29.05.2020

Agnieszka Dauksza „Jaremianka. Biografia”

Piotr Słodkowski
Tekst opublikowany w magazynie Szum 27/2019
Maria Jarema
Agnieszka Dauksza „Jaremianka. Biografia”
Maria Jarema
„Jaremianka” z pewnością spełni oczekiwania miłośników biografii artystek, bo daje wielowymiarowy obraz bohaterki. W kolejnych rozdziałach to nie tylko twórczyni, lecz także siostra, partnerka, kochanka, matka, a każda z tych ról jest ukazana w zajmujący sposób.

Kilka miesięcy temu nakładem wydawnictwa Znak ukazał się literacki portret Marii Jaremy: Jaremianka. Biografia autorstwa Agnieszki Daukszy. Można zasadnie uznać, że książka mieści się w drugim nurcie pisarskiej twórczości Daukszy, ta bowiem funkcjonuje przede wszystkim jako akademiczka, doktor literaturoznawstwa związana z Uniwersytetem Jagiellońskim i środowiskiem Instytutu Badań Literackich PAN. Jest autorką wydanego niedawno Afektywnego modernizmu (2017). Śpieszę zaznaczyć, że Jaremianka nie ma nic wspólnego z tym obliczem aktywności krakowskiej badaczki i niesprawiedliwie byłoby oceniać ją wedle miary rozprawy akademickiej. Publikacji Znaku nie sposób porównywać do monografii, takich jak pionierski Portret wielokrotny dzieła Aliny Szapocznikow w ujęciu Agaty Jakubowskiej czy bardziej eseistyczne, ale wciąż naukowe studium o Ernie Rosenstein Mogę powtarzać tylko nieświadomie pióra Doroty Jareckiej i Barbary Piwowarskiej. Mimo niekwestionowanych kompetencji badawczych Agnieszki Daukszy jej najnowsza książka lokuje się w innym porządku, pośr.d prac popularyzatorskich. W czym, rzecz jasna, nie ma nic złego – a może wręcz przeciwnie.

Gdzie jest Maria? Fragment książki Agnieszki Daukszy "Jaremianka. Biografia" CZYTAJ!

Tytuł Jaremianka. Biografia jest lakoniczny, ale precyzyjny i trafnie oddaje ideę książki. Siedem rozdziałów składa się na barwną narrację, która chronologicznie opowiada o życiu awangardystki od dzieciństwa w Starym Samborze do okresu zmagań z chorobą nowotworową w odwilżowym 1958 roku. Dauksza, która nie jest przecież historyczką sztuki, nie pogłębia refleksji nad praktyką rzeźbiarską, malarską czy graficzną Marii Jaremy. Ta, choć dostrzegana, znajduje się na drugim planie i jest zgrabnie wprzęgnięta w opowieść o losach artystki w zmiennych czasach i kręgach towarzyskich. Całość wieńczy indeks osób (przydatny, a nieobowiązkowy dodatek w tego rodzaju publikacjach!) i rzetelna bibliografia.

Książkę Daukszy można czytać na dwa w istocie komplementarne sposoby – zwracając większą uwagę albo na to, jak buduje się tu reprezentację przeszłości, albo na to, co z tej mozaiki można wyczytać.

Książkę czyta się bardzo dobrze, narracja prowadzona jest wartko, a język pozostaje żywy. Pytanie, co wyłania się z tej opowieści? Losy Jaremy osadzone są na tle wydarzeń historycznych, te jednak są szkicowane dość oszczędnie.

Jeśli autorka zadaje we wstępie pytanie: „Gdzie jest Maria?”, to w tej lekkiej formie porusza tak naprawdę bardzo poważny problem, z którym muszą zmierzyć się wszystkie naukowe i nienaukowe monografie poświęcone artystom i artystkom. Jak zrekonstruować „życie i twórczość”, podczas gdy – najczęściej – pracuje się na rwanej materii historycznej, strzępkach źródeł, fragmentarycznej wiedzy? Odpowiedź, którą postanowiła dać tropicielka śladów Jaremy, zawarta jest w metaforycznej uwadze: chcąc, by fotografia Jaremy poruszyła się, muszę ożywić ją sama, bo – jak pisze – „ona nie poruszy się beze mnie” (s. 6). Oznacza to, że narracja książki oscyluje między pozyskanymi dokumentami a fikcją, literacką inwencją, to znaczy: wyobraźnią autorki, która scala liczne wiązki uchwytnych faktów w jedną całość, dając plastyczny obraz Jaremy. Mozaika ta stworzona jest z prywatnie przekazanych opowieści, wspomnień rodzinnych, obficie cytowanych zapisków, listów, publikowanych i niepublikowanych wspomnień oraz chętnie reprodukowanych fotografii. Stosunek do tych ostatnich dobrze ukazuje strategię pisarską Daukszy. Monografistce zdarza się przerywać wartką opowieść, by nieśpiesznie przystanąć przy tym lub innym zdjęciu, przyjrzeć się mu, przywołać ten konkretny moment w biografii bohaterki. Ciekawe, że opis często miesza się tu z pracą wyobraźni podpowiadającej, czego Jarema wówczas doświadczała, co czuła i jak żyła w tamtym zastygłym „tu i teraz”. To, co w dyskursie naukowym wypadałoby uznać za naiwny psychologizm, w postaci literackiej rzeczywiście się sprawdza, wypada szczerze i wskazuje na niemal osobisty stosunek autorki do Jaremy.

Niegdyś Anna Markowska pozwoliła sobie na gorzką uwagę, że w środowisku Grupy Krakowskiej kobiety mogły funkcjonować głównie jako żony artystów. Jarema całą sobą przeczy temu stereotypowi. Nie tylko konsekwentnie, krok po kroku, od wytężonej pracy w pracowni Dunikowskiego, wywalczyła sobie pozycję niezależnej artystki i, z czasem, liczącej się nestorki awangardy, lecz także dokonała tego, zajmując się rzeźbą – dziedziną szczególnie mocno naznaczoną genderowo jako typowo męskie zajęcie.

Książkę czyta się bardzo dobrze, narracja prowadzona jest wartko, a język pozostaje żywy. Pytanie, co wyłania się z tej opowieści? Losy Jaremy osadzone są na tle wydarzeń historycznych, te jednak są szkicowane dość oszczędnie. Śmierć Piłsudskiego, antysemityzm lat 30. i powojenne pogromy, polityka kulturalna nowej komunistycznej władzy i entuzjazm artystów, który jej towarzyszył, socrealizm… – wszystko to można wyłowić w odpowiednich miejscach, ale prawdziwymi perełkami drugiego planu są bardzo wyraziste portrety postaci towarzyszących Jaremie na różnych etapach jej życia. Książkę wypełniają tego rodzaju impresyjne lub powracające i rozciągnięte na wielu stronach reprezentacje. Świetne są legendy miejskie o młodości Xawerego Dunikowskiego. Z opisu lat 30. i 40. ciekawie wyłania się postać Tadeusza Kantora, interesującego zwłaszcza w kontekście poszukiwania kontaktu ze starszymi kolegami i dopiero budującego swą megalomańską pozycję. Moim ulubionym jest portret Henryka Wicińskiego. W książce Daukszy stanowi on przeciwieństwo podręcznikowego ujęcia: to apodyktyczny artysta i kochanek, człowiek chorowity i borykający się z biedą, z czasem postać coraz bardziej anachroniczna – ktoś, kto chciałby zatrzymać moment konsolidacji Grupy Krakowskiej, kiedy wszyscy jej członkowie znajdują się w innym miejscu życia i twórczości. Figura Wicińskiego jest także głośnym oskarżeniem pogardliwej polityki wobec artystów w II RP, co uwidacznia się zwłaszcza w konkluzjach dotyczących śmierci rzeźbiarza.

Maria Jarema u Daukszy ukazuje się nam nie inaczej, lecz właśnie wyrasta z relacji z innymi: członkami rodziny, partnerami, artystami. Dlaczego ta strategia jest istotna? Ponieważ to poprzez relacje najlepiej udaje się ukazać Jaremę jako postać przekraczającą społeczne i genderowe ograniczenia swoich czasów. Dauksza słusznie zwraca uwagę już na początku swojej książki, że w historii tej tkwi potencjał emancypacyjny. Można jedynie dodać, że wielopoziomowy. Nie chodzi tylko o to, że udziałem rzeźbiarki był awans społeczny lub że – jak podkreśla autorka – w związkach Jarema nie nawykła ulegać mężczyznom, zachowując zawsze wolność osobistą i artystyczną. To oczywiście nie pozostaje bez znaczenia, ale wyjątkowość Jaremy jako tw.rczyni uwidacznia się coraz mocniej z biegiem lektury. Niegdyś Anna Markowska pozwoliła sobie na gorzką uwagę, że w środowisku Grupy Krakowskiej kobiety mogły funkcjonować głównie jako żony artystów. Jarema całą sobą przeczy temu stereotypowi. Nie tylko konsekwentnie, krok po kroku, od wytężonej pracy w pracowni Dunikowskiego, wywalczyła sobie pozycję niezależnej artystki i, z czasem, liczącej się nestorki awangardy, lecz także dokonała tego, zajmując się rzeźbą – dziedziną szczególnie mocno naznaczoną genderowo jako typowo męskie zajęcie.

Jaremianka z pewnością spełni oczekiwania miłośników biografii artystek (których ostatnio pojawia się coraz więcej), bo daje wielowymiarowy obraz bohaterki. W kolejnych rozdziałach to nie tylko twórczyni, lecz także siostra, partnerka, kochanka, matka, a każda z tych ról jest ukazana w zajmujący sposób. I choć akademicy i, by tak to ująć, profesjonaliści nie znajdą tu wiele nowego materiału, to książka i tak może zadziałać na nich jak nieprzyjemne ukłucie, które przypomina, jak ważną, wręcz centralną dla swego środowiska postacią mamy do czynienia. Z jednej strony można zazdrościć Daukszy trafnego wyboru bohaterki, z drugiej jej praca musi być ponagleniem dla historyków sztuki, którzy powinni poświęcić Marii Jaremie więcej pogłębionych studiów. Nie tyle punktowych monografii o „życiu i twórczości”, ile kompleksowych ujęć, zdolnych pokazać wielkie znaczenie Jaremy w sieci relacji z innymi twórcami i twórczyniami. Nie sposób uniknąć tu porównań do Tadeusza Kantora. Podczas gdy Jarema w swej epoce nie ustępowała mu pozycją, dziś dysproporcja w badaniach nad tymi dwiema postaciami jest bardzo wyraźna. Agnieszka Dauksza przypomniała nam, że ten stan rzeczy jest głęboko niesprawiedliwy. Na zadane przez nią pytanie: „Gdzie jest Maria?”, powinni teraz odpowiedzieć kolejni badacze, tym razem w innym rejestrze dyskursu.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 27/2019

Zobacz też