13.05.2022

„In the Middle of the World” Krzysztofa Junga w Gunia Nowik Gallery

Aleksander Kmak
Tekst opublikowany w magazynie Szum 36/2022
Krzysztof Jung, bez tytułu, ok. 1987, ołówek na papierze, dzięki uprzejmości Gunia Nowik Gallery
„In the Middle of the World” Krzysztofa Junga w Gunia Nowik Gallery
Krzysztof Jung, bez tytułu, ok. 1987, ołówek na papierze, dzięki uprzejmości Gunia Nowik Gallery
Chociaż Karol Sienkiewicz w tekście towarzyszącym wystawie pisze, że centrum świata Junga naładowane jest erotycznym napięciem, to polski kompleks religijno-narodowy, ciążący nad tym rzekomo neutralnym krajobrazem Mazowsza, rozładowuje potencjalny anarchizm nienormatywnego pragnienia.

Jeśli wierzyć przekazom, rysunki na wystawie zostały wyciągnięte wprost z kanapy Junga już po jego śmierci w 1998 roku – podówczas może nie do końca znany był twórczy rozmach performera, który, jak się okazało, pozostawił po sobie całe ryzy zarysowanych arkuszy. Zawsze trochę dziwnie jest oglądać prace artysty pozostające gdzieś na uboczu jego upublicznianej twórczości, widać w nich bowiem to, co mniej przepracowane, trochę surowe, niekoniecznie przeznaczone dla krytycznego oka. Zazwyczaj wywracają się wtedy utarte schematy myślenia, do których łatwo się przywiązać – i tak jest też na tej wystawie. Jung-performer, znany ze swoich nitkowanych działań w Repassage’u albo wystudiowanych, erotycznych autoportretów, ujawnia się tu jako epikurejski myśliciel blisko związany z naturą, trochę gejowski, ale jednak święty, nawet jeśli nienormatywny. Dobrze oddająca tę pamiętnikarską intymność skromna wystawa, minimalizująca liczbę rysunków i dająca im oddech w nieskazitelnej, aseptycznej przestrzeni galerii przy Brackiej, nie tyle pokazuje innego Junga, ile, chyba w nie do końca zaplanowany sposób, kwestionuje jego status gwiazdy sztuki LGBTQ+, wskazując, że nawet jeśli Jung jest na maksa gejowski, nie jest w ogóle queerowy.

widok wystawy „In the Middle of the World”, dzięki uprzejmości Gunia Nowik Gallery
widok wystawy „In the Middle of the World”, dzięki uprzejmości Gunia Nowik Gallery
Krzysztof Jung, „Bez tytułu (Nagi mężczyzna pod drzewem)”, ok. 1987, ołówek na papierze, dzięki uprzejmości Gunia Nowik Gallery
Krzysztof Jung, „Artur”, ok. 1987, ołówek na papierze, dzięki uprzejmości Gunia Nowik Gallery

W tym tkwi niebezpieczeństwo spoglądania w te szybko szkicowane rysunkowe pamiętniki – bo okazuje się, że skojarzenia i fantazje Junga miały nieraz dość tradycyjne, odwołujące się do religii korzenie: drzewo jabłoni, grób biblijnego Adama, nagi chłopak w skrócie zaczerpniętym z Chrystusa Mantegni, a nawet zagubiona owca schwytana pomiędzy dwa drewniane zabudowania na nizinnym morzu rysowanej szybkimi pociągnięciami trawy. Chociaż Karol Sienkiewicz w tekście towarzyszącym wystawie pisze, że centrum świata Junga naładowane jest erotycznym napięciem, które rzeczywiście czuć w pożądliwym spojrzeniu rysownika z pieczołowitością oddającego fakturę włosów łonowych kochanka albo ułożenie jego penisa, to polski kompleks religijno-narodowy, ciążący nad tym rzekomo neutralnym krajobrazem Mazowsza (weźmy „Jungówkę”, tę paskudną żartobliwą nazwę wiejskiej posiadłości artysty, oddającą tęsknotę za dworkiem, Panem Tadeuszem i w ogóle polską prowincją obojętną na koleje globalnej historii), rozładowuje potencjalny anarchizm nienormatywnego pragnienia. […]

Pełna wersja tekstu dostępna jest w 36. numerze Magazynu SZUM.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 36/2022

Zobacz też