29.06.2020

Nie ma czasu do stracenia, jest tylko czas do zabicia. Mały taniec w czarnej dziurze

Marta Ziółek
Tekst opublikowany w magazynie Szum 29/2020
fot. Marta Ziółek
Nie ma czasu do stracenia, jest tylko czas do zabicia. Mały taniec w czarnej dziurze
fot. Marta Ziółek
Performuj albo giń. Znakomity performans to ten, który działa. Ale czy tego potrzebujemy w czasie zarazy? Jestem taka zmęczona…

1.

Co zrobić z czasem, który jest jak prezent-bomba? Z czasem, którego nie chcemy? Czuję go w nerkach, wyrasta jak ciężkie, małe skrzydła z tyłu pleców. Dostałam taką bombę w podstawówce od chłopaka. Niechciana obecność ukryta przeze mnie za regałem razem z płytą Kelly Family z moim ulubionym przebojem Angel, którego się wstydziłam.

Na początku marca myślałam, że dostałam czas w prezencie. To, co było przed epidemią, to obłędnie przyśpieszający, psychotropowo-kapitalistyczny rajd. Ale to, co zostaje po, to dziura w czasie.

Wracają do mnie słowa z wykładu Judith Butler: „Nie ma czasu do stracenia, jest tylko czas do zabicia”. Butler odnosi się do doświadczania czasu w Strefie Gazy. Do bycia w zawieszeniu, tkwienia w niewiadomej, do czasu bliskiego śmierci. Słowa wypowiedziane przez nią podczas wykładu w Amsterdamie wiele lat temu zostały ze mną jako refleksja polityczna na temat czasu funkcjonującego poza logiką zysku. Tylko czy to my zabijamy czas, czy to czas nas zabija?

Doświadczenie COVID-19 mobilizuje nas do tego, by wyjść poza przemocowe sposoby budowania nietykalności i izolacji, by wrócić ponownie do naszej cielesności.

Władza znalazła na to wszystko sposób, postanowiła się nami zaopiekować i zaoferowała nam dobrze skomponowaną choreografię troski. Ale jak twierdzi Bojana Kunst w swym Beyond the Time of the Right Care: A Letter to the Performance Artist, opublikowanym niedawno przez Sauschpielhaus Zurich, nikt z nas nie był ontologicznie i etycznie gotowy na wirusa, choć jesteśmy gotowi performować gesty właściwej troski, izolacji, socjalizacji online i wytwarzania złudzenia produktywności[1].

Od kiedy zaczęła się kwarantanna, ja też zdążyłam swoje wyprodukować.

W końcu bycie podmiotem to niekończący się wysiłek występu.

Tylko czy to wciąż aktualne?

Ołtarzyk Marty Ziółek, dzięki uprzejmości artystki

Samo słowo „performans” łączy ze sobą to, co sportowe, biznesowe, artystyczne, technologiczne i seksualne. Pracować znaczy performować. Pracuj. Pracuj. Pracuj. Dobry performans wynika z witalności, zdolności organizacyjnych, perfekcyjnego skupienia na szczegółach. Dobry performans penetruje. Kontroluje. Gra i wygrywa. Jest mocny, seksowny, wiarygodny. Jak Osho, którego penetrujący wzrok mówi: „I am a spiritual playboy”. Performuj albo giń. Znakomity performans to ten, który działa. Ale czy tego potrzebujemy w czasie zarazy? Jestem taka zmęczona…

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 29. numerze Magazynu „Szum”.

[1] Bojana Kunst, Lockdown Theatre (2): Beyond the Time of the Right Care: A Letter to the Performance Artist, Neu.Schauspielhaus, 21.04.2020, https://neu.schauspielhaus.ch/en/journal/18226/lockdown-theatre-2-beyond-the-time-of-the-right-care-a-letter-to-the-performance-artist [dostęp: 14.05.2020].

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 29/2020

Zobacz też