SZUM
SZUM Wspieraj nas!
  • Działy
    • News
    • Krytyka
    • Rozmowy
    • Do zobaczenia
    • Na dobry początek
    • Eseje
    • Kwartalnik
    • Patronite
  • Archiwum
  • Podcast
  • Redakcja
  • Stawki
  • Sklep
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
Wspieraj nas!
Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!
NR 5/2026 Do zobaczenia 03.02.2026 6 min

„SamoPortrety” Dominika Podsiadłego w Galerii Entropia

Redakcja
udostępnij — facebook   twitter/x   link
pobierz .pdf
Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak

Gdy większość wystaw artystycznych porusza tematy z pogranicza „pola” sztuki, a nawet przekonuje, że w czasie kryzysu ekologicznego należy przemyśleć sprawczość artystycznego medium odnośnie zagrożonego świata, dosyć problematyczne może być pisanie o wystawie, która pokazuje męską twarz, a nawet 50 twarzy tego samego mężczyzny. Kiedy galerie poruszają tematy tak fundamentalne jak tożsamość, wykluczenie, perspektywa więcej niż ludzka, a ich natężenie jest wręcz symptomatyczne, można poczuć rozczarowanie, że w wystawie SamoPortrety nie chodzi o metafizyczną głębię. SamoPortrety zawierają w sobie pewne elementy walki czy oporu, ale nie chodzi tu o przeciwstawienie się systemowi społecznemu, tylko właściwościom chemicznym powierzchni.

O czym nie są SamoPortrety

Medium użyte w wystawie Dominika Podsiadłego może niektórym podprogowo sugerować, że wystawa jest o antropocenie, ponieważ pojawiają się na niej elektroodpady – zepsute ekrany urządzeń mobilnych. Są one zbudowane z materiałów, które powstały w XXI wieku i na dodatek zostaną z nami do końca świata, ponieważ najczęściej nie są poddawane recyklingowi i stanowią problem tzw. wiecznych odpadów. Co więcej, tzw. elektrośmieci zawierają pierwiastki i substancje chemiczne, które stały się przedmiotem geopolitycznej rywalizacji. Tylko że te przedmioty nie zawsze są skutkiem intencjonalnego zaśmiecania środowiska, ale efektem ubocznym światowego fenomenu, jakim stało się fotografowanie własnej twarzy i przesyłania jej innym za pośrednictwem serwisów społecznościowych, czatem czy emailem. To właśnie selfie, czyli specyficzny rodzaj autoportretu, jest tematem wiodącym wystawy Podsiadłego.

Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak
Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak
Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak
Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak

Powiązanie elektroodpadów i powierzchowności ludzkich potrzeb może też sprawiać wrażenie, że wystawa komentuje obecne przywary społeczeństwa konsumpcyjnego. To nie pierwszy raz, kiedy Dominik Podsiadły korzysta z surowców wtórnych w swoich obrazach, rzeźbach czy instalacjach i kiedy eksponuje ich nadmiarowość. Po raz kolejny jednak zastrzega, że samo medium nie jest głównym tematem. Jego ostatnia wystawa „sztuczny_horyzont” w Galerii 66P też była zbudowana z „odpadów” i także wtedy wielu miało wrażenie, że wisząca w galerii powierzchnia nawiązuje do czegoś w rodzaju kożucha odpadów pływających gdzieś po zbiornikach wodnych oraz że jest to przestroga przed nadprodukcją, że ten sztuczny horyzont to takie projektowanie naszej antropocentrycznej przyszłości. Chodziło jednak o sztuczny horyzont jako narzędzie w urządzeniach latających, które mówi nam o tym, w jakim położeniu względem Ziemi jesteśmy. Wtedy Podsiadły badał format poziomy w sztuce, szczególnie w kontekście pejzażu w sztuce cyfrowej. Ta dyskusja między autorem a recenzentami była w pewnym sensie dowodem na to, jak silnie medium kształtuje przekaz – większość osób widziało najpierw odpady, dopiero później poziomy format i ruch. Zaledwie, kiedy ktoś odwrócił uwagę od „śmieci”, zaczął dopiero dostrzegać różne kolory, faktury a nawet swego rodzaju instrumenty muzyczne, bo te poziome fragmenty wisząc i ruszając się wchodziły ze sobą w interakcje i wydawały dźwięki.

Medium nie jest przekazem

W projekcie SamoPortrety medium stanowi więc elektroodpad, ale jego przekazem nie jest on sam. W zasadzie ten odpad nie chce być tematem, tylko powierzchnią malarską czy podobraziem – bo chodzi dopiero o to, co na nim zostanie namalowane czy narysowane. A temat wcale nie jest doniosły – tak jak w selfie, chodzi o naszą własną twarz. Zanim jednak to selfie jako obraz analogowy na podobraziu powstanie, zaczyna się droga dojścia, czyli technika. Jest to nie tyle szukanie starych technik, co w pewnym sensie opracowanie unikalnej metody, ponieważ Podsiadły pracuje na „odpadach”, których pochodzenie, a więc też właściwości, są tajemnicą. Artysta mierzy się z ulotnością selfie, tego jak one nam zalegają w telefonach, jak nie są wywoływane, jak nadmiarowo i bez sensu je produkujemy. Autor testuje i eksperymentuje, szuka sposobów zatrzymania na ekranowych podobraziach własnych wizerunków. Jego obrazy mają też walor unplugged – nie potrzebują energii elektrycznej. Stają się namalowanym zdjęciem, czymś, co zatrzymuje wizerunek. Na wystawie prąd jest jednak jak najbardziej potrzebny, ponieważ widzimy filmy dokumentujące powstawanie obrazów, mamy lampki oświetlające prace, ale też narzędzia, dzięki którym one powstały.

Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak
Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak

Walka z podobraziem

Zasadniczym tematem SamoPortretów jest relacja z podobraziem, które nie powstało po to, aby utrzymywać na sobie wizerunki. Jak powiedziała Alicja Jodko, współkuratorka wystawy: „Im wyższa generacja telefonów, tym mniejsza podatność na analogizację”. Im zatem nowsze telefony, tym mniej narażone są na stłuczenie, tym trudniej je zalać, poplamić itp. Podsiadły przerysowuje swoje selfie na podobny format ekranów po smartfonach, ale rzadko kiedy ten obraz chce się na nich trzymać. Farby czy markery ścierają się, odpadają, ściągają, osypują się, co jest wynikiem różnego napięcia powierzchniowego czy też faktu, że powierzchnie te są oleo- i hydrofobowe. Trudno jednak wypracować jedną technikę, ponieważ często nie wiadomo, jakiej firmy czy produkcji jest dany ekran przypominający trochę czarne lustro. Same podobrazia mają różne „biografie” – nie wiemy z jakiego powodu ich poprzedni właściciel się ich pozbył i dlaczego ekran został odłączony od reszty urządzenia. Czy ktoś chciał mieć lepszy aparat albo kamerę? Większość ekranów, które służą za podobrazie, pochodzi z punktu naprawy smartfonów, które obecnie nie są przecież tylko telefonem. Dzisiejsza komunikacja między ludźmi coraz bardziej przybiera formę biblii pauperum, a coraz mniej, jeśli w ogóle, listów Kartezjusza do królowej Krystyny. Być może to wizualność sprawia, że rozstajemy się z naszymi smartfonami albo zaczynamy mniej o nie dbać.

Od prawej do lewej

Ponieważ sporo ekranów pochodziło z punktu „odpadów”, mogło powstać aż 50 SamoPortretów. Najpierw za pomocą telefonu były robione selfie, potem były przerysowywane na ekrany zepsutych czy porzuconych smartfonów i tabletów. Przez sześć miesięcy Podsiadły fotografował się w różnych sytuacjach – przy pracy fizycznej, odpoczynku, na tle gór czy miast, w zdrowiu i w chorobie, w różnych nakryciach głowy, na zakupach, na dworcach itp. Tytuły prac to po prostu data i miejsce wykonania zdjęcia – tak jak informacje o fotkach zapisanych w pamięci telefonu. Pierwsze zdjęcie zostało zrobione w czerwcu – widzimy jak artysta czeka na otrzymanie dyplomu stypendium, ostatnie zdjęcie to 31 grudnia, Sylwester. Na wystawie oglądamy je od końca – tak jak w naszych telefonach, ostatnie zdjęcie jest przecież pierwszym dostępnym. Historia czytana jest od prawa do lewa, a nie jak to przyjęte w naszej kulturze. Także tutaj nie chodzi o nic więcej, jak tylko kwestie formalne.

Dominik Podsiadły, „SamoPortrety”, widok wystawy, Galeria Entropia, fot. Andrzej Rerak

Zagadnienia techniczne są na tyle ważne dla autora, że zdecydował się, aby drugie pomieszczenie Galerii Entropia wykorzystać na tzw. pokój techniczny, który Alicja Jodko nazwała „ciemnią”. Bo rzeczywiście SamoPortrety są w pewnym sensie wywoływane na ekranach – na czarnych powierzchniach widzimy zielony pozytyw. Czasami trzeba było te zielone interwencje zmusić pozostania na powierzchni za pomocą opalarki. W pokoju technicznym widzimy też markery, które jako jedyne okazały się skuteczne w interwencjach na ekranach, rękawiczki, szmatki, pędzelki, poza tym szkice na papierze, paletę czy wreszcie filmy pokazujące jak powstawały SamoPortrety. Ważny jest też wybór koloru zielonego nanoszonego na czarne podobrazia – Podsiadły w pewien sposób nawiązuje tu do pierwszych telefonów komórkowych, gdy czarne litery pokazywały się na zielonym tle.

Drugiego dna raczej nie ma

Dla widzów wystawa będzie zatem głównie doświadczeniem zmysłowym, estetycznym. Zobaczą klasyczny motyw autoportretu oraz drogę dojścia do efektów ukazaną w „ciemni”. Będzie to połączenie sztuki cyfrowej i analogowej, rzemiosła i szukania techniki. W warstwie idei wiele więcej niż powyższe tam nie ma. Niektóre obrazy wydają się komiczne, bo nie są efektem stosowania filtrów a do tego, jak to w selfie, twarz, szczególnie nos, wydają się zniekształcone. Wystawa raczej nie ma drugiego dna. Te wątpliwości gdzieś jednak czekały na horyzoncie, bo Podsiadły był pytany, dlaczego w ogóle wpadł na pomysł, aby przez pół roku robić sobie selfie a następnie je utrwalać. Na wernisażu powiedział po prostu „bo siebie lubię”. Po tej odpowiedzi głębszej dyskusji nie było. Było za to robienie sobie selfie na tle SamoPortretów.

Hanna Schudy

Przypisy

Stopka

Osoby artystyczne
Dominik Podsiadły
Wystawa
SamoPortrety
Miejsce
Galeria Entropia
Czas trwania
22.01–13.02.2026
Osoba kuratorska
Hanna Schudy
Fotografie
Andrzej Rerak
Strona internetowa
entropia.art.pl/view_news.php?id=815
Indeks
Dominik Podsiadły Galeria Entropia Hanna Schudy

Najczęściej czytane

1
Krytyka 06.02.2026

Gotyckie podszepty. „Kultura spalonego horyzontu” Stacha Szumskiego w Galerii EL

Portret Stach Szabłowski
2
Na Dobry Początek 09.02.2026

9-15 lutego

Redakcja
3
Do zobaczenia 05.02.2026

„Zabliźnianie” w Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku w Radzionkowie

Redakcja
4
Krytyka 06.02.2026

Uchodźcy ze świata sztuki. „Awulsja” Zhanny Kadyrovej w Galerii Arsenał w Białymstoku

Portret Piotr Kosiewski
5
Eseje 13.02.2026

„Ja i AIDS (Pompa)”. Małgorzata Minchberg

Luiza Kempińska
6
Krytyka 13.02.2026

Brud życia to ścięgna języka. „W środku słowa” w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej

Portret Mateusz Górniak

Newsletter Szumu
co piątek w Twojej skrzynce!

REKLAMA
Piszemy o sztuce z całej Polski. Komentujemy najważniejsze wydarzenia, dowartościowujemy marginesy, dajemy głos osobom twórczym i specjalistom. Pomóż nam w robieniu SZUMU.
„SamoPortrety” Dominika Podsiadłego w Galerii Entropia — SZUM
REKLAMA
Logo: SZUM

Magazyn SZUM

Fundacja Kultura Miejsca
Wydział Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 39
00-347 Warszawa

redakcja@magazynszum.pl

ISSN 2956-817X

Media społecznościowe

  • facebook
  • instagram
  • spotify
  • apple podcasts
  • podcast RSS

Wspieraj nas!

Polityka prywatności

Kontakt

Przeszukaj SZUM

‹ › ×

    ‹ › ×
      Nasz serwis korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
      Zapoznaj się z naszą polityką prywatności