„Jednostki chorobowe” Martyny Czech w Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim
Udręka, rozpacz, rezygnacja, fobia, psychoza, odrealnienie.
Choroba rozrywa rytm życia. To co, codziennie, rutyna czy prozaiczność zostaje zakwestionowane przez stan nowy, wyjątkowy. Szok towarzyszący diagnozie jest rozdzierający. Trzeba się do niego przystosować, oswoić. Utarte i znajome schematy dnia codziennego blakną w swojej cichej sile, a powtarzalność rzeczy czy zdarzeń nie dostarcza już bezpieczeństwa.
Fundamentem choroby jest deformacja. Z początku ciało chorego prowadzi z nim złośliwą grę: przecież nic się nie zmieniło, wyglądam tak samo, nie czuję się o wiele gorzej. Innymi słowy: nie ma co popadać w dramatyzm, jestem inna/inny, może mi się uda, jakoś się wyślizgnę. Czas jednak działa na naszą niekorzyść. Osłabienie, utrata wigoru, czy w końcu zmiany na ciele są symptomami bolesnej prawdy, nie da się już zaprzeczyć tego, że coś się z nami dzieje nie tak. Głębszą warstwą deformacji jest uszczerbek psychiczny. Ciągła walka, brak zgody na swój stan, zaprzeczenie i bolesna akceptacja są jak walec, który rozjeżdża, spłaszcza naszą osobowość. Wojna toczy się wewnątrz i na zewnątrz, atak jest przypuszczony z obu stron jednocześnie. Czasowość nie jest jednoznacznie nakierowana na przyszłość. Chory egzystuje w wiecznym „teraz”, zawieszeniu, niepewności. Nie widzi poprawy, wszystko sprowadzone jest do jednej, przerażającej chwili.
W swoich najnowszych obrazach Martyna Czech przeżuwa rozmaite wymiary stanu chorobowego, analizuje, indywidualizuje, a następnie wypluwa na płótno. Gęsta wydzielina zastyga wyłaniając obraz. Tak, przetworzony, skondensowany, ciężki materiał przybiera formę uczuciową. Nie są to przyjemne uczucia. A raczej: odpychające, wstrętne, wstydliwe, bolesne. Artystka brutalnie, acz szczerze oddaje sprawę z tych emocji. Obrazy, za pomocą dynamicznych, nieznoszących sprzeciwu, pociągnięć pędzla nabierają realności i uniwersalności. Nie jest istotne tutaj oddanie detalu, lecz przywołanie danej emocji i przerzucenie jej na widza. Nie ważne kto choruje, choruje tak samo. Choroba, pomimo rozmaitych przyczyn, ostatecznie przybiera podobne formy.
Minorowe tony przedstawianych prac, ukazują także przemocowy charakter choroby. Poturbowana psychika jest już tak udręczona, że horyzont „normalności” zostaje znacząco przesunięty. Psycho-człowiek traktuje z czasem swój stan jako „zdrowy”. Wypracowane ścieżki działania umożliwiają mu patrzenie na innych, właśnie jako „chorych”. Nie każdy musi chcieć się leczyć, a postępująca choroba wznosi mur ochronny przed nie—chorą rzeczywistością.
Wizja przyjęta przez Czech jest co najmniej ambiwalentna. Kreśli ona rzeczywistość, w której wszyscy żyjemy w jakiejś wielkiej psychozie. Niemożliwość realizacji siebie, swoich pragnień, ujawnia jednostce jednoznacznie tragiczny krajobraz. Zdewastowana psychika odbija się na fizyczności: bladość postaci, świdrująca pustka w malowanych oczach. Szaleństwo nie jest jednak do końca zbiorowe. Szukanie pocieszenia u innych osób, w podobnym stanie, jest bezskuteczne. Świadomość niemożności wspólnotowego przepracowania traum i fobii, powoduje jeszcze większe zapadanie się człowieka w sobie samym. Tak rozumiane społeczeństwo jest zbiorem chorych jednostek pozbawionych komunikacji między sobą.
Choroba staje się nową rzeczywistością. Uczymy się jej reguł, aby przetrwać i jakoś funkcjonować. Jeśli doszukiwać się u Czech pozytywnego aspektu, to znajdziemy go w wolności ekspresji bólu i przytłoczenia. Artystka zaprasza nas do wykrzyczenia, wyrzygania tego co w nas jest i tego, co z nami jest. Może ktoś znajdzie w tym otuchę.
Adam Andrzejewski
Przypisy
Stopka
- Osoby artystyczne
- Martyna Czech
- Wystawa
- Jednostki chorobowe
- Miejsce
- Miejski Ośrodek Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim
- Czas trwania
- 21.11.2025–4.01.2026
- Osoba kuratorska
- Adam Andrzejewski
- Fotografie
- Monika Szalczyńska
- Strona internetowa
- mosart.pl/galeria-bwa/detail,nID,6861


