11.09.2020

Coronavirtuality.com: od postinternetu do postepidemii

Gregor Różański
Tekst opublikowany w magazynie Szum 29/2020
Gregor Różański, „SOONER OR LATER”, 2020, dzięki uprzejmości artysty
Coronavirtuality.com: od postinternetu do postepidemii
Gregor Różański, „SOONER OR LATER”, 2020, dzięki uprzejmości artysty
Kilka lat temu dosyć nieufnie podchodzono do efemerycznego zjawiska sztuki postinternetowej, a teraz cała sztuka i kultura musiały stać się „(post)internetowe”, aby nie stracić kontaktu z publicznością.

Rozporządzenie ministra zdrowia z 31 marca 2020 roku wprowadziło zakaz działalności związanej z wszelkimi zbiorowymi formami kultury i rozrywki ujętymi w Polskiej Klasyfikacji Działalności w dziale 90.0. Wcześniej dział ten dotyczył jedynie domów kultury, jednak przy okazji został radykalnie rozszerzony, i teraz obejmuje między innymi rzeźbiarstwo, malarstwo i ogólnie całą możliwą artystyczną działalność twórczą. Gdyby artyści mieli się zastosować do nowych zapisów dosłownie, powinni zaprzestać jakiejkolwiek produkcji, a zwłaszcza nadprodukcji na czas pandemii. Podobno dzięki wyhamowaniu gospodarki „Earth is healing” – pytanie, czy także „art is healing”.

Poczucie schyłku i apokalipsy to nieodłączny efekt uboczny szybkiego tempa zmian. Im mniej jesteśmy pewni przyszłości z powodu niewidzialnych i nieuchwytnych zjawisk, takich jak nowe mikroby, ideologie czy technologie, tym łatwiej odczuć, że tak, to już pewnie Koniec, koniec historii, koniec kapitalizmu i wszystkiego jak leci. Oczywiście często mi się to udziela – jak każdemu.

Znowu nadarza się okazja, żeby podjąć to samo wyzwanie i odnaleźć się z powrotem w życiu, w którym wirtualność (a może raczej koronawirtualność) staje się tą pierwszą, a nie drugą rzeczywistością. Zobaczymy, czy będzie to powtórka z rozrywki.

Na wystawie Ustawienia prywatności w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej w 2014 roku pokazywałem wideo pod tytułem BLUE (#3B5998), dystopijną opowieść o świecie, w którym internet i technologie cyfrowe funkcjonują jak zaraza, a przesycenie informacjami jest nieuleczalną chorobą oślepiającą ludzi, których świadomość tonie w błękitnej otchłani Facebooka[1]. W rozmowie z Jakubem Mihilewiczem w „Szumie” w 2015 roku, chcąc nie chcąc, wykrakałem epidemię, która wygląda, jakby była zemstą natury za ostatnie stulecia zniszczeń i zanieczyszczeń oraz złego traktowania zwierząt – w końcu bezpośrednią przyczyną COVID-19 są najprawdopodobniej targi dzikich zwierząt, gdzie mięso i wydzieliny wielu gatunków mieszają się w nienaturalnych warunkach, umożliwiając wirusom miksowanie i mutowanie w potworny sposób[2].

Kilka lat temu dosyć nieufnie podchodzono do efemerycznego zjawiska sztuki postinternetowej, a teraz cała sztuka i kultura musiały stać się „(post)internetowe”, aby nie stracić kontaktu z publicznością. Internet i jego estetyka nadal były dla wielu czymś obcym – a co dopiero sztuka współczesna – więc połączenie tych dwóch rzeczy jawiło się jako czarna magia i „na co komu to?” – teraz jednak wydaje się to pewną koniecznością.

Z czasem cały ten ruch pokoleniowy (ogólnie starsi lub młodsi milenialsi) osłabł i rozproszył się po wielu zbiorowych i indywidualnych rozczarowaniach, a po zderzeniu z realiami kapitalizmu i gentryfikacji, nieuleczalnym archaizmem instytucji i opresyjnym rynkiem sztuki, który wciąż zarządzany jest przez starsze generacje, niejako wymusił na wielu postinternetowych artystach powrót do obiektowych form sztuki i tak dalej, i tak dalej, żeby jakoś łatwiej było tę nową sztukę „zrozumieć” i sprzedać.

Jedni poszli w bezpieczne malarstwo, rzeźbę i inne namacalne graty, drudzy w inne bardziej opłacalne branże – począwszy od filmu, muzyki, przez modę, aż po start-upy, reklamę, siłownie czy gastronomię. Część pogodziła się ze status quo i „poszła na współpracę z systemem”, inni odeszli od sztuki jako zawodu w geście niezgody na zastaną rzeczywistość lub po prostu żeby przeżyć i „mieć co wrzucić do gara”. Większość bez względu na wybór nadal nie wyszła z piekła prekariatu. Wszyscy zaś chyba mniej lub bardziej świadomie odczuli, że nie ma etycznej produkcji sztuki w epoce późnego kapitalizmu.

Tymczasem znowu nadarza się okazja, żeby podjąć to samo wyzwanie i odnaleźć się z powrotem w życiu, w którym wirtualność (a może raczej koronawirtualność) staje się tą pierwszą, a nie drugą rzeczywistością. Zobaczymy, czy będzie to powtórka z rozrywki. „Time is a flat circle”.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 29. numerze Magazynu „Szum”.

 

[1] Gregor Różański, BLUE (#3B5998), Gregorrozanski.com, https://gregorrozanski.com/post/99448989065/blue [dostęp: 22.05.2020].
[2] Jakub Mihilewicz, Żadnych bogów, żadnych panów. Rozmowa z Gregorem Różańskim, https://magazynszum.pl/zadnych-bogow-zadnych-panow-rozmowa-z-gregorem-rozanskim/ [dostęp: 5 czerwca 2020].

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 29/2020

Zobacz też