04.03.2022

„Na początku był czyn!” w Galerii Arsenał w Białymstoku

Karolina Plinta
Tekst opublikowany w magazynie Szum 35/2021
„Na początku był czyn!”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Na początku był czyn!” w Galerii Arsenał w Białymstoku
„Na początku był czyn!”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
Wystawa „Na początku był czyn!” prowokuje do pytania, na ile współczesna sztuka potrafi mierzyć się z tak radykalnymi ideami jak anarchizm insurekcyjny. I czy w ogóle chce?

Kiedyś o polskiej jesieni mówiło się, że jest złota, ostatnimi laty bywa jednak przede wszystkim brunatna. Nie lepiej jest w tym roku, kiedy to przytłaczające wrażenie życia w państwie autorytarnym wzmaga się z każdym miesiącem. W takim to klimacie, z dodatkowym tłem w postaci dramatu aktualnie rozgrywającego się na granicy, w odległości niewiele ponad 50 kilometrów od Usnarza Górnego, otworzyła się wystawa Na początku był czyn! w Galerii Arsenał w Białymstoku, poświęcona historii białostockiego anarchizmu insurekcyjnego. Otwarciu wystawy towarzyszyła medialna burza, wywołana przez lokalnych radnych i innych notabli, których oburzyła praca Karola Radziszewskiego. Podnieśli larum, że w publicznej instytucji dochodzi do degrengolady i wzywa się do przemocy. Obrońcy wystawy ripostowali, że przecież nic się nie stało i w galerii nic szczególnie obrazoburczego nie pokazano. A jednak coś się stało, bo białostocka wystawa faktycznie była o przemocy i w bardzo udatny sposób prowokowała do przemyślenia tej kategorii. Nie tylko z perspektywy ofiar, ale i sprawców.

Założona w 1905 roku w Białymstoku organizacja Czornoje Znamia była pierwszym anarchistycznym ugrupowaniem, które sankcjonowało politykę terroru wobec reprezentantów systemu państwowego i burżuazji.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od przeprowadzonego przez duet kuratorski riserczu, będący fundamentem całego wydarzenia. Moim zdaniem Katarzynie Różniak i Post Brothers udała się rzecz niesłychana. Przypomnieli oni bowiem historię dawno zapomnianą, o której – o ironio – nie wiedzieli nawet współcześni białostoccy aktywiści. Dzisiaj Białystok kojarzy się głównie jako przyczółek ksenofobicznego konserwatyzmu, w którym nie toleruje się Marszów Równości, jednak ponad 100 lat temu był on jedną z trzech (obok Odessy i Jekaterynosławia) „stolic anarchizmu” na terenach imperium rosyjskiego. Rozkwit i zmierzch białostockiego anarchizmu przypada na lata 1902–1908. Dlaczego akurat wtedy i właśnie w tym miejscu? Jak przekonują kuratorka i kurator, na przełomie XIX i XX wieku Białystok był sceną gwałtownych przeobrażeń społecznych: w wyniku wzmożonej industrializacji na tych terenach do miasta napłynęli nowi mieszkańcy i narodziła się klasa robotnicza, która doświadczała nowoczesności w sposób szczególnie dotkliwy. Nie istniały w końcu wówczas żadne kodeksy i prawa pracownicze, pracowano ponad miarę i w fatalnych warunkach, a w fabrykach czy warsztatach zatrudniano często dzieci. Było więc wiele powodów do buntu, byli ludzie, którzy buntować się mogli i to robili, w sposób z dzisiejszej perspektywy szokujący. Założona w 1905 roku w Białymstoku organizacja Czornoje Znamia była pierwszym anarchistycznym ugrupowaniem, które sankcjonowało politykę terroru wobec reprezentantów systemu państwowego i burżuazji. Czarnoznamieńcy nie uznawali żadnych form legalnego działania, uważali bowiem, że legitymizuje to obowiązujący opresyjny system. Normą w tamtym czasie były więc zbrojne walki z policją, napady na „klasę wyzyskiwaczy” i grabież ich mienia, czyli „eksy” (od ekspropriacji). O specyficznym charakterze białostockiego ruchu można się przekonać dzięki lekturze przedruków starych odezw anarchistycznych z 1905 roku, zawieszone na klatce schodowej galerii. „Wreszcie i my doczekaliśmy się szczęśliwego momentu w naszym ruchu robotniczym: z naszych szeregów rzucono bombę w ciemiężycieli” – informował jeden z tekstów. Czyn śmiałka zamachowca opisywany jest w sposób niezwykle patetyczny, a z dzisiejszego punktu widzenia – wręcz komiczny. Jednak za hasłami „Precz z panami! Niech żyje bomba” stały realne działania, a ataki bombowe – w tym celu używano chałupniczo konstruowanych bomb macedońskich – były jedną z popularniejszych form anarchistycznego oporu.

„Na początku był czyn!”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Na początku był czyn!”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Na początku był czyn!”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Na początku był czyn!”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski

Wystawa w Arsenale z racji swojej lokalizacji nie była prezentacją stricte historyczną. Zwięzły opis historii białostockiego ruchu, przygotowany przez Aleksandra Łaniewskiego, znaleźć można w publikacji towarzyszącej wystawie, a w jednej z sal Arsenału przygotowano „birżę rewolucyjną” – zaaranżowaną na wzór dawnych anarchistycznych giełd przestrzeń wspólną, wypełnioną publikacjami na temat międzynarodowego anarchizmu i znalezionymi przez kuratorkę i kuratora materiałami archiwalnymi na temat białostockich rewolucjonistów/rewolucjonistek. W przestrzeni birży odbyło się również kilka paneli dyskusyjnych poświęconych praktykom oporu, zarówno tych historycznych, jak i współczesnych, a całość wieńczył performatywny spacer szlakiem białostockich rewolucjonistów i rewolucjonistek, którego scenariusz, przygotowany przez Katarzynę Różniak, znalazł się także w publikacji towarzyszącej wystawie. O tym ostatnim wydarzeniu warto wspomnieć ze względu na jego przekorny charakter – dziś w Białymstoku pamięć o jego rewolucyjnej przeszłości jest kompletnie zatarta, a o historii miasta opowiada się nie z perspektywy klasy robotniczej, lecz właścicieli fabryk i przedsiębiorców. Jedna z oficjalnych tras turystycznych oferuje więc spacer „Szlakiem Białostockich Fabrykantów” – ważnym punktem na tej trasie jest pałac Cytronów, w którym obecnie mieści się siedziba Muzeum Historycznego. W latach 1963–1990 funkcjonowało ono jako Muzeum Ruchu Rewolucyjnego, ale w ramach transformacji ustrojowo-gospodarczej rewolucyjna ekspozycja powędrowała do magazynów, a w pałacowych salach zaaranżowano ekspozycję opowiadającą o codziennym życiu bogatych białostocczan na początku XX wieku. Na ironię zakrawa fakt, że to właśnie w tkalniach Cytrona wybuchły pierwsze strajki robotnicze w dwudziestowiecznym Białymstoku (marzec i maj 1901 roku).

„Godzina Szumu” w Radiu Kapitał: Katarzyna Różniak i Post Brothers W "Godzinie Szumu" Katarzyna Różniak i Post Brothers opowiadają o wystawie "Na początku był czyn!" CZYTAJ!

Na wystawie w Galerii Arsenał znalazło się kilka prac z magazynów Muzeum Historycznego, wszystkie datowane na 1963 rok – jest to cykl grafik Tadeusza Milewskiego przedstawiający sceny z życia białostockich robotnic i robotników, grafiki Antoniego Boratyńskiego ilustrujące walkę robotników z opresorem (jest tu między innymi scena wiecu, starcie z carską policją czy uciekający przed patrolem rewolucjonista) oraz obraz Michała Bylina Choroszcz, na którym po jednej stronie widzimy carskiego gubernatora pod eskortą Kozaków, a z drugiej ponury tłum robotników z fabryki Moesa. Jak jednak zwraca uwagę w swoim tekście Różniak, rewolucyjna ekspozycja, na którą przygotowano te prace, nie była pozbawiona znaczących przemilczeń. Wystawa Muzeum Ruchu Rewolucyjnego milczała o współczesnych jej protestach robotniczych, a i historię rewolucyjnego oporu przedstawiała wybiórczo, bez uwzględnienia działań grup anarchistycznych, które jeśli już, przedstawiane były jako te, które zbłądziły i działały na szkodę masowego ruchu. Brakujący wątek opowieści o historii ludowego oporu w Arsenale został uzupełniony przez dwie współczesne prace. Pierwsza z nich to obraz Znamia Mikołaja Sobczaka, przedstawiający kolaż złożony z grupowych portretów lokalnych anarchistek i anarchistów działających w Czarnym Sztandarze, pieczęci Białostockiego Anarchistycznego Czerwonego Krzyża i tłumu buntujących się robotników, wśród których pojawią się członkinie kolektywu Stop Bzdurom – Margot, Łania i Lu. Jak zwykle w przypadku ostatnich obrazów Sobczaka jest to praca o charakterze encyklopedycznym, którą najwygodniej oglądałoby się z mapką. Muszę przyznać, że z upływem czasu czuję coraz mniejszy entuzjazm dla jego metody, ale jako ilustracja czy rodzaj malarskiego pomnika dla zasłużonych rewolucjonistów (w którym jest miejsce na odrobinę ironii, bo wśród wyróżnionych znalazł się także Władimir Striga, anarchista, który przez przypadek wysadził sam siebie), ma ona uzasadnienie. Kolejną pracą uzupełniającą historię białostockiego anarchizmu był tryptyk Zuzanny Hertzberg Za-czyn. Składają się na niego dwie flagi – czarna i tęczowa, z napisami w języku polskim, jidysz, białoruskim i ukraińskim, które odnoszą się do międzynarodowej tradycji anarchizmu, a równocześnie nawiązują do aktualnych walk o prawa kobiet i osób LGBTQI+ – oraz edukacyjny sztandar opowiadający o Oldze Taratucie, założycielce ukraińskiego Anarchistycznego Czarnego Krzyża. Ta praca najpewniej najlepiej działałaby jako protestacyjny atrybut podczas jakieś akcji ulicznej i mam nadzieję, że zostanie tak kiedyś wykorzystana.

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 35. numerze magazynu SZUM

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 35/2021

Zobacz też