12.02.2021

„Abzgram” Karoliny Wojtas w Instytucie Fotografii Fort

Piotr Policht
Tekst opublikowany w magazynie Szum 31/2020
Karolina Wojtas, z projektu „Abzgram”
„Abzgram” Karoliny Wojtas w Instytucie Fotografii Fort
Karolina Wojtas, z projektu „Abzgram”
Umyślna literówka w tytule wystawy i cyklu sporo mówi o jego charakterze – jest w szkolnych fotografiach Wojtas swoboda i czasem niemal obsesyjna lub podświadoma powtarzalność rysunkowych bazgrołów przeniesiona na medium fotografii, często też coś w nich wyraźnie nie gra.

Jako tutorial przed życiem społecznym szkoła to jedno z nielicznych doświadczeń przekraczających bariery klasowe, rasowe, genderowe i kulturowe. Rzecz jasna nie w kwestii poziomu edukacji – pod tym względem akurat jest raczej wręcz odwrotnie i między prywatnym high school w Vermoncie, którego absolwenci wyfruwają wprost do uniwersytetów z Ivy League, a publicznym liceum w Garwolinie różnica jest niewątpliwie kolosalna. Co innego aspekt społeczny – tu już poszczególne doświadczenia bywają zaskakująco uniwersalne. Nie bez powodu nastolatki z Europy Wschodniej potrafią się w równym stopniu utożsamić z bohaterami seriali o dzieciakach z brytyjskich internatów, obyczajowych anime o tokijskich licealistach, eskapistycznych fantazji o rozpieszczonych dziedzicach fortun z Manhattanu i dramatów społecznych osadzonych na przedmieściach Detroit. Jak na tak uniwersalny temat w polskiej sztuce, a nawet kulturze w nieco szerszym ujęciu (wyłączając może literaturę), szkolne tło wcale nie pojawia się jednak zbyt często. Nawet w kinie jakoś gładziej przychodzi polskim twórcom wchodzić w mentalność sfrustrowanego nauczyciela Adasia Miauczyńskiego niż dorastającej Lady Bird.

Na opisanie wykreowanych w cyklu Wojtas realiów można by użyć wyświechtanego określenia „kafkowskie”, z tym zastrzeżeniem, że musiałby to być Kafka wydany w obezwładniająco koszmarnej pod względem edytorskim lekturowej serii wydawnictwa Greg.

Projekty fotograficzne ze szkołą w tle – również mniej liczne, niż można by przypuszczać – do tematu podchodzą głównie ze strony dokumentalnej. Weźmy najbardziej chyba charakterystyczny i rozpoznawalny szkolny cykl w najnowszej polskiej fotografii, czyli Millenium School Krzysztofa Zielińskiego czy niemal bliźniaczą serię School Krzysztofa Pacholaka. Oba projekty to wizualne abecadła polskiej szkoły – niezbyt rozbudowane, bo też ikonosfera ta nie jest za obszerna. Oba ukazują opustoszałe wnętrza polskich tysiąclatek, równie zuniformizowane jak same bryły, choć w odróżnieniu od nich wściekle kolorowe i połyskujące niezniszczalnym blaskiem lamperii i wypastowanych niemiecką chemią parkietów, wypełnione milionowymi kopiami tych samych oblepionych starymi gumami do żucia krzeseł i udekorowane prehistorycznymi paprociami. W cyklu Abzgram Karoliny Wojtas (podczas COVID-owej odsłony Warsaw Gallery Weekend prezentowanym na wystawie pod tym samym tytułem w Instytucie Fotografii Fort) te same motywy również się pojawiają, tym razem jednak w roli scenografii, a nie głównych aktorów.

Karolina Wojtas, „Abzgram”, widok wystawy, fot. Julia Pietrzak / IFF
Karolina Wojtas, „Abzgram”, widok wystawy, fot. Julia Pietrzak / IFF
Karolina Wojtas, „Abzgram”, widok wystawy, fot. Julia Pietrzak / IFF
Karolina Wojtas, „Abzgram”, widok wystawy, fot. Julia Pietrzak / IFF

Umyślna literówka w tytule wystawy i cyklu sporo mówi o jego charakterze – jest w szkolnych fotografiach Wojtas swoboda i czasem niemal obsesyjna lub podświadoma powtarzalność rysunkowych bazgrołów przeniesiona na medium fotografii, często też coś w nich wyraźnie nie gra. Czasami te zniekształcenia wydają się delikatne – kolory szkolnych utensyliów, już w punkcie wyjścia jadowicie nasycone, podkręcone zostają do tego stopnia, że wyglądają jak wyjątkowo agresywny wizualnie op-art, a odpowiednio skadrowana kratownica przy klatce schodowej kojarzy się raczej z zakładem karnym niż z placówką edukacyjną. Częściej jednak groteska eksponowana jest jak na dłoni przez odpowiednią aranżację i teatralizację kadrów. Uczniowska dłoń zespala się z trzymanym ołówkiem za pomocą grubego kokonu z taśmy izolacyjnej, za linijkę przy tablicy służy noga krzesła, a wnętrze sali chemicznej wyłożone jest szczelnie warstwą posklejanych kawałków tektury. Na opisanie wykreowanych w cyklu Wojtas realiów można by użyć wyświechtanego określenia „kafkowskie”, z tym zastrzeżeniem, że musiałby to być Kafka wydany w obezwładniająco koszmarnej pod względem edytorskim lekturowej serii wydawnictwa Greg.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 31. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 31/2020

Zobacz też