpływała się w działaniach kolektywnych, efemerycznych i wymykających się prostym gatunkowym definicjom. Jej rozproszona tożsamość artystyczna zaczęła jednak wyraziście krystalizować się w ciągu ostatniego roku – podczas performansu „Ego Trip”, pokazanego w lipcu tego roku w warszawskiej Zachęcie, artystka zaprosiła nas do podróży „po sobie”.

Letnie popołudnie raczej nie nastraja do poważnych rozważań o przemijaniu i egzystencji, ale tego dnia goście Zachęty musieli przestawić się na bardziej metafizyczne odczuwanie. Performans Ego Trip Dominiki Olszowy, którym zainaugurowano cykl Lepsza ja, pokazywany latem tego roku w Zachęcie, epatował melancholijną aurą, jakby zaprzeczając akceleracjonistyczno-rozrywkowemu charakterowi tego projektu. Hasło „lepsza ja” było tu raczej rozumiane ironicznie, co sugerował już sam opis wydarzenia. „Podróż po mnie – teatrzyk zrealizowany we współpracy z aktorką Dominiką Biernat zabierze cię w miejsca, które niekoniecznie chcesz odwiedzić. Spektakl-spacer po siedmiu wzgórzach naszej ludzkiej natury może okazać się niewygodny, ale jednocześnie zmusi cię do pozytywnej autorefleksji”, zachęcała artystka. Tych, którzy odważyli się na ten spacer wybrać, u samego wejścia do galerii witał czarny Opel Vectra. W środku siedziała aktorka zasłuchana w marsz żałobny Chopina; po dłuższej chwili jednak opuściła auto i udała się do galerii, gdzie czekały przygotowane wcześniej dziwne artefakty: kącik wypełniony sztucznymi skałami z czającą się między nimi srebrną peruką (w której wiły się niczym robaki niedopałki papierosów), olbrzymia filiżanka wypełniona kawą, zestaw do nocnego plażowania (parasol i kołdra), niewielka scena jakby wyjęta z dziecięcych akademii (szczególną uwagę zwracały prymitywne rysunki i obrazy zrobione z ziarenek kawy) czy wreszcie wielki, ludzkich rozmiarów żółty ser z dziurami. Każda z tych mikroaranżacji była tłem do kolejnych, następujących po sobie przedstawień, zapętlonych i odgrywanych po kilka razy. Tym, co łączyło wszystkie te działania, był ich liryczny i nadrealistyczny  charakter. Jedna z najciekawszych scen tego „teatrzyku”, jak go nazwała Olszowy, rozegrała się w filiżance kawy – aktorka, która weszła do niej po uprzednim założeniu kaloszy, zaprezentowała publiczności ranę na przedramieniu i zaczęła polewać ją octem, za każdym razem cicho sycząc. Wydaje się, że ten dziwny, oniryczno-intuicyjny obraz odwołuje się do emocji i wspomnień ukrytych głęboko w nieświadomości, które czasem przypominają o sobie w formie zagadkowych snów. Temat snu i wspomnień sennych powracał także często w monologach aktorki, której  towarzyszyli pojawiający się znienacka inni bohaterowie – tajemniczy kierowca poruszający się na niewielkim, czterokołowym wózku czy szurająca monotonnie odkurzaczem kobieta (w tych rolach wystąpiła sama Olszowy wraz ze swoim partnerem, artystą Tomaszem Mrozem). Spektakl symbolicznie kończył się, gdy aktorka docierała do sera, na kt.rego widok wydawała z siebie stłumiony okrzyk, po czym wybiegała z galerii tylnymi drzwiami – po to tylko jednak, by szybko do niej wrócić i zacząć cały cykl od nowa. Jeśli więc Ego Trip było spacerem, to nie kończył się on dojściem do celu, konkretnego wniosku czy puentą.

Dominika Olszowy, „Ego Trip”, 2017, dzięki uprzejmości Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie, fot. Bartosz Górka
Dominika Olszowy, Horsefuckers M.C., 2015, dzięki uprzejmości CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, fot. Bartosz Górka

Ego Trip widz mógł wynieść poczucie niedopowiedzenia i tajemnicy, ale także sporego zaskoczenia. Dzięki temu „teatrzykowi” mogliśmy bowiem poznać Olszowy od zupełnie innej, bardzo interesującej strony (i w tym sensie hasło „lepsza ja” nie jest bezzasadne). Wcześniej jej nazwisko pojawiało się z reguły w kontekście działań zespołowych – Olszowy znana jest więc jako współtwórczyni rapowego duetu Cipedrapskuad (z Marią Tobołą, w latach 2013–2015), założycielka efemerycznej Galerii Sandra i członkini motorynkowego gangu Horsefuckers. Jej aktywność  zespołowa została nawet w tym roku przypomniana na wystawie Przyjaźni moc w lokalu_30, na której zostały pokazane artefakty związane z historią jej przyjaźni z Tobołą, a także film dokumentujący pierwszą, ugruntowującą ich przyjaźń akcję, czyli wygłupy na plenerze w Łupkach (Kolonia karna (g)Łupki, 2010). Wystawa przygotowana przez Tomka Pawłowskiego zestawiała Cipedrapskuad z innymi kobiecymi grupami artystycznymi – tercetem Threesome oraz duetami Sędzia Główny i Virgin$ deLuxe Edition. Było to porównanie o tyle wartościowe, że wydobywało z mroków niepamięci działania poszczególnych bohaterek wystawy (na przykład Virgin$ deLuxe Edition w akcie autocenzury skasowały z sieci dokumentację swoich akcji), budowało bardzo wyrazistą narrację na temat nowej sztuki feministycznej w Polsce po 2007 roku i było próbą wpisania jej w kontekst historyczny. W tym przypadku duet Sędzia Główny odegrał więc rolę duchowych matek i choć może nie pionierek, to ważnych postaci na mapie „żenującej sztuki kobiet”. Żenującej – czyli takiej, która z założenia nie chce być sztuką powszechnie określaną jako dobra, co w zależności od kontekstu może mieć różne znaczenie.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 19/2017

Zobacz też