12.07.2019

Sanatorium dla projektantów. „Niebieskie Psy” w Gdańskiej Galerii Miejskiej

Katarzyna Oczkowska
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Sanatorium dla projektantów. „Niebieskie Psy” w Gdańskiej Galerii Miejskiej
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Armada, cytując wiadomość do Guzik, napisał na swoim recyklingowym płaszczu: „Zróbmy se sanatorium dla projektantów. Z dala od kalendarza mody, od presji, aby robić nowe, od H&M-u, który wypuszcza kolekcję co tydzień”. I „Niebieskie Psy” są właśnie takim sanatorium dla projektantów, bo gdzie lepiej jechać do sanatorium niż nad morze?

W piosence Na wyspach Sławomir Świerzyński, wokalista zespół Bayer Full, śpiewa co następuje: „Na wyspach, kochanie, gdzie stanie / Nasz dom / Wiatr będzie dyszał upalny / Nad dachem tropików rozpostrze / Się dach / I złote schylą się palmy”. Jedak Gabriela Warzycka-Tutak, kuratorka wystawy Niebieskie Psy w Gdańskiej Galerii Miejskiej, odwołuje się do Atlasu wysp odległych Judith Schalansky. W atlasie tym autorka pisze o istnieniu wielu wysp tak bardzo oddalonych od kraju macierzystego, że trudno umieścić je na mapach, a tym samym są one często pomijane. Obydwa odwołania – zarówno disco-polowe skojarzenie, jak i inspiracja kuratorska, będą dla mnie tropami do egzotycznej podróży po wystawie prezentującej projekty Pat Guzik i Tomasza Armady. A w zasadzie nie tylko projekty, ale i radykalną artystyczno-etyczną postawę.

Motyw podróży jest w przypadku tej wystawy nieprzypadkowy. Wędrówkę tę prowadzi Warzycka-Tutak z dużą dozą wrażliwości oraz uważności, prowadząc gości po przestrzeni „skrojonej na miarę dzisiejszych czasów”. Rzeczony krój to eklektyczna mieszanka zszyta ze skrawków tego, co wschodnie, a więc egzotyczne tudzież orientalne, z tym, co lokalne; tego, co zrównoważone z tym, co jednosezonowe, tego co przegięte, z tym co przytłaczające. W efekcie otrzymujemy starannie zaaranżowany pokoik, efekt intensywnej współpracy Guzik i Armady, w którym można zarówno medytować, jak i dostać ataku paniki. Czyli rzeczywiście idealnie skrojony na miarę dzisiejszych czasów.

Na płaszczu Armady przeczytamy refleksje autora na temat jego pracy, branży modowej oraz artystycznej, a nawet zmęczenia: „Jestem w takim momencie, że potrzebuję trochę opanowania, odzyskania kontroli. Po ostatnich miesiącach rozszalałej twórczości, robienia wszystkiego na pałę, absurdalnych skalach, ilościach i intensywnościach, pracując w domu (Domu Mody Limanka), zabierając przestrzeń mieszkalną współlokatora (bo w mojej pracowni było za zimno). Bez miejsca wytchnienia”.

Natomiast ja swoją podróż rozpoczynam w niedzielne, upalne południe, wchodząc do przestrzeni o najpiękniejszym odcieniu zieleni, jakim jest zieleń green screena. Najpiękniejszy to odcień ze względu na swoją ambiwalencję, krzykliwy, a jednocześnie przezroczysty. Nie-kolor, na który możemy nałożyć każdą barwę i dowolny obraz. Nawet i bez wyraźnej sugestii podróżowania zawartej w tekście kuratorskim green-screenowy odcień sam w sobie powiódłby nas na antypody podróżniczego doświadczenia. Po wejściu do galerii nakładam na niego wyobrażeniową tęczę, delikatnie przemieszczającą się wzdłuż ścian. Wprawdzie z jej wielobarwnego łuku momentami próbują przeciskać się na pierwszy plan memiczni Polacy, których nigdy nie chcemy spotkać w pociągu ani na wakacjach, ale i tak zawsze ich spotykamy – ale to wrażenie zapewne jest skutkiem ubocznym, powidokiem podróży PKP na linii Kraków-Gdańsk. Niemniej jednak, pozostają oni aktorami drugo- albo nawet trzecioplanowymi, bo harmonię i spokój przywraca unoszący się w galerii zapach kadzidełek, dźwięki muzyki medytacyjnej oraz rozlewające się ze stojącej lampy miękkie, ciepłe światło. W mojej podróży z tej wyciszającej muzyki tła wyłaniają się coraz wyraźniejsze nuty wspomnianej piosenki Bayer Full – cała aranżacja, wszystkie przedmioty, ubrania-obiekty, znajdujące się w tej przestrzeni, nakierowują nas na rejestry estetycznego przegięcia, właściwego również dla kultowego bandu polskiej muzyki tanecznej. Zresztą, nurt ten i podejmowane w związku z nim aktywności, na przykład zabawy weselne, są w końcu niemałą inspiracją w projektach Armady (w kolekcji Niech żyje wolność i swoboda pojawia się, na przykład, sylwetka składająca się z koszuli z napisami „disco-polo”). A jeśli w piosence Bayer Full mowa o palmach, to i te obecne są na wystawie – jako wizualny wyrzut egzotyki, przesłaniający lustro z czerwonym napisem „Raj jest wyspą, piekło też”. Co to znaczy? Do tego dojdziemy w kolejnym etapie podróży.

Prosimy nie kupować. Dom Mody Limanka w Muzeum Sztuki w Łodzi "Nową kolekcję" Domu Mody Limanka w Muzeum Sztuki w Łodzi recenzuje Agata Pyzik CZYTAJ!

Nieopodal lustra widzimy materac z kołdrą i poduszkami, na których nadrukowany jest portret Armady na wzór maskotek idoli/idolek, do jakich można się przytulić podczas drzemki bądź strapienia. Łóżko, przywodzące na myśl słynną instalację Tracey Emin, jest tu jednak ładnie pościelone, kojarząc się raczej z miejscem przeznaczonym do lektury czy medytacji, a nie innych aktywności. Tuż obok niego odnajdziemy, między innymi, Kronosa Gombrowicza, rozsypane z gracją imbirowe cukierki czy figurkę złotego kotka maneki-neko (tego machającego łapką). Takich artefaktów, zestawionych z celową umownością, jest więcej − kwietnik, stolik ze szklanym blatem, posążek buddy, porcelanowa ręka do chiromancji, kryształowy ametyst.

Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy

Wśród tej scenografii z sufitu, ścian i krzeseł spływają ubrania-obiekty, na przykład biały płaszcz z recyklingowanego tyveku (z czterech roboczych koszul) zawieszony pod sufitem jak kimono. Projekt jest autorstwa Armady, co zresztą widać na pierwszy rzut oka ze względu na pojawiające się na nim sygnatury i charakterystyczne szkice oraz napisy, a także narrację konstruowaną przez owe napisy. Z daleka wyglądają one jak ornament, z bliska tworzą konkretną treść. Żeby się w nie wczytać, należy zmieniać pozycję, kucać, przekręcać głowę, chodzić dookoła, bo płaszcz kręci się wokół własnej osi. To trochę tak, jak ze słynną anamorfozą z obrazu Ambasadorowie Hansa Holbeina z 1533 roku. Na pierwszy rzut oka dziwny obiekt na płótnie wygląda jak nieregularna plama. Ale jeśli zmienić pozycję ciała, spojrzeć na niego z ukosa − mówiąc językiem Slavoja Žižka − dostrzeżemy konkretny kształt, a więc czaszkę. I idąc tropem psychoanalitycznym, to właśnie z tego kształtu wyłania się spojrzenie. Innymi słowy, nie my patrzymy na rzeczy, a rzeczy patrzą na nas. Co więcej, tuż pod płaszczem ustawione są przerobione z poprzedniej kolekcji buty Guzik, których cholewka wykonana jest z tkaniny z wydrukiem wpatrujących się w nas oczu. Nieopodal wisi, jakby lewitujący w powietrzu, kapelusz z tego samego materiału z dziesiątkami nieruchomych spojrzeń.

Pokoik Armady i Guzik staje się odległą wyspą, tak jak opisuje to Schalansky w swoim atlasie, oraz miejscem, gdzie stanie nasz dom, jak śpiewa Bayer Full. Hybrydyczną, wielokulturową, kiczowatą, sprzeczną i piękną przystanią na odpoczynek (albo atak paniki).

Na płaszczu Armady, który zapisany i zarysowany jest od góry do dołu, przeczytamy refleksje autora na temat jego pracy, branży modowej oraz artystycznej, a nawet zmęczenia: „Jestem w takim momencie, że potrzebuję trochę opanowania, odzyskania kontroli. Po ostatnich miesiącach rozszalałej twórczości, robienia wszystkiego na pałę, absurdalnych skalach, ilościach i intensywnościach, pracując w domu (Domu Mody Limanka), zabierając przestrzeń mieszkalną współlokatora (bo w mojej pracowni było za zimno). Bez miejsca wytchnienia”. Gdzie indziej, odnosząc się do problemu nadprodukcji przemysłu modowego, zastanawia się: „Czy te chore ubrania już same siebie nie produkują i mutują jak nowotwory?”. Refleksje te są fragmentami wirtualnych rozmów pomiędzy dwójką projektantów, które znajdują się również na pracach Guzik. Na przykład na spodniach z tkaniny z flag przeczytamy: „Jedynymi materiałami z których będziemy mogli korzystać to będą śmieci i to będzie luksus”. Spodnie te są zestawione z projektem Armady − formą bluzki powstałą z szalików klubów sportowych, wykończonymi frędzlami z różnych próbników z hurtowni. To właśnie owa wspomniana tekstylna hybryda, która łącząc projekty, zaciera sztywne granice autorstwa.

Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy
Pat Guzik, Tomasz Armada, „Niebieskie Psy”, widok wystawy

W ten sposób powoli docieramy do miejsca, w jakim zaczyna klarować się znaczenie napisu na lustrze. Jeśli raj jest wyspą, bo właśnie taki re- i upcyklingowy, zrównoważony, ekologiczny raj chcą kreować projektanci (i jaki tworzą takie marki jak Touch Wear, Reformation czy Bite Studios), to trzeba pamiętać również o piekle dominującej ciemnej strony mody. Sam tytuł wystawy nawiązuje do sfory psów, która przez kilka dni biegała po jednym z miast Indii, a ich nienaturalny kolor związany był z działaniem zanieczyszczonej wody i powietrza. Pokoik Armady i Guzik staje się w ten sposób odległą wyspą, tak jak opisuje to Schalansky w swoim atlasie, oraz miejscem, gdzie stanie nasz dom, jak śpiewa Bayer Full. Hybrydyczną, wielokulturową, kiczowatą, sprzeczną i piękną przystanią na odpoczynek (albo atak paniki). Armada, cytując wiadomość do Guzik, napisał na swoim recyklingowym płaszczu: „Zróbmy se sanatorium dla projektantów. Z dala od kalendarza mody, od presji, aby robić nowe, od H&M-u, który wypuszcza kolekcję co tydzień”. I Niebieskie Psy są właśnie takim sanatorium dla projektantów, bo gdzie lepiej jechać do sanatorium niż nad morze? W końcu to jedno z tych miejsc, w którym odnajdziemy właśnie kicz, sprzeczność i piękno. Spokój i wkurw. Miejsce, gdzie niebieskie psy mogą stać się jeszcze bardziej niebieskie albo zrzucić sierść, wylizać rany i biec dalej.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaPat Guzik, Tomasz Armada
WystawaNiebieskie Psy
MiejsceGdańska Galeria Miejska 1
Czas trwania8.06–13.07.2019
KuratorGabriela Warzycka-Tutak
FotografieBartosz Górka
Strona internetowaggm.gda.pl
Indeks

Zobacz też