29.03.2019

Amatorska (Nowy Świat 21)

Jaś Kapela
Jaś Kapela w Amatorskiej, fot. z archiwum autora
Amatorska (Nowy Świat 21)
Jaś Kapela w Amatorskiej, fot. z archiwum autora
Położona na Nowym Świecie Amatorska miała status kultowej jeszcze w PRL-u. Spotykali się tam aktorzy, poeci, artyści i intelektualiści, ale także zwykli pijacy, emeryci, prowincjusze i degeneraci. Tak pozostało do dziś.

Chociaż formalnie Amatorska nosi miano kawiarni, z pewnością wypija się tam więcej piwa niż kawy. Imprezy często przeciągają się do późnych godzin nocnych, a przynajmniej dopóki ostatni klienci są na siłach dalej pić, a miłe panie z obsługi wciąż chcą ich obsługiwać.

Położona na Nowym Świecie Amatorska miała status kultowej jeszcze w PRL-u. Spotykali się tam aktorzy, poeci, artyści i intelektualiści, ale także zwykli pijacy, emeryci, prowincjusze i degeneraci. Tak pozostało do dziś. Co więcej, Amatorska już od lat 50. była miejscem spotkań środowiska homoseksualnego. Kiedy w 1958 roku Michael Foucault był z wizytą w Warszawie, ponoć to właśnie tutaj spotykał się z męskimi prostytutkami. Amatorska miała famę miejsca przyjaznego osobom LGBT na długo przed tym, zanim stało się to modne. Do dzisiaj zresztą zdarzają się tutaj schadzki.

Przez dziesięciolecia swojego istnienia kawiarnia zdążyła się dorobić grona stałych klientów. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim Ryszarda „Rysię” Czubaka, słynną warszawską transseksualistkę, która swoim urokiem i dowcipem zawsze wprawia klientelę w dobry nastrój.

Kawiarnia Amatorska wystrojem przypomina raczej bar w Pińczowie czy Sandomierzu, a nie kafeterię w prestiżowej lokalizacji na stołecznym Trakcie Królewskim (chociaż może jednak nie aż tak prestiżowej, bo z jednej strony lokal sąsiaduje z Kebab Kingiem, a z drugiej z duńskim sklepem handlującymi chińskimi gadżetami). Mimo to wciąż cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Być może dlatego, że wiele osób ma już dosyć wielkomiejskiego, unifikującego wszystko stylu i pragnie jakiejś odmiany.

Amatorska jako jedna z nielicznych warszawskich kawiarni przetrwała transformację i odnalazła się w wolnorynkowej rzeczywistości. Nie dała się przy tym zamienić na Costę, Greena czy inną żarłoczną sieciówkę, których oddziały niczym macki hydry przejmują kolejne kultowe, pamiętające jeszcze PRL lokale, po czym przerabiają je na swoją internacjonalistyczną, bezpieczną i schludną modłę. Ale w Amatorskiej również bywa internacjonalistycznie, bo pijący tu filozofowie, artyści czy aktywiści często przyprowadzają swoich zagranicznych przyjaciół. Ba, od czasu do czasu do lokalu wpadają nawet zdezorientowane wycieczki turystów, ponieważ słynna kawiarnia trafiła już do przewodników turystycznych.

Jednak turyści znikają równie szybko, jak się pojawili, a starsi panowie, pijący drugą godzinę tę samą herbatę, pozostają niewzruszeni ich przelotną obecnością niczym pomniki Stalina.

Amatorska prawdopodobnie nigdy nie będzie czysta i schludna, bo straciłaby swój klimat oraz wierną klientelę. Chociaż kilka lat temu odbył się w niej remont i odmalowano ściany, kawiarnia zachowała bezpretensjonalny urok miejsca, które nie udaje, że jest czymś więcej niż prowincjonalnym barem, przypadkowo tylko ulokowanym w centrum Warszawy. Tutaj ciągle możemy zjeść na obiad schabowego albo kiełbasę z grilla, a na deser dostać wuzetkę albo kremówkę. Największą estymą cieszy się tatar, którego czasami zamawiają moi znajomi mięsożercy. Można się tutaj napić też kawy, ale nie liczmy na mleko sojowe czy inne modne wymysły. Miną całe lata, zanim do zmian uda się przekonać właściciela Amatorskiej, czyli pana Marka. Walka o wprowadzenie wina lepszego niż Sofia trwała kilka dobrych lat. No, ale po co zmieniać coś, co sprawdza się już od dziesięcioleci? I chociaż do Amatorskiej niedawno dotarły piwa kraftowe, w sprzedaży są tylko te wyprodukowane przez Grupę Żywiec.

Z piwem zresztą jest tutaj problem. Po kilku latach intensywnych badań terenowych wraz ze znajomymi stwierdziliśmy, że wypicie tutaj więcej niż trzech lanych piw zawsze kończy się niemiłosiernym kacem, a czasem nawet bólem brzucha. Grupa badawcza nie była może zbyt duża, ale badania powtarzaliśmy regularnie, więc przestaliśmy podważać ich wyniki i teraz pijemy tylko piwa z butelki. W Amatorskiej w ogóle lepiej zostać przy wódce, bo jest czysta i tania. Kieliszek żytniej ciągle kosztuje tutaj pięć złotych, czyli niewiele drożej niż w pobliskiej Pijalni Wódki i Piwa. A do tego wypije się go w zdecydowanie lepszym towarzystwie, bo swoim– czyli inteligencko-menelsko-artystowskim.

Przez dziesięciolecia swojego istnienia kawiarnia zdążyła się dorobić grona stałych klientów. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim Ryszarda „Rysię” Czubaka, słynną warszawską transseksualistkę, która swoim urokiem i dowcipem zawsze wprawia klientelę w dobry nastrój. Pamiętam, jak kiedyś Rysia wpadła do Amatorskiej w koronkowej białej halce i delikatnym makijażu, a kolega zaczął ją wypytywać, co się wczoraj działo na kanapie. Rysia lekko oburzonym tonem odpowiedziała: „A co myślisz? Że ja jestem erotoman-opowiadacz? Ja jestem seks-działacz”. Innym razem zdradziła nam, jak wygląda chłopak idealny: „dupa z kauczuku, oczy z siarki jak latarki”. Rysia od co najmniej lat 80. jest ważnym członkiem warszawskiej bohemy i trudno jej nie znać. Będąc młodym i pięknym chłopięciem udzielała się w kółkach aktorskich, a także statystowała i występowała w licznych filmach oraz serialach, w tym Misiu,Podróżach Pana Kleksa Złotopolskich. Teraz jednak jest raczej znana ze swojej wyjątkowej, bezkompromisowej i urzekającej osobowości. Rysia wykazuje się nie tylko talentem do bycia wszędzie tam, gdzie dzieje się coś kulturalnego lub artystycznego, ale również wielką odwagą cywilną. Jeśli urodziłeś się wielkim facetem, musisz mieć w Polsce – również w Warszawie – dużo odwagi, żeby paradować po ulicach w damskich ciuszkach i makijażu. Samo bycie kobietą nie należy do łatwych doświadczeń, nie mówiąc już o byciu kobietą w męskim ciele.

Kawiarnia tak naprawdę zaczyna żyć pełnią życia dopiero pod wieczór, kiedy pozostają tam tylko najwytrwalsi spośród emerytów i rencistów, a do lokalu wkraczają pisarze, pracownicy mediów, urzędów czy NGO-sów.

Stałym klientem Amatorskiej jest też Janusz Rudnicki, który często zabawia gości anegdotami oraz nierzadko karkołomnymi figurami stylistycznymi, z których najbardziej znane stało się „kurwy już są”. W ten sposób pisarz miał się zwrócić do swojego kolegi, prezentując mu poznaną tego samego dnia dziennikarkę Annę Śmigulec. Śmigulecnie zrozumiała „żartu” pisarza i w ramach akcji #metoo wypomniała Rudnickiemu wspomniane słowa, z czego zrobiła się ogólnokrajowa afera. Znajome pisarza zdziwiło oburzenie dziennikarki, bo wszak do nich pisarz zwracał się nawet brutalniej. Dziennikarka Magdalena Żakowska wspominała: „Pamiętam, jak Janusz Rudnicki wkręcił mnie, że jego nowa dziewczyna, którą za chwilę miałam poznać, jest prostytutką i to wyjątkowo tanią […]. Albo jak na imprezie przekonywał kolegę, że już ze mną ustalił, że wezmą mnie na dwa baty. Albo jak wyrywał dziewczynę (przy mnie) na historię o tym, że totalnie na niego lecę, ale jestem za brzydka i mu przy mnie nie staje. Albo, że jak mu dam dupy, to będę mogła sobie dopić jego piwo”. I potem przekonywała, że mimo wszystko Janusz nie jest molestującym zbokiem, tylko ciepłym i wrażliwym człowiekiem. (Którym zresztą jest, ale jednak to oraz inne tłumaczenia znajomych celebrytów nie przekonały opinii publicznej, zbulwersowanej nazywaniem dopiero co poznanych kobiet „kurwami”). W efekcie pisarzowi poświęcony został napis w kiblu Amatorskiej, głoszący: „ach uciekajcie moje cycki/idzie tu ta kurwa Rudnicki”. Później przez pewien okres pisarza witano w Amatorskiej okrzykami „kurwy już są”, ale żart oczywiście szybko się znudził. Choć od czasu stania się twarzą polskiego #metoo Rudnicki zdecydowanie bardziej uważa na słowa, wciąż potrafi być dawnym sobą. Jeśli więc chcielibyścieprzekonać się na własnej skórze, czy pisarz jest seksistą, musicie po prostu trochę posiedzieć w Amatorskiej. Prędzej czy później się pojawi.

Jaś Kapela, „Warszawa wciąga. Tu byłem. Tu ćpałem. Tu piłem. Przewodnik po warszawskich klubach” (wyd. Czerwone i Czarne)

Kawiarnia tak naprawdę zaczyna żyć pełnią życia dopiero pod wieczór, kiedy pozostają tam tylko najwytrwalsi spośród emerytów i rencistów, a do lokalu wkraczają pisarze, pracownicy mediów, urzędów czy NGO-sów. Generalnie Amatorska jest okupowana przez zwolenników opcji liberalno-lewicowej. Bywa tutaj redakcja Dwutygodnika, Krytyki Politycznej i nawet Gazety Wyborczej. (Przy czym jeden z licznych redaktorów naczelnych gazety dostał oficjalny zakaz wstępu za to, że najebany chciał wpierdolić młodszemu koledze z redakcji i powywracał krzesła w ogródku. Wpierdolić chciał skądinąd słusznie, ale Amatorska to nie prokuratura. Tutaj nie bada się winy, tylko wylatują ci, którzy zachowują się zbyt agresywnie). Jednak obecność wykładowców UW, dziennikarzy i studentów lewackich kierunków nie przeszkadza się tutaj dobrze poczuć również przedstawicielom klasy ludowej, których odrzuca splendor oraz wymuszona elegancja większości okolicznych kawiarni i restauracji.

Należy dodać, że przez pewien okres można było tu również spotkać przedstawicieli nieformalnej Hipster Prawicy, czyli Mateusza Matyszkowicza (obecnie dyrektora TVP Kultura), Samuela Pereirę (aktualnie szefa portalu tvp.info), Dawida Wildsteina (który najpierw został szefem publicystyki TVP Info, a następnie zastępcą dyrektora TVP1) oraz Piotra Pałkę (również mianowanego na stanowisko wicedyrektora TVP1). Jednak od czasu dobrej zmiany prawicowych dziennikarzy praktycznie przestano widywać w Amatorskiej. Być może nie bez znaczenia pozostaje fakt, że jako aparatczycy nowej władzy przestali być tam mile widziani przez swoich liberalno-lewicowych znajomych, którym zdarzało się głośno mówić, co myślą o swoich często już byłych kolegach. I nie, to nie tak, że na swoich dyrektorskich posadach po prostu nie mają już czasu na przesiadywanie w knajpach. Wciąż można ich bowiem spotkać w znajdującym się naprzeciwko barze kawowym Piotruś, w którym również czuje się ducha minionej epoki. Piotruś jednak nie cieszy się taką estymą jak Amatorska, więc można to uznać za swego rodzaju deklasację. Pupilkowie prawicowej władzy musieli się udać na dobrowolne wygnanie, a Amatorska stała się bastionem antyPiSowskiego oporu.

Tekst pochodzi z książki Jasia Kapeli Warszawa wciąga. Tu byłem. Tu ćpałem. Tu piłem. Przewodnik po warszawskich klubach (wyd. Czerwone i Czarne).

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJaś Kapela
TytułWarszawa wciąga. Tu byłem. Tu ćpałem. Tu piłem. Przewodnik po warszawskich klubach
WydawnictwoCzerwone i Czarne
Data i miejsce wydania2019, Warszawa
Strona internetowaczerwoneiczarne.pl
Indeks

Zobacz też