14.10.2022

„Fala” Anety Grzeszykowskiej w Rastrze

Stach Szabłowski
Tekst opublikowany w magazynie Szum 38/2022
Widok wystawy „Fala” Anety Grzeszykowskiej, dzięki uprzejmości galerii Raster w Warszawie
„Fala” Anety Grzeszykowskiej w Rastrze
Widok wystawy „Fala” Anety Grzeszykowskiej, dzięki uprzejmości galerii Raster w Warszawie
Grzeszykowska (…) z biegiem czasu jest coraz ciekawsza. Jak bowiem można znudzić się artystką, która zajmuje się kwestiami istnienia, przemijania, napięciem między fizycznością bytu a jego obrazem i jego (samo)świadomością – i raz za razem, projekt za projektem, wystawa za wystawą, szarpie za struny tych pojęć tak, że przez ciało przechodzą ciarki, które szybko docierają do umysłu, by wywołać w nim egzystencjalny dreszcz?

Falę Anety Grzeszykowskiej oglądałem, kiedy w prasie trwał serial-tasiemiec na temat przeprowadzki Roberta Lewandowskiego z Monachium do Barcelony. Grzeszykowska i Lewandowski mylą mi się? No skądże! A jednak, bez wątpienia z powodu medialnej nadobecności tego drugiego, nie mogłem powstrzymać się od zestawiania w myślach tych dwu postaci. Oboje, artystka i piłkarz, grają na najwyższym poziomie, dla którego właściwą areną powinna być – i jest – arena międzynarodowa. Oboje, choć każde na swój sposób, mnóstwo uwagi poświęcają fizyczności i ciału, jednocześnie przekraczając codzienność cielesności. Pozycja obojga jest niepodważalna, a oni sami znani z perfekcjonizmu i nieludzkiej wręcz precyzji. I oboje są zachwycająco albo, jak kto woli, przerażająco niezawodni. W wypadku Lewandowskiego oznacza to, że strzela bramkę praktycznie zawsze, kiedy wychodzi na boisko. A w wypadku Grzeszykowskiej?

Widok wystawy „Fala” Anety Grzeszykowskiej, dzięki uprzejmości galerii Raster w Warszawie
Widok wystawy „Fala” Anety Grzeszykowskiej, dzięki uprzejmości galerii Raster w Warszawie

Tu analogia między piłkarzem i artystką się wyczerpuje. Pewnie w ogóle nie należało jej budować, jest niestosowna, bo piłka nożna to przecież dyscyplina populistyczna i do tego doszczętnie skorumpowana, a sztuka, wiadomo, jest zupełnie inna. Poza tym drogi autorki Fali i świeżo upieczonego napastnika Barcelony rozchodzą się definitywnie w chwili, w której trzeba przyznać, że Robert Lewandowski, przy całej swej doskonałości, a może właśnie za jej sprawą, jest jednak nudny. Grzeszykowska przeciwnie – z biegiem czasu jest coraz ciekawsza. Jak bowiem można znudzić się artystką, która zajmuje się kwestiami istnienia, przemijania, napięciem między fizycznością bytu a jego obrazem i jego (samo)świadomością – i raz za razem, projekt za projektem, wystawa za wystawą, szarpie za struny tych pojęć tak, że przez ciało przechodzą ciarki, które szybko docierają do umysłu, by wywołać w nim egzystencjalny dreszcz?

Matka umiera wiele razy. Aneta Grzeszykowska w Rastrze „Po raz pierwszy Grzeszykowska usuwa się całkowicie, w swoim zastępstwie używając kopii samej siebie. Po raz pierwszy też to ona staje po drugiej stronie obiektywu, utrwalając kolejne etapy separowania się własnego dziecka od obiektu-matki” – o wystawie „Mama” Anety Grzeszykowskiej pisze Monika Powalisz CZYTAJ!

Grzeszykowska jest skupiona na sobie, przy czym uwaga, którą sobie poświęca, nie ma charakteru narcystycznego. Przeciwnie, artystka potrafi być dla siebie bezwzględna – i jest to ten rodzaj bezwzględności, z jakim uczona mogłaby traktować przedmiot badań; prawda jest najważniejsza, choćby była niepokojąca, niesamowita, okrutna, choćby dotarcie do niej wymagało przeprowadzania wiwisekcji.

„Fala” Anety Grzeszykowskiej, dzięki uprzejmości galerii Raster w Warszawie

Jako miary egzystencjalnego doświadczenia Grzeszykowska używa własnego życia, ciała, skóry. Fala nie jest wyjątkiem ani pod tym, ani pod innymi względami. Artystka używa na tej wystawie dwóch mediów, które w ostatnich latach wykorzystuje najczęściej; jedno to, rzecz jasna, fotografia, drugim jest skóroplastyka. Na pierwszy rzut oka Fala przypomina zatem ostatnie wystawy, które Grzeszykowską pokazywała w reprezentującej ją galerii Raster. Artystka nie tyle się jednak powtarza, ile kontynuuje pewną opowieść, która osnuta jest na motywach autobiograficznych i rozwija się z biegiem życia bohaterki – a zarazem z jego biegiem „zwija się”. Skoro bowiem artystyczna narracja Grzeszykowskiej jest tak ściśle spleciona z jej istnieniem w czasie i przestrzeni, wiadomo ku jakiemu finałowi zmierza ta historia. Zresztą świadomość tego faktu jest jednym z przewodnich motywów twórczości artystki. Zanim jednak dotrzemy do finału, wydarzy się wiele, a dokładniej mówiąc: wydarzy się całe życie – i o tym również traktuje sztuka Grzeszykowskiej. Można o tej narracji pomyśleć jak o serialu, którego kolejnymi sezonami są wystawy i projekty. Wprawdzie tę historię da się oglądać od środka, nie znając wcześniejszych sezonów, i narracja wciąż będzie miała sens, niemniej znajomość poprzednich odcinków wzbogaca fabułę o dodatkowe wymiary. Jest tak szczególnie w wypadku Fali, która odwołuje się do samego początku opowieści.

A co było na początku?

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 38. numerze SZUMU.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 38/2022

Stopka

Artystka / ArtystaAneta Grzeszykowska
WystawaFala
Miejscegaleria Raster
Czas trwania 14 maja 2022 – 2 lipca 2022
Fotografiedzięki uprzejmości galerii Raster
Strona internetowarastergallery.com/wystawy/aneta-grzeszykowska-fala/
Indeks

Zobacz też