13.02.2014

Ułożyć sytuację. Rozmowa z Filipem Berendtem

Ułożyć sytuację. Rozmowa z Filipem Berendtem
Filip Berendt, Every Single Crash, 2013

Filip Berendt, Every Single Crash, 2013

Jak powstawał projekt Every Single Crash?

Większość prac powstała w 2013 roku podczas mojego pobytu na Taipei, lecz wciąż powstają nowe, tu w Warszawie. Obecnie seria składa się z 45 prac. Projekt podzieliłem na trzy części, które są wynikiem różnych eksperymentów z kolorem. Na serię Every Single Crash składają się bardzo intensywne fotografie. Jednak kolor jaki jest na nich widoczny, nie pochodzi z materiału, który fotografowałem. Pochodzi z zewnątrz, jest odbity. Obiekt fotografowany jest zbudowany z materiału refleksyjnego.

Szalenie ważna jest dla mnie praca z rzeźbą. Kiedy już powstanie, zaczynam konstruować wokół niej płaszczyzny z innych obiektów. To one wprowadzają kolor i światło, które odbijają się w rzeźbie. Tworzę rodzaj mandali z rzeczy, które dopełniają podstawowy obiekt.

Teoretycznie mógłbym to wystawić, tylko cała konstrukcja, która otacza rzeźbę, doprowadzając do niej kolor, światło i odbicia, jest według mnie nieważna. Istotna jest dla mnie sama rzeźba, a najbardziej kąt i wybrany sposób patrzenia na nią. To ja podejmuję decyzję, co chcę pokazać i nie jest to decyzja rzeźbiarska, to decyzja fotograficzna. W przypadku rzeźby, odbiorca może z wielu punktów odnosić się do danego obiektu. Tylko fotografia daje mi możliwość wybrania i pokazania jednego punktu widzenia, w którym splatają się wszystkie te elementy.

Rzeźbiarze zazwyczaj fascynują się materialnością rzeźby, obiektu. A ty celowo odcinasz widza od tej materialności.

Moim zdaniem materialność to pułapka. Bardzo łatwo jest zdefiniować materiał, nawet go nie dotykając. Granicami rzeźby jest to, że od razu rozpoznajesz i umiejscawiasz materiał. Jeżeli zdefiniujesz go jako drewno lub metal, następuje szereg skojarzeń. Oczywiście materiał można wykorzystywać, dobudowując kolejne znaczenia. Ale dla mnie w rzeźbie materiał to ograniczenie. Jest zbyt łatwo definiowalny. Ja wychodzę z materiału, używam folii, sprayów, blach, lakierów, ale zakłócam go. Istotne jest wszystko to, co się może na tym materiale wydarzyć.

every single crash 2013

Filip Berendt, Every Single Crash, 2013

Twoje fotografie są bardzo malarskie, nieostre, jakby złożone z maźnięć pędzlem. Jesteś też z wykształcenia grafikiem, fotografem, rzeźbiarzem. Pełna paleta artystyczna.

No właśnie, to jest przeszkodą. Dlatego pojechałem na studia do Royal College of Art, żeby złamać w sobie tą „projektową rzetelność”, te wszystkie akademickie nawyki, kompozycyjne zasady. Oczywiście jest mi to potrzebne, bez wiedzy czułbym się zagubiony. Poczułem chęć zmierzenia się z rzeźbą. Zawsze definiowałem moje prace jako rzeźbiarskie. Tam, w RCA, też je tak postrzegali.

Kiedy wyjeżdżałeś na studia do Londynu, czego się po nich spodziewałeś?

Późno zdecydowałem się na ten wyjazd, ale z pełna świadomością, co chcę tam robić. Miałem status studenta, który może eksperymentować, uczęszczać na zajęcia na wszystkich wydziałach i na zakończenie studiów nie musi przedstawić nic konkretnego. Wybierając ten program umówiłem się z wykładowcami na eksperyment. Polegał on na tym, że wyprowadzam ze swojej twórczości maksymalną ilość nowych dróg. Wszystko po to, żeby nie kontynuować jednego koherentnego języka, tak jak to robią inni artyści, którym potem wybrany styl definiuje twórczość. Moim założeniem było stworzenie możliwie jak największej ilości rozmaitych „języków”, jak najbardziej odległych od siebie. Było to trudne, wyzywające, ale również oczyszczające doświadczenie. Założenie było następujące: kiedy uda mi się pierwsza praca, od razu porzucam tę wypracowaną drogę. Nie robię serii, tylko zwiastun. Konsultuję się z grupą artystów i wykładowców, czy na podstawie tych moich zajawek widać możliwość rozwoju projektu w jakiś wizualny język. Oczywiście, trudno to określić na podstawie jednej pracy, dlatego czasem powstawały dwie lub trzy, zrobiłem też kilka rzeźb, nie tylko funkcjonujących na fotografiach.

Sporo wiemy o cyklu Every Single Crash, mieliśmy okazję widzieć wystawy w lokalu_30 i w hotelu Andels w Łodzi, publikowane były teksty. Czy mógłbyś opowiedzieć o twoich starszych projektach?

Przywiązany jestem do projektu Wizyta, który był pokazywany w lokalu_30 w 2008 roku. Prace powstawały w Polsce, Anglii i kilka na Tajwanie. Zasada była prosta, ludzie zapraszali mnie do domów, dając mi możliwość pracy z ich rzeczami. Idealną sytuacją było założenie, że nigdy się nie poznajemy, nie widzimy, ale to nie zawsze się udawało. Ten cykl to portret, ale portret nietypowy, bez bohatera, oparty na tym, na ile my definiujemy się przez przedmioty. Osoba, która zgłasza się do projektu przez maila, daje klucz asystentowi. Ja spędzam w ich mieszkaniu do 7 godzin, po czym wysyłam wiadomość, że już mogą wrócić do domu. Pracuję w rękawiczkach, w miejscu, którego nie znam. Po przedmiotach próbuję odtworzyć portret mieszkańców, robiąc instalację z przedmiotów, które znajdę. Zanim właściciel wróci, wszystko wraca na swoje miejsce.

Filip Berendt, Wizyta, 2007/2008

Filip Berendt, Wizyta, 2007/2008

Wspominałeś, że w Taipei był problem ze zorganizowaniem domu do realizacji Wizyty?

Na Tajwanie zrobiłem bardzo fajne zdjęcie z głową konia, która leży pod prysznicem. Ale kulturowo był spory problem. Tajwańczycy nie byli w stanie wszyscy na raz wyjść z domu. Mieszkają w małych mieszkaniach, w rodzinach wielopokoleniowych. Trudno wytłumaczyć dziadkom, przy takiej hierarchii jaka tam występuje w rodzinie, że teraz muszą wyjść, bo przyjdzie artysta pogrzebać im w rzeczach. Wszyscy bardzo chcieli wziąć udział w projekcie, byli zainteresowani. Ale dostałem tylko zaproszenie od kilku Amerykanów, Kanadyjczyków mieszkających w Azji, i od małżeństw mieszanych.

Kolejną bardzo ważną serią jest dla mnie Pandemia. Jest ona również, jak Every Single Crash, bardzo malarska.

Jest jak malarstwo materii.

No tak. Nie lubię do końca tego porównania, ale ono istnieje. Nie chciałbym jednak, żeby zdominowało projekt. Pandemia jest malowana pleśnią. Najpierw miksowałem jedzenie, robiłem organiczną bazę. I z tej bazy lepiłem, albo malowałem prace. Przeanalizowałem, jak wygląda pleśń po jednym dniu, dwóch, do tygodnia. Ma ona różne odcienie, można nią malować jak ołówkiem, pełna skala szarości. Jest też biała pleśń. Więc można z całości wymodelować dosyć przestrzenny obraz. Tylko fotografia jest w stanie to zachować, bo zmiany następują z dnia na dzień i trudno zatrzymać ten proces w odpowiedniej fazie. Oczywiście pewnie można by wszystko zalać żywicą i nie robić zdjęcia, ale struktura pleśni jest dosyć delikatna, nie wiem czy by przetrwała. Szukałem też innych rozwiązań, zastanawiałem się czy fotografia jest mi potrzebna do tego projektu. Okazała się niezbędna.

Filip Berendt, Pandemia, 2009

Filip Berendt, Pandemia, 2009

Często zadajesz sobie pytanie, czy fotografia jest ci potrzebna?

Oczywiście, zastanawiam się nad tym przy każdej pracy. Jeśli nie ma dla niej istotnej roli kończącej proces, trzeba się zastanowić, czy ta praca nie może funkcjonować jako np. rzeźba i w tej formie ją zostawić. Wtedy nie robię fotografii, ale może powstać obiekt. Pokazuję bardzo mało rzeźb, większość moich prac to fotografie. Oczywiście, mógłbym stwierdzić po prostu, że obiekty, które przygotowuje, są po to by zostać sfotografowane, a później bezwzględnie zniszczone. W sumie tylko fotografia jest moją finalna pracą.

Wracasz czasem do starszych serii?

Wracam do Wizyty. Czasami zrobię jedno, dwa zdjęcia, jak jestem gdzieś na rezydencji. Ten projekt można kontynuować choćby przez dekadę, ale mam wrażenie, że spektrum polskie wyczerpałem.

Nie wiem czy widziałaś materiał Badland.  Założenia tego cyklu są proste. Wyznaczam sobie bardzo krótki czas, znoszę do studia elementy, które wcześniej zebrałem, ale nie łączę ich w logiczne ciągi. Stawiam pytanie, czy w przeciągu bardzo krótkiego czasu da się z rzeczy kompletnie od siebie odległych ułożyć sytuację, która będzie symboliczna, mistyczna. Czy na gruzach tego świata, z dostępnych elementów, jestem w stanie wybudować jakiś nowy. Czy to jest możliwe? Człowieka traktuję w tych zdjęciach przedmiotowo. Często jest to postać androgeniczna. Część cyklu była pokazywana na wystawie w Galerii Studio w 2012 roku. Ale w całości ten cykl nie został jeszcze pokazany, gdyż cały czas powstają nowe prace.

badland 2010:2011

Filip Berendt, Badland, 2010/2011

 A nad czym jeszcze pracujesz?

Pracuję nad pewnym projektem, jestem już po dwóch sesjach. Skończę w marcu 2014. Odnosi się do rzeźby antycznej, maski, historii twarzy.

Rozmowa przeprowadzona z okazji otwarcia wystawy Every Single Crash w hotelu Andels w Łodzi, zorganizowanej w ramach cyklu ANDELS FOTO. Wystawę można oglądać do 14 lutego.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaFilip Berendt
TytułEvery Single Crash
MiejsceHotel Andels, ul. Ogrodowa 17, Łódź
Czas trwania17.01-14.02.2014
Strona internetowawww.filipberendt.pl
Indeks

Zobacz też