13.10.2017

Nadchodzi czas? Oby

Jakub Banasiak
Otwarte Triennale
Nadchodzi czas? Oby
Otwarte Triennale
To na takich imprezach jak Otwarte Triennale tworzy się towarzysko-artystyczny zacier. Czy to tu nastąpi tak wyczekiwane przez wszystkich „nowe otwarcie”? Nie wiem, ale jeśli nic się nie zmieni, to czeka nas czas jałowy.

„Skazany na operacje mózgowe (bo to, co pisał, nie było zasilane przez wewnętrzne źródła)” – tak Czesław Miłosz sportretował Jerzego Putramenta. Sens tego stwierdzenia zwięźle wyraża także rysunek opublikowany jakiś czas temu w „New Yorkerze”: oto jaskiniowiec steruje skomplikowaną maszyną, która porusza się dzięki gmatwaninie prowadnic, dźwigni i linek; drugi, właśnie wykuwszy koło, komentuje: „No, I like it. I just don’t see the point”.

Spojrzenia nie mówią absolutnie, ale to absolutnie nic nowego. Nie są radykalne, nie są utopijne, nie są krytyką, nie są projektem, nie są diagnozą, nie są ryzykowne, nie są świeże.

To, co u Putramenta dostrzegł Miłosz, znajduje zastosowanie we wszystkich dziedzinach życia, jednak bodaj tylko w sztuce widoczne jest tak jaskrawie. Zarówno frazę noblisty, jak i rysunek z „New Yorkera” przypomniałem sobie w salach Zachęty, oglądając tegoroczne Spojrzenia. Dawno nie widziałem rzeczy tak przekombinowanej, tak wypranej z „wewnętrznych źródeł” – tyleż biegłej w esperanto międzynarodowego świata sztuki co nudnej do wyrzygania. Falujące drzewce flag; wiwisekcja kamizelki kuloodpornej; idealnie „niedociągnięte” obrazy „o hipsterach”; piętrowa „operacja mózgowa” wokół jednego z najbardziej przejmujących, romantycznych performansów/rzeźb w dziejach sztuki; post-ironiczny butik dla anarchistów (w jakiś sposób smutny, bo autor znany jest z prac może i prostodusznych, ale przynajmniej szczerych; tu dał się zaplątać w bezużyteczną instytucjonalną grę, w którą sam zapewne nie wierzy). Spekulacja we wszelkich możliwych odsłonach, wszystko dopięte na ostatni guzik. Do tego smutne „opisy prac” i „wywiady z artystami” – jaka konieczność kazała zrobić to w ten sposób? Bla, bla, blaaaa. I tylko Honorata Martin, choć po raz kolejny wygrywa przed nami tę samą melodię, pokazuje coś wypływającego z „wewnętrznych źródeł”. Jej wigwam skomponowany z rzeczy wyniesionych z mieszkania zmarłej babci to praca prosta i mocna; otoczona wypracowaniami prymusów sztuki współczesnej, emanuje siłą realnego przeżycia. Forma jest tu funkcją treści, a nie ornamentem naciągniętym na kilka zgranych frazesów. Z drugiej strony – nawet najwspanialsza melodia może w końcu zacząć nużyć… W przypadku Martin to chyba właśnie ten moment.

Wystawa, która miała pokazać, że w czasach politycznego wzmożenia także i „młoda” sztuka jest polityczna, przerodziła się we własną karykaturę. Spojrzenia nie mówią absolutnie, ale to absolutnie nic nowego. Nie są radykalne, nie są utopijne, nie są krytyką, nie są projektem, nie są diagnozą, nie są ryzykowne, nie są świeże. Są bezpieczne, sterylne, banalne, błahe. Nic nie zmienią – ani w sztuce (jej hierarchiach), ani w życiu politycznym (jego postrzeganiu). Ktoś dostanie pieniądze, ktoś pojedzie do Florencji, ktoś otrzyma laur publiczności. A jednak pokaz w Zachęcie pozostanie wydarzeniem doskonale nieważnym, jeszcze jednym produktem nadwiślańskiej sceny artystycznej. „Wystawą sztuki współczesnej”.

Otwarte Triennale było brawurowe, prywatne, polityczne, improwizowane, a przede wszystkim skupiało się na samych artystach. Było rozpisanym na siedem dni laboratorium idei, ale przede wszystkim (tak sądzę) przestrzenią wspólnoty.

Tymczasem w Orońsku zakończyło się Otwarte Triennale Nadchodzi czas, czyli dawne Triennale Młodych, które w tym roku podjęli się reanimować Romuald Demidenko, Aurelia Nowak i Tomasz Pawłowski. Kuratorski tercet przenicował trącącą myszką imprezę, odwracając proporcje: główną rolę grało tu to, co zwykło określać się mianem „wydarzeń towarzyszących”. Wystawa, dość partyzancka, powstała spontanicznie już po zakończeniu właściwej części triennale (na „prawdziwą” nie było zresztą pieniędzy). Nie mogłem być w Orońsku w tych dniach, ale spodobał mi się ten zabieg. Tak pomyślane triennale było brawurowe, prywatne, polityczne, improwizowane, a przede wszystkim skupiało się na samych artystach. Było rozpisanym na siedem dni laboratorium idei, ale przede wszystkim (tak sądzę) przestrzenią wspólnoty. Nie miało w sobie nic z przymusu „robienia wystawy”, za to wiele z chlubnej tradycji sympozjów. Było odwrócone do publiczności plecami, nad-projektowane (strona WWW może i sexy, ale kompletnie niefunkcjonalna), dostępne tylko w procesie – nie można było go „zaliczyć”, przyjeżdżając na chwilę, a potem pisząc garść komunałów. Było też ruchome tak, jak ruchoma jest dzisiejsza rzeczywistość, jakby świadome, że statyczna wystawa to model drastycznie nieaktualny. Bo Otwarte Triennale było też relacjonowane w czasie rzeczywistym, wielokanałowo, na profilach oficjalnych i prywatnych, w trybie foto i wideo. I to właśnie ten nieprzerwany stream obrazów, widok artystów, którym w końcu oddano głos, deklamujących swoje propozycje nieporadnie, trochę pretensjonalnie, lecz przecież szczerze, wiedzących, że grają – przed znajomymi, innymi uczestnikami czy takimi jak ja widzami – z telefonami przyspawanymi do dłoni, wystających znad laptopów z jabłkiem, w jednakowych uniformach (czarne buty z białymi podeszwami!), flanującyh po „późno-kapitalistycznych” opłotkach Orońska, słuchających wykładu o pizzy, tańczących, zwiedzających magazyny CRP, zatrzaśniętych w spektaklu i próbujących go podważać – ten właśnie nieprzerwany strumień obrazów, działań, min, gestów i póz miał w sobie energię, której tak dramatycznie brakuje w Zachęcie.

Trudno, rzecz jasna, powiedzieć, czy z tego żywiołu będzie można wyprowadzić jakąś spójną myśl – diagnozę, receptę, przesłanie. Kto je sformułuje? Jaki będzie teoretyczny, instytucjonalny, w końcu – artystyczny osad tego wydarzenia? Wnikliwe obserwacje Piotra Polichta, które publikujemy obok, potwierdzają, że sam proces, samo dzianie się, które zobaczyliśmy on-line, a które przeżyli uczestnicy – to jeszcze za mało (choć moim zdaniem całkiem sporo). Czyżbym więc dał się nabrać, uznając, że intensywność imprezy była wprost proporcjonalna do intensywności streamu? Może i tak. Myślę sobie jednak, że nie namacalny efekt był tu najważniejszy, nie natychmiastowe „rezultaty”. Kluczowe znaczenie miało przełamanie instytucjonalnej rutyny, której doskonałe wcielenie możemy oglądać w Zachęcie; uporządkowanego bezwładu, który dla każdego uczestnika gry przewiduje stałe miejsce. Efektem nuda? Chaos? Czy może, jak chce Piotr, jedno i drugie (jakimś cudem)? Nawet jeśli – nic to. Bo jedno jest pewne: było Triennale „zasilane przez wewnętrzne źródła”. To w takich miejscach tworzy się towarzysko-artystyczny zacier. Czy to tu nastąpi tak wyczekiwane przez wszystkich „nowe otwarcie”? Nie wiem, ale jeśli nic się nie zmieni, to czeka nas czas jałowy. Jak bardzo można sprawdzić, snując się po Spojrzeniach – i dziesiątkach innych wystaw „młodych U36” kuratorowanych przez U50, U60 i U70. Jednocześnie nasilać się będą narodowe wzmożenie i konserwatywny populizm (wystawy dla każdego!) pompowany przez resentyment przegranych transformacji w polu sztuki.

Jednego i drugiego mam serdecznie dość. Jeśli nie teraz, to kiedy?

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!

Stopka

Artystam.in. Bianca Bondi, Przemek Branas, Martyna Czech, Norbert Delman, Monika Drożyńska, Sylwester Gałuszka, Zuza Golińska, Styrmir Örn Guðmundsson, Tobiasz Jędrak, Karol Komorowski, Zofia Krawiec, Justina Los, Horacy Muszyński, Nomadic State, Liliana Piskorska, Karolina Plinta, Pracownia Portretu, Gregor Różański, Agnieszka Różyńska, Joanna Rzepka-Dziedzic, Mikołaj Sobczak, Kuba Szreder, Ewa Tatar, Wykwit, Alicja Wysocka
WystawaOtwarte Triennale, 8. Triennale Młodych w Orońsku
MiejsceCentrum Rzeźby Polskiej w Orońsku / Centre of Polish Sculpture in Orońsko
Czas trwania25–30.09.2017 sympozjum, 1.10.2017–6.01.2018 wystawa
KuratorRomuald Demidenko, Aurelia Nowak, Tomek Pawłowski
Strona internetowaotwartetriennale.info
Indeks

Zobacz też