30.07.2021

Eskapizm w kurorcie. „Nirvana” Agaty Nowosielskiej w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia

Jakub Knera
gata Nowosielska, „Oskar. Szkic do powieści »Blaszany Bębenek« Güntera Grassa”, olej na płótnie, 100 x 80 cm, 2020, fot. Tomek Zerek
Eskapizm w kurorcie. „Nirvana” Agaty Nowosielskiej w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia
gata Nowosielska, „Oskar. Szkic do powieści »Blaszany Bębenek« Güntera Grassa”, olej na płótnie, 100 x 80 cm, 2020, fot. Tomek Zerek
Nowosielska maluje alternatywę dla konsumpcyjnej rzeczywistości – obrazy często na pierwszy rzut oka ładne, kryją w sobie głębię historii, ludzkich dramatów, popsutej rzeczywistości. Malarka niekoniecznie jednak krytycznie je dekonstruuje czy sili się na komentarz. Raczej pokazuje alternatywę, medytacyjną możliwość ucieczki z narzuconej narracji.

Nowy Port ma swój mikroklimat: znajduje się na peryferiach miasta, cumują tu kontenery, wpływają statki. Kiedyś była to dzielnica marynarzy i do dziś ma związaną z tym swoją mitologię. Obecnie przechodzi proces rewitalizacji i przypadkowo raczej się tu nie trafia. Jeszcze nie doścignęła go gentryfikacja, chociaż ogromne wieżowce majaczące na horyzoncie w Letnicy nieubłaganie ją zwiastują. Przy socrealistycznym Domu Kultury z lat 50. żółta elewacja wita napisem „Nowy Bronx”, odklejającym się billboardem, który zaraz może spaść komuś na głowę, i dwoma prostokątami odkrywającymi ślady dawnego muralu – reklamy totalizatora sportowego ze stadionem i dwójką piłkarzy. Widać jednak zaledwie fragment trybun i nogę jednego z graczy, reszta jest zamalowana; fakt, że przed chwilą rozgrywały się mistrzostwa Europy w piłce nożnej dodaje tylko tej scenerii kolorytu. Idealne preludiom do Nirwany.

Z dusznej, spalonej słońcem dzielnicy wchodzę do chłodnej przestrzeni Łaźni, której sala jawi się jak inny świat. Ogromna przestrzeń wydaje się nie skrywać żadnej tajemnicy – w porównaniu do starszej siostry na Dolnym Mieście to prostokątna sala, w której na czterech ścianach wiszą różnej wielkości obrazy; wydawałoby się, że wszystkie karty są odkryte.

Nowosielska zabiera widza w podróż przez krainę wyobraźni, tytułową nirwanę, miejsce fantasmagoryczne, trochę baśniowe, trochę surrealistyczne.

Nadmorska dzielnica dobrze pasuje do ekspozycji prac Agaty Nowosielskiej – malarki, która hojnie gospodaruje farbą, a w obrazach ucieka od rzeczywistości. Maluje eskapistycznie. Zazwyczaj olejem na płótnie, czasem gwaszem, a część ekspozycji to kolaże, ale one przekonują mnie najmniej. Skrupulatnie zamalowane płótna przyciągają fakturą, swego rodzaju baśniowością, odrealnieniem. Stłoczenie zazwyczaj ciemnych barw sprawia wrażenie, jakby obrazy wypływały z kadrów, a namalowane na nich postaci materializowały się. Wielkie formaty powieszone równo obok siebie na linii wzroku czasem przytłaczają gęstością farby, wśród której gdzieś pośrodku majaczy detal, wyłania się drobny element, jakby ktoś próbował z nich wyjść i przemówić do widza. Jak bohater książki gdańskiego noblisty na obrazie Oskar: szkic do powieści „Blaszany bębenek” Güntera Grassa, który krzyczy spomiędzy długich pociągnięć pędzla przypominających ciężką kotarę, ale i gęste zarośla; swego rodzaju więzienie. Matzerah w powieści Grassa krzykiem tłukł szkło, ale tutaj jego głos wydaje się być niemy, to bardziej krzyk przerażenia, rozpaczy; grymas, który napawa grozą. Większość obrazów ma swojego bohatera – to bardziej lub mniej realne postacie, bohaterowie z wyimaginowanych światów.

Być razem. Rozmowa z Jadwigą Charzyńską Jakub Knera w rozmowie z dyrektorką CSW Łaźnia CZYTAJ!

Nowosielska zabiera widza w podróż przez krainę wyobraźni, tytułową nirwanę, miejsce fantasmagoryczne, trochę baśniowe, trochę surrealistyczne. Obok mrocznego Oskara na tryptyku Hodowcy uwagę przykuwają psychodeliczne kolory, kwiaty, zieleń i bajkowe postacie: tajemnicza kobieta wśród krzewów i królewski posłaniec, który wygląda jakby szykował się do testu na koronawirusa. To pierwsze, banalne skojarzenie i raczej zbieg okoliczności – obrazy Nowosielskiej jawią się jako mocno odklejone od rzeczywistości, ale wyobraźnia podsuwa różne scenariusze.

Tego odklejenia nie traktuję jednak jako szaleństwa – gdańska malarka jest raczej artystką osobną, outsiderką, przygląda się rzeczywistości przez lupę, ale i z dystansem, najlepiej w takim czasie i miejscu, w jakim nie robi tego nikt inny. Świetnie pokazuje to cykl Poza sezonem (po angielsku zatytułowany znacznie bardziej dwuznacznie Offseason), który sugeruje, jakby letnią kumulację można było wyłączyć nie czekając na październik. Obrazy, które na pierwszy rzut oka mogą sugerować wiele interpretacji – czy to osobliwe psychodeliczne grzyby? a może wędrujące siostry zakonne? – przedstawiają złożone po sezonie turystycznym parasole.

Agata Nowosielska, „Nirvana”, widok wystawy, fot. Tomek Zerek
Agata Nowosielska, „Nirvana”, widok wystawy, fot. Tomek Zerek
Agata Nowosielska, „Nirvana”, widok wystawy, fot. Tomek Zerek
Agata Nowosielska, „Nirvana”, widok wystawy, fot. Tomek Zerek

Nowosielska chwyta ten moment, w którym główne funkcje miejsca zostają wyłączone: pada deszcz, znika zainteresowanie, jest lockdown, miasto wymarło. Maluje zwyczajny element krajobrazu, który w jej wykonaniu nabiera wymowności. W towarzyszącym wystawie katalogu (niestety można go kupić tylko online albo w Łaźni na Dolnym Mieście, a nie w miejscu wystawy) znajdują się dwa teksty i wywiad z artystką; ciekawszy jest jednak ten, który znajduje się na jej stronie internetowej, przeprowadzony przez Aleksandrę Grzonkowską, a opisany jako prolog – doskonały wstęp do twórczości malarki.

Warto się w niego wczytać nie tylko po to, żeby zapoznać się z historią malarskich początków artystki, ale i filozoficznymi inspiracjami, które pokazują rewers, wydawałoby się, odkrytych kart, obrazów w przestrzeni Łaźni. Nowosielska wśród wielu inspiracji wymienia m.in. Pasaże Waltera Benjamina i Społeczeństwo spektaklu Guy Deborda – obie związane stricte z doświadczaniem przestrzeni, wyłapywaniem detali, płynnej nowoczesności miast, a jednocześnie obie stające w kontraście do kapitalistycznej konsumpcji metropolii. Spójrzmy więc na Poza sezonem jeszcze raz: widać kontekst flâneura, a właściwie flâneurki snującej się po ulicach, poszukiwania peryferyjności, tego co zmarginalizowane albo i niezauważone. Nowosielska zamalowując płótno farbą olejną lub gwaszem, w barokowym natłoku nadaje im inny wymiar, głębię. Będąc w stanie nirwany jest się wyzwolonym od cierpienia, co obrazuje z jednej strony pejzażami pustki, a z drugiej uchwytując sytuacje i momenty na wpół baśniowe, na wpół realistyczne. Przemierza zakamarki miasta, puste przestrzenie (w katalogu zreprodukowany jest świetny obraz Tam, gdzie rosną dziewanny, ni to element postpeerelowskiego placu zabaw, ni to surrealistyczna postać), z których tworzy swoje mikroświaty – punkty wyjścia do narracji, prowadzonych równolegle do oczywistej rzeczywistości. Bo czym innym są zamknięte parasole kilkaset metrów od gęstniejących nad morzem plaż, budek z goframi i rybami? Te drugie znamy wszyscy, malarka skupia się jednak na detalu, który zauważa mało kto.

Obrazy Nowosielskiej nie mają być jednak miłe, raczej wytrącają z równowagi, zastanawiają. Groteska i swego rodzaju trwoga czasem wywoływana jest przez zestawienie ze sobą dwóch prac o różnych nastrojach.

Prace Nowosielskiej są wielowarstwowe: bohaterowie, których widzimy – zarówno postaci, jak i miejsca – są skrzętnie schowani za kolejnymi warstwami farb, wyraźnymi pociągnięciami pędzla lub punktowych pollockowych ornamentów. Dobrze czasem przyjrzeć się im z dystansu, wtedy kontury stają się bardziej wyraźne. I spojrzeć na tytuły (znajdują się na kartce przy wejściu, a nie pod obrazami). Dancefloor przedstawia szklany biurowiec, przypominający szczecińską filharmonię skąpaną w deszczu, widzianą przez zamazane soczewki aparatu. Ale nie to jest najważniejsze: Nowosielska fokusuje się na chodniku, placu tanecznym, który zachęca do sytuacjonistycznych zabaw na tym miejskim parkiecie.

Często w obrazach malarki poważny i mroczny nastrój przeplata się z groteską. Świetnym przerywnikiem jest Diabeł, kosmata postać przypominająca skrzyżowanie wilko-misia z Chewbaccą z Gwiezdnych Wojen, i dwa obrazy z cyklu Gąszcze: przypominające kształtem dziwaczne postacie, ni to psy, ni niedźwiedzie, z jednej strony przerażające, z drugiej wydawałoby się, że wręcz przytulne, bajkowe. Jak ogromny pies z Niekończącej się opowieści.

Dwie strony malarskiego medalu. Mikołaj Sobczak, Jakub Gliński i młode malarstwo w Fundacji Stefana Gierowskiego Piotr Policht podsumowuje kilka wystaw młodego malarstwa w Warszawie CZYTAJ!

Obrazy Nowosielskiej nie mają być jednak miłe, raczej wytrącają z równowagi, zastanawiają. Groteska i swego rodzaju trwoga czasem wywoływana jest przez zestawienie ze sobą dwóch prac o różnych nastrojach. Momenty pokazują grupę ludzi w krzykliwych barwach, którzy świętują jakieś wydarzenie: może to impreza wśród palm, może powitanie nowego roku wśród fajerwerków. Czasem wszystko łączy się na jednym płótnie – Ujście to mroczne powidoki miasta (czy w tle majaczy Kościół Mariacki?), przedstawione w katastroficznej wersji ogromnego leja, do którego wkrótce wszystko spłynie. Malarka przypomina: koniec świata jest nieuchronny.

Widać, że obrazy to efekt długotrwałych sesji malarskich, detale sugerują koronkową robotę, mnożenie elementów, wypełnianie płótna, które gęstnieje, zawłaszcza przestrzeń. Ale też przemawiają one tak wyrazistymi kadrami, że zostają na długo w pamięci: ze względu na groteskę (Hodowcy), nastrój rodem z horroru (Oskar, Diabeł) albo i dramatyzm sytuacji (Ofelia. Nirwaniczny dialog z prerafaelicką wersją odwołujący się do obrazu Johna Everetta Millaisa). Mniej przekonują mnie kolaże Nowosielskiej – efekty nie mniej mrówczej pracy, ale pozbawione dostojności, ciężaru i wielowymiarowości jej malarstwa. Tu popkultura i kapitalistyczna papka za bardzo przedostają się między ramy, nie pasują do tytułowej nirwany.

Agata Nowosielska, „Offseason”, olej na płótnie, 130 x 150 cm, 2020, fot. Tomek Zerek
Agata Nowosielska, „Diabeł”, olej na płótnie, 120 x 100 cm, 2020, fot. Tomek Zerek
Agata Nowosielska, „Ofelia. Nirwaniczny dialog z prerafaelicką wersją”, olej na płótnie, 130 x 150 cm, 2020, fot. Tomek Zere

Artystka przygląda się temu wszystkiemu z dystansem, łapie pędzlem napotkane sytuacje, z których tworzy kontemplacyjne formy. Napędza w ten sposób dramaturgię – stworzone z farby postaci wyglądają na zastygłe, baśniowe historie przejmują rzeczywistość. Barokowy przepych przypomina codzienny nadmiar i przesyt. Nowosielska maluje alternatywę dla konsumpcyjnej rzeczywistości – obrazy często na pierwszy rzut oka ładne, kryją w sobie głębię historii, ludzkich dramatów, popsutej rzeczywistości. Malarka niekoniecznie jednak krytycznie je dekonstruuje czy sili się na komentarz. Raczej pokazuje alternatywę, medytacyjną możliwość ucieczki z narzuconej narracji. Czy jest w tym oryginalna wizja? Niekoniecznie. Ale zaczynając od niedostrzegalnego detalu, jej obrazy odwracają uwagę na miejsce odległe od miejskiego spektaklu, by złapać stan nirwany i odciąć się od zglobalizowanego świata. Nawet jeśli to tylko chwilowa impresja, w Łaźni tworzy ona oniryczny i odrealniony klimat, jak najdalszy od wakacyjnych budek z lodami i turystów goniących po mieście.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaAgata Nowosielska
WystawaNirvana
MiejsceCentrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, Gdańsk
Czas trwania11.06-8.08.2021
Kuratorka / KuratorJolanta Woszczenko
FotografieTomek Zerek; dzięki uprzejmości CSW Łaźnia
Strona internetowalaznia.pl
Indeks

Zobacz też