„Bez tytułu” Ryszarda Grzyba i Marka Sobczyka w galerii SZOKART
Wystawa Ryszard Grzyb i Marek Sobczyk. Bez tytułu w galerii SZOKART w Poznaniu prezentuje obrazy dwóch klasyków malarstwa, którzy od roku 1983 – wraz z czterema innymi studentami warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Pawłem Kowalewskim, Jarosławem Modzelewskim, Włodzimierzem Pawlakiem i Ryszardem Woźniakiem – współtworzyli słynną Gruppę. Jak podkreśla Ewa Gorządek: „Gruppa to jedna z najciekawszych manifestacji twórczych w sztuce polskiej lat osiemdziesiątych. Stanowiła raczej zbiór indywidualności połączonych przyjaźniami artystycznymi i wyraźnie akcentujących swoją odrębność, niż kolektyw pracujący według jednolitego programu”11 Ewa Gorządek, Gruppa, online: https://culture.pl/pl/tworca/gruppa (dostęp: 24.02.2016). ↩︎. Łączyła ich na pewno bliskość do popularnej wówczas na Zachodzie estetyki Nowej Ekspresji czy Neue Wilde, która zdominowała Documenta VII w roku 1982.
Tzw. „nowi dzicy”, do których zaliczali się również Ryszard Grzyb i Marek Sobczyk, nie wpisywali się w latach 80. w nurt sztuki przykościelnej, ponieważ stawiali – jak trafnie ujęła to Jolanta Ciesielska – bardziej na dionizyjską radość profanum niż na sacrum22 Jolanta Ciesielska, Transgresje w sztuce polskiej lat 80., w: Republika bananowa. Ekspresja lat 80., red. eadem, Ośrodek Kultury i Sztuki, Wrocław 2009. ↩︎. Ponadto jawnie kpili z tradycji i wyrażali antyklerykalne poglądy. Preferowali ironię, bunt, obalanie dotychczasowych hierarchii, ekspresjonistyczną spontaniczność, eksperymenty formalne i poczucie wolności, czasami także rubaszny humor33 Tamże. ↩︎. Fascynowali się jednocześnie malarstwem Andrzeja Wróblewskiego, jak i ikonami pop kultury. Ryszard Ziarkiewicz sugerował, że członkowie Gruppy penetrowali wszelkie sfery rzeczywistości, także i te „mało wzniosłe”44 Za: Republika Bananowa. Suplementy do sztuki polskiej lat 80., red. J. Ciesielska, Wrocław 2009. ↩︎. W relacji do ich twórczości kolejni krytycy uwypuklali narracyjność, parodystyczność, karnawałowość, pasożytowanie na malarskich konwencjach, publicystyczność, agresywność oraz wizualno-językową dosadność55 Zobacz: G. Dziamski, Ekspresja malarska lat 80., w: Republika Bananowa, dz. cyt., Wrocław 2009. ↩︎. Malarstwo twórców takich jak Ryszard Grzyb i Marek Sobczyk wpisywano także w ramę pojęcia transawangardy, zwracając uwagę na korzystanie z tradycji sztuki, także tej przedawangardowej, łączenie rozmaitych technik, ludyczność, figuratywność i subiektywizm. Jako transawangardowe w ich obrazach postrzegano także odrzucenie ideologii nowości, oryginalności, autentyczności i wyjątkowości oraz pozytywny stosunek do kultury masowej66 Tamże. ↩︎.
Lata 80. XX wieku – czas wspólnego, formacyjnego gestu – były zatem momentem, w którym malarstwo stało się polem otwartego sprzeciwu. Gruppa odrzucała estetyczną neutralność, wchodząc w przestrzeń politycznego i egzystencjalnego niepokoju. Ich obrazy krzyczały kolorem, deformacją, szyderstwem i paradoksem. Jak mówili, malarstwo miało być żywe, reagujące, „wkurzone”. To doświadczenie do dziś rezonuje w twórczości Ryszarda Grzyba i Marka Sobczyka – choć każdy z nich prowadzi swoją odrębną narrację.
Na łamach fanzinu „Oj, dobrze już”, który Gruppa wydawała w latach 1984-1989 Ryszard Grzyb podkreślał: „Śmiech, autoprowokacja jako konieczny warunek, żeby nie stać się trupem. Autoprowokacja jako konieczna higiena”77 Cytat za: Republika Bananowa, dz. cyt. ↩︎. Słowo – często o prowokacyjnym ładunku – zarówno w fanzinie, jak i na płótnach, w ich tytułach oraz w wypowiedziach artystów, zawsze odgrywało niezwykle istotną rolę. Zdaniem Jana Michalskiego, który poświęcił temu zagadnieniu tekst Ikonografia Gruppy w świetle poezji tytułów, członkowie Gruppy, stawiając na wymyślne nazwy poszczególnych kompozycji, uciekali przed patosem i opresją historii, próbując wyzwolić się „z kolein narodowej celebry”. Starsza generacja artystów uznawała trywializację, po którą tak chętnie sięgają członkowie Gruppy, za objaw nihilizmu – Ryszard Grzyb i Marek Sobczyk tym chętniej więc podkręcali te nastroje.
Wystawa Ryszard Grzyb i Marek Sobczyk. Bez tytułu w galerii SZOKART w Poznaniu, na której można zobaczyć obrazy obu artystów od lat 80. po obecny moment ich twórczości, jest wydarzeniem, które także prowokuje tytułem. Nazywa się bowiem Bez tytułu – by dodatkowo zwrócić uwagę na fakt, że obaj artyści od dekad operują tytułem jak ostrzem: precyzyjnym, ironicznym, naruszającym hierarchie, często bardziej dosadnym niż obraz. Ten przewrotny gest zapowiada napięcie między nazwaniem a wymknięciem się nazwie, między deklaracją a jej podważeniem. A wszystko to w kontekście historii, w ramach której zarówno Ryszard Grzyb, jak i Marek Sobczyk, uprawiali i nadal uprawiają gry słowne, nawiązując do napisów na murach, sloganów politycznych, slangu młodzieżowego, języka literackiego, jakby nadal licytowali się na tytuły, co czynili często i ochoczo w czasie wernisaży w latach 80.
Jednym z najwcześniejszych i najsłynniejszych obrazów z tamtej dekady, prezentowanych na wystawie w galerii SZOKART, jest płótno Marka Sobczyka Donna Gentile pokazuje srom Dantemu z roku 1985. To praca, która konfrontuje wysoką tradycję literacką z cielesnością, sacrum z profanum, patos z obsceną. Marek Sobczyk nie prowokuje oczywiście dla samej prowokacji; jego obrazy są laboratorium idei. Dante i Donna Gentile – postaci zakorzenione w kanonie – zostają tu wpisane w scenę demaskującą mechanizmy kulturowego uwznioślenia. Artysta podważa autorytety, rozszczelnia narracje, ujawnia napięcia między językiem a obrazem. Jak pisze przywołany już wyżej Jan Michalski, artysta dokonuje tu interwencji słownej, swobodnie łącząc rzadkie wyrazy z kolokwializmami i wulgaryzmami.
Analogicznie „mocnym uderzeniem” jest tytuł najwcześniejszej na wystawie pracy Ryszarda Grzyba Wpierdzający sie w sztukę, ale jest jeszcze coś więcej (Beuys wpierdzający sie w Rubensa), pochodzącej z roku 1984. Artysta z iście lingwistyczną dezynwolturą łączy czynność fizjologiczną ze sztuką i nazwiskami z historii sztuki. Nie zważa na nieprzystawalność tych porządków, grając na nosie osobom o pruderyjnej i mieszczańskiej mentalności. Z roku 1985 pochodzi natomiast kompozycja, opatrzona równie imponującym tytułem: Patrz – Z tego jesteśmy zrobieni, z drobinek śmierci. Widzimy demoniczną postać o diabelskiej twarzy, która prezentuje nam czerwone okruchy – owe drobinki śmierci, zwiastujące nasz kres. Czarna sylwetka jest niezwykle ekspresyjna, a ponadto każe nam na siebie patrzeć, nie pozwalając odwrócić spojrzenia.
Z lat 90. pochodzą z kolei takie prace jak Matka noce całe musi tańczyć, pić, bo ma dziecko małe, ma dla kogo żyć, ciało ma zwiotczałe, goni resztką sił, bo ma dziecko małe, krew wypruwa z żył Marka Sobczyka czy Mały nosorożec i Głowa kota Ryszarda Grzyba. W kompozycji Matka noce całe… artysta zbudował typowe dla swojej twórczości napięcie pomiędzy tym, co słowne, a tym, co wizualne – pomiędzy językiem a obrazem. Styl jest linearny, oszczędny, a dzięki zestawieniu z tekstem płótno zyskuje ogromną siłę przekazu. Ryszard Grzyb sięga z kolei po jeden ze swoich ulubionych wątków – motywy fauny. Jego zwierzęta – nosorożce, ptaki, fantastyczne bestie – są zarazem pradawne i współczesne. W tekście Dlaczego zwierzęta? Dlatego malarz ten pisał: „Zwierzę jako pierwszy temat malarstwa, współobywatel świata, towarzysz umieszczony ręką Boga w egzystencji”. Ta deklaracja odsłania jego strategię: powrót do archetypów i pierwotności, która ujawnia się w wizerunkach zwierząt. „Przypadkowy nosorożec wywołał lawinę nosorożców” – notuje artysta, wskazując na proces, w którym motyw urasta do rangi wewnętrznego znaku. Nosorożec staje się figurą samotności, ale i trwania: „Nosorożec – stare, pradawne zwierzę. Malarstwo – stara forma sztuki w świecie komputerów i techniki XXI wieku”. To porównanie odsłania autoironiczny i autoprowokacyjny wymiar jego twórczości: malarstwo jako byt archaiczny, a jednak niezbywalny, a jak wiadomo autoprowokacja jest konieczną higieną.
Na niektórych ścianach poznańskiej galerii SZOKART w ramach tej wystawy dochodzi także do eksplozji koloru w jego ekspresyjnej roli. U Ryszarda Grzyba kolor jest energią. Malarstwo, operujące własnymi środkami wyrazu, które – jak chciał Barnett Newman, cytowany przez autora Małego nosorożca – nie potrzebuje teorii, by istnieć: „Estetyka jest tym dla artystów, czym ornitologia dla ptaka”. Z kolei Marek Sobczyk operuje inną temperaturą, choć równie intensywną. Jego obrazy są polem semantycznego starcia. Słowa – wpisane w kompozycję – nie tyle opisują, ile destabilizują wewnątrzobrazowe porządki.
W obrazach tego artysty silnie zauważalne jest również polityczne zaangażowanie, które ma charakter krytyczny, a często również ironiczny. W latach 80. jego obrazy były bezpośrednim komentarzem do rzeczywistości PRL; dziś komentują kondycję demokracji nie tylko w Polsce, lecz i w Ameryce, manipulację językiem, populizm czy rolę artysty w przestrzeni publicznej. Jego malarstwo jest polem dyskusji – z historią, z religią, z ideologiami oraz z autorytetami i autokratami. Wpisane w nie zdania działają jak transparenty, lecz zamiast jednoznacznych haseł oferują ambiwalencję, paradoks i wieloznaczność, co doskonale widać na takich płótnach jak Pilz – Polenregenbogen (2022) czy Ateizm-Samolot-Krzyż [Ulica Smoleńsk] (2016).
Kompozycje Ryszarda Grzyba, powstałe po roku 2000, podejmują m.in. problem relacji z obrazem cyfrowym — widoczny na przykład na płótnie 164-175 (jotpegi) z roku 2009, czy dialogi ze sztuką spoza kanonu tzw. świata zachodniego, wywołującą asocjacje z twórczością afrykańską, aborygeńską czy jaskiniową. Fascynacje te wyraźnie wybrzmiewają w dziełach takich jak Zaire (2015), Strażnik świątyni (2015), czy w powstałych przed trzema laty Niech cię chmury rozrzucą po płonącej plaży i Radość marchwi jest również samotna.
Zestawienie dzieł Ryszarda Grzyba i Marka Sobczyka w przestrzeni galerii SZOKART odsłania dialog dwóch temperamentów. Jeden – zanurzony w archaicznym micie zwierzęcia, drugi – w ironicznej dekonstrukcji kulturowych narracji. Obaj jednak pozostają wierni malarstwu jako medium ekspresji i sprzeciwu. Ich obrazy są gestem oporu wobec wszelkiego rodzaju konformizmów. W świecie przyspieszonej komunikacji artyści ci malują powoli, z namysłem, intensywnie, analogowo. Ekspresja nie jest w ich œuvre stylistycznym efektem, lecz formą myślenia. Dialogiczna wystawa Bez tytułu w galerii SZOKART staje się więc przestrzenią, w której klasycy Gruppy pokazują, że malarstwo – mimo swojej „bezszelestności”, jak pisał Ryszard Grzyb – wciąż potrafi mówić głośno.
Marta Smolińska
Przypisy
Stopka
- Osoby artystyczne
- Ryszard Grzyb, Marek Sobczyk
- Wystawa
- Bez tytułu
- Miejsce
- SZOKART
- Czas trwania
- 14.04-28.05.2026
- Osoba kuratorska
- Marta Smolińska
- Fotografie
- Bartosz Łazorczyk
- Strona internetowa
- szokart.com/wydarzenie/bez-tytulu/


