18.02.2022

Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)

Aleksy Wójtowicz
Tekst opublikowany w magazynie Szum 35/2021
„Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)”, Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Łukasz Wojciechowski
Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)
„Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)”, Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Łukasz Wojciechowski
Jak pisał Stanisław Brzozowski, kluczowy młodopolski teoretyk: „Gdy mówię: styl – mówię: stosunek autora do wszechświata. Styl nie jest kwestią formy: obejmuje on nie tylko pytanie: jak? – ale także pytanie: co?”. Rzecz w tym, że wystawa ekipy Szczerskiego głównie odpowiada na pytanie „jak?”, jednak na fundamentalne „co?” odpowiedź zostaje zawieszona.

Rzecz zaczyna się krzesłem, i to nie byle jakim. W holu krakowskiego Muzeum Narodowego obiektem wychodzącym do widza z zaproszeniem na wystawę Polskie style narodowe 1890–1918 jest słynne krzesło jadalniane, które dla Tadeusza Boya-Żeleńskiego zaprojektował Stanisław Wyspiański. Trudno znaleźć inny przykład w historii polskiego wzornictwa, który celniej ukazywałby kapitulację użytkownika wobec przedmiotu, przerost formy nad użytecznością siedziska. Jak wspominał sam Żeleński, na krzesłach ani się nie dało wygodnie rozsiąść, ani ich nijak przesunąć, a projekty Wyspiańskiego „robiły wrażenie mebli, w jakich mogą mieszkać ludzie na jakiejś innej gwieździe”. Żeleński wkrótce po śmierci Wyspiańskiego mebli się pozbył, bo choć scenografia wymierzona w mieszczańskie kołtuństwo sprawdzała się jako ozdoba salonu, nie pozwalała w niej żyć na co dzień. I tak czuć w tej zaakcentowanej krzesłem historii posmak przyszłych porażek modernizmu – obietnic prześnionej nowoczesności, maszyn do mieszkania wykraczających poza świat ludzi mających swoje ziemskie przyzwyczajenia. Nieco powiększona replika krzesła, która zaprasza na wystawę, ma jeszcze jedną właściwość – nie do końca wiadomo, jak jej użyć. Niby można się na nią wspiąć i usiąść pośrodku tego gigantycznego tronu. Większość po prostu przy niej przystaje, robi zdjęcie i idzie dalej, skonfundowana tym, czego krzesło od niej chce. Rozwiązanie zagadki znajduje się nieco dalej, już na samej wystawie – ale odnoszę wrażenie, że jest to odpowiedź niezamierzenie podsumowująca wysiłki ekipy MNK w ambitnym projekcie, jakim jest cykl wystaw 4 × nowoczesność. Inauguruje go właśnie pokaz twórczości pierwszych pokoleń artystów państwowotwórczych przełomu XIX i XX wieku, dla których Kraków był cierpliwą piastunką emancypacyjnych dążeń w dziedzinie sztuki i kultury narodowej. Czy brzmi to jak przepis na blockbuster – muzealny samograj polskiej mekki turystów? Jest nim w istocie, bowiem wystawić w Krakowie to, co leży u źródła dumy z krakowszczyzny (i polskości zarazem, jeśliby wciąż traktować Kraków jako synekdochę Polski) bywa przepisem na wystawę udaną i tłumnie odwiedzaną. Biorąc pod uwagę opublikowane dotąd recenzje tego imponującego pokazu, wystawa o wielości stylów narodowych się podoba, bowiem operuje na ogromie obiektów o niekwestionowanej wartości historycznej i artystycznej, ułożonych w dość oczywistą wypowiedź ekspozycyjną. Jednak gdy przyjrzeć się tezie MNK spinającej cykl – a są nią poszukiwania źródeł rodzimej nowoczesności – tak optymizm słabnie.

„Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)”, Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Łukasz Wojciechowski
„Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)”, Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Łukasz Wojciechowski
„Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)”, Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Łukasz Wojciechowski
„Polskie style narodowe 1890–1918 (seria wystaw 4 × nowoczesność)”, Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Łukasz Wojciechowski

Jak pisze Andrzej Szczerski, główny kurator wystawy i zarazem dyrektor MNK: „Fenomen nowoczesności definiowanej według naszej tradycji czy korespondującej z polską specyfiką kulturową to jest jeden z elementów polskiej tożsamości”. W centrum zainteresowań Szczerskiego od lat znajduje się nowoczesność á la polonaise – daleka od modernizacji imitacyjnej, za to osadzona w emancypacyjnych dążeniach, wytwarzająca własne jakości i język opisu świata. Jest to pozycja, którą można określić jako czerpiącą z postkolonialnej refleksji, jednak – zważywszy na sympatię Szczerskiego wobec projektu Międzymorza – o wyraźnym wydźwięku konserwatywnym, bliskim współczesnej polonocentrycznej polityce kulturalnej. Fakt, że w MNK spotyka się perspektywa horyzontalnej historii sztuki rodem z Piotra Piotrowskiego ze podniesieniem kwestii projektu nowej geopolityki regionalnej nie powinien dziwić. Ta tendencja wskazuje raczej na włączenie dyskursu historii sztuki w szerszą debatę nad naturą teorii postkolonialnej, która już od kilku lat toczy się w polskim gronie kulturo- i literaturoznawczyń. Tutaj podział na postępowców i konserwatystów jest wpisany w naturę wniosków, do jakich ta teoria prowadzi, kiedy toczy się dyskusja nad wzajemnymi relacjami centrów i peryferii. Dlatego też z powodzeniem można wystawę Polskie style narodowe… analizować jako jedną z pierwszych ekspozycji stanowiących asumpt do namysłu nad inną nowoczesnością, i to z perspektywy konserwatywnej. Inną nowoczesnością, to znaczy polską, w stylu narodowym. Jak pisał Stanisław Brzozowski, kluczowy młodopolski teoretyk: „Gdy mówię: styl – mówię: stosunek autora do wszechświata. Styl nie jest kwestią formy: obejmuje on nie tylko pytanie: jak? – ale także pytanie: co?”. Rzecz w tym, że wystawa ekipy Szczerskiego głównie odpowiada na pytanie „jak?”, jednak na fundamentalne „co?” odpowiedź zostaje zawieszona.

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 35. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 35/2021

Zobacz też