13.12.2019

Orgonity i amulety. „mind light / light mind” Barbory Přidalovej w Plato Ostrava

Piotr Sikora
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Orgonity i amulety. „mind light / light mind” Barbory Přidalovej w Plato Ostrava
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Może droga do prawdziwej demokratyzacji i popularyzacji, za którą wodzi tęsknym wzrokiem część środowiska artystycznego, wiedzie przez ezoterykę?

Plato jest absolutnie najbardziej hip instytucją kultury w tej części Europy. Żeby się o tym przekonać, trzeba po prostu wsiąść w pociąg, przyjechać do Ostrawy i zobaczyć tysiące metrów kwadratowych byłego marketu budowlanego Bauhaus, który powoli zapełnia się sztuką współczesną. Żadne tam stare fabryki Schindlera czy karton-gipsowe pawilony nad Wisłą. Emblematyczna dla szalonych lat 90. przestrzeń hobby marketu wpadła w ręce artystów jak w jakimś altergentryfikacyjnym śnie. Co więcej, instytucja, zamiast przymilać się praskiej publiczności, krzewi wiarę w polsko-czeskie braterstwo zapraszając polskie artystki, krytyków, teoretyków i publiczność. Aktualnie w gigantycznych przestrzeniach Plato można oglądać malutką – biżuteryjną wręcz – wystawę mind light / light mind autorstwa Barbory Přidalovej.

Ostrawa w budowie. Otwarcie nowej siedziby galerii Plato Wystawę inaugurującą działalność nowej siedziby galerii Plato recenzuje Piotr Policht CZYTAJ!

W recenzji wystawy Tymczasowe Struktury, otwierającej działalność ostrawskiej galerii w nowej lokalizacji, Piotr Policht zastanawiał się, co się stanie, kiedy z przestrzeni zniknie wystawa hitów z kolekcji Magnus Art, opartej w głównej mierze na pracach laureatów nagrody im. Jindřicha Chalupeckego. Jak ekipa kuratorska w składzie Marek Pokorný, Jakub Adamec, Daniela & Linda Dostálkove z ówczesną pomocą Michala Novotnego poradzi sobie z wypełnieniem pięciu tysięcy metrów kwadratowych? Półtora roku po otwarciu spaceruję po przestrzeni, w której pyszni się ponad dziesięć instalacji Tymczasowych Struktur. Jest tu bistro, nad którym pracowała Dominika Olszowy, postapokaliptyczny ogród Matyáša Chocholi, biblioteka Jana Šerýcha czy recepcja autorstwa Stéphanie Lagarde – wszystko to dzieła sztuki o konkretnej przypisanej funkcji. Ogromna hala stała się również domem dla zbudowanej przez Klárę Hosnedlovą szatni, która wygląda niczym scenografia do sztuki według dramatu Skamandrytów. W rogu znajdziemy kino Eye Drop, przygotowane przez Zuzę Golińską, mięciutko wyściełane wykładzinami, na których można się do woli tarzać podczas seansów. Wrażenie robi również ogromna scena Dla teatru na Marsie, którą zaprojektował wirtuoz sztuki dekoracyjnej – Than Hussein Clark we współpracy z CPWH.

Interwencja Barbory Přidalovej jest przeciągającym się na dwa i pół miesiąca rytuałem, którego celem jest „dostrajanie się do wibracji planety”. W tym momencie rodzi się pytanie, kim jest Barbora Přidalová i co ją motywowało do podjęcia tej tematyki?

Seria instalacji spotkała się z pozytywnym przyjęciem – Hana Janečková pisała o niej jako przykładzie nowego rodzaju krytyki instytucjonalnej, w której neoliberalne mechanizmy instytucji konfrontowane są z wydajnością, wszechstronnością, pomysłowością i możliwością dostosowania się zamieszkujących ją instalacji. Ostatnią z nich jest displej Dom Muz autorstwa Darii Melnikovej. Jest to jedna z moich ulubionych struktur, która wyglądem przypomina „naszkicowaną” cienką szarą linią giętego prętu przestrzeń galerii. Ażurowość tej struktury nadaje jej filmowej atmosfery, a jej kulisowość przypomina nam, że jakkolwiek sztuka jest przeciwstawieniem teatru – operując kompletnie odmiennym słownikiem ekspresji i nadając na innych rejestrach umowności – to tak samo podlega scenicznym warunkom, a tym samym daje się łatwo zmanipulować. To właśnie w Domie Muz w połowie października otworzyła się wystawa Barbory Přidalovej przy kuratorskiej pomocy sióstr Dostálkovych.

Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy

Wystawa to zbiór małych sześcianów ze szkła, w których widać wydruki śmiejącej się artystki (joga śmiechu), grzybów (mykologia) i warzywek (mikrobiotyka) i zawieszona na wysokości wzroku piramida ze szklanych rurek. Obok znajdziemy zatopione w szkle nieznanej proweniencji metalowe wióry w trzech kolorach. Obiekty fajnie komponują się w Domie Muz, jednak ich znikomą komunikatywność dobrze oddaje zamknięty sześcienny format artefaktów. Prace czytam według sugestii kuratorek jako nie tyle sztukę, co „orgonity i amulety”. Interwencja artystki jest w takim razie przeciągającym się na dwa i pół miesiąca rytuałem, którego celem jest „dostrajanie się do wibracji planety”. W tym momencie rodzi się pytanie, kim jest Barbora Přidalová i co ją motywowało do podjęcia tej tematyki? Dla pochodzącej z Brna artystki średniej generacji ta wystawa jest pierwszą od lat solową prezentacją. Fotografka z powołania, w ciągu ostatniej dekady angażowała się raczej w prezentacje w duecie Deceased Squirrel, tworzonym z mężem Tomášem Přidalem – przykładem jest choćby ich wystawa Name of my dog is Erich Fromm z galerii TIC w Brnie A.D. 2016, która w niczym nie przypomina mind light / light mind. Przyznam się bez bicia, nigdy nie spotkałem się ze sztuką Přidalovej, a internety milczą na temat jej praktyki twórczej. W momentach takich jak ten – kiedy sztuka zalatuje na kilometr mistycyzmem, a ty po omacku starasz się odszukać jakąkolwiek drogę interpretacji – w desperacji chwytam za brzytwę kuratorskiego tekstu.

We wstępie Lindy i Danieli Dostálkovych niestety skazani jesteśmy na name dropping, po którym trochę się odechciewa – zwłaszcza jeśli nie jesteś specem od mykologii czy znawcą teorii bioenergii autorstwa Wilhelma Reicha. Grzyby, joga śmiechu, mikrobiotyka, piramidy energetyczne – brakuje mi tutaj świdrujących oczu Zbyszka Nowaka, leczącego miliony Polaków swoim czołem – a może to były ręce? Na sam początek to dość ciężki kawałek grzybka do przełknięcia, ale proszę się nie obawiać – nikt nie będzie sprawdzał naszej wiedzy, bo tutaj idzie nie o sztukę, a o ezoterykę, w której kompetencje kulturowe nie grają roli. Jako wyrodny syn zagorzałych fanów pisma „Nie z tej ziemi” nie jestem entuzjastą tego słowa na „e”. Nie sposób jednak nie uznać, że o ile sztuka cały czas nie może pozbyć się swojego elitarnego i klasowego charakteru, to „ezo” wyemancypowało się z podziałów klasowych. Bądź co bądź medytować, zbierać zioła i wierzyć w internet jako medium, które łączy nas z przodkami, można niezależnie od tego czy jesteś bogaty czy biedny, wyedukowany w domu, na uniwersytecie czy na ulicy. Może droga do prawdziwej demokratyzacji i popularyzacji, za którą wodzi tęsknym wzrokiem część środowiska artystycznego, wiedzie właśnie przez ezoterykę? Być może to jakieś branżowe ograniczenia sprawiają, że nie mogę docenić energetycznego gestu Přidalovej i doszukuję się podpuchy, zamiast jak redaktorzy portalu „Tzvetnik” rozpływać się nad sztuką o ezo-gotycko-gejmerskiej proweniencji przyprawionej stylówką Tima Burtona. No cóż, not my cup of tea.

Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy
Barbora Přidalová, „mind light / light mind”, widok wystawy

Instalacja mind light / light mind, jakkolwiek nie do końca mnie przekonała, to jednak zmusiła do refleksji nad kondycją sztuki współczesnej w szerszym spektrum. Środowisko artystyczne w ciągu ostatnich kilku lat ulega powolnej demokratyzacji. Widzę dwie jasne strony tego procesu. Jedna to oczywiste upolitycznienie sztuki – agorafilia, udział w protestach, zabieranie głosu w związku z pogwałcaniem praw obywatelskich czy też galopujących zmian klimatycznych. Druga opiera się na porzuceniu irytujących uprzedzeń opartych na przestarzałym sądzie smaku. Środowisko otwiera się na tendencje, które do niedawna uprawiali na przykład ześwirowani performerzy w pelerynach batmana (Jiří Surůvka) czy tuzy sztuki kobiecej wczesnych lat 90. – gorliwie odżegnujące się od feministycznych wątków w swoich pracach (Alicja Żebrowska). Idzie mi o sztukę, która uznawana była za naiwną, hobbystyczną, nie dość artystyczną, publicystyczną, infantylną, ezoteryczną, obciachową, konwencjonalną w swoich zaangażowanych postulatach czy po prostu złą. W czasach postartystycznych (których początek na polskiej scenie, zaryzykuję, zainaugurowała wystawa Nowa Sztuka Narodowa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej) establiszment wyciąga rękę w stronę postaw, które do niedawna były traktowane z przymrużeniem oka. Bańka, jaką bez wątpienia jest świat sztuki, uległa implozji, zasysając bliższe i dalsze jej marginesy. Sytuację najlepiej oddaje nagroda im. Katarzyny Kobro dla Cecylii Malik – artystki, która konsekwentnie i od lat rozpracowuje wątki dopiero dzisiaj zyskujące na popularności. Dla tych, którzy w sztuce podnoszącej temat kryzysu klimatycznego widzą zaledwie trend, chciałbym zasygnalizować, że mamy do czynienia ze zmianą paradygmatu, a nie modą na kolor „staroróżowy”. Sztuka robi się po prostu coraz mniej artystyczna, a armie ładnych obiektów, intrygujących obrazów i performansów dla kumatych powoli ustępują wpływającym na dostrajanie się do wibracji planety orgonitom i amuletom.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaBarbora Přidalová
Wystawamind light / light mind
MiejscePlato Ostrava
Czas trwania17.10.2019–5.01.2020
KuratorDaniela Dostálková, Linda Dostálková
FotografieMatěj Doležel
Strona internetowaplato-ostrava.cz
Indeks

Zobacz też